Zdradliwe krzyki nocy
Kojący zapach cynamonu, swędzący przyjemnie w nozdrzach, ciepłe bułeczki domowej roboty i zapach lata ganiającego po podwórku. Duży ogród przed drewnianym domkiem babci i staw po którym z gracją pływają okazałe lilie. Babcia krząta się w kuchni, a mama przechadza po ogrodzie. Słoneczniki, niczym duże słońca wystawiają swe głowy do światła. Mama jest szczęśliwa, słyszę jak się śmieje, jak wiruje w lawinie szczęścia pośród ogromnych głów słoneczników. Jak pozwala swym pięknym włosom słuchać głosu wiatru.
Krzyk. Głuchy krzyk. Ciężki łomot. Jakby nie z tego świata.
Otwieram szeroko oczy i świdruję nimi w ciemności, bo tylko ciemność widzę.
Prześwietlam ją.
Kolejny krzyk, tym razem słabszy, cichszy i bez siły.
Staram się myśleć trzeźwo i odróżnić sen od rzeczywistości.
Szybko kalkuluję, że owy raj był tylko snem, wspomnieniem z dzieciństwa.
Po chwili hałasy stają się cichsze. Wydają się dochodzić z dołu. Z mojego domu.
Podnoszę bezszelestnie kołdrę i wstaję cichutko, kładąc powoli bose stopy na chłodnych panelach.
Budzik wyświetla godzinę 02.00 nad ranem.
Biorę telefon, zakładam jedwabny szlafrok i skradam się po cichu.
Mam nadzieję, że dźwięki dochodzą z sąsiedniego domu.
Mieszkam sama, kto by tu się krzątał?
Czuje jak zalewa mnie fala potu, a potem kolejna.
Drżące dłonie nie mogą się opanować, jakby czekały na sygnał z mojej strony.
Przemierzam ostatni schodek i bez oddechu udaje się na drugą stronę, gdzie opieram się o ścianę, która wydaje się być w tym momencie jedyną bezpieczną przystanią. Głosy ucichły, pomieszczenie wypełniło się bezbarwną ciszą i czarnym niepokojem.
Wszelkie hałasy ustały. Parter wydawał się pusty. Czując bezpieczeństwo wychodzące gdzieś powoli zza rogu, wyłaniam się, wychodzę wciąż niepewnie i postanawiam sprawdzić salon.
Zdążyłam wykonać kilka kroków, gdy poczułam ciało obce pod gołą stopą.
Wystraszyłam się nie na żarty.
Pozwoliłam by światło latarki wypełniło pokój.
Zdejmuję stopę z przedmiotu.
Oświecam latarką i z trudem tłumię okrzyk przerażenia i paniki.
Na ciemnej, panelowej podłodze tuż przed szarą sofą leży człowiek.
Bez ruchu.
O sinych wargach i białym ciele.
Niechlujne ubranie zdobią ciepłe plamy krwi, świeżej.
Nie wiem co robić. Nie jestem w stanie myśleć.
Powinnam przecież zadawać teraz sobie pytanie: Kim jest ten człowiek? Co tu robi, w moim domu? Skąd się wziął? Czy żyje?Jak się tu znalazł?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po chwili, która ciągnęła się w nieskończoność przyjechał komisarz Rentre z resztą ekipy.
Zabezpieczyli miejsce zbrodni, które tak przy okazji pełniło funkcję mojego salonu.
Komisarz przesłuchał mnie i polecił bym pojechała z nimi.
Wiedziałam co to oznacza.
Byłam podejrzana.
O zabójstwo.
Zbrodnię na Rosjaninie Oleksym Raplewskym.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania