Złomowisko cz.2 (ostatnia)
Niebo pociemniało w nienaturalny sposób. W pewnym momencie ptaki przestały atakować biuro i odleciały w stronę przeciwną do nadchodzących czarnych chmur. Ostrożnie i powoli wyszedłem na zewnątrz. Rozejrzałem się uważnie, wydawało się, że jestem bezpieczny. Dałem jeden krok, a potem drugi. Nic się nie działo, wokoło zapadła śmiertelna cisza potęgująca niepewność, która wzrastała z każdym moim kolejnym krokiem. Wmawiałem sobie, że jest bezpiecznie. Czarne chmury całkowicie ogarnęły niebieskie sklepienie, przez co widoczność można było porównać tą w ciemną mglistą noc. Chciałem jednak za wszelką cenę odnaleźć Maćka, więc na ślepo rozpocząłem poszukiwania. Wystarczyło kilka minut bym potknął się o kawał żelastwa i
rozciął dłoń. W kieszeni miałem izolację. Miałem taki nawyk, że zawsze ją ze sobą brałem a nuż się przyda.
Nie namyślając się długo owinąłem nią dłoń, jednak w tej ciemności co raz potykałem się obijając sobie co popadnie.
W pewnej chwili niebo zaczęło się lekko rozwidnia co pozwoliło mi na nowo rozpocząć poszukiwanie. Złomowisko pełne było zakamarków, ciasnych przejść między górami złomu. Szukanie w nim człowieka to istny koszmar. Po ponad godzinie byłem wykończony, a nawet nie przeszukałem połowy terenu. Wtem usłyszałem dziwny hałas, jakby ktoś uderzał pałka w metalowe pojemniki. Dźwięk zaprowadził mnie przez wydrążoną dziurę w stercie żelastwa W dziwne miejsce. Między kilkoma górkami złomu znajdowała się pusta przestrzeń. Stała dziwna konstrukcja przypominająca drabinkę do podciągania, tyle że zamiast szczebli wisiały na nie łańcuchy. Gdy podszedłem bliżej by się przyjrzeć zauważyłem, że każdy z nich miał ślady krwi. To wszystko było coraz dziwniejsze. Przyszedłem jedynie do kumpla, że by skoczyć z nim na piwo a zagłębiam w się w coś, czego nie powinienem wiedzieć. Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść, ale dziurą, przez którą wszedłem zniknęła.
Kiedy odwróciłem się ponownie w stronę wiszących łańcuchów w jednej chwili cały zbladłem.
Do łańcuchów przytwierdzone było ciało Maćka. Był nimi przeszyty w potworny sposób. Próbowałem go z nich uwolnić, choć wiedziałem, że nie żyje. To jednak tylko pogarszało sytuację. Gdy chciałem powyciągać łańcuchy z jego ciała tylko bardziej je masakrowałem.
Nie wiedziałem co robić zdesperowany rzuciłem się w żelastwo i zacząłem przekopywać się przez stertę złomu. Nagle poczułem, że ktoś złapał mnie za nogę i zaczyna mnie wciągać z powrotem. Na poczekaniu złapałem leżący luzem metalowy pręt i z w całej siły uderzyłem nim w pomarszczoną siną dłoń trzymającą mnie. Po chwili ujrzałem promienie słońca i z całej siły uderzyłem w ścianę złomu, przekopując się na zewnątrz. Ostatkiem sił uciekłem ze złomowiska i zadzwoniłem na policję. Po przeszukaniu terenu znaleziono jedynie komórkę Maćka, ciało natomiast jakby rozpłynęło się w powietrzu. Poszukiwania trwały jeszcze długo, ale niczego nie odnaleziono.
Złomowiska nie zamknięto, zatrudniono nowego strażnika i o wszystkim zapomniano. To jednak nie był koniec kłopotów. Dwa dni później właściciel złomowiska zgłosił zaginięcie strażnika. Znaleziono jedynie zmiażdżone palce leżące obok głównej bramy a wokoło krążące kruki.
Komentarze (3)
pałka - pałką
nie - niej
że by - żeby
Gdzieniegdzie brakuje przecinków, ale już nie kopiowałam zdań, żeby nie wybić się z czytania.
Ładnie zbudowałeś klimat w tym opowiadaniu, co jest dużym plusem. Końcówka trochę mnie zawiodła, bo miałam wrażenie, że było za mało uczuć bohatera.
Za świetny klimat 5 :)
Dziwne miejsce
Trochę za dużo tego dziwnie.
Poza tym, naprawdę w porządku klimat. Można się nieco przyczepić, do tego, że złomowiska nie zamknięto, ale byłoby to czepianie się na siłę.
Ogólnie, daje radę.
4 starsy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania