Ziemia w wodzie
Raz istniał pewien byt,
Ni to człowiek, ni zwierzyna,
Po prostu jestestwo.
O sercu ziemistym,
Często łzy roniące.
Wędrował za dnia ku jezioru,
O stałej tafli i tym samym kolorze.
Tam też i płakał, żalił się i ubolewał,
Po czym odchodził i nazajutrz wracał.
Księżyc za słońcem, wiosna za jesienią,
Ta sama woda, ten sam widok.
Lecz zdumienie chwyciło go,
Gdy ujrzał postać z wody utkaną.
Otwiera usta — mówi do istoty,
Lecz ona zdaje się nie rozumieć.
Niespodziewanie i ona usta rozchyla,
A miast słów słychać tylko fale.
Stara się jej dotknąć — poczuć,
Lecz okrutna materia gardzi nim.
Tworzy z dłoni morską mgłę,
Nie racząc nawet chłodem wody.
Szloch zalewa bytu gardło,
Niemoc oblewa strumieniem ciało.
Niedawna słodycz na języku
Znikła w walce z goryczą.
Spogląda on na jezioro,
Z gładką taflą i iskrami.
Wtem skacze w lazurową otchłań,
Tonie na dnie wyraz z kamieniami.
Postać z wody zaś — stoi ciągle,
Nie ruszy się, nie przemówi, nie zapłacze.
Lecz zmywa się w kałużę
I wsiąka w glebę.
Jak ziemia w wodę,
Woda w ziemię.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania