Zazdrosna Połówka

Była godzina dziesiąta trzydzieści siedem, prywatny detektyw Steve Hope, jak co ranek siedział w swoim biurze, pijąc świeżą kawę z mlekiem i czytając najnowsze wydanie dziennika „Śledztwa na czasie”. Jego uwagę przykuł artykuł o samobójstwie amerykańskiego polityka mieszkającego obecnie w Nowym Jorku - Johna W.

 

Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Nawet nie zdążył powiedzieć „proszę”, a drzwi uchyliły się. Do środka weszła kobieta około czterdziestki. Miała blond włosy do ramion i duże brązowe oczy. Ubrana była dość wyzywająco, a zarazem elegancko.

- Jestem Kate Waters, żona tego zmarłego polityka, Johna Watersa. Pewnie już pan słyszał o tej sprawie - stwierdziła kobieta.

- Właśnie przed sekundą czytałem o niej artykuł. Tylko nie rozumiem, w czym ja, mógłbym pani pomóc? - spytał Hope.

- Uważam, że mój mąż nie popełnił samobójstwa -powiedziała pani Waters, a Steve powoli zaczął się domyślać, na czym będzie polegała jego rola. - Od pana oczekuję, znalezienia dowodów - dodała żona zmarłego.

- Dobrze, w takim razie, zapraszam do mnie - zaproponował detektyw i zaprowadził kobietę do małego pokoiku bez okien, tylko z jednym stolikiem, stojącym pośrodku i dwoma krzesłami.

 

Rozmowa trwała długo, jednak Hope nie dowiedział się nic, co mogłoby mu pomóc. Kobieta brzmiała dość prawdopodobnie, mimo to Steve miał pewne wątpliwości, co do jej prawdomówności.

 

Następnego dnia rano śledczy udał się na miejsce zbrodni. Pojechał windą na piętro trzydzieste, ogromnego wieżowca, znajdującego się w samym centrum Nowego Jorku. Po około piętnastu minutach, znajdował się prawie przed drzwiami biura Johna. Wejścia pilnowało dwóch uzbrojonych agentów specjalnych.

 

Wykorzystując ich chwilową nieuwagę, Steve zakradł się do pomieszczenia. Było to typowe biuro z białymi ścianami, wykafelkowaną podłogą i trzema czarnymi biurkami stojącymi jedno za drugim, na których stały komputery. Śledczy założył rękawiczki i nie mając wyboru zaczął przeszukiwać każdą szufladę z osobna, aż trafił na tą właściwą. Na samym wierzchu leżało zdjęcie. „Idealna skrytka” - pomyślał z ironią Steve. Zdjęcie przedstawiało pana Watersa z jakąś kobietą. Mogła mieć ona z dwadzieścia lat. Miała długie, brązowe włosy i złote oczy. Ubrana była jak szesnastolatka, czyli w chabrowe dżinsy, czarną, luźną koszulę i białe trampki. Hope jednym zwinnym ruchem wsunął fotografię do kieszeni marynarki, zatarł wszelkie ślady swojej obecności i niezauważalnie wyślizgnął się z biura.

 

Tego samego wieczoru, śledczy poprosił pannę Kate o spotkanie o godzinie czternastej w swoim gabinecie. Kobieta z lekkim opóźnieniem weszła bez pukania do biura detektywistycznego i z impetem usiadła na krześle.

- W jakiej sprawie mnie pan wezwał?! - spytała prosto z mostu nie owijając w bawełnę, tym samym imponując Steve'owi.

- Kojarzy pani tę kobietę? - spytał, jednocześnie wyciągając zdjęcie i pokazując je klientce.

- Yyy...nie. To znaczy - tak - powiedziała niezdecydowanie kobieta. - Jest to współpracownica mojego męża, ale... - zawahała się na chwilę, lecz po chwili dodała. - niedawno odkryłam, że to jego kochanka. Nazywa się Rose McLean - powiedziała z niesmakiem Kate.

- Kochanka, powiada pani...

 

Hope, leżąc w łóżku, w swoim mieszkaniu na Manhattanie, zaczął wymyślać różne hipotezy. „A co jeśli jest to kolejna zazdrosna żona, która chciała zemścić się na swoim mężu, ale ze śmiertelnym skutkiem? Następnie, żeby ukryć swoją winę, udaje załamaną żonę, szukającą świadków?” - myślał Steve. Jego mieszkanie było niewielkie. Właściwie, to była to kawalerka. Jednak Hope uważał, że ma tam wystarczająco dużo przestrzeni do myślenia. „I to jest to! Wiedziałem, ze coś jest nie tak z zachowaniem tej kobiety!” - pomyślał na głos, podrywając się nagle z łóżka...

 

Z samego rana, Steve, zadzwonił do swojej zleceniodawczyni. Podczas rozmowy telefonicznej poprosił ją o numery do najbliższych przyjaciół polityka. Kate wysłała mu sms-em numer do niejakiego Chacka Cage.

 

Hope umówił się z mężczyzną w pobliskiej kafejce „Moment”. Cage przyszedł punktualnie. To spotkanie było dla detektywa strzałem w dziesiątkę. Dowiedział się, kim była naprawdę kobieta ze zdjęcia dla pana Watersa. A mianowicie, była to jego młodsza siostra. Była to informacja, o której nie wiedział nikt z osób trzecich prócz Cage'a.

 

Steve, od razu chciał poinformować swoją klientkę o postępie w śledztwie, jednak ona nie odbierała. Hope wyczuł co się święci. Domyślił się, że policja postawiła pewnie pannie Waters te same zarzuty co on.

 

Nie czekając oni chwili, pojechał na miejsce zbrodni.

 

Pod budynkiem zebrała się spora grupka ludzi, a na budynku stała już panna Waters. Hope natychmiast ruszył w stronę widny. Te minuty w kabinie ciągnęły się w nieskończoność. Słyszał tylko głos negocjatora, który wciąż przemawiał do Kate.

 

Gdy Steve wysiadł z windy zobaczył tylko, że kobiet patrzy się na niego ze łzami w oczach, po czym skacze. W ostatniej sekundzie Hope dostrzegł, że samobójczyni kątem oka patrzyła na stolik, jakby chciała mu coś przekazać. Momentalnie podbiega do stolika i podniósł liścik, który na nim leżał. Był to zwykły kawałek papeterii, a na nim napis, zrobimy zwykłem czarnym długopisem:

 

Popełniłam w swoim życiu wiele błędów,

ale ten był największy.

 

Przepraszam

Kate Waters

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Vasto Lorde 09.05.2015
    Mnóstwo literówek. Po napisaniu taki tekst powinno się czytać dwa razy w celu pozbycia się ich. Trójeczka ode mnie za pomysł i końcówkę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania