Złodziej uczuć
Przysypałam ślady pierwszym śniegiem lata,
By uciszyć echo, co w sercu się spłata.
Z popiołu lepiłam spokojniejszy świat,
Lecz każdy mój oddech prowadził do strat.
Zaszyłam tęsknotę w najgłębszym mroku,
Przysięgałam, że nigdy nie zrobię już kroku.
Lecz las jak złodziej, rozchylił mi drzwi,
I wszedłeś z uśmiechem odbierając mi sny.
Aż przyszedł deszcz co miał twoje dłonie,
Rozpalił ogień w zgaszonym łonie.
Objął mnie cisza, co pachniała domem,
I runął mój mur jednym czułym słowem.
Jak ćma zakochana w płomienia blasku,
Tańczyłam ślepo po rozżarzonym piasku.
Choć każde skrzydło krzyczało "uciekaj",
Serce szeptało "jeszcze poczekaj".
Dziś serce jest statkiem bez portu i dna,
Co tonie, choć dobrze ratunek swój zna.
I choć motyl wiedział jak skończą się loty,
Oddał swe skrzydła bez cienia tęsknoty.
Komentarze (3)
Popraw literóweczki, i tego nie kumam: "Co to od"
Masz rację, pisałam go w nocy więc narobiłam byków...
Aż przyszedł deszcz co miał twoje dłonie, Rozpalił ogień w zgaszonym łonie - logicznie coś mi tutaj nie pasuje, ale całość bardzo się spodobała.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania