Zimny empiryzm samotności

​Byłam wdzięcznym miękkim uśmiechem,

Obdarta z marzeń –

gdy czas, rzeźbiarz o obojętnych dłoniach,

cios po ciosie skuwał tętno w marmur,

aż zniknął dawny blask, a zostało

zimne milczenie –

takie robię pierwsze wrażenie.

 

​Zna to każdy, kto musiał

wykuć w piersiach własny bastion,

zmienić bezbronną tkankę w gruby mur,

żeby przetrwać bezwzględny napór rzeczywistości.

 

​Poprzez empiryzm życia –

złamana i składana raz po raz na zimno,

otoczona tylko echem dawnych dni

i cieniorytem minionych burz.

 

​Bojem zaprawiona,

czuję wreszcie głęboki sens istnienia –

ukuty z czystych uczuć i twardego sumienia.

 

​Bo znam swą wartość,

a ta surowa hardość

to nie jest lekki sen

z którego można się obudzić bez złudzeń - w pustej, zimnej przestrzeni własnego królestwa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania