Zima 1946 (Andrew Wyeth)

od wtedy jesteś wzgórzem

o które opiera się niebo

zbiegam by usiąść u twoich stóp dogania mnie cień

rozciąga się żałobą od której nie ucieknę

choćby w nieskończoność przesuwać horyzont

 

jest zimno

żadnych ciepłych barw

cisza przymarza do ust

pęcznieje w grudce ziemi

z której próbuję lepić nowy dzień

 

zbiegam szybko jakbym uciekał

od zastygłych rysów

znieruchomiałej twarzy i rąk

pęd przypomina że nie wszystko umarło

 

dopóki niebo wisi nad głową

otwarta przestrzeń

nie zamyka się wokół jednego punktu

jest jakieś dalej

inne odniesienia

obecność której nie da się dotknąć

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Tytusek 5 miesięcy temu
    won igusiu srusiu dupusiu hihihihi
  • IgaIga 5 miesięcy temu
    Tytusek marzyciel.
  • Smerfowa Stonoga 5 miesięcy temu
    Cześć Ewa, zastanawiałem się ostatnio co u ciebie :)
  • IgaIga 5 miesięcy temu
    Smerfowa Stonoga - Cześć. Jeszcze żyję.
  • piliery 5 miesięcy temu
    Wiersz idealnie wpisuje się w obraz, w jego tragizm i dynamikę, w jego szarość a ucieczka przed cieniem stanowi jakby ważny punkt zarówno obrazu jak i wiersza. Piszesz: "jest jakieś dalej". Jest.
  • IgaIga 5 miesięcy temu
    piliery - bardzo dziękuję.
  • Aisak 5 miesięcy temu
    Znakomity wiersz!!!
    Nawet bez znajomości obrazu bardzo działa na wyobraźnię. Brawo!
  • IgaIga 5 miesięcy temu
    Aisak - pięknie dziękuję.
  • JagVetInte 5 miesięcy temu
    Strata stała się wzgórzem... A jedyne co peel mógł zrobić, to nauczyć się żyć u stóp tego wzgórza.

    Wow.
  • JagVetInte 5 miesięcy temu
    Dlaczego takie utwory tu mi się gubią?
  • IgaIga 5 miesięcy temu
    JagVetinte - bardzo dziękuję.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania