zbawca
Kiedy wylewał na siebie zawartość pachnidłowego
flakonika, oburzonym marnotrawstwem jakoś tak zripostował krytykę
- mnie macie jednego na trochę jeszcze a biedaków nadal będziecie mieć ponad miarę na zawsze.
Jeśli zestawić to z wielbiącym wszechmoc: “beze mnie nic nie możecie uczynić” (J15.5)
co jest równoważne - ze mną możecie wszystko, to jawi się obraz pysznego, pełnego buty narcyza. A owo całe zbawienie zaspokojaniem boskiej pychy szantażem emocjonalnym, wyreżyserowanym przedstawieniem boga ojca, poświęcającego jedynego syna, ku powszechnemu dobru.
Samo poświęcenie było teatrem z finalnym - zabili go i uciekł,
Podobnie można poświęcić wodę ze szklanki, topioną za karę, w studni.
Tu zbawiciel się stał, przez oddanie na trochę “życia”.
W zestawieniu z - beze mnie nie nie możecie zrobić - to było szmirowatym, kontrolowanym samobójstwem.
A kto bogu tego zabroni?
Nie byłoby to warte uwagi gdyby nie skutkowanie okrucieństwem i cierpieniem milionów.
Aż chcialby się zawołać - ludu, ty to widzisz i nie grzmisz!?
Może i by zawył, ale to zmartwychwstanie ku wieczności, miast leżenia w smutnej samotności, takie kuszące, a przy tym radocha z poparuzyjnej męki znienawidzonych za życia...
Są i tu takie głąby modlitewnikowe, na tyle zdefektowane, by nie trybić, że zakusowo prezentowanie sądów o innych kwalifikuje ich do pierwszego szeregu wiecznie, piekielnie przypiekanych
Komentarze (2)
Zastanawiają mnie te ludy, które o nim nie slyszaly, a czyniły czyniły czyniły....
tragedia u nich, bo dotąd nie wiedzą że są zbawione. A kiedy to do nich dotrze to Watykanowi się przez kilka pokoleń nie wypłacą.
I na nic tłumaczenie że im to zbawienie niepotrzebne.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania