Poprzednie częściZiemia i Mars: Pierwszy kontakt

Ziemia Niczym Jeden Grosz

Ziemia, nasz błękitny sen, w ludzkich sercach jawi się jako wieczna przystań, pulsująca życiem perła w koronie stworzenia. Wierzymy, że jest wszystkim – fundamentem, axis mundi, jedyną pieśnią w symfonii istnienia. Lecz to złudzenie, delikatne jak mgławica, rozpływa się w obliczu wszechświata, który rozciąga się w nieskończoność, szydząc z naszej małości. Ziemia jest zaledwie groszem, lśniącym mgnieniem, które w roztargnieniu gubimy wśród gwiazd, nie czując jego braku w kieszeni wieczności.

 

Wyobraź sobie chwilę, gdy ludzkość, w płaszczu z marzeń i stali, wzbije się w eter na skrzydłach plazmowych okrętów. Statki, tańczące w rytmie czarnych dziur, poniosą nas poza welon atmosfery, gdzie Słońce, nasz dawny bóg, stanie się tylko iskrą w morzu migotliwych świateł. Z tej dali Ziemia, nasz dom, skurczy się do westchnienia pyłu, do muśnięcia blasku, które ginie w bezmiarze kosmicznego gobelinu. Wszechświat, w swej nieprzejednanej wspaniałości, tka arrasy z galaktyk, kwazarów i mgławic, a nasza planeta, tak krucha, tak ulotna, staje się niewidzialna – nieistotnym akordem w orkiestrze chaosu.

 

Z pokładu gwiezdnego wędrowca, wśród obcych konstelacji, Ziemia rozpływa się w mroku, jakby nigdy nie istniała. Nie jest już latarnią, lecz cieniem wspomnienia, zatopionym w otchłani parseków. Galaktyki, wirujące w tańcu eonów, szepczą o światach niezliczonych, o cywilizacjach, które może przewyższają nasze najśmielsze sny. W ich obliczu Ziemia jest efemerydą, motylem o skrzydłach z oceanów, który jeden podmuch kosmicznego wiatru może strącić w zapomnienie.

 

Co się stanie, gdy odlecimy zbyt daleko, gdy nasze żagle, rozdęte ambicją, poniosą nas poza horyzont powrotu? Ziemia, nasz grosz, może przepaść w fałdach przestrzeni, zgubiona wśród gwiezdnych dróg, nieodnaleziona w labiryncie czasu. Nie będzie gwiazd, które wskażą jej imię, ani ech, które przypomną jej kształt. Staniemy się wędrowcami bez kotwicy, nomadami śniącymi o domu, którego kontury rozmyły się w wiecznym mroku.

 

Lecz w tej elegii kryje się nie tylko lament. Jeśli Ziemia jest groszem, to my, jej strażnicy, dzierżymy odpowiedzialność, by strzec tej delikatnej monety w kosmicznym bezkresie. Niech nasze spojrzenie, zwrócone ku gwiazdom, nie zapomni o jej blasku. Niech nasze statki, choć śmiałe, pamiętają o porcie, z którego wyruszyły. Ziemia, choć maleńka, jest wierszem wszechświata – jedynym, który znamy. I choć wszechświat może nas zwieść swą ogromem, to w tej kruchej perle tkwi cała nasza poezja, cała nasza nadzieja, by nie stać się jedynie pyłem w jego nieskończonej pieśni.

Następne częściZiemia Ojców, Ojcowizna...

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania