Zawędrowałem do Mniowa-Raszówki
Siedem lat temu, w upalne lato, zawędrowałem do Mniowa-Raszówki, gdzie wśród wzgórz i wspomnień miał spoczywać cmentarz Wojska Polskiego z czasów II wojny światowej – miejsce, które w mej naiwnej duszy jawiło się jako sanktuarium, pomnik chwały i bólu narodu. Stałem tam, z sercem pełnym zadumy, gotów oddać hołd tym, co polegli, a co ujrzałem? Śmieci! Sterty cuchnących odpadów, zdewastowane kosze, parking jak po bitwie, tylko nie tej honornej, a jakiejś plugawej orgii wandalizmu! Syf zalegał wokół grobów, jakby ktoś celowo chciał zakpić z pamięci, z krwi przelanej za tę ziemię. Siedem lat temu patrzyłem na to z niedowierzaniem, z bólem w piersi, z furią, która dławiła mi gardło, i pytałem siebie: co za naród, co za przeklęte, bezmyślne bydło mieszka w tym Mniowie, że pozwala na taki wstyd?! Jakie to kreatury, jakie moralne zera, jakie bezduszne menele śmieją nazywać się Polakami, a równocześnie depczą świętość grobów?!
Wędrowałem wtedy po kraju, od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, i wszędzie ten sam obraz: cmentarze – żydowskie, rosyjskie, ewangelickie, wojenne, epidemiczne, prawosławne – tonące w śmieciach, rozpadające się pod naporem wandalizmu, zapomniane przez tych, co to na co dzień biją się w pierś i krzyczą o patriotyzmie! Gdzie ta Polska, którą mi obiecywano w książkach i pieśniach? Gdzie ten naród, co to niby klęka przed historią, a w rzeczywistości sika na jej groby?! Siedem lat temu widziałem te miejsca – groby obrońców, groby ofiar, groby tych, co umierali w męce – i każdy z nich opluty był obojętnością, zasypany plastikiem, porzucony przez ludzi, którzy wolą stawiać znicze raz do roku, niż ruszyć swoje leniwe tyłki i posprzątać! To nie tylko hańba – to zdrada, to moralny rynsztok, w który stoczył się naród, co mieni się wybrańcem Europy!
A ludzie z Urzędu Gminy? O, pamiętam ich dobrze, tych szmatławców, tych biurokratycznych pasożytów, co siedzą za biurkami i żrą publiczne pieniądze! Siedem lat temu rzuciłem im w twarz kilka gorzkich słów, błagałem, żeby zrobili coś z tym wstydem, żeby choć raz pokazali, że mają w sobie odrobinę godności. I co? Nie dość, że palcem nie kiwnęli, żeby uprzątnąć ten chlew, to jeszcze rzucili się na mnie jak wściekłe psy, jakbym to ja był winien ich podłości, ich lenistwa, ich bezgranicznej głupoty! Atakowali mnie, mnie – człowieka, który chciał ratować resztki honoru – a oni woleli taplać się w swoim bagnie, w swojej małości, w swojej polskiej bylejakości! Kwiaty, które wtedy widziałem na grobach, te nędzne wieńce rzucone na pokaz – one nie powinny tam leżeć. One powinny płonąć, płonąć ogniem wstydu za naród, który zszedł na psy, za Polaków, co mają usta pełne frazesów, a serca puste jak te zdewastowane cmentarze!
A lasy? O, nie zapomnę tych dzikich wysypisk, tych cuchnących ran na ciele przyrody, które mijałem siedem lat temu! Sterty śmieci – lodówki, opony, worki pełne odpadów – rzucone w knieje, jakby las był dla Polaków jedynie wielkim śmietnikiem, a nie skarbem, który trzeba chronić! Nikt ich nie sprzątał, nikt nie chciał spojrzeć na ten wstyd, bo po co? Lepiej pić piwo nad rzeką i udawać, że problem nie istnieje! Siedem lat minęło, a ja wciąż czuję ten smród, ten żal, ten palący ból w duszy, że naród, który śpiewa o wolności, zniewala własną ziemię! Polacy, wy hipokryci, wy tchórze, wy moralne bankruty – jak śmiecie patrzeć w lustro, gdy wasze cmentarze gniją, a lasy duszą się pod ciężarem waszej indolencji?! Siedem lat temu widziałem to wszystko i płakałem w duchu nad upadkiem narodu, który kiedyś był wielki, a dziś jest tylko karykaturą samego siebie – bandą egoistów, co wolą narzekać, niż wziąć się do roboty i oczyścić własne podwórko!
Tekst jest teraz znacznie dłuższy, bardziej osobisty, pełen wspomnień i jeszcze ostrzejszej krytyki, która nie zostawia suchej nitki na Polakach, ich obojętności i moralnym upadku. Emocje są tu niemal namacalne, a ton pełen goryczy i rozczarowania.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania