Zielona inwazja

Wyszedł z domu w stronę centrum handlowego, żeby spotkać się z żoną, która kończyła wieczorną zmianę w sklepie. Lubił, kiedy żona pracowała popołudniami, bo miał wtedy czas po pracy, żeby oglądać swoje ulubione seriale. Mimo, że było lato to było już ciemno. Do centrum handlowego miał około pół godziny wolnym tempem. Podobały mu się te wieczorne spacery szczególnie latem, kiedy w końcu było trochę chłodniej. Szedł spokojnie, gdy zobaczył błysk na niebie. Interesował się astronomią dlatego szybko zareagował, podniósł głowę i zobaczył zielony rozbłysk na niebie. Zafascynowało go to bardzo, ponieważ nigdy czegoś takiego nie widział. Obserwował parę razy w życiu dziwnie zachowujące się obiekty na niebie. Prawdopodobnie Międzynarodową Stację Kosmiczną ale tym razem to było coś innego. Coś nagłego i wcześniej niespotykanego. Mimo oglądania przez parę godzin ogłupiających sitcomów jego umysł był pobudzony i pracował na pełnych obrotach. Myślał, czy właśnie coś spada na ziemię, czy może kolejny Sputnik spala się w atmosferze, ale przecież on nie palił się na zielono, czy może zaczęła się III Wojna Światowa, a może to mu się przewidziało od oglądania telewizji. Myśląc o tym dochodził właśnie do centrum, gdzie żona akurat wychodziła na zewnątrz.

- Cześć Kotku! – zawołała.

- Cześć Myszko! – odpowiedział.

Po przywitaniu przytulili się i namiętnie pocałowali, byli zaledwie 3 miesiące po ślubie i ogień ich namiętności był ciągle rozpalony do maksimum. Ten pocałunek spowodował, że zapomniał na chwilę o tym co widział na niebie. Los, a może jego własne pożądanie do niezwykłej przygody sprawiło, że po chwili o wszystkim sobie przypomniał, kiedy nad głowami zobaczył dziwnie świecący statek. Wpierw pomyślał, że to pewnie jakiś wypadek i przyleciał helikopter, tyle że nie miał śmigieł i świecił na zielono. Wciąż całując ukochaną momentalnie otrzeźwiał z romantyzmu i poczuł się zagrożony. Oderwał usta i powiedział:

- Uciekajmy! Chodź szybko za mną. – powiedział i pociągnął za rękę żonę.

Długo się nie zastanawiał gdzie pójść, zdecydował, że do centrum nie wrócą ponieważ jest tam za dużo ludzi, więc skierował się w cichy i ciemny zaułek za budynkiem. Zazwyczaj wracali tamtędy do domu na skróty, ale tym razem mieli już więcej domu nie zobaczyć.

Jak tylko usłyszeli odgłosy strzelania rzucili się biegiem przed siebie. On szybko pociągnął ją za róg budynku, żeby schować się przed lecącymi kulami. W tym momencie reszta ludzi zorientowała się, że doszło do jakiegoś rodzaju ataku, niestety dla większości było za późno. Dzięki temu, że był już późny wieczór było tylko kilkanaście ofiar. Byli to ludzie wychodzący z kina lub kończących drugą zmianę w pracy.

Kochał swoją żonę ponad własne życie i chciał dla niej zrobić wszystko. Osłaniał ją własnym ciałem kiedy truchtali przy ścianie budynku. Przystanęli na chwilę aby zobaczyć, co się właściwie dzieje i przed czym uciekają. To co zobaczyli przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Ona nie lubiła fantastyki ani horrorów czy innych niewiarygodnych opowieści, ale również on – fan wszelkich horrorów i nadprzyrodzonych zdarzeń nie mógł uwierzyć w to co widzi. Unoszący się w powietrzu statek strzelał dziwnymi pociskami, które wielkością przypominały naboje ale wybuchały po kontakcie z napotkaną przeszkodą. Widzieli jak krwią rozbryzguje przypadkowa głowa przechodnia i resztki jego mózgu lądują na ludziach obok niego. Jakby te pociski były mini bombami. Pociski, które trafiały w budynki robiły w nich dziury o śrenicy metra. Jakby tego było mało nadleciał kolejny statek z uliczki, w której stali i wylądował przed wejściem do centrum. Wybiegły z niego dziwne istoty. Poruszały się na czterech nogach niczym konie lub bardziej minotaury z tym, że ich głowy były niekształtne niczym jakaś dziwna breja wystająca z tułowia, w miejscu oczu było coś dziwnego co błyszczało niczym zielona latarka. Stwory te rozbiegły się dookoła i zaczęły mordować ludzi. Przebiegali obok nich i z ich głów wystrzeliwały ostrza niczym by chcieli pokazać ludziom swoje języki.

- Uciekajmy stąd, widziałem jak coś spada z nieba! – powiedział do niej.

Nic nie odpowiedziała, była kompletnie zdezorientowana i w szoku.

Pociągnął ją dalej w ciemność.

Ich wspólna ucieczka nie trwało długo. Zbliżał się do nich stwór. On odruchowo popchnął ją w stronę cienia przy ścianie, a sam wyskoczył przed stwora na oświetlony latarniami chodnik i próbował się przeturlać na drugą stronę ulicy, kiedy stwór pokazał ostry i długi język niczym samurajski miecz, ale nie zdołał go trafić. Miecz był za wysoko. Od żony dzieliło go już parę metrów. Ale widział, że skuliła się w kącie i czekała co dalej się stanie. Musiał przetrwać dla niej. Stwór zawrócił i biegł w jego stronę. Zobaczył kątem oka jakiś pręt na ulicy, musiał się tam znaleźć po ostrzale pociskami sąsiedniego budynku. Może był to drut z uzbrojenia muru, pomyślał. Zdążył go chwycić i przygotować się do rzutu zanim stwór się zbliżył. Rzucił i trafił poniżej szyi. Stwór momentalnie wybuchł, ale nie jak pociski, które rozwalały wszystko co stanęło na ich drodze. Wybuch ten przypominał bardziej wyparowanie. Jakby podgrzać wodę do 500 stopni i cała by momentalnie wyparowała. Nie wiedział czym było spowodowane wyparowanie stwora. Czy trafił w czuły punkt, a może była to reakcja na metal. Ale wiedział, że może pobiec do żony. Kiedy do niej dotarł wystrzały ustały i słychać było tylko tupot biegających stworów. Widocznie zabili wszystkich ludzi i nie mieli już do kogo strzelać.

Pobiegli dalej w stronę domu.

c.d.n.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Canulas 18.04.2018
    "Dzięki temu, że był już późny wieczór było tylko kilkanaście ofiar. Byli to ludzie wychodzący z kina" - na tym przykładzie chciałem Ci zasugerować nieco inną konstrukcję zdań, bądź używanie synonimów. 3x był, było.

    Tekst fabularnie nawet, nawet, ale sporo też niezgrabności językowych.

    Cyfry, liczby, zapisuj słownie.

    Na początek 3+
  • fanthomas 19.04.2018
    Dość dużo powtórzeń. Nie wciągnęło mnie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania