Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zemsta upokorzonego ucznia

Uwaga! Utwór zawiera sceny przemocy, tortur i jest drastyczny!

 

Denerwowała mnie nauczycielka matematyki. Była tak zwaną „kosą”. Wszyscy w szkole bali się tej starej zołzy, bo słynęła z surowości oraz była niesprawiedliwa. Wredna starucha chełpiła się, że jest wymagająca. Nikt jej nie lubił w szkole. Nawet pozostali nauczyciele nie przepadali za tym niemiłym babsztylem. Groziła mi i wielu kolegom ocena niedostateczna z matematyki.

 

Matematyczka powiedziała mi, że zdam do następnej klasy, bo fajnie poszła mi ostatnia kartkówka. Bardzo ucieszyłem się radosną wiadomością. Od razu zadzwoniłem smartfonem do rodziny. Najbardziej z dobrej nowiny ucieszyła się babcia, która popłakała się ze szczęścia. Wszyscy w rodzinie byli dumni ze mnie.

 

- Adasiu, nawet nie wiesz jak cieszymy się w domu, że zdałeś do następnej klasy i zaliczyłeś matematykę – rzekła radosna babcia, która z radości popłakała się.

 

Jednak ta historia nie skończy się dobrze… Wredna nauczycielka dla zabawy dopytywała uczniów zagrożonych pałą wzorów matematycznych i niepodziewanie zapytała mnie o wzór na pole trójkąta równobocznego. Z nerwów pomyliłem się z licznikiem. Na ten błąd nauczycielka złośliwe uśmiechnęła się. Przy całej klasie powiedziała do mnie:

 

- Nie zasługujesz na pozytywną ocenę. Jesteś głupi Adasiu! – śmiała się ze mnie ta podła pizda.

 

Popłakałem się, a babka z matmy nazwała mnie beksą. Wracałem do domu smutny i zapłakany. Na domiar złego nie powiedziałem rodzinie prawdy. W domu najbliżsi przywitali mnie radośnie i zrobili przyjęcie. Nie chciałem ich zawieść. Zachowałem w sercu tajemnicę. Jednak w środku czułem gniew. Za bardzo matematyczka mnie upokorzyła…

 

Postanowiłem pójść do jej domu i jakoś grzecznie przekonać, żeby mnie dopytała, bo całą noc uczyłem się wszystkich wzorów. W tym momencie zostałem znowu nazwany głupim. Nie wytrzymałem tego i z nerwów popchnąłem babkę do tyłu. Nauczycielka straciła równowagę i przewróciła się. Nie chcący uderzyła się w głowę i straciła przytomność.

 

Chciałem zadzwonić na pogotowie i pomóc nieprzytomnej kobiece, ale coś mnie opętało. Nie byłem sobą. Wpadłem w trans. Liczyła się tylko zemsta. Nie panowałem nad gniewem. Pani ocknęła się przywiązana taśmą do krzesła. Usta miała zaklejone. Próbowała uwolnić się, ale bezskutecznie. Podszedłem do związanej trzymając w ręce tłuczek do kotletów. Chciałem zadać bolesny cios, ale zawahałem się. W tym momencie przypomniałem sobie, co mówiła o mnie wredna nauczycielka.

 

- Nie jestem głupi, ty suko! Zasługuję na pozytywną ocenę!

 

Po tych słowach padł cios. Potem drugi. Później kolejny, aż pękła kość lewej nogi. Zadawałem tłuczkiem cios za ciosem, aż zmęczyłem się. Wytarłem ręką pot z czoła i poszedłem do kuchni. Nie było mnie kilka minut. Wróciłem z kuchni trzymając w ręce czajnik elektryczny. Następnie zacząłem „podlewać” wrzątkiem nogi i ręce nauczycielki.

 

Kobieta z bólu posikała się. Zacząłem na ten widok śmiać się jak szalony. Był to niestety śmiech sadysty. Po tej torturze postanowiłem na dziesięć minut „odpocząć” torturowanej ofierze, by nie zdechła w agonii. Gdy minęło dziesięć minut zacząłem dalszą część „zabawy”. Znowu udałem się do kuchni i przyniosłem tasak oraz długi nóż kuchenny. Wspominanym tasakiem odcinałem palce od stóp. Natomiast nożem odcinałem palce od rąk.

 

Nagle zobaczyłem w pokoju, w którym torturowałem nauczycielkę, suszarkę do włosów. Postanowiłem użyć jej, by zadać wrednej szmacie cierpienie. Zacząłem skierować gorące powietrze w oczy kobiety. Ból był niewyobrażalny. Matematyczka zaczęła jak szalona kręcić głową na wszystkie strony.

 

Dla „zabawy” znowu uderzałem tłuczkiem w klatkę piersiową kobiety łamiąc jej większość żeber. Po tej torturze wyrwałem nauczycielce sutki i nożem odciąłem piersi. Odcinałem je kawałek po kawałku. Na koniec oblałem związaną kobietę łatwopalną cieczą z komórki i podpaliłem. Poczułem ulgę i zadowolenie, gdy patrzyłem na płonącą ofiarę.

 

Wiedziałem, że za to, co zrobiłem pójdę do więzienia albo trafię do szpitala psychiatrycznego. Jednak nie martwiłem się tym na razie, tylko „podziwiałem” swoje „arcydzieło”. Było mi przyjemnie i czułem jak stanął mi fiut.

 

Czy dobrze zrobiłem? Myślę, że tak i wiem, że powtórzyłbym to znowu, znowu i znowu…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Cain godzinę temu
    Te matematyczki to zawsze jędze były. Ktoś powinien zrobić jakieś badania ile osobowości psychopatycznych ciągnie do tego zawodu. Tekst zabawny, tylko widziałem kilka niepotrzebnych powtórzeń które można by usunąć.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania