Zimny empiryzm samotności
Byłam wdzięcznym miękkim uśmiechem,
Obdarta z marzeń –
gdy czas, rzeźbiarz o obojętnych dłoniach,
cios po ciosie skuwał tętno w marmur,
aż zniknął dawny blask, a zostało
zimne milczenie –
takie robię pierwsze wrażenie.
Zna to każdy, kto musiał
wykuć w piersiach własny bastion,
zmienić bezbronną tkankę w gruby mur,
żeby przetrwać bezwzględny napór rzeczywistości.
Poprzez empiryzm życia –
złamana i składana raz po raz na zimno,
otoczona tylko echem dawnych dni
i cieniorytem minionych burz.
Bojem zaprawiona,
czuję wreszcie głęboki sens istnienia –
ukuty z czystych uczuć i twardego sumienia.
Bo znam swą wartość,
a ta surowa hardość
to nie jest lekki sen
z którego można się obudzić bez złudzeń - w pustej, zimnej przestrzeni własnego królestwa.
Komentarze (1)
Dlatego, Qleczko: wracamy do domu. 😔
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania