Zima 1946 (Andrew Wyeth)
od wtedy jesteś wzgórzem
o które opiera się niebo
zbiegam by usiąść u twoich stóp dogania mnie cień
rozciąga się żałobą od której nie ucieknę
choćby w nieskończoność przesuwać horyzont
jest zimno
żadnych ciepłych barw
cisza przymarza do ust
pęcznieje w grudce ziemi
z której próbuję lepić nowy dzień
zbiegam szybko jakbym uciekał
od zastygłych rysów
znieruchomiałej twarzy i rąk
pęd przypomina że nie wszystko umarło
dopóki niebo wisi nad głową
otwarta przestrzeń
nie zamyka się wokół jednego punktu
jest jakieś dalej
inne odniesienia
obecność której nie da się dotknąć
Komentarze (11)
won igusiu srusiu dupusiu hihihihi
Tytusek marzyciel.
Cześć Ewa, zastanawiałem się ostatnio co u ciebie :)
Smerfowa Stonoga - Cześć. Jeszcze żyję.
Wiersz idealnie wpisuje się w obraz, w jego tragizm i dynamikę, w jego szarość a ucieczka przed cieniem stanowi jakby ważny punkt zarówno obrazu jak i wiersza. Piszesz: "jest jakieś dalej". Jest.
piliery - bardzo dziękuję.
Znakomity wiersz!!!
Nawet bez znajomości obrazu bardzo działa na wyobraźnię. Brawo!
Aisak - pięknie dziękuję.
Strata stała się wzgórzem... A jedyne co peel mógł zrobić, to nauczyć się żyć u stóp tego wzgórza.
Wow.
Dlaczego takie utwory tu mi się gubią?
JagVetinte - bardzo dziękuję.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania