Zegarek

Próbowałam nieudolnie skleić rozbity zegar, z czterech nierównych fragmentów uczynić na powrót względnie spójną całość, złączyć skruszone elementy wskazówki sekundowej. Teraz czas stał się nazbyt swobodny, jak szalejące płomienie, okryte jedynie ścianami kaflowego pieca, które hamują niszczycielskie zapędy ognia.

Rozmyślałam o pięknych, szwedzkich dzieciach - ich buziach, niezwykle białych uśmiechach i płowych włosach. Nie rozumiałam, dlaczego ktoś mnie za to winił, za posiadanie własnej świadomości, za chowanie w jej czeluściach uroczych, bladych twarzyczek, za pozłacaną rączkę kuchennego noża, za teflonową patelnię i pajęczyny na strychu. Kradli moje myśli nałogowo, jak kleptomani, dla satysfakcji, dla samej istoty zabierania, po prostu.

Pochyliłam się nad koszem w sklepie, wtedy mnie złapali.

- Co pani tam trzyma? - usłyszałam pretensjonalny, męski zapewne, głos. - W tej torbie.

Kąciki moich ust momentalnie, lecz delikatnie, uniosły się ku górze.

- Wieprzowinę. Dlaczego pan pyta? - ścisnęłam plastikową rączkę torby.

- Bo krew przecieka. Dużo pani tego mięsa nakupiła? Jakiś zjazd rodzinny? - mężczyzna splótł ręce na plecach i zaczął uważniej obserwować ściekającą na podłogę ciecz.

- To na stypę, zmarło niemowlę. Proszę dać mi spokój! - podniosłam głos, oddalając się. Jegomość podążał tuż za mną, gdy ja zmierzałam w stronę działu z odzieżą. Prędko kucnęłam za którąś ze ścianek, oddzielających poszczególne stanowiska. Gdy uznałam, że jest bezpiecznie, otarłam zabrudzony dół torby o jasnoniebieskie, dziecięce śpioszki. Potem szybko weszłam do przebieralni, biorąc koszulę nocną, pierwszą z brzegu, czerwoną.

Zerknęłam do wnętrza mego bagażu. Nie zdziwił mnie widok dziecka, a raczej na wpół zmasakrowanej półtuszy. Tak radzili sobie biedni. Wyglądałam na bezdomną tylko z twarzy, rozmyślałam o pięknych, szwedzkich dzieciach, nie stać mnie było na aborcję. I ukradłam tę torbę, ukradłam płaszcz, w którym weszłam do sklepu, ukradłam spodnie i bieliznę. Nawet buty. Ktoś, kto postanowił wystawić je na balkon, więcej ich nie zobaczy. Ukradłam je, bo były stare, wytarte, nikt nie będzie podejrzewał. Zazwyczaj kradnie się "te lepsze". Ale ludzie przecież kradną mi myśli. A one są gorsze.

Owinęłam dziecko w czerwoną koszulę nocną z napisem "I love my mamma", schowałam je pod czarny dywanik i poszłam, zostawiając tam torbę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania