Ziemowit
Chmury zawisły leniwie jak dym lokomotywy i za nic miały pośpiech, z jakim świat mknął do przodu. Ziemowit zostawił za sobą to, co wczorajsze, już niepotrzebne. Oddając się w posiadanie chmurom, czuł, że szaleństwo jest poza nim. Cieszyła go każda minuta, przebimbana, bezpowrotnie stracona. Najbardziej cieszyły poranki, które były jak modlitwa do dobrego Boga, brak pytań i wątpliwości. Koniec zimy zapraszał do niespiesznych obserwacji.
Ponad las wystrzeliły czupryny brzóz — jeszcze wczoraj ich tu nie było. Samotny dom to dobra pora, by stać się na nowo, urodzić powtórnie.
Ziemowit przymknął oczy. Na białych masztach, w zielonych żaglach brzóz załopotał wiatr.
— Las na końcu świata — obracał te słowa w myślach, rozkoszując się tym, co z sobą niosły. Słowa mówiły o miejscu, z którego dalej nie ma żadnych dróg. Tu był kres podróży.
W żaglach łopocze wiatr,
nikogo tu nie ma.
Świat trwa bez pytań.
Komentarze (7)
uśmiecham się pomimo...
też lubię odludzie :)
jest takie powiedzenie: ucieknę na koniec świat, albo mam już wszystkiego dość, chcę wyjechać na koniec świata ....stąd mój komentarz :)
Hyhyhy Asie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania