Złodziej snów

- Wreszcie cię złapaliśmy. No, chodź, chodź ptaszku!

- Proszę mnie nie szarpać. Wypraszam sobie!

- Józek słyszałeś, on sobie wyprasza. Dobre sobie. Co za bezczelny typ.

- Heniu, a może by tak, zanim zaprowadzimy go do rady starszych, trochę skórę mu przetrzepać?

- Panowie, ale to jakaś pomyłka. O co chodzi?

- On się jeszcze pyta, o co chodzi. Mówiłem, że bezczelny.

- Bezczelny złodziej, Heniu. Chyba nauczymy go trochę pokory.

- Panowie, to jakaś pomyłka. Ała! Proszę mnie nie bić! Ratunku!

- Józiu, przeciągnij go szperaczem po żebrach trochę.

- Heniu, czy to, aby nie za mocno będzie?

- Z wyczuciem Józiu, nauczy się, żeby nie okradać śpiących ludzi.

- Cholera, ciemno, że nic nie widać. Po kiego ta durna chmura zasłoniła księżyc?

- To jest natura Józiu, nic na to nie poradzisz.

- To jak z kobietą. Trzeba cierpliwie czekać, aż wiatr rozgoni ciemne chmury.

- Mówisz o naturze czy o kobiecie?

- O naturze, oczywiście. Z kobietą to nie tak prędko. Ty, Heniu, co on tak cicho? Nic nie stęka.

- Może go za mocno pomacałeś? Weźmy go pod pachę i zaprowadźmy do sołtysa, niech zwoła Radę Starszych. Tyle czasu my zmarnowali, tyle nocy zarwanych, aż w końcu go dopadliśmy. To się dopiero Zielna Baba ucieszy. Przecież to już trzy miesiące jak jej kradnie sny.

- No, a bez snów to ona nam nic nie pomoże.

- Ciężki jakiś ten chłop. Szkoda, że Stach się upił i usnął, przydałby się teraz do pomocy.

- Nie narzekaj Heniu, damy radę. Dobrze, że Stach usnął, po co nam jeszcze jeden do nagrody?

- No tak, masz racje Józiu. Nie potrzebny nam tu Stach, niech sobie śpi spokojnie. Damy radę sami.

- Oj, moja głowa.

- Patrz Józiu, twardy ten złodziej. Inny by jeszcze pospał, a ten się budzi. Aaa, może to i lepiej, nie trzeba będzie go tak dźwigać, sam pójdzie.

- Co się stało? Gdzie ja jestem? Kim panowie są?

 

***

 

- Ciiszaa!!! Proszę o ciszę - sołtys Sznurkowski potarł wielką, białą chusteczką, łysą jak kula bilardowa, głowę.

- Proszę otworzyć okno, bo się tu podusimy. Jak już zapewne wiecie, złapano dziś złodzieja snów, który od trzech miesięcy, wykradał sny Zielnej Babie. Od tego czasu nasza wieś jest bardzo nieszczęśliwa. Zielna Baba, poprzez swoje sny, ostrzegała nas o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Na przykład kiedyś ostrzegła mnie, żebym nie jechał tego dnia pociągiem do miasta, bo się wykolei. Nie pojechałem! Co prawda, pociąg się nie wykoleił, ale aż strach pomyśleć, gdyby do tego doszło i byłbym w którymś z wagonów. Kiedyś ostrzegała Stacha Furmaniuka, żeby nie pił wina i co? Nie posłuchał, no i po pijaku wywrócił się na rowerze i złamał rękę.

- To my tylko piwo wtedy pili, nie wino! - odezwał się jakiś głos z sali.

- Nie ważne! Ostrzegała? Ostrzegała! - rozejrzał się po sali z niepokojem, malującym się na okrągłej twarzy i zapytał:

- Gdzie jest Zielna Baba?

- Nie idzie jej dobudzić. 

Próbowalim z Kaziem, ale tylko na chwilę oczy otworzyła i powiedziała:

- Muszę spać, bo sny wróciły.

- Haa, słyszeliście to? Sny wróciły - wręcz krzyczał sołtys - To jest niezbity dowód, że mamy tu złodzieja snów.

Rada Starszych siedząca za sołtysem pokiwała głowami jakby na potwierdzenie słów Sznurkowskiego.

- No i co pan na to, panie złodziej?

- Ja, nie wiem.

- On nie wie - w głosie sołtysa słychać było drwinę - Niewiniątko takie. On nic nie wie. Jak się pan nazywasz?

- Nie wiem.

- Józiu, czy ty, aby po głowie go nie pomacałeś tym szperaczem?

- Bardzo możliwe, Heniu, chociaż jak Boga kocham, nie chciałem. Jak te chmury zasłoniły księżyc, to było takie ciemno, że nic nie widziałem.

- Jak to, pan nie wie, jak się nazywa? - dociekał wiejski prokurator.

- Naprawdę, nie pamiętam. Bardzo mnie głowa boli - młody człowiek złapał się za tył głowy - o, tu.

- Może bym zrobiła kompres z zimnej wody? - zapytała nieśmiało dziewczyna siedząca w pierwszym rzędzie.

- Ty, Jadźka lepiej siedź cicho! Widzicie go, głowa go boli.

- Heniu, idź ty lepiej powiedz sołtysowi, jak było, może rzeczywiście go ta głowa boli.

- W sumie, to czemu nie, przecież złodziej też człowiek i może go głowa boleć.

Heniu wstał, podszedł do Sznurkowskiego, coś mu szeptając w ucho.

- Hmm. W zaistniałej sytuacji, leć Jadźka, zrób mu ten kompres.

- Część chłopaki – usłyszeli tuż za plecami.

- Wyspałeś się Stachu? - zadrwił Józek.

- E, tam, takie spanie. Tyle, co usnąłem, przyleciał Piotrek od Siwców, że babka umarła.

- To stara Siwcowa nie żyje?

- No. Zmarło się kobicinie. Podobno ostatnio nic, tylko spała i opowiadała co to jej się za cuda śniły, ale nikt nie chciał słuchać.

Jadzia podała oskarżonemu kompres, a ten przyłożył go z tyłu głowy i podziękował grymasem, nieco przypominającym uśmiech.

- Dziękuję.

- Nie ma za co. Mam nadzieję, że to panu pomoże.

- Słuchajcie ludzie! Tego oto człowieka Henio i Józek złapali, jak się kręcił koło chałupy Zielnej Baby i zaglądał do okien. Która to była godzina?

- No, na pewno koło dwunastej – odrzekł Józek.

- Ja się pytam, czy normalny człowiek kręciłby się o północy przy czyimś domu? Nie! Normalny człowiek o tej godzinie śpi. Myślę, że nie ma co się tu patyczkować z tym podejrzanym osobnikiem, tylko trzeba zawiadomić milicję.

- No i co im powiesz? Że niby kradł Zielnej Babie sny? Nie bądź naiwny ojcze, nikt ci przecież nie uwierzy.

- Jadźka, nie denerwuj mnie. To co, może mamy go puścić wolno? Jeśli nie on, to kto kradł sny?

- Nie wiem, ale nie wydaje mi się, żeby to był ten człowiek.

- Sołtysie, a co z naszą nagrodą? Obiecał pan, że ci, co złapią złodzieja, dostaną ciepłe buty z importu. Tylko patrzeć, jak jesień zawita i buty będą, jak znalazł.

- Heniu, skoro obiecałem, że nagroda będzie, to słowa dotrzymam, ale najpierw musimy mieć pewność, że to jest sprawca a to nie jest takie łatwe.

- Ja bym mu pięty przypalił, to raz, dwa by się przyznał – odezwał się męski głos z sali.

- No, no, tylko bez takich. Jesteśmy cywilizawo… ee, jesteśmy porządnymi ludźmi i nie pozwolimy skrzywdzić nikogo, jeśli oczywiście jest niewinny.

- Ludzie, już zaczyna świtać. Siedzimy tu już kilka godzin, a dalej nic nie wiemy – jakaś kobieta wstała i rozglądała się po Sali – Zaraz trzeba iść krowy doić, a my tu siedzimy bez sensu, tracąc tylko czas. Dlaczego Rada Starszych nic nie powie?

Rada Starszych, w liczbie osób siedem, kiwała potakująco głowami. Bezzębne staruszki i starcy zasuszeni jak pergamin, spojrzeli po sobie, po sali, po zakurzonej, brudnej podłodze i nadal milcząc, majestatycznie złożyli dłonie na podołku, co zapewne miało oznaczać najwyższy stopień intensywnego myślenia. Po chwili milczenia, wstał mały człowieczek z siwiuteńką kozią bródką i poprawiając okulary na nosie, rzekł spoglądając na oskarżonego:

- Czy nadal boli pana głowa? – i nie czekając na odpowiedź ogłosił wyrok:

- Według Rady Starszych nieznany nam bliżej obywatel jest winny zarzucanego mu przestępstwa.

Zaszumiało na sali. Heniu ściskał rękę Józia, gratulując ciepłych butów z importu.

- To jakaś kpina, ten wasz wyrok. Nie ma żadnych dowodów, poza tym, że ten człowiek kręcił się i zaglądał do okien Zielnej Baby.

- Jadźka, nie pozwalaj sobie smarkulo! Nikt nie ma prawa podważać wyroku Rady Starszych. Wyrok zapadł, jest winny. Koniec, kropka. Będzie musiał teraz pracować w naszej wsi, aż nie uznamy, że zmył z siebie piętno złodzieja.

- To jakaś kpina jest, nie wyrok. Spójrzcie na tego człowieka, czy on wygląda na takiego co mógłby cokolwiek ukraść?

- Dobrze wiesz, że wygląd o niczym nie świadczy.

Mężczyzna rozglądał się zdezorientowany po twarzach nieznajomych i chyba nie zdawał sobie sprawy, że ktoś zdecydował za niego, że przez najbliższe miesiące będzie w tej wiosce pracował jak parobek.

Drzwi wejściowe skrzypnęły głośno i do sali weszła mała, pękata kobieta w kolorowej chuście na głowie. Zielna Babka – dało się słyszeć, kiedy przechodziła między rzędami krzeseł, kierując się w kierunku sołtysa.

- Wiecie ludzie, że sny mi wróciły? Już nikt mi ich nie kradnie. Co tu się dzieje, Mietek? – jako jedna z niewielu zwracała się po imieniu do sołtysa.

- Złapaliśmy złodzieja twoich snów, babko.

- No, ale to przecież już sprawa zamknięta. Koniec, skończyło się.

- Jak to się skończyło? – zapytał nieco zmieszany Sznurkowski, patrząc na staruszkę, która stała już przed nim.

- No, skończyło się. Sprawca już więcej tego nie zrobi.

- No, ja myślę. Będziemy go mieć na oku, więcej razy mu się to nie uda.

- Co się nie uda? Komu?

- No jemu – wskazał palcem nieznajomego, który siedział pochylony, z dłońmi zaplecionymi z tyłu głowy, tak, że twarzy nie było widać.

- Co ty mi tu Mietek za bujdy wciskasz. Przecież stara Siwcowa nie żyje. To ona mi kradła sny. Zawsze chciała być lepsza ode mnie, no i jej się to przez jakiś czas udawało, z tym że nikt nie chciał słuchać jej snów, myśląc, że starej się w głowie pomieszało.

- Jak to! Przecież mamy tu złodzieja, który został już osądzony.

- Co? Znów rada truposzy się zebrała? Przecież to już nie jest nawet zabawne. Te staruchy nie wiedzą za bardzo co się wokół nich dzieje. Kim jest oskarżony?

- Nie wiemy. Twierdzi, że nie pamięta jak się nazywa.

Mężczyzna podniósł głowę, spoglądając na Zielną Babkę a na jego twarzy pojawił się wyraz intensywnego myślenia, jakby starał się sobie coś przypomnieć.

- Janek? – z niedowierzaniem w głosie zwróciła się do niego staruszka.

- Babcia?

- Jaka, jaka babcia? O co tu chodzi? – pytał zdezorientowany sołtys.

- Jak to jaka? Normalna. Janek miał wczoraj wieczorem przyjechać ostatnim autobusem, ale się go nie doczekałam i poszłam spać, myśląc, że pewnie dziś przyjedzie.

- Tak, teraz sobie przypominam – mężczyzna pocierał czoło dłonią – Uciekł mi ostatni autobus, więc złapałem stopa. Jakieś dwa kilometry szedłem pieszo, bo kierowca jechał w inną stronę. Byłem pod twoim domem około północy i stukałem do okien, kiedy napadli mnie tacy dwaj – spojrzał na salę, gdzie jeszcze do niedawna siedzieli Józek i Heniek, ale dostrzegł tylko zamykane za nimi drzwi.

- Gdzie tych dwóch gagatków? Już ja im dam nagrodę! O, czekaj ty jeden z drugim, jak ja was spotkam, to wam dam takie nagrody, że zatęsknicie za milicyjnym dołkiem!

- Widzisz Jasiu, gdybyś babkę odwiedzał, to ludzie by cię znali, a tak...

 

Manuel del Kiro

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Sympatyczne. Dobrze oddany klimat małej wioseczki i miejscowych guseł.
    Postawiłeś na formę dialogu, co sprawiło, że teksty jest bardzo dynamiczny, akcja cały czas pędzi. To jest jak najbardziej ok., nie ma chwili na nudę, na przystanki.
    Ciekaw jestem, już tak tylko eksperymentalnie, jakby to napisać przez bardziej rozbudowane opisy, żeby dodać temu opowiadaniu coś z magii i więcej tajemniczości.
    Koniecznie sobie popraw redakcję, bo jakiś gęsty krzaczek Ci tutaj wyrósł:
    - Nie idzie jej dobudzić. - Muszę spać, bo sny wróciły.---#---Próbowali#Probowali#Probowałam#Probowałem#Probowałom#Próbowałam#Próbowałem#Próbowałom#Próbo
  • Manuel del Kiro 2 miesiące temu
    Wielkie dzięki Bajkopisarzu. To nauczka, żeby nie wstawiać tekstów na telefonie. Nie chciało mi się odpalić komputera, no i porobiło się. Mea culpa.
    Jeśli chodzi o bardziej rozbudowane opisy to wiem, powinienem bardziej nad tym popracować i obiecuję, że się poprawię. Dzięki za komentarz i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania