Złoty króliczek i my, czyli o pogoni za pierwszym milionem

Żyjemy w czasach, w których każdy z nas został ogłoszony prezesem własnego życia. Zapomnij o spokojnym etacie od ósmej do szesnastej – dziś to niemal obelga, synonim stagnacji i życiowej porażki. Współczesny człowiek nie wstaje już rano po to, by po prostu wypić kawę. Współczesny człowiek wstaje po to, by sprawdzić, czy jego „kryptoportfel” nie wyparował w nocy, a „pasywne źródła dochodu” zaczęły w końcu pracować ciężej od niego samego.

Wystarczy otworzyć dowolną platformę społecznościową, by natychmiast natknąć się na młodego, niesamowicie pewnego siebie człowieka stojącego na tle wynajętego Lamborghini. Pan w ciasnym garniturze tłumaczy nam z ekranu, że ósma rano to idealna pora na zimny prysznic, naukę języka mandaryńskiego i analizę giełdy, podczas gdy my wciąż leżymy pod kołdrą, marnując swój potencjalny produkt krajowy brutto. Pogoń za pieniądzem przestała być zwykłą koniecznością opłacenia rachunków za gaz, stała się pełnoprawną religią z własnymi dogmatami. Grzechem głównym jest tu bezczynność, a najwyższą cnotą harowanie dwadzieścia cztery godziny na dobę z uśmiechem na ustach.

Najpiękniejsze w tej pogoni jest jednak to, że im więcej zarabiamy, tym szybciej te pieniądze znikają, pochłonięte przez armię niewidzialnych subskrypcji. Kiedyś człowiek kupował telewizor raz na dziesięć lat i miał spokój. Dzisiaj mamy subskrypcję na dostęp do filmu, subskrypcję na lepszą jakość tego filmu, subskrypcję na aplikację do medytacji (która ma nas odstresować po zarabianiu pieniędzy na subskrypcje) oraz comiesięczne opłaty za cyfrową chmurę, w której trzymamy zdjęcia z wakacji, na które nie pojechali, bo musieliśmy robić nadgodziny na kolejny pakiet inwestycyjny.

Czy to oznacza, że pieniądze są złe? Skądże. Pieniądze są cudowne, zwłaszcza gdy pozwalają zapłacić za prąd bez drżenia rąk i kupić w sklepie to, na co ma się ochotę, a nie to, co akurat jest na promocji. Problem polega na tym, że w tym szalonym maratonie często zapominamy, po co właściwie zaczęliśmy biec. Gdzieś po drodze cel zmienił się z „mieć spokojne życie” na „mieć więcej niż sąsiad z naprzeciwka”. A przecież na koniec dnia nikt nie wspomina z łezką w oku swojego optymalnie zdywersyfikowanego portfela akcji.

Może więc warto czasem zatrzymać się na chwilę, wyłączyć powiadomienia z aplikacji giełdowej i przypomnieć sobie, że najcenniejszych rzeczy na świecie nie da się kupić. Choć z drugiej strony, za dobre espresso w kawiarni też trzeba zapłacić... I bądź tu człowieku mądry.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania