Ziemia w wodzie
Raz istniał pewien byt,
Ni to człowiek, ni zwierzyna,
Po prostu jestestwo.
O sercu ziemistym,
Często łzy roniące.
Wędrował za dnia ku jezioru,
O stałej tafli i tym samym kolorze.
Tam też i płakał, żalił się i ubolewał,
Po czym odchodził i nazajutrz wracał.
Księżyc za słońcem, wiosna za jesienią,
Ta sama woda, ten sam widok.
Lecz zdumienie chwyciło go,
Gdy ujrzał postać z wody utkaną.
Otwiera usta — mówi do istoty,
Lecz ona zdaje się nie rozumieć.
Niespodziewanie i ona usta rozchyla,
A miast słów słychać tylko fale.
Stara się jej dotknąć — poczuć,
Lecz okrutna materia gardzi nim.
Tworzy z dłoni morską mgłę,
Nie racząc nawet chłodem wody.
Szloch zalewa bytu gardło,
Niemoc oblewa strumieniem ciało.
Niedawna słodycz na języku
Znikła w walce z goryczą.
Spogląda on na jezioro,
Z gładką taflą i iskrami.
Wtem skacze w lazurową otchłań,
Tonie na dnie wyraz z kamieniami.
Postać z wody zaś — stoi ciągle,
Nie ruszy się, nie przemówi, nie zapłacze.
Lecz zmywa się w kałużę
I wsiąka w glebę.
Jak ziemia w wodę,
Woda w ziemię.
Komentarze (5)
Przeczytałam. Przemyślałam wszystko. Wybacz...
Wszystko w porządku?
....ten wiersz dla mnie jest zbyt abstrakcyjny.
Nic nie szkodzi 🙂 wiele osób mi to mówi. Nawet na konkursach często przez mój styl nie udaje mi się dostać na żadne miejsce ewentualnie tylko na wyróżnienie (ponoć jury woli typowo młodzieżowe wiersze)
zuraw 🙂
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania