Zbieracz uśmiechów
Pięknego letniego dnia szliśmy z żoną górską ścieżką do jednego z naszych ulubionych schronisk. Było ciepło, ptaszki śpiewały, a cała zieleń pachniała jeszcze wilgocią po nocnym deszczu.
W pewnym momencie zza zakrętu wyszedł jakiś starszy turysta. Pozdrowiliśmy się wzajemnie i wtedy on zagadnął.
– Do schroniska już niedaleko, najwyżej ze dwadzieścia minut.
– Wiemy, bo my często tutaj chodzimy – odpowiedziałem.
– Jak często? – zapytał.
– Tak gdzieś co miesiąc.
– A ja tu chodzę czasem i dwa razy w tygodniu. To bardzo ładna ścieżka i akurat na moje możliwości. Bo ja mam już osiemdziesiąt pięć lat.
– Nie wygląda pan na tyle – powiedziała żona. – Sylwetka jak młodego człowieka i twarz niepomarszczona.
– Bardzo pani miła, ale ja naprawdę tyle mam – odpowiedział nieznajomy i zaraz wrócił do poprzedniego tematu.
– Chodzę do schroniska, piję tam herbatę, czasem jem te ich kluski na parze z sokiem i wracam. A po drodze zbieram uśmiechy.
– Jak to, zbiera pan uśmiechy? – zapytałem.
– Pozdrawiam wszystkich napotkanych i obserwuję ich zachowanie. Z reguły wszyscy mi odpowiadają, a niektórzy nawet się uśmiechają i te uśmiechy sobie zabieram.
– Ile uśmiechów zebrał pan dzisiaj? – zapytałem.
– Do tej pory sześć, plus dwa wasze. Ale nim dojdę na dół, pewnie jeszcze coś mi wpadnie.
– I co pan z tymi uśmiechami robi? – zapytałem trochę dla żartu.
Odpowiedź była całkiem poważna.
– Zapisuję je w mojej księdze uśmiechów. Założyłem ją w styczniu w ramach noworocznego postanowienia. Ludzie postanawiają przestać pić lub że schudną, a ja postanowiłem zbierać uśmiechy. Wpisuję w niej datę, ilość zebranych uśmiechów i czasem jakieś krótkie komentarze.
– Jakie komentarze? – zapytałem.
– Na przykład, że uśmiechnęła się do mnie bardzo smutna pani, lub pan o groźnym wyrazie twarzy. Takie uśmiechy są najfajniejsze.
– Ile uśmiechów pan już zebrał? - zapytałem.
– Nie liczyłem. Może z pięćset, ale dziś jak wrócę do domu to policzę.
– Ale ja tu zawracam Państwu głowę, a tam w schronisku kluski czekają – zmienił temat nasz rozmówca.
– Nie lubimy tych klusek. My pijemy kawę i jemy ciastka – odpowiedziała żona.
– No to też jest po co tam iść. Życzę miłego dnia i do widzenia.
– Do widzenia – odpowiedziałem. – A nasze uśmiechy niech pan zaksięguje podwójnie.
– To by było kanciarstwo – powiedział z uśmiechem. – Porządek musi być. Jeden człowiek - jeden uśmiech. – Jeszcze raz, do widzenia.
Komentarze (7)
No, czemu nie ludzie zbierają różne rzeczy, uśmchy bywają bardzo oryginalne.
Prawda? Zbierać można wszystko.
uśmiechy
Marian Czytając Twoje opowiadanie, przypomniał mi się film pt. "Dym". Tam jeden z głównych bohaterów, właściciel sklepu z papierosami i tytoniem, codziennie, podczas przerwy w pracy fotografował przechodzących ludzi, było to równie ciekawe jak zbieranie uśmiechów.
Nie widziałem tego filmu, ale to faktycznie coś podobnego.
Przy okazji mógłby zbierać butelki kaucyjne porzucone przez turystów. A tak poważnie fajny tekst.
Ostatnio nie widzę butelek kaucyjnych na poboczach.
Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania