Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zbrodnie w siłowni

Coraz częściej miewam stany depresyjne. Uważam, że alkohol i narkotyki nie mają z tym nic wspólnego. Wszystko pojawiło się u mnie w momencie, w którym przestałem regularnie biegać na bieżni. Postanowiłem wrócić na siłownię, żeby zwiększyć dopływ tlenu do mózgu. Pracuję jako prywatny detektyw, jestem bardzo zabiegany i z reguły nie mam czasu na takie rzeczy, ale trochę ruchu dobrze mi zrobi i uchroni mnie przed samobójstwem. Wybrałem popularną siłownię niedaleko miejsca, gdzie mieszkam. Wydawała się w porządku, jednak po przekroczeniu jej progu wyczułem dziwną energię.

– Czy na tej siłowni dzieją się jakieś dziwne rzeczy? – zapytałem pracownika siłowni. Był to młody chłopak pracujący na recepcji.

– Co pan rozumie przez dziwne rzeczy? – Pracownik spojrzał podejrzliwie.

– No jakieś dziwne rzeczy, czy coś – odpowiedziałem, speszony jego podejrzliwym spojrzeniem.

– Nie – odpowiedział pracownik niepewnie. – To znaczy, mamy tutaj jeden mały problem... Ktoś obcina mężczyznom penisy pod prysznicem.

– Co? – Byłem wyraźnie zaskoczony.

– Jak bierze pan prysznic, w którymś momencie musi pan umyć płynem twarz – próbował tłumaczyć recepcjonista. – Wtedy zamyka pan oczy i nic nie widzi, a gdyby próbował pan otworzyć oczy, to wtedy zaczęłyby pana szczypać. Podczas gdy mężczyźni myją twarz płynem, ktoś zakrada się do nich i obcina im penisy sekatorem.

– Dziwne ma pan poczucie humoru – historia wydawała mi się dość nierealna, aczkolwiek w mojej długoletniej karierze spotkałem się ze znacznie dziwniejszymi historiami.

Mimo wszystko nie wierzyłem w ani jedno słowo tego człowieka. Zrobiłem porządny trening, biegałem na bieżni trzydzieści minut. Po treningu poszedłem pod prysznic. Coś jednak nie dawało mi spokoju. W oczach recepcjonisty dostrzegłem realny strach. Zakręciłem wodę i wróciłem do swojej szafki. Wyjąłem z torby metalową nasadkę na penisa, którą kupiłem jakiś czas temu na niedzielnym odpuście. Nieco pewniejszy siebie wróciłem pod prysznic. Polałem się wodą. Wlałem na dłonie żel i zacząłem wcierać go we włosy. Zamknąłem oczy. Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, ale nagle usłyszałem odgłos stukającego metalu o metal i poczułem dziwne łaskotanie. Otworzyłem oczy i nic nie widziałem. Oczy mnie szczypały. Wszystko wskazywało na to, że ktoś próbował obciąć mi penisa. Zacząłem machać rękami i robić uniki. Ktoś był obok mnie, ale uciekł nim zdążyłem otworzyć oczy. Pobiegłem na recepcję i krzyknąłem do pracownika.

– Myślałem, że robi pan sobie ze mnie jaja, ale naprawdę ktoś próbował mi obciąć fiuta pod prysznicem. Jestem prywatnym detektywem, mogę wytropić dla was tego człowieka – powiedziałem z werwą i entuzjazmem.

Dogadałem szczegóły i zobowiązałem się znaleźć sprawcę niecnych czynów. Pobrałem zaliczkę i rozpocząłem śledztwo. Miałem pewne podejrzenia, gdzie powinienem szukać. Wywierciłem w ścianie niewielki otwór, przez który obserwowałem damską szatnię przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Po tygodniu obserwacji nie dostrzegłem osoby z sekatorem i musiałem przerwać, bo kolejny mężczyzna został okaleczony. Czym prędzej pobiegłem obejrzeć miejsce zbrodni. Nie był to zbyt przyjemny widok i nie będę go tutaj opisywać. Znalazłem za to parę poszlak. Jedną z nich były ślady krwi, które biegły od miejsca zbrodni do szafki o numerze czterdzieści cztery. Poprosiłem obsługę siłowni o otworzenie szafki. Znalazłem w niej zakrwawiony sekator.

– Do kogo należy ta szafka? – zapytałem.

– Do Mietka – odpowiedział pracownik siłowni. – Może pan z nim pogadać. Jest teraz na siłowni.

Poszedłem go znaleźć. Mietek podnosił właśnie dwieście kilo i darł się wniebogłosy. Był wielki jak góra, a przez jego monstrualne czoło przebiegała pulsująca żyła.

– Znalazłem w twojej szafce zakrwawiony sekator. Po co ci zakrwawiony sekator? – zapytałem, zachodząc go od tyłu.

– Grzebałeś w mojej szafce?! Dojadę cię, śmieciu!

Delikatnie odłożył sztangę, a następnie poderwał się gwałtownie. Zamachnął się, celując pięścią w moją twarz. Uchyliłem się i Mietek uderzył pięścią w stalowe gryfy. Usłyszałem charakterystyczny odgłos łamanych palców.

– Ty śmieciu! Połamałeś mi palce! Przez ciebie nie będę mógł robić prawej łapy!

Tym razem Mietek zamachnął się lewą łapą. Wziął naprawdę potężny zamach, a ja zrobiłem potężny unik. Tym razem Mietek uderzył w betonową ścianę, łamiąc przy tym przedramię. Będąc pozbawionym sprawnych rąk, Mietek zaczął używać nóg. Poczułem się zagrożony, bo wiedziałem, że trenuje taekwondo. Wyprowadził pierwsze kopnięcie lewą nogą. Zrobił to jednak w sposób niebywale oryginalny. Zamiast zgiąć kolano do wewnątrz, on zgiął je na zewnątrz. Później miałem jeszcze okazję rozmawiać o tym z Mietkiem. Na pytanie, czemu to zrobił, odpowiedział, że pomyliły mu się kierunki. Efektem tej pomyłki było skomplikowane złamanie kolana. Tracąc władzę w lewej nodze, Mietek zaczął podskakiwać na prawej nodze. Cały czas obrzucał mnie wyzwiskami. Podskakiwał i zbliżał się do mnie. Ogromna masa zadziałała na jego niekorzyść. Po jednym niefortunnym skoku noga nie wytrzymała i złamała się w trzech miejscach. Mietek runął na ziemię. Był powyginany i wyglądał jak postać z obrazu Picassa. Nie było mi do śmiechu, bo widziałem w jego oczach nieskończoną wściekłość i dalszą wolę walki.

– Masz dość? – zapytałem troskliwie i pochyliłem się nad głową Mietka.

– Nigdy! – Wykorzystał okazję, wyciągnął szyję do granic swoich możliwości i uderzył mnie z główki.

Uderzenie pozbawiło mnie przytomności. Od początku wiedziałem, że nie mam z nim żadnych szans. Z relacji świadków dowiedziałem się, że później Mietek chciał mnie pogryźć. Na szczęście zostałem odciągnięty przez gapiów i skończyłem jedynie ze wstrząsem mózgu.

Po wyjściu ze szpitala, wróciłem do kontynuowania śledztwa. Chciałem przesłuchać Mietka. Wiedziałem, że teraz będzie to znacznie prostsze, jeśli tylko będę trzymał bezpieczny dystans. Zapytałem o Mietka w recepcji i dowiedziałem się, że znowu ćwiczy na siłowni. Było to dla mnie spore zaskoczenie. Mietek trenował razem z innym, ale znacznie ograniczył zakres ćwiczeń. Leżał na ławce, ktoś wkładał mu dwudziestokilogramowego hantla w zęby, a on podnosił i opuszczał głowę. Kiedy tylko Mietek mnie zobaczył, wypluł hantla i zaczął na mnie krzyczeć.

– Wynoś się stąd! – Żyła na jego czole zaczęła pulsować.

– Spokojnie, mam do ciebie tylko parę pytań. W twojej szafce był zakrwawiony sekator. Co tam robił?

– To nie była krew! Przycinam tym sekatorem moje drzewa z wiśniami!

– Nie kłam! Wziąłem sok z sekatora do analizy i miał grupę A.

– Miał grupę A, bo to naprawdę pierwszorzędny sok.

– Mietek, przestań się pogrążać. Dobrze wiem, że to ty stoisz za zbrodniami męskiej szatni!

– Nigdy bym tego nie zrobił. Ktoś mnie wrabia. Ktoś musiał podmienić sekator.

– Przyjmijmy, że ci wierzę. Podejrzewasz kogoś? Masz tutaj jakichś wrogów?

– Widzisz tamtego karła pod ścianą? To mój największy wróg.

– Widzisz, trzeba było tak od razu.

Podszedłem do niewielkiego, ale bardzo szerokiego karła. Miał brodę zaplecioną w warkoczyki, które ciągnął po ziemi. Wyglądał jak krasnal. W rękach trzymał czterdziestokilowe hantle.

– Wiesz coś na temat Kutaso-obcinacza z męskiej szatni? – powiedziałem, podchodząc do niego od tyłu.

– Kutaso-obcinaczka? Kto wymyślił takie określenie? – zapytał zdyszany krasnal.

– Ja, w tej chwili.

– Tak, wiem coś o nim. To ja.

Krasnal rzucił mi czterdziestokilowego hantla na stopę i zaczął uciekać. Nie uciekł jednak daleko, dogoniłem go, skacząc na jednej nodze. Wziąłem go w objęcia i przydusiłem do podłogi.

– Teraz wiem, dlaczego żadna z ofiar nie mogła ciebie zobaczyć. Byłeś poza zasięgiem ich wzroku. Nie będę pytał, dlaczego to robiłeś, bo pewnie nie dostałbym żadnej sensownej odpowiedzi. Po prostu odprowadzę ciebie na policję.

– Robiłem to, bo im zazdrościłem. Teraz jednak nie ma to dla mnie większego znaczenia. Planuję zmienić płeć. Będę najniższą i najsilniejszą kobietą z brodą na świecie.

– Nie prosiłem o wyjaśnienia.

Wpakowałem krasnala do stalowej klatki i zawiozłem na posterunek. Nie byłbym w stanie zrobić tego w pojedynkę. Pomagali mi mężczyźni z siłowni. Znaczna część z nich była ofiarami krasnala. Jakiś czas później spotkałem się z kierownikiem siłowni, który wręczył mi nagrodę za rozwiązanie sprawy. Z racji tego, że po wybrykach krasnala niewielu ludzi odwiedzało siłownię, o pieniądzach nie było mowy. Mogłem wybrać trzydzieści pięć kilogramów białka serwatkowego albo dożywotni karnet na siłownię. Wybrałem białko i dobrze zrobiłem, bo dwa dni później siłownia została zamknięta.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Akwadar 09.07.2022

    Szkoda prądu...

  • Trzy Cztery 09.07.2022

    Walka z Mietkiem - przefajna. Śmiałam się, czytając, jak sam się dobijał. Plan karła też mnie rozbawił. Opowiadanie napisane niby od niechcenia, spokojnym, powolnym trybem, i ten tryb, w zestawieniu z treścią - rozwala.

  • Loren_Visser 09.07.2022

    Twój komentarz dodał mi sporo motywacji do dalszego pisania. Dzięki :)

  • Aisak 09.07.2022

    Hahaha hahaha
    Ale to jest głupie? i zabawne?

  • Loren_Visser 09.07.2022

    Dzięki :)

  • piliery 09.07.2022

    Uśmiałem się jak fretka.

  • Domenico Perché 19.08.2022

    Tak głupie, że aż fajne.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania