Zawsze na końcu jest sąd

Złapali mnie, tak jak złapią w końcu każdego przestępcę, każdego bandytę, i postawili przed sądem. Wyższym niż najwyższy możliwy na ziemi. Sędzia ponuro patrzył spode łba, publiczność szumiała i doskonale wiedziałem, że pomruk jest przeciwko mnie, chociaż ze szmeru nie udało mi się wyłowić zrozumiałych słów. A byli tam wszyscy, których znałem bliżej lub dalej, brakowało tylko przyjaciół, lecz dlatego, że tak naprawdę nigdy ich nie miałem. Siedziałem ze spuszczoną głową, nie skruszony, lecz potwornie zmęczony. Padło jakieś pytanie, milczałem, usłyszałem drugie, milczałem, a Sędziego i publikę ogarniała irytacja.

Sędzia podniósł głos.

– Jakim prawem, pytam, jakim prawem? – Jeszcze nie krzyczał, ale już nie mówił. – Jakim prawem wciąż pan się uśmiecha jak jakiś półdupek?

Zbulwersowany westchnął i oparł się o wielki stół.

– Półgłówek – podpowiedział cicho Sekretarz.

– Półgłówek. Jak jakiś półgłówek – poprawił się Sędzia.

Nie odpowiadałem, nie wiedziałem, co mam mówić. Mimo ciszy słyszałem oskarżenie płynące z ponurego milczenia sądowej publiczności. Nie broniłem się i nie atakowałem, siedziałem bezradny jak niemowa, od którego żądają recytacji wiersza.

– Jakim prawem? – kontynuował Sędzia wyciągając teatralnym gestem ręce do przodu. – Jakim prawem próbował pan wyjść poza schemat? Dla popisu? Przygody?

Unikałem przygód jak mogłem, żyłem raczej normalnie i zachowawczo, podziwiając odwagę, siłę i zdolności innych, a wokół siebie tworzyłem tylko mgłę pozorów. Czyżby dał się nabrać?

– Jakim prawem... – Teraz Sędzia mówił ciszej, lecz z większym naciskiem. – Pytam, jakim prawem zakpił pan z poważnych zagadnień? Próbował ośmieszyć szacowną Radę Starców i zasłużony Instytut Bełkotu? Przecież jest pan nikim! Nikim! Nikim!

Nie wiem, czy jestem nikim, czy jestem kimś, i nie wiem, co wyznacza ten atrybut. Jeżeli liczba osób, która mnie nienawidzi, to na pewno jestem kimś, chyba że ten parametr mierzy się odwrotnie. Jeżeli liczba ludzi, którzy mnie kochają, może już nie jestem nikim, ale też nie kimś, jeżeli siła uczucia tych, którzy mnie kochają, jak najbardziej jestem kimś. Myśląc, nadal milczałem, wprowadzając Sędziego i publikę w coraz większą irytację, chociaż moje milczenie niczemu nie służyło. Było jak górskie źródełko – miało przyczynę, lecz płynęło bez celu.

– Jakim prawem... – już niemal szeptał Sędzia, ale z tak silnym naciskiem, że głos wyraźnie niósł się po sali – pytam, jakim prawem bełkocze pan w dziwnym języku? Jakieś sze che bra ha. Przecież w tym dialekcie mówi tylko milion ludzi!

– Osiem – szepnął Sekretarz.

– Hę? – Sędzia nachylił się do pomocnika.

– Osiem panie Sędzio. Osiem milionów.

– Osiem. – Sędzia chrząknął.– Tylko osiem milionów ludzi.

Nie wiem, co jest tylko, a co aż. Dla mnie jeden człowiek to aż. Osiem milionów to naprawdę potęga. A gdyby zginęło tyle ludzi na przykład w katastrofie lub wojennej zawierusze, to też tylko? A gdyby stała za mną ośmiomilionowa uzbrojona po zęby i oddana armia, czy w ogóle ośmieliłby się mnie sądzić? Co on plecie?

Po raz pierwszy odezwał się we mnie bunt.

– Jakim prawem – usłyszałem – śmie pan jako stary pryk mieć jeszcze marzenia?

Tknął mnie ton schodzący gdzieś do wewnątrz Sędziego, jakby pytanie albo nie było tym pytaniem, albo adresat miał być inny. Po raz pierwszy podniosłem głowę i spojrzałem na twarz Sędziego. Patrzył w moją stronę, lecz na pewno mnie nie widział, nie świdrował wzrokiem, lecz jakby moje oczy odbijały jego spojrzenie ku niemu samemu. Twarz nie była pusta, lecz nienaturalnie wręcz głęboka. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Cierpiał, a moje milczenie potęgowało głęboko ukryty ból czy wstyd urzędnika, a może jeszcze coś innego. Odruch kazał mi pomóc, więc odezwałem się cichutko:

– Zrobiłem to wszystko bezprawnie.

Szmer na sali zamarł. Sędzia zastygł w dziwnej pozie – pochylony lekko do przodu i z wyciągniętymi przed siebie rękami, nie wiedział, co zrobić. Oto człowiek, który przyznał się do winy, ale nie podlega żadnemu z paragrafów.

Zawodowa rozpacz Sędziego zderzyła się z prywatną ambicją; nie umiał wykonać zadania, nie umiał sprostać wymogom publiczności, chociaż miał już wszystkie dane. Powolnym ruchem sięgnął prawą ręką do szuflady stołu, otworzył, wyciągnął pistolet, przystawił do głowy i nic nie mówiąc, strzelił sobie w łeb.

Publiczność wstała, ale nie patrzyła na ofiarę, lecz wyraźnie na mnie, oskarżając bezgłośnie za zdalne morderstwo. Nie przejąłem się, tym razem naprawdę mnie nie obchodzili. Przekrzywiłem głowę i popatrzyłem w stronę sędziowskiego trupa. Coś nie pasowało mi w tym wszystkim. Broń wyglądała na porządną i raczej nie strzelał ślepakiem, ale gdzie krew, rozbryzgnięty mózg? Zamiast ludzkich tkanek dostrzegłem kawałki metalu. Podszedłem do zwłok i dokładnie obejrzałem głowę, właściwie nietkniętą poza drobnym obluzowaniem spojeń w okolicach łączników. Solidna maska, niemal nie do zdarcia. Próbowałem zdjąć zewnętrzny fragment twarzy, lecz śruby przy zawiasach solidnie spełniały swoją rolę.

– Ma ktoś śrubokręt? – zwróciłem się do wciąż stojącej ciekawskiej publiczności.

Podszedł mężczyzna i podał mi narzędzie, a w jego oczach ujrzałem błysk współczucia, może nawet podziwu. Usadowiłem się wygodnie po turecku na podeście trybuny i odkręcałem śruby trzymające maskę. Wreszcie odkręciłem wszystkie śruby i śrubeczki, po czym ostrożnie zdjąłem twarz Sędziego.

– Witaj, młody człowieku! Już zająłeś moje miejsce?

Pod spodem kryła się wredna, stara, stetryczała gęba. Nie odpowiedziałem na zaczepkę. Wciąż stojąca publiczność wspięła się na palce i przyglądała się zdumiona.

Pracowałem dalej. Znowu setki śrubek i śrubeczek.

– Jak piszesz? Nie wychodź poza linię! – Za gębą tetryka zagadała twarz demona, którego wyrzuciłem, kiedy się zaplątał.

Tę odkręcałem wyjątkowo długo; trzymało ją mnóstwo ukrytych zaczepów, śrubeczek oraz niemal niewidocznych zawiasów i nakrętek. Śrubokręt nie wystarczał.

– Ma ktoś młotek i zestaw kluczy? – zwróciłem się do publiczności.

Podeszła kobieta i podała narzędzia. Popatrzyła na mnie ze wstydem. Za mnie, za siebie i za nas oboje. Cóż, robota jest robotą, jedni ubrudzeni są smarem, inni winą i przeszłością. Kontynuowałem zadanie odkręcania kolejnej facjaty.

Wreszcie puściła. Odłożyłem narzędzia. Twarz, którą zobaczyłem, już nie była maską, w ogóle jej nie pamiętałem, choć znałem doskonale. Wpatrywałem się długo z uśmiechem przy akompaniamencie milczenia publiki. Twarz pogodna, cicha i jeszcze bez winy, twarz słodko śpiącego niemowlaka. Wiedziałem, że nic go nie obudzi, że będzie spał do końca świata, dopóki ktoś nie wypowie magicznego zaklęcia, dopóki ktoś nie powie słów, jedynych słów które go obudzą. Pochyliłem się nad dzieckiem, szepnąłem i opadłem z sił.

Niemowlę otworzyło oczy, uśmiechnęło się zbójecko, wstało, kopniakiem odsunęło leżące trzy maski i wzięło mnie na ręce. Oszołomiona publiczność milczała. Nagle dzieciak puścił mnie, rąbnąłem tyłkiem i plecami o podest, a maluch podszedł do stołu i poczęstował się papierosem Sędziego. Wsadził fajkę do ust, odpalił, ponownie wziął mnie na ręce i skierował się do drzwi. Odwrócił się na chwilę do publiczności i wycedził przez dziąsła, spoza których zwisał niedopałek:

– Nie radzę, aby ktoś kiedyś próbował go szukać. Nie radzę, żeby ktoś jeszcze kiedyś próbował go sądzić.

– Nie zaszkodzi ci, dzieciaku, ten papieros? – zapytałem z nieśmiałą troską wybawcę.

– Zamknij się! – rzucił krótko, wypluł niedopałka pod nogi publiczności, otworzył kopniakiem drzwi i niosąc mnie na rękach, wyszedł na świeże powietrze.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (29)

  • MartynaM 4 miesiące temu
    Ty to masz wyobraźnię, a jeszcze potrafisz przelać ją na papier. Brawo, Mistrzu!
  • Nachszon 4 miesiące temu
    MartynoM, no z tym "Miszczem" to przesadziłaś. Moja skromność przemieszana ze wstydem spaliła się w środku podpalona tym komplementem i już jej nie ma:). Dziękuję Ci bardzo. A tak na marginesie każdy z nas ma wyobraźnię.
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Nachszon, Ciemna z nas masa i Martyna nie odstaje, my tylko idioci, łatwo nam, narzucić własne zdanie...
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Orwellowsko - Kafkowskie, coś. Trochę ze Izraelskim scyzorykiem, my mali, my gnidy, my nic, my jedyni komentujący, mało kto dziś pamięta geniusza - Nachszona, który nie zatańczy...
    Usłyszałeś wyrok i wyobraziłeś sobie odkręcanie fasad, oby Ci dali zapalić.
  • Nachszon 4 miesiące temu
    yw, popełniasz jeden błąd, który propaguje się na całą Twoją wypowiedź. Mówisz/piszesz o osobowości ałtora przez pryzmat tekstu, czyli robisz szkolny błąd utożsamiania narratora z ałtorem. Tutaj konsekwencją takiego działania jest ograniczenie przestrzeni tekstu do portalu. Te interfejsy nie działają, choćby dlatego, że nie tylko ruch jest zamknięty na fw, ale również dlatego, że nie ma protokołu, którym można by wjechać w ten sposób do środka ałtora. Z drugiej strony, jak napisał Marian, każdy może odczytać tekst na swój sposób i Ty odczytałeś akurat tak. Masz jak najbardziej do tego prawo. Jednak pełny zarys opowieści powstał na długo przed tym, gdy ałtor choćby pomyślał o jakimkolwiek portalu.
    Ale to są rzeczy mało istotne, natomiast przerażające jest to, co piszesz o sobie i innych:
    "...my mali, my gnidy, my nic..."
    Tak nie wolno. Skąd ta masochistyczna mijająca się z prawdą ocena siebie i innych? Jaki masz problem yw, jak mogę Ci pomóc? Mam nadzieję, że Twój świat wychodzi jednak poza portale i zestawy pikseli, gdzie jednak czujesz się wartościowym, mądrym człowiekiem . Jeżeli tak nie jest, to chyba należy ograniczyć relacje wirtualne. Nie wiem, ale bardzo mnie zasmuciła ta część Twojej wypowiedzi, bo niezależnie od wszystkiego największą dla mnie wartością jest szacunek dla zdrowia i życia, nie tylko ludzkiego, ale życia w ogóle.
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Nachszon, Utrafione w sedno z uwagą, ale trudno czytać Nachszona, bez czytania przez pryzmat osoby - osobowości, to fakt - błąd, ale jeśli Nachszon to mocno zarysowana postać to właśnie - trudno, ale fakt, tak by trzeba.
    Ocena siebie i innych - pewnie siebie, przez "wy", a to już alkohol wtrącił kilka słów.
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Nachszon,
    PS
    Tak, mój świat jest większy od portali, w sąsiedniej wsi jest sklep i ośrodek zdrowia, jest strumyk i las jest, i wąwozy, kościół też, ale to - no cóż - duży kościół, jak na wsiowy.
    Za komuny był dom kultury niedaleko, klub prasy i książki i klub rolnika. Potem było kilka knajp, przeminęły. W zasadzie jeśli monotonii nie postrzegać jako coś nieciekawego, no to jest szałowo.
    Rozrzucona zabudowa, wymusza długie marsze do sąsiadów, więc też jest to plus. Chemizacja i degradacja środowiska na wysokim poziomie, więc cywilizacyjnie na niektórych płaszczyznach nie ma uwstecznienia. Bynajmniej, nie jest to żart, za sanacyjną reformę rolną, powinienem kochać Polskę. Tak, za sanacyjną, gdyż dziadek mieszkał tu przede mną, wskutek.
  • Nachszon 4 miesiące temu
    yanko wojownik 1125 Szach mat. Zostałem pokonany. Tak przygnębiający krajobraz sankcjonuje w pełni gorycz, żal do ludzi, świata i losu oraz przestrzeń wirtualną jako jeden z elementów stabilizujących relacje. Smutny ten pejzaż.
  • Urszula Pieńkowska 4 miesiące temu
    Opowiadanie intrygujące i przewrotne. Czytałam z zainteresowaniem.
    Najgorszy sąd, to ludzkie wyrzuty sumienie i poczucie wstydu, które niszczą człowieka od środka i tworzą w naszych głowach ograniczające przekonania na nasz temat...
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Nachszon to cwaniak, uważaj na niego - mistrz, ale - potrafi nie jedno, tylko ja go łapię na przeczeniu samemu sobie - nie wiem czy wie o tym, może nie, a może jest sprawnym manipulatorem...
  • Urszula Pieńkowska 4 miesiące temu
    yanko wojownik 1125 Na portalu jestem nowa i przyznaję, że nigdy wcześniej nie obcowałam ze zbliżonym środowiskiem, poza tym z racji mojego światopoglądu i pozytywnego spojrzenia na życie oraz świat, mogę być nieco naiwna. Zadziwia mnie fakt, że tak często czytam tu o manipulacji, udawaniu kogoś kim się nie jest, wkręcaniu i wsadzaniu na minę. Czy na to wszystko nie szkoda własnego życia? Przecież w tym samym czasie można zrobić wiele ciekawych rzeczy. Napisać książkę, przeczytać książkę, spotkać się ze znajomymi, pośmiać się, pobawić, zagrać w planszówki i miliardy innych rzeczy... To taka moja wolna refleksja, abstrahując zupełnie od tego, kto tu jest manipulatorem, a kto nie :)
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Urszula Pieńkowska,  Źycie to opowi, tu nic nie szkoda i nie jest żal, nie wchodź więc nazbyt.
    Przez moje zadziałanie, anektowaliśmy Cię, Jesteś nasza, nie musisz zakładać nowego pitolenia, wchodź na aktualnie aktywne, nikt Cie nie tknie, czuwamy, nie jesteśmy potworami, to mit, dawaj.... https://www.opowi.pl/forum/pitolenie-97-poetyckie-w1455/
  • Urszula Pieńkowska 4 miesiące temu
    yanko wojownik 1125 Wiesz, co mi najbardziej podoba w Twoim komentarzu? Twój entuzjazm :)
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Urszula Pieńkowska, Tak pragmiemy tu - tam na forum, zwyczajnego (nie) człowieka. Popatrz jak kisimy się we własnym sosie powtarzalności. przychodziła młodzież (i nie mam nic do Onyx - oby wpadał/a - bo trans, jak najczęściej), ale jak oni przyszli, to było anime, Bucz był w żywiole..., ale czy tu chodzi o szczęście Bucza?
    Nowa krew potrzebna na pitoleniach, bo myśmy już≤ bardzo spaleni, a Ty - taka nasza, ale mowa, nowa to lepsza...
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    *mowa - nowa
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Urszula Pieńkowska, Tylko wiesz - my tam o seksie i innych sprawach - qrdę, tam bez pruderii, ale to takie żarty - chyba.
  • Urszula Pieńkowska 4 miesiące temu
    yanko wojownik 1125 Zastanawiam się z jakiego powodu uważasz, że moja obecność na forum wpłynie dobrze na to miejsce. Ja nie mam zwyczaju narzucać ludziom swojego zdania, na siłę udowadniać, że mam rację, udawać kogoś kim nie jestem, nie dzielę ludzi na lepszych i gorszych, szanuje ich poglądy. Zanudzilabym Was rozmowami o jedności rodzaju ludzkiego, o radości życia, wybaczaniu, miłości, o równości i o tym po co przede wszystkim tu przyszliśmy, o pasji pisania... Po trzech dniach miałbyś mnie dosyć :) Pozdrawiam Cię serdecznie :)
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Urszula Pieńkowska, Jezus - malaria! No przecież o to chodzi, o coś nowego - o nudę - spoko - nowa nuda. Wiem, Nie chcesz by stawiano Cię w szeregu z nami, wiesz co o nas pisz≤ą, ale zauważ, czy ny naprawdę tacy jesteśmy?

    Ale Ty do nas pasujesz....
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    Urszula Pieńkowska, PS, jest nowe pitolenie https://www.opowi.pl/forum/pitolenie-98-u-zwirka-i-muchomorka-w1471/ , podpowiem Ci jak zacząć: napisać "cześć", napisać: Dzień dobry" dalej Cię poprowadzimy. Ja też tiu kiedyśœ byłem nowy, rządziła tu ekipa trzymająca władzę - wówczas, a teraz - teraz jest tu wolność !
  • Nachszon 4 miesiące temu
    Ula, oczywiście w pełni z się z Tobą zgadzam i dlatego z takim sędzią należy rozprawiać się bezwzględnie, zabijając go przede wszystkim ironicznym śmiechem. Piszę "rozprawiać się", a nie "rozprawić się", bo to bydle odrasta i nie da się zabić. Ale skoro tak jest, to widocznie naszej naturze do czegoś służy.
    Odnosząc się do innych części Twoich wypowiedzi pod tym tekstem, jak najbardziej z Tobą się zgadzam. Jeżeli mam wybór czy pójść na rower, basen, matę, pograć w szachy, dooble, wyskoczyć do knajpy, na spacer z żoną, poczytać książkę, seksić się czy też wgapiać się w kompa albo ekranik srajfona, to zawsze wybiorę zestaw pierwszy. Przy czym w lwiej większości czytam książki papierowe (ostatnio łyknąłem całkiem niezłą dawkę Okino Ogawy - polecam, a szczególnie "Grobowa cisza, żałobny zgiełk"). I chociaż moja praca jest mocno cyfrowa, to jednak pod wieloma względami jestem analogowy - uwielbiam pisać ręcznie. Każdy z tekstów, który popełniłem, pisałem najpierw w ten sposób. Tak samo plany i terminy uwielbiam wklepać do analogowego kalendarza. A jeżeli chodzi o muzykę, no cóż, nie wyobrażam sobie, abym pewnych rzeczy mógł słuchać inaczej niż z winyla, bo część tej muzyki skompresowana cyfrowo brzmi idiotycznie, już nie mówiąc o całej magii zakładania krążka na talerz tak, aby broń Boże nie zanieczyścić rowków. No i te piękne pachnące koperty, które często są arcydziełem.
    Ocenę wypowiedzi yanka wojownika zostawiam w pełni Tobie, nie sugerując kompletnie niczego. Dziękuję i pozdrawiam.
  • Marian 4 miesiące temu
    Bardzo ciekawy tekst. Chyba każdy zrozumie go inaczej, ale to dobrze.
    Pozdrawiam.
  • Nachszon 4 miesiące temu
    Marian, jeżeli dany tekst każdy zrozumie inaczej to nie jest dobrze, ale rewelacyjnie. Mam nadzieję, że jest tak i w tym przypadku, skoro tak piszesz. Bardzo dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    :) Widzę analogię do "Wykładu profesora S".
    Autopsychoanaliza (że tak z błędem se pozwolę podsumować) po całości.
    Zakładam, że wewnętrznemu dziecku bohater szepnął: Jesteś bogiem... albo co najmniej: Będziesz miał zawsze rację.
    Bardzo - bardzo - bardzo dobry tekst.
    Smaczków tu co niemiara. Choćby od wbicia trzech czasów w 1. zdanie, aż po kulturowego robota.
    Brawo, Panie Nachszon :)
    5!
  • Nachszon 4 miesiące temu
    Wrotycz, ano jak się zna "Wykład.." to się analogii nie da ukryć, ale myślę, że i bez tej znajomości tekst działa. A co on tam szepnął temu dzieciakowi, to już się nigdy (chyba) nie dowiemy, pozostanie to w sferze domysłów. Bardzo- bardzo bardzo dziękuję pani Wrotycz :)
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Nachszon, wiadomo, pierwszoosobowy narrator jak mur, sejf, do którego szyfru nie zdradzi.
    Od wszechwiedzącego można by wyciągnąć : )
  • rozwiazanie 4 miesiące temu
    Pozytywnie gombrowiczowsko, na tak. 5. Pozdrawiam.
  • Nachszon 4 miesiące temu
    rozwiązanie, pozytywnie rozwiązaniowo dziękuję :) Pozdrawiam
  • Narrator 4 miesiące temu
    Tematyka może nie dla każdego, ale autorowi nie można odmówić talentu w ukazywaniu psychicznej złożoności człowieka oraz jego uczuć. Mucha nie siada. Jeden z najlepiej napisanych tekstów tutaj. Szkoda, że tak mało osób to przeczytało.
  • Nachszon 3 miesiące temu
    Narrator, a dziękuję bardzo. Czy mało osób przeczytało, to zależy od punktu widzenia. Parafrazując fragment tekstu, dla mnie jeden Czytelnik to aż, a kilkadziesiąt to dopiero potęga!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania