Zima 1946 (Andrew Wyeth)

od wtedy jesteś wzgórzem

o które opiera się niebo

zbiegam by usiąść u twoich stóp dogania mnie cień

rozciąga się żałobą od której nie ucieknę

choćby w nieskończoność przesuwać horyzont

 

jest zimno

żadnych ciepłych barw

cisza przymarza do ust

pęcznieje w grudce ziemi

z której próbuję lepić nowy dzień

 

zbiegam szybko jakbym uciekał

od zastygłych rysów

znieruchomiałej twarzy i rąk

pęd przypomina że nie wszystko umarło

 

dopóki niebo wisi nad głową

otwarta przestrzeń

nie zamyka się wokół jednego punktu

jest jakieś dalej

inne odniesienia

obecność której nie da się dotknąć

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Tytusek 8 miesięcy temu

    won igusiu srusiu dupusiu hihihihi

  • IgaIga 8 miesięcy temu

    Tytusek marzyciel.

  • Smerfowa Stonoga 8 miesięcy temu

    Cześć Ewa, zastanawiałem się ostatnio co u ciebie :)

  • IgaIga 7 miesięcy temu

    Smerfowa Stonoga - Cześć. Jeszcze żyję.

  • piliery 8 miesięcy temu

    Wiersz idealnie wpisuje się w obraz, w jego tragizm i dynamikę, w jego szarość a ucieczka przed cieniem stanowi jakby ważny punkt zarówno obrazu jak i wiersza. Piszesz: "jest jakieś dalej". Jest.

  • IgaIga 7 miesięcy temu

    piliery - bardzo dziękuję.

  • Aisak 8 miesięcy temu

    Znakomity wiersz!!!
    Nawet bez znajomości obrazu bardzo działa na wyobraźnię. Brawo!

  • IgaIga 7 miesięcy temu

    Aisak - pięknie dziękuję.

  • JagVetInte 7 miesięcy temu

    Strata stała się wzgórzem... A jedyne co peel mógł zrobić, to nauczyć się żyć u stóp tego wzgórza.

    Wow.

  • JagVetInte 7 miesięcy temu

    Dlaczego takie utwory tu mi się gubią?

  • IgaIga 7 miesięcy temu

    JagVetinte - bardzo dziękuję.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania