Zdradzona miłość -część III
Maria wybiegła z domu minutę po wyjściu staruszki, wracała z powrotem do ruin zamku. dziewczyna potykała się o wystające korzenie drzew, gałęzie haczyły o jej ubranie. W ruinach panowała napięta cisza, nawet ptaki nie śpiewały, wszyscy oczekiwali na to co ma się wydarzyć.Dziewczyna uważnie rozejrzała się dookoła, zauważyła cień jakiejś przygarbionej postaci. Prędko skryła się za pozostałością ściany i przerażona wstrzymała oddech, nikt nie nadchodził, tak jakby cień nie należał do żywej osoby. Kiedy doszedł do kryjówki Marii przystanął i kręcił głową raz w jedną, raz w drugą stronę. Trwało to może minutę i cień ruszył dalej, wprost do lochów. Dziewczyna przełamała strach i ruszyła za nim, wiedziała dokąd idzie i gdzie ją doprowadzi. Marysia zeszła za ową istotą po częściowo zawalonych schodach i skryła się za filarem. Słyszała ciche posapywanie i dźwięk łapczywego ssania, jakby ktoś pił wodę po dużym wysiłku. Z głębi lochów słychać było ciche pojękiwanie, Maria ostrożnie wyjrzała zza zakrętu, cień całował Zuzannę w usta czerpiąc z niej siły życiowe. Dziewczyna kopnęła pobliski kamień zwracając tym samym na siebie uwagę stwora, kiedy tylko na nią spojrzał ruszyła po schodach na górę. Wiedziała, że słońce jest jej jedynym ratunkiem, wystarczyło, że promień słońca dotknął cienia a on już znikał. Na dziedziniec szybko weszła Diana, miała obłęd w oku.
- Miałaś wrócić do domu - warknęła na córkę.
- Pomyślałam... - zaczęła niepewnie dziewczyna - że nie jestem do ciebie podobna. Nigdy nie miałam ojca, dlatego nie mam powodu by go krzywdzić. Nie będę pomagać ci w twoim szalonym planie, to nie ma sensu - spojrzała błagalnie na matkę. - Wróć ze mną do domu, zostawmy to wszystko, wyjedźmy stąd. Mogłybyśmy pojechać gdzie byśmy chciały, zapomniałybyśmy o nich, żyłybyśmy tak jak wcześniej, proszę.
Przez moment Diana spojrzała na córkę wzrokiem kochającej matki, łza spłynęła po jej policzku.
- Ja nie... -zaczęła smutno.
- Nie posłuchasz naszej córki? - odezwał się Dariusz podchodząc bliżej. Miał niski, przyjemny głos, poruszał się z gracją tancerza.
Kobieta odwróciła się w jego stronę.
- To wszystko przez ciebie -wycelowała w niego palec -zniszczyłeś nas. Porzuciłeś swoją córkę, nigdy cię przy niej nie było.
- Nie wiedziałem, że żyje! -wykrzyknął Dariusz. - Była za słaba by przeżyć.
- Wyparłeś się jej ! -oskarżała go Diana. -Powiedziałeś, że nie jest twoja !
Maria zauważyła pęk kluczy, który wypadł matce, leżał tuż obok jej nóg. Dziewczyna postawiła niepewny krok, starała się iść jak najciszej by nie zwrócić uwagi Diany. Żwir i kamienie skutecznie utrudniały to zadanie, matka postąpiła krok do tyłu, Maria ledwie zdążyła uskoczyć.
- Zostawiłeś nas -powtórzyła znowu kobieta.
- Gdybym mógł cofnąć czas... -powiedział cicho.
Maria przez moment na niego spojrzała i ich oczy się spotkały, Dariusz patrzył na nią z głębokim smutkiem i żalem, dziewczyna prędko spuściła wzrok. Wykorzystała moment nieuwagi matki i skoczyła po klucze, udało się. Maria pobiegła z powrotem do lochów, prawie spadła ze schodów chcą jak najszybciej uratować siostrę.
-Zuzka! -krzyknęła, gdy tylko złapała równowagę. - Zuzka !
Cień pojawił się znikąd i przyssał do jej ust, Maria czuła jak upływa z niej życie, wszystkie bolesne wspomnienia naparły na nią z podwójną siłą. Poczuła ten sam ból głowy, kiedy spadła z huśtawki i dostała siedziskiem, gdy rozcięła sobie wargę spadając ze schodów. Wszystko. Dziewczyna upadła na podłogę, cień zniknął.
- Maria? -dobiegł ją cichy głos z celi. - To ty?
- Ja -wychrypiała dziewczyna -przyszłam cię uratować.
- Coś marnie ci idzie -zaśmiała się Zuzanna. -Masz chociaż klucze?
- Za kogo ty mnie uważasz?
- Za wariatkę -prychnęła dziewczyna wyglądając z celi -najpierw mnie porywasz, a potem ratujesz, trochę to dziwne nie uważasz?
Maria ciężko wstała na nogi i podeszła do krat.
- Przepraszam -westchnęła otwierając drzwi - to moja wina.
- Wybaczam -uśmiechnęła się siostra. - Też bym się na tobie mściła gdybyś zabrała mi ojca.
- Ja nie mam ojca -wytknęła ze złością Maria.
- Już masz, idziemy?
Siostry złapały się za ręce i wyszły z lochów , tam ich rodzice zaczęli prawdziwą walkę. Diana rzuciła w Dariusza pulsującą kulą, którą ten z łatwością odbił. Marii przemknęła myśl przez głowę, że jej mama, przecież nie ma mocy, Zuzanna patrzyła na nią ponaglająco.
- Co z nimi? -wykrztusiła dziewczyna. -Chciałabym mieć chociaż matkę.
- Przestań dramatyzować -rzuciła siostra i pociągnęła ją za rękę.
Maria zaparła się nogami i gdyby nie jej refleks jedna z kuli trafiła by w Zuzannę. Dziewczyny zauważyły czerwony kamień przymocowany do wałów obronnych zamku, lśnił jaskrawym światłem.
-Twoja matka ma moc? -szepnęła Zuzanna.
- Co ma? -zdziwiła się Maria podnosząc się z ziemi.
- Nie ważne, musimy iść po kamień -poleciła młodsza siostra.
Cisza. Jakby wszyscy wstrzymali oddech, Maria spiorunowała Zuzannę wzrokiem i nasłuchiwała.
-Marysiu? -odezwała się Diana. -Jesteś tu kochanie?
Dziewczyna wstała ostrożnie z ziemi i spojrzała na matkę.
- Mamo, jak nie przestaniesz to znienawidzę cię do końca życia i nigdy się do ciebie nie odezwę -zagroziła grając na zwlokę. Modliła się by Zuzanna już znalazła kamień.
- Grozisz mi? -warknęła wściekle Diana. -Ty, mi grozisz? Po tym wszystkim co dla ciebie robię?
-Nie widzisz co robisz? -odpowiedziała pytaniem Maria. -Wszystko niszczysz! Mam tego dość, nie chcę cię znać!
- Maria?
Rozległ się przeraźliwy huk, ruiny zatrzęsły się niebezpiecznie, wszystkich zwaliło z nóg. Pośród dymu Maria zobaczyła sylwetkę jej matki i podczołgała się w jej stronę, jej lewa noga krwawiła przeraźliwie, jednak kobietą udało się chwycić za ręce.
-Chodźmy do domu -szepnęła Diana.
Do małego domku na skraju lasu ktoś pukał natrętnie. Maria w piżamie i potarganych włosach wstała z łóżka pojękując cicho i podeszła do drzwi. Było tak strasznie zimno, dziewczyna zadrżała i otworzyła drzwi. Ojciec. Jej serce zabiło bardzo mocno.
-Marysiu, kto to? -odezwała się jej mama z pokoju.
-Zgadnij -stęknęła dziewczyna.
Diana zdenerwowana wpadła do korytarza i wyjrzała przez wizjer. Zesztywniała.
-Otworzycie w końcu, czy będziemy tak stali? -dało się słyszeć zniecierpliwiony głos za drzwiami.
Kobiety spojrzały po sobie i Maria przekręciła klucz w drzwiach. Do domku wlało się jeszcze chłodniejsze powietrze, Dariusz musiał się schylać przestępując przez próg. Przyjrzał się uważnie Dianie i Marii.
-Jest jedenasta -zauważył.
- Jest sobota -odcięła się Marysia.
Na twarzy mężczyzny zagościł uroczy uśmiech, taki sam jak najsłodszy uśmiech Marysi.
-Czemu ja cię po prostu nie zabiłam, miałabym święty spokój -westchnęła Diana.
-Powinienem był nie puszczać cię wolno -zagrzmiał Dariusz.
-To ty nas zostawiłeś -wrzasnęła kobieta.
Marysia westchnęła ciężko, poczekała aż sprzeczka zacznie się na dobre i wrzasnęła ile sił w płucach.
-Stop!!!!
W domku zapanowała cisza jak makiem zasiał.
-Dziękuję -powiedziała cicho dziewczyna. -Jak będziecie się kłócić wracam do łóżka.
-Czy ty sobie nie na za wiele... -powiedzieli równocześnie jej rodzice.
-...pozwalasz? -dokończyła uprzejmie. -Dopiero zaczynam.
-Czyje to zdjęcie? -zmienił raptownie temat Dariusz.
Maria prędko je zakryła. Przedstawiało ją jak miała sześć lat, wyglądała jak chłopak a na dodatek miała całą posiniaczoną twarz. Pobiła się wtedy ze swoim kuzynem, powiedział jej, że jest jak sierotka Marysia. Uśmiechnęła się na wspomnienie o tym,
wygląda na to, że wszystko się ułoży.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania