Złudzeniostwór

ROZDZIAŁ I

 

Wyszedł z domku nakładając bluzę i rozglądając się.

- Lily?

Krzyknął. Westchnął głęboko i pokręcił głową.

- Kochanie, proszę.. - Dodał nieco spokojniejszym tonem. Ujrzał ją nagle siedzącą pod drzewem. Podszedł do niej.

- Nie strasz mnie. - Odparł stojąc nad nią.

- Liliane przesadzasz.. nie możesz się tak tym przejmować i ciągle zadręczać.. - Odezwał się ponownie, gdy zaczęła się w niego wpatrywać. Lubiła na niego patrzeć, to wiedział każdy ich znajomy.

- Nate zostaw mnie - Burknęła i odwróciła głowę w drugą stronę. Usiadł na przeciw niej, zginając nogi tak by się stykały z jej nogami. Objął i jej i swoje nogi, po czym złapał ją delikatnie za podbródek i odwrócił ją w swoją stronę, zmuszając ją by na niego spojrzała. Spojrzeli na siebie ponownie. Próbowała podtrzymać wzrok. Gdyby go opuściła dała by mu znak, że jest z nią naprawdę źle.

- Kotuś. - Pogładził ją po łydkach szepcząc. Zrobił smutną minkę, którą po momencie zmienił w uśmiech. Zawsze ją to rozśmieszało, ale nie tym razem. Zostawił więc próby rozśmieszenia jej i pogładził dziewczynę po podbitym, napuchniętym oku, krzywiąc się.

- Zetrzesz mi maść miś. - Odparła i oparła głowę o drzewo.

- Nie możesz wiecznie o tym myśleć.. to trwa zbyt długo, nie uważasz?

- Nate, nie umiem się z tym tak do końca pogodzić. Powaliło mnie to na kolana po prostu. - Pogładziła go po zarośniętym policzku i zacisnęła usta, próbując kąciki unieść w górę. Położyła głowę na jego kolanach.

- Chodź ze mną do domku.. hmm? Zrobię Ci koktajl bananowy.. - Szepnął splatając palce ich dłoni. Zaśmiała się i wstała z pomocą chłopaka, który następnie ją objął ramieniem. Ruszyli do domku letniskowego, w którym przebywali już około 2 tygodnie. Stał on kilka metrów za drzewem, pod którym Nathaniel znalazł Lilę. Od razu po wejściu, włączył radio, w którym mieli swoje ulubione kawałki, które zawsze poprawiały humor dziewczynie. Nie mógł znieść widoku smutnej twarzy Lilki. Nazywał ją tak zdrobniale 'Liliane' odkąd się poznali, przywykli oboje do tego, że pomimo polskiego pochodzenia dziewczyny, rozmawiają po angielsku. Odkąd przywiózł ją na Mazury, pod domki letniskowe, ukochana ciągle rozmyślała o tym przykrym incydencie, przez który zostało jej podbite, sine oko. Bardzo chciał by o tym zapomniała, i po prostu żyła dalej, jednak przeliczył się. Nie dość, że musiał z nią wyjechać z Nowego Jorku, to jeszcze przywieźć ją tu, tak daleko od jej rodzinnego miasta - Poznania. Lila od zawsze opowiadała mu o miłości do Mazur, więc szybko przypomniał to sobie w odpowiednim momencie. Udało mu się namówić ją na wyjazd, jednak ukochana nadal ciągle myślała o tamtym i zasmucała się, według niego zupełnie nie potrzebnie. Dzięki przywiezionym przez nich nowoczesnym sprzętom, mogli sobie robić nawet koktajle. Zrobił jej więc jednego o smaku bananowym, a sobie truskawkowym. Dziewczyna przez ten czas siedziała na kanapie szukając jakiegoś filmu, który mogli by obejrzeć. Nie znalazła nic, więc przełączyła na kanały muzyczne, które uwielbiał Nate. Uśmiechnęła się, słysząc jak krzyczy by zostawiła na tym kanale. Zaczynał się właśnie teledysk do piosenki, którą Nathaniel wręcz ubóstwiał, a na dodatek umiał świetnie do niego tańczyć. Przyszedł szybko do salonu i odstawił koktajle. Ustał przed telewizorem i zaczął tańczyć, rozśmieszając Lilę. Kochała jego tańce i szaleństwo za każdym razem, gdy któreś przełączyło na kanały muzyczne. Nauczyła się tego szaleństwa od niego. Tym razem postanowiła popatrzeć na kuszące ruchy chłopaka, pijąc koktajl. Chłopak tańczył i śpiewał za każdym razem prawie idealnie jak w teledysku, uwielbiała na niego patrzeć. Gdy szklanka po jej koktajlu była już pusta, podeszła do chłopaka tanecznym krokiem i pociągnęła go na łóżko, postanawiając mu podziękować na swój sposób [...]

 

ROZDZIAŁ II

Ocknęła się w wesołym miasteczku. Wstała z podłogi i rozejrzała się. Znała to miejsce. Jednak zmieniło się jedynie to, że teraz biło od niego wrogością. Było ciemno, wszystko było poniszczone. Budka z lodami była obrzucona kamieniami, wraz z daszkiem były obdarte i powyginane. Lody leżały dookoła budki, wraz z kamieniami. ' Nawiedzony dom', za który robiła przyczepka, pomalowana tak by nazwa była wiarygodna, wyglądała tak jakby była zostawiona na kilka lat i nikt się nią nie zajmował, w miejscu gdzie co moment przechodziły huragany. Była zniszczona, podziurawiona dużym narzędzie, tak samo opony. Dookoła leżały rzeczy, które miały wystraszyć potencjalnych klientów. Wiele innych rzeczy robiących z tego miejsca wesołe miasteczko, były równie zniszczone, porozrzucane. Brudnych i porozrywanych pluszaków oraz zabawek, było najwięcej.

Oglądała wszystko, dziwiąc się, co lub kto mogło zniszczyć to miejsce. Zlękła się w momencie gdy zza ściany jednego budynku wyjrzał przebrany klaun, a z drugiej strony królik. Oba były brudne i przerażające, na pewno nie miały za zadanie rozbawiać dzieci, tylko straszyć je. Zatkało ją, cofnęła się i zmrużyła oczy. Z podłogi zaczęły wychodzić kościotrupy, odziane w czarną pelerynę. Trzymały w rękach topory. Lilka zaczęła krzyczeć. Każdy z nich zaczął powtarzać jedną kwestię : " las, stara ruina, spotkamy się. ". Truposze zaczęły sunąć w jej stronę. Wtedy się obudziła z krzykiem, drżąc. Otworzyła oczy i próbowała zapanować nad szalejącym oddechem.

- Liliane ! Spokojnie ! - Nathan który spał obok, obudzony natychmiast usiadł i przytulił ją do siebie. Zaczął błądzić po jej nagich plecach.

- Koszmar? - Spytał. Kiwnęła głową i położyła się na plecach, zamykając oczy.

- Tak realnego jeszcze nie miałam. - Przyznała. Chłopak przytulił się do niej, kładąc głowę na jej brzuch. Przykrył ją kołdrą do miejsca, gdzie trzymał głowę.

- O czym był? - Zapytał po chwili ciszy. Był bardzo ciekaw, czy to horrory były winne. Horrory, które jego ukochana tak namiętnie pisze, robiąc z siebie coraz sławniejszą pisarkę. Od początku nie podobał mu się fakt, że jej największą inspiracją jest maraton horrorów, który sobie urządzają przy spokojniejszych wieczorach, najczęściej w weekendy. Spojrzał na nią, oczekując odpowiedzi. Kiedy ją usłyszał, uniósł brwi w górę.

- Wesołe miasteczko? Trupy? Fajny ! - Odparł i uśmiechnął się. Lila się roześmiała i podniosła się, zakrywając się kołdrą.

- Bardzo śmieszne.

- Biedaku mój, chodź pod prysznic. - Wstał i pomógł jej wstać.

- Poleżmy jeszcze .. - Mruknęła poprawiając włosy.

- Jestem głodny, wczoraj pozwoliłaś mi jedynie na kawę. - Pociągnął ją za rękę do łazienki.

- Kochanie sądzę, że powinnaś oglądać mniej horrorów. Doszło do tego że masz koszmary. - Zaczął przy śniadaniu, na które przygotowali sobie zdrowe polskie jedzenie. Obserwował ją, siedzącą na przeciwko.

- Nate przestań, przecież to nic takiego. - Odparła. Według niej może i to było dziwne, że przyśnił się jej koszmar, ale nie przejęła się tym ani trochę. Kochała horrory i może jedynie nieco zdziwił ją fakt, że przyśnił się jej tak realistyczny. Zwykle nie pamiętała snów, albo w ogóle ich nie miała.

Chłopak nie drążył tematu. Wolał zająć się jedzeniem, które mu bardzo smakowało. W porównaniu do tego co jadał w Ameryce, Polskie jedzenie było po prostu rajem na ziemi. Nie dziwił się, że Lila pokochała Mazury i to tu zapragnęła przyjechać. Brak spalin, świeże powietrze, gęsty i czysty las, cisza i spokój, to były rzeczy, których nigdy nie zobaczył, nie doświadczył. W Ameryce, cicho i spokojnie miał jedynie w domu. Lasy i ośrodki wypoczynkowe były wielką rzadkością jego rodzinnego kraju. Oboje bardzo odetchnęli przebywając tu już dwa tygodnie.

Kończąc śniadanie, uśmiechnęła się do chłopaka i mrugnęła do niego.

- Nasmaruj oko miś. - Po jego słowach, uśmiech zszedł z jej twarzy. Poszła do łazienki i smarując oko, syknęła kilkakrotnie z bólu.

- Boli ? - Usłyszała pytanie z kuchni.

- Trochę..

- To weź coś przeciwbólowego może.

- Też tak myślę. - Umyła ręce i wróciła do kuchni, gdzie wzięła tabletkę. Zaczynając zmywać i sprzątać po śniadaniu, nagle wpadła na pomysł by wyciągnąć Nate'a na spacer.

- Pójdziemy na spacer może? - Zerknęła na niego z pytającym wyrazem twarzy. No i może, z odrobiną nadziei.

- Dziś miałem jechać po Davida do Warszawy na lotnisko..

- Po kogo? - Zdziwiona przerwała zmywanie.

- No po tego, na którego mówimy Harold a on się wkurza zawsze o to. Miał wpaść na weekend, pamiętasz? - Odparł.

- Aaa ! Po tego, pamiętam pamiętam. - Uśmiechnęła się i cmoknęła go w usta.

Będąc na Mazurach, oboje kompletnie stracili poczucie czasu. Już od tygodnia nie wiedzieli, który jest dzień a nawet miesiąc, czy godzina. Dzięki przyjacielowi Nathaniela, musieli zapamiętać, kiedy będzie piątkowe południe.

David, bądź dla przyjaciół 'Harold', był jedyną osobą, której Nathan ufał bezgranicznie, zaraz po Lilce. Znali się praktycznie od zawsze, byli ze sobą bardzo zżyci. Lila podziwiała tę przyjaźń, bardzo cieszył ją fakt, że nie jest fałszywa czy sztuczna, i to dlatego zgodziła się na przyjazd Dave'a na weekend. Przekonał ją fakt, gdy usłyszała, iż Dave chce zwiedzić Mazury i pozazdrościł im, gdy mu się chwalili. Nie podobało się jej jedynie to, że Nathan będzie musiał jechać aż 6 godzin, a z korkami nawet i więcej. Był okres wakacyjny, turystów było wiele, a Warszawa była najczęściej odwiedzanym przez nich miastem, biorąc pod uwagę fakt, że jest tam przecież lotnisko.

Liliana pożegnała ukochanego trochę po śniadaniu. Postawiła sobie zadanie posprzątania, lub przynajmniej ogarnięcia domku. Nie była fanką sprzątania, więc samo zmuszenie samej siebie trochę jej zajęło. W końcu namówiła się na ogarnięcie mieszkania, włączyła sobie też wiadomości w telewizji.

Gdy skończyła, przebrała się w koszulkę, rezygnując ze spodenek i wyszła na zewnątrz, z butelką napoju. Rozłożyła się na leżaku i słuchając muzyki,próbowała leżeć bez ruchu, by choć trochę się opalić. Pamiętała, że musieli dopłacić za ten domek, przez jeziorko, za którym ono było, więc postanowiła skorzystać, równocześnie próbując zapomnieć o niemiłym śnie, a raczej koszmarze, który tak ją przestraszył.

 

ROZDZIAŁ III

[...]

 

-Nie uważasz, że przesadzasz? - Warknęła. Spojrzał na nią dopiero gdy rzuciła w niego poduszką.

- Co mam ci powiedzieć?! Okej, idź sobie do niej ?! Ja pierdole, dziewczyno ! - Wstał i rzucił laptop na ich typowo - amerykańską, czerwoną, skórzaną kanapę. Zaczął mówić i gestykulować, a łączył te rzeczy dopiero wtedy gdy naprawdę się wściekł. Cofnęła się.

- Ciągle do niej łazisz, przebywasz z nią ! Denerwuje mnie to, zaczęła nawet tu nocować, zamiast ze mną, sypiasz z nią!

- Co ty gadasz! Od prawie trzech lat sypiam jedynie z Tobą!

- Dobrze wiesz o co mi chodzi do jasnej cholery!

- Nathan po prostu dawno nie miałam prawdziwej przyjaciółki, a Annie po prostu.. nią niewątpliwie jest! Jak siostra..

- To czemu ciągle z nią przebywasz? Nawet w nocy?

- Bo brakowało mi przyjaciółki? Znasz mnie już tak długo, że powinieneś znać moją przeszłość.. moją jedyną koleżanką była moja matka!

- Przez nią się ciągle kłócimy, gdybyś miała normalną przyjaciółkę, a nie jakąś pojebaną, kłótni by nie było! - Burknął i wyszedł z salonu, kierując się na górę. Nowojorska pogoda o tej porze roku była bardzo przyjemna. W jej rodzinnym kraju - w Polsce - o tej porze roku, było by dużo opadów i zachmurzeń. Widząc świecące słońce oraz białe chmury, które były w śmiesznych kształtach i każdy mógł je różnorako interpretować, postanowiła wyjść. Nie popatrzyła nawet co ma na sobie, musiała wyjść i ochłonąć. Zgarnęła z komody jedynie telefon, nałożyła buty i wyszła trzaskając drzwiami. Będąc na zewnątrz ogarnęła ją nagła frustracja i uczucie beznadziejności. Usiadła na schodku. Wtedy pod dom zajechało czarne auto Davida. Westchnęła i wywróciła oczyma, myśląc, że 'przyjechała lalunia Nathaniela'. David może i nie wiedział, że za nim nie przepadała, ale i tak ciągle starał się jej przypodobać. Zawsze pojawiał się w najmniej oczekiwanym momencie, ciągle o wszystko wypytywał. Był pamiętnikiem Nate'a, który prawie wszystko mu opowiadał. Gdy oni się pokłócili, to właśnie David umiał poprawić humor jej ukochanemu. Liliana nie raz robiła mu sceny zazdrości, ale zwykle o tym szybko zapominali. Dave widział, że Lila jest po prostu inna. Zbyt szalona na zwyczajną dziewczynę i jednocześnie zbyt inteligentna by nazwać ją jakoś obraźliwie. Była wyjątkowa, chłopak wiedział, że ich związek jest bardzo poważny.

- Co taka smutna siedzisz? - Odezwał się, machając jej. Był uśmiechnięty, jego czarny podkoszulek zdradzał wiele o jego szczupłej sylwetce, tak samo jak luźne rurki.

- Cześć David - Odpowiedziała, starając się jak najmilej to zrobić. Usiadł obok niej i objął ją ramieniem.

- Pokłóciliście się?

- Nie.

- Lily, normalnie nie można Cię wyciągnąć choć na głupi spacer, i mam ci wierzyć, że od tak sobie wyszłaś na zewnątrz, by posiedzieć na schodku?

- Nie chcę o tym gadać Hazz. - Mruknęła i weszła do domu, zostawiając otwarte drzwi. Nie nazywała go zwykle jego ksywką, pierwszy raz się jej "wymsknęło". Całe szczęście, że David puścił to mimo uszu. Wtem doszło do niej, co się dzieje. Znała już odpowiedź na pytanie : czemu Nath się tak wkurza o Anię? Kto ciągle robił mu sceny zazdrości o Dave'a i potrafił go nawyzywać od gejów, by tylko Nathaniel zrezygnował z zapraszania go tu? Kto ciągle wszczynał kłótnie o to, że David jest ciągłym gościem w tym domu i na dodatek często zbędnym? Ja! A co jeśli on chce mi pokazać jak się wtedy czuł? Będzie mi pokazywał długie miesiące, bo przecież Ann znam już rok. Odkąd tu przyjechałam, przed poznaniem Nate'a. Zagryzła usta, nie zatrzymując się. To pewne, że o to chodzi, dodała sobie w myśli, zapraszając chłopaka gestem ręki do salonu. Siedział w nim Nathaniel, przełączając kanały. Chłopaki się przywitali, a ona w tym czasie szła na górę, gryząc paznokcie. Zwykle tak wyglądała - gryząc paznokcie, zupełnie zamyślona - gdy myślała o czymś ważnym.

- Lily, może zostaniesz z nami ? - Słysząc głos David'a, odwróciła się.

- Nie gryź paznokci. - Odezwał się Nathan. Opuściła od razu rękę.

- Idę na górę. - Odpowiedziała im i pobiegła do sypialni.

 

[...]

 

- Ten Amlinson to szczęściarz - Głos zza pleców przestraszył ją, powodując że niemal krzyknęła. Podskoczyła jednak jedynie i odwróciła się szybko, nie chcąc się kompromitować. Okazał się, że odwiedził ją Claudio. Syn właściciela ośrodka. Hiszpan, bardzo opalony, umięśniony, zarośnięty, chodzący zwykle w rzeczach wiele ukazujących. Poznała go podczas wynajmowania domku. Uśmiechnęła się do niego.

- A to ty. Przestraszyłeś mnie !

- Przepraszam. - Odpowiedział i zrobił przepraszającą minę.

- Nie czaj się, chodź - Poklepała miejsce obok siebie. Chłopak od razu usiadł obok niej.

- Sama siedzisz ? Mogłaś dzwonić, dotrzymał bym towarzystwa - Uśmiechnął się, a ona odwzajemniła jego uśmiech, zaczynając machać zamoczonymi w wodzie nogami w rytm muzyki.

- Sprzątałam w domku, a poza tym mam numer Twojego taty jedynie. Mój chłopak mi nie pozwala na sprzątanie, musiałam skorzystać. - Puściła do niego oczko i zaśmiała się. Niespodziewanie Hiszpan dotknął jej policzka, tuż pod podbitym okiem. Skrzywił się a ona odsunęła głowę i spojrzała na jeziorko.

- Dalej marnie to wygląda. Boli?

- Ta pogoda mazurska mi się udziela, bo przestało prawie boleć. - Odparła z uśmiechem.

- Szkoda mi Cię. Kto Cię tak urządził ?

- Wolałabym o tym nie rozmawiać - Powiedziała, widząc kątem oka, że Claudio chce ją objąć ramieniem. Zdziwiła się, ale nie robiła nic, by mu w tym przeszkodzić.

- Twój misiek gdzieś pojechał? Widziałem samochód wasz - Zmienił temat, nie chcąc drążyć tamtego, mniej miłego.

- Taaak, po kumpla pojechał. - Odparła i słysząc swój głos, rozpoznała odrobinę żalu. W pewnym momencie, uświadomiła sobie, jak to wygląda z daleka. Przystojny Hiszpan obejmuje ją, będącą w koszulce sięgającą lekko za biodra. Nate go zabije ! Podpowiedział jej umysł. Odsunęła się od niego natychmiastowo i zakryła bardziej nogi koszulką.

- Ucieknij, ze mną go Hiszpanii Liliane- Po tych słowach zaczęli się oboje śmiać.

- Claudio, proszę. Ja i Hiszpania. - Mówiła przez śmiech.

- W moim kraju, tak piękne dziewczyny jak ty, pracują dla ważnych stylistów mody.

- Bez przesady, mi starczy kariera pisarki.

- Ee tam ! - Machnął ręką, rozśmieszając ją ponownie.

- Czemu tutaj siedzisz, zamiast wyrywać piękne Hiszpanki? - Spytała, nie chcąc ciągle mówić o sobie. Nigdy tego nie lubiła.

- Mamę mam w Hiszpanii a ojca tu. Postanowili przed rozwodem, że mam miesiąc mieszkać u tego a potem miesiąc u tego. Już rok tak to działa, no i jakoś idzie. Mam zmienne prace, ale co tam - Odpowiedział, patrząc to na nią, to na las przed nimi, za jeziorem.

- Żartujesz! Świetnie masz! - Przyznała, pełna podziwu.

- Nathaniel na Ciebie nie zasługuje, ja bym zabił każdego, kto by cię tak urządził - Skierował dłoń na jej policzek, jednak nie pozwoliła mu go dotknąć.

- Przestań. - Niemalże szepnęła, mając przed oczyma ten przykry incydent. Chciała dodać, że Nate prawie wtedy kogoś zabił, ale powstrzymała się.

- Przepraszam, wyrażam tylko swoje zdanie. Zapraszam Cię na spacer.

- Okej. - Odparła wstając. Ubrała się szybko w domu i już wkrótce ruszyli na spacer. Claudio zaproponował przejście przez pola, na którym były domki, oddalone od siebie kilkanaście metrów. Między domkami była trawa, na której stały bramki do piłki nożnej i ręcznej, siatka do gry w siatkówkę, oraz kosze do koszykówki. Były od siebie bardzo oddalone, by gracze sobie nie przeszkadzali. Nathaniel często grywał w nożną, w bardzo słoneczne dni. Obok tych sprzętów stały kosze z piłkami. Gdzieniegdzie stały zamiast tego leżaki. Po jednej stronie były domki, potem była ulica, a za nią ogromny las. Lila i jej znajomy ruszyli do niego po przejściu przez pole, obok kilkunastu domków.

Samochody przejeżdżały tam raz na kilka dni. Zwykle były to samochody ludzi wynajmujących domki u pana Robinsona - właściciela -.

Nancy bywała już w tym lesie. Po raz pierwszy jednak zwróciła uwagę na piękno, czystość i gęstość tego lasu. Zwykle mazurskie lasy kojarzyły się z wycinką i zaśmiecaniem, ten był jednak inny, wyjątkowy, jak wiele innych gęstszych, położonych z dala od miast. Człowiek od razu czuł się lepiej.

 

2

Claudio by podtrzymać rozmowę, zaczął ją wypytywać o książki. Przyznał, że przeczytał dwie z trzech jej horrorów, które uzyskały tak dobrą opinię czytelników, których ciągle przybywało. Podziękowała mu za samo przeczytanie i dobre wyrażanie się o jej pomysłach książkowych. Później pozwoliła mu się wyżalić. Dowiedziała się z tej rozmowy o rozwodzie jego rodziców, o dziewczynach, - czyli innymi słowy bezmózgich nastolatkach - które poznał. Dawno nie spotkała tak wygadanego chłopaka. Chciała utrzymać tę znajomość. Nie miała na Maurach żadnej przyjaciółki, a Claudio okazał się dobrym towarzyszem rozmów. Problemem był jedynie jeden fakt. Nathan go nie polubił.

Przemierzali las coraz dłużej, czując się w nim naprawdę dobrze.

- Znasz tutejsze legendy ? - Spytał po jakimś czasie głuchej ciszy i wsłuchiwaniu się w odgłosy lasu.

- Hmmm ? - Mruknęła, gdy wyrwał ją z zamyślań. Spojrzeli na siebie.

- Nie, nie znam. A powinnam?

- Jak nie jesteś stąd, to pewnie nie.. Ale jedyna, poważniejsza legenda z tych okolic, brzmi że w środku tego lasu stoi opuszczony dawno temu budynek. Ten las jest, jak wiesz, ogromny i trudno się tam podobno dostać. No i ten budynek jest skażony. Podobno jakieś laboratorium badań nieznanych bakterii kosmicznych, testowała tutaj te bakterie. Jakieś nowoczesne, nieznane nigdy dotąd choroby powstawały, gdy ludzie mieszkali w promieniu kilometra od tego budynku. -

Uniosła brwi w górę.

- Kurcze.. fajna sprawa. - Odparła kiwając głową.

- Tylko ani się waż dać to w jakiejś książce swojej ! - Powiedział nagle z rozbawieniem i pomachał jej palcem, tak jak mama grozi synkowi, który po ośmiu godzinach zabaw na placu zabaw, chce wyjść bez jej pozwolenia na podwórko. Roześmiali się.

- Och Boże, dobra! - Odparła śmiejąc się, podnosząc dłonie w górę, na wysokość ramion, jak by leżał pod nią ktoś pobity a ona robił by ten gest, chcąc kogoś przekonać, że to nie ona jest sprawcą pobicia.

Nie wierzyła jednak, by legenda ta była prawdziwa. Na pewno by ktoś odkrył ten budynek, bo ludzie przyjeżdżający tu, mają dużo czasu, który zwykle spędzają na spacerach w lesie. A poza tym, była pewna, że ktoś by zauważył prędzej czy później samochody osób prowadzących badania.

Rozmowa zeszła na inny temat, wtedy też się zawrócili. Nathan po pewnym czasie napisał do niej sms'a. Pisał o planowanej godzinie powrotu, o pozdrowieniach David'a, oraz o tym, że tęskni. Uśmiechnęła się sama do siebie i szybko mu odpisała, czując zwiększoną tęsknotę za ukochanym [...].

 

ROZDZIAŁ IV

Zaprosiła Claudio do domku, poczęstowała go też piwem, gdy wrócili. Drogę powrotną przeszli w mniejszym czasie, bo oboje przyśpieszyli, za sprawą Liliany. Chciała być w domu przed przyjazdem chłopaka. Była pewna, że zezłości go obecność Claudio, to był drugi powód przyśpieszenia. Było grubo po 16:00, gdy dotarli. Nie wiedziała jeszcze, że Hiszpanowi nie chodzi o przyjaźń, tylko o coś więcej. Nathaniel wrócił dopiero późnym wieczorem. Była wtedy sama. Leżała na kanapie pod wełnianym kocykiem, w swojej ukochanej różowo fioletowej piżamie. Była końcówka komedii romantycznej. Nienawidziła tego typu filmów, ale raz postanowiła się poświęcić. Film wywarł na niej duże wrażenie, końcówka doprowadziła ją do płaczu. Zaczęła żałować, że po prostu się nie napiła i nie zasnęła na fotelu, w oczekiwaniu na chłopaka.

Nate i David weszli do domu roześmiani.

- Misiek ! - Krzyknął ten pierwszy, rozglądając się po domku. Ann zerwała się z kanapy i otarła łzy. Nathaniel spoważniał od razu. Z rąk wypadły mu bagaże David'a, który właśnie zamykał drzwi.

- Co się stało? - Spytał od razu, podchodząc do niej. Odwróciła wzrok i zacisnęła usta. Nienawidziła tak przejętego wzroku chłopaka. Gdy miała chwilę słabości, płacz jej powracał, bo była pełna miłości i dumy, że jest on tak nią przejęty.

- Liliane? - Dodał i zmusił ją by na niego spojrzała. Nie zwracali uwagi na obserwującego ich Dave'a.

- No bo.. oglądałam komedię romantyczną z nudów i .. koniec był bardzo zły.. bo para się rozstała przez zazdrość i-i no .. wiesz. - Wydukała, powstrzymując ledwo płacz. Chłopak przytulił ją mocno do siebie i uniósł w górę za pośladki. Rozchyliła nogi i mocno się w niego wtuliła, wdychając jego śliczne perfumy.

- Boże, kochanie .. - Odpowiedział idąc do sypialni. Sypialnia była za ścianą, więc nie musiał iść zbyt długo. Szepnął coś po drodze do David'a, który pokiwał głową. Usiadł następnie na ich łóżku i cmoknął ją w nagie ramię. Nie puszczali się z objęć.

- Przypomniałam sobie, że przecież David jest dla ciebie tak ważny, może ci nagadać, że ... jestem zbyt brzydka dla ciebie, czy coś i ..

- Przestań. Weź nawet tak nie mów. Nigdy się tak nie stanie i nie płacz już. - Wszedł jej w słowo. Otarł jej policzki i pocałował ją, powracając do przytulania. Zaczął żałować, że nie namówił ją na zabranie ze sobą z Nowego Jorku pakietu komedii, żadnych romantyków by wtedy na pewno nie obejrzała. Zawsze tak reagowała na jakieś romantyki, bo zwykle ich nie oglądała. A gdy już obejrzała to naprawdę trwając w ogromnym znudzeniu.

- Nie zostawisz mnie, prawda? - Spojrzała na niego, z zaróżowiałymi policzkami i zaczerwienionymi oczyma.

- Nigdy. - Odparł ponownie szeptem, wtulając w siebie dziewczynę. Pocałował ją w czoło i ujrzał idącego ku nim David'a z ulubionym kubkiem herbaty Lilki.

- Trzymaj mała. - Te słowa oderwały Lilianę od Nate'a. Obaj się do niej uśmiechnęli. Nate posunął się dalej, a dziewczyna usiadła między jego nogami, biorąc od Dave'a kubek herbaty. Odwzajemniła lekko ich uśmiech, gdy Nathan przytulił się do niej od tyłu.

- Dziękuję. - Szepnęła. David usiadł obok nich. Zaczęli jej opowiadać o podróży. Słuchała ich z najwyższą ciekawością. Rozmawiali dopóki nie zasnęła. Wtedy przeszli za ścianę i starali się zachowywać cicho, by jej nie obudzić. Rozmawiali, oglądali jakiś film, serfowali po internecie, który nieco im się zacinał. Obudzili ją po trzech godzinach, około północy. Domek był mały, było duże prawdopodobieństwo obudzenia jej. Gdy się ocknęła leżała pod kocem, wtulona w bluzę chłopaka.

- Jezu .. - Wymamrotała i nałożyła bluzę, po czym poszła do nich.

- Chłopaki, błagam. - Odparła zaspanym głosem. Nathan leżał na ziemi a David na kanapie, oglądali jakiś film. To przez ten film się śmiali, a ich śmiechy obudziły dziewczynę.

- Przepraszamy. Idziesz do nas? - Odparł Nate, wstając. Przytuliła się do niego i cmoknęła go w usta.

- Żarty sobie robisz? Ja chcę spać!

- Będziemy już cicho.

- Nie, idź z nią, a ja tu pośpię. Rano obejrzymy końcówkę - Odezwał się David. Uśmiechnęła się i pokiwała głową. Pociągnęła chłopaka do łóżka, zatrzymując się by mogli się pożegnać i pozbierać swoje rzeczy.

 

2

 

David położył się gdy zapadła ciemność, przez zgaszenie światła. Założył słuchawki, wiedząc, że zapewne Nate weźmie sprawy w swoje ręce, gdy nie będzie mógł zasnąć. Włączył sobie ulubione piosenki i przykrył się kocem. Bardzo spodobało mu się zachowanie przyjaciela. Tak jak i on, miłość traktował bardzo poważnie. Nikt nie zachował by się lepiej od Nate'a. Jedynie on umiał tak mocno przytulić ukochaną i za wszelką cenę ją pocieszać. Byli bardzo dumni, że wytrwali już trzy lata ze sobą, a David cieszył się wraz z nimi. Bardzo im kibicował, lubił słuchać o tym gdy się o czymś chwalili, bądź sprzeczali. Ich sprzeczki nie trwały dłużej niż 5 minut, a "obrażeni" byli na siebie zaledwie dwa razy. Nathaniel był bardzo dumny z tego, że zdołał nauczyć się rodzimego języka Lila - języka polskiego. Nadal nie umiał wymawiać trudnych wyrazów, więc Liliana rozmawiała z nim po angielsku, doskonaląc przy okazji swoją wymowę. Ona również była dumna z faktu, że ukochany ją nauczył języka.

Jadąc z Nathan'em do domku, dużo podziwiał. Przyjaciel jechał powoli i ściszył GPS, by on mógł pozwiedzać. Większość terenów na Mazurach pokrywały lasy i ładne małe domki, których mała grupka tworzyła małe wioski, oddalone od siebie właśnie lasami. W Warszawie drzew było tyle co kot napłakał, ale i tak stolica bardzo się mu podobała. Namówił samego siebie na przyjazd, słuchając Nath'a i Lilkę, którzy często chwalili Mazury. Postanowił do nich pojechać, jedynie na dwa dni, bo nie lubił się wpraszać nie potrzebnie do nikogo. Całe szczęście oboje go przyjęli, postanowił im się jakoś odwdzięczyć. Zasnął po dwóch godzinach, wyłączając przy okazji telefon.

 

ROZDZIAŁ V

Claudio po wyjściu od Lilki, skierował się do domku, w którym pomieszkiwał z ojcem. Zastał go słuchającego radia i wypełniającego papierki. Jasnobrązowe biurko, które kupili niedawno, pokrywała masa papierków, faktur, długopisów i jeden kalkulator. Zmierzył wzrokiem ojca. Nie wyglądał ani na zmęczonego ani na wkurzonego. Może widział na jego twarzy nieco znudzenia, ale widząc ilość tych papierów miał pewność, że prędzej czy później skoczył by z mostu. Zamknął drzwi i usiadł na fotelu, odchylając głowę w tył.

- Co się stało synek? - Spojrzał na niego znad okularów.

- Byłem na spacerze.. co robisz? - Spytał tatę, siadając na przeciw niego. Miał dość dziwny humor. Poszedł do Lilę, chcąc się dowiedzieć, czy ta cała 'miłość' między nią a tym amerykanem, jest prawdziwa. Nie dała się mu nawet pogładzić po policzku, był pewien, że łączy ich miłość. Zdjęcia rozstawione prawie wszędzie jeszcze go przekonały w tym twierdzeniu. Nie znał żadnej polki, która by się mogła oprzeć Hiszpanowi, ta była pierwsza i to go nieco sfrustrowało.

- Ech, gówniane papiery, nie ma o czym gadać nawet. Zjedz coś - Poradził mu, powracając do pracy.

- Myślisz, że wszystkie Polki są mądre i ...bystre ? - Zaczął nieśmiało po momencie. Ojciec przerwał pracę i spojrzał na niego zdziwiony, podejrzliwie.

- A co zrobiłeś? -

- Nie nic ! - Odparł rozbawiony i wyprostował się.

- Podoba ci się jakaś Polka z problemami? - Zgadywał ojciec, zdejmując okulary. Nie spuszczał wzroku z syna. Podejrzewał że to się kiedyś stanie, choć jego syn w Polsce bywał naprawdę rzadko i miał dość dużo znajomych, ale nikt nie uprzedził go jakie są Polskie dziewczyny. Słyszał jego opowiadania o zabawach Hiszpanek, zrozumiał, że syn myśli, iż Hiszpanki to to samo co Polki. Pragnął szczęścia Claudio ponad wszystko, chciał mu jakoś wszystko szybko wyjaśnić.

- Hmmm ... można ta powiedzieć. Co zrobić by.. ona ten problem zobaczyła i przejrzała na oczy? - Spytał niepewnie.

- Posłuchaj mnie Claudio. Nie możesz nikomu wytykać błędów i nie możesz się w nic wtrącać, co ciebie nie dotyczy, bo ludzie zaczną wytykać błędy tobie i nie będzie przyjemnie wtedy. Pokazuj, że mimo pochodzenia Hiszpańskiego nie jesteś palantem. - Uśmiechnął się do syna. Claudio zmarszczył brwi i chrząknął, postanawiając puścić tę uwagę mimo uszu. Ojciec zawsze dogryzał jego Hiszpańskim korzeniom, przez rozwód i ogromną kłótnię z matką.

- Zdradź mi jej imię chociaż .. - Odezwał się ojciec, gdy Claudio milczał. Syn potrząsnął głową i zaśmiał się speszony.

- Nie wstydź się ojca .

- Tato .. - Mruknął, zaczynając się czerwienić. Nagle właściciel ośrodka przypomniał sobie pierwszy dzień pobytu niejakiej Liliany i jej amerykana - Nate'a, w ich ośrodku. Claudio odzywał się wtedy najwięcej, poradził im domek przy jeziorku, chwalił ośrodek, las, czystość i porządek. Patrzył na dziewczynę na okrągło, wygłupiał się, rozśmieszał ją. Potem wypytywał ojca o nią i prosił by zdradził mu coś o Polskich dziewczynach. Znał ich mało, więcej znał kumpli mieszkających nieopodal Mazur. Poznał jedynie młode nastolatki, które w niczym nie przypominały będącej w ich wieku Lilki. Dowiedział się jedynie od ojca faktu, że każdy jest inaczej wychowany.

- Lily.. - Odezwał się po momencie Claudio.

- Ach kochany. - Powiedział ojciec i westchnął głęboko. Uśmiechnął się do syna i oparł o krzesło.

- Jej chłopak mam rozumieć, jest tym problemem ? - Spytał syna.

- No ma się rozumieć.. Widziałeś jego pedalski styl? Ludzie, ta kobieta jest chyba ślepa. - Powiedział z wyrzutem, rozśmieszając tatę.

- Synu .. posłuchaj mnie. Proszę Cię, nie wtrącaj się w udany związek. Widziałeś na każdym kroku, że się kochają. Znasz powiedzenie, że każdy związek się psuje, gdy trzecia osoba do niego wstąpi? Z wulgaryzmami jest to powiedzenie, powinieneś je zapamiętać, Claudio. Bądź dla niej przyjacielem. - Claudio wysłuchał uważnie ojca. Miał rację, zawsze go słuchał i postanowił się postarać zapomnieć o pięknej polce.

- Może i racja.. - Wymamrotał i odwzajemnił uśmiech ojca. Przyniósł im po piwie i pomógł mu wypełnić papiery, zamówienia, opłaty i inne tego typu rzeczy, które miał na fakturach. Powiedział ojcu o spacerze i o przekonaniu się, że Lila poważnie kocha Nathaniel'a. Opowiedział mu o zdjęciach, które znalazł nawet w łazience. Ojciec, po wypiciu piwa, namówił syna na pójście nad jezioro. Wzięli czteropak piw i poszli w stronę lasu, na którego początku, z jednej strony była mała plaża, na której była także kładka. Najczęściej tam obaj chodzili wieczorami. Tak było i tym razem. [...]

 

RODZIAŁ VI

[...]

 

Pewnej słonecznej soboty, Klara sprzątała domek, który wynajmowała z chłopakiem.

- Ksawery, mógłbyś wezwać tego Hiszpana, albo pana Robinsona?

- Po co ? - Usłyszała pytanie z salonu.

- Mieliśmy zmienić domek, na ten nad jeziorkiem.

- Klara ktoś wynajął ten domek. Widziałem wczoraj samochód jak stamtąd odjeżdżał.

- A widzisz! Odjeżdżał! A może się odmeldował i domek jest wolny? - Krzyknęła z kuchni, rozśmieszając Ksawerego.

- Okej, skoro mi nie wierzysz, to zadzwonię dziś do właściciela, albo tego Hiszpana. Wolałbym tego Claudio nie widywać w tym domu.

- A to niby czemu? - Spytała i przyszła do pomieszczenia, w którym chłopak oglądał telewizję. Zagryzła usta, by się nie roześmiać. Chłopak spojrzał na nią.

- Poważnie? Nie wiedziałaś, że na Hiszpanów leci społeczności? Claudio, przecież to imię dla striptizerów gejowskiego klubu. - Zasłoniła dłonią usta zaczynając się śmiać. Podeszła następnie do kanapy i usiadła na niej.

- Kochanie, zazdrość to brzydka wada. - Pogroziła mu palcem wskazującym, z rozbawieniem.

- Takie to zabawne? - Spojrzał na nią i zaczął łaskotać, gdy przyciągnął ją już do siebie. Dziewczyna próbowała go odepchnąć, ale okazała się bezsilna. Czując łaskoczące ją dłonie po brzuchu, zaczęła krzyczeć, machać i rękoma i nogami a na dodatek nie mogąc się powstrzymać śmiała się.

- Nie jestem zazdrosny.. po prostu nie chcę go tu widzieć. - Odparł gdy się od niej oderwał i wstał.

- Jesteś zbyt atrakcyjny na zmianę. Hiszpanie przy Tobie odpadają! - Machnęła ręką nadal się śmiejąc, rozłożona na kanapie. Chłopak mrugnął do niej i poszedł do kuchni. Ksawery nigdy nie był zbyt zazdrosny, zwykle przedtem ostrzegał ją czy któregoś jej znajomego. Byli razem około rok i żadne nie wybierało się by skończyć tę znajomość. Byli do siebie bardzo przyzwyczajeni, nie umieliby bez siebie żyć. Wakacje na Mazurach wymyślił Ksawery. Pochodzili oboje z Warszawy, chcieli po prostu odpocząć.

- Pogramy w coś? - Spytał, idąc do Klary z napojem.

- Nie, wolę iść się poopalać. - Uśmiechnęła się najsłodziej jak umiała, wiedząc, że będzie chciał się wymigać od opalania. Ksawery westchnął i wywrócił oczyma, robiąc smutną minkę.

- Klaruś, błagam. - Złożył dłonie jak do modlitwy i ukląkł przed ukochaną, robiąc z ust "dziubek".

- Możesz pójść dziś sama na tą małą plażę? - Spytał.

- Kochanie, weź sobie piłkę i porzucasz ją na drzewo skoro tak to lubisz. - Odezwała się, patrząc jak chłopak zaczyna się śmiać, z położoną głową na jej kolanach. Zaśmiała się i odstawiła jego napój.

- Pogramy w rzucanego w wodzie. - Dodała z rozbawieniem. Wkrótce się zebrali, wyszykowali i wyszli z domku, kierując się do lasu, na którego początku, po prawej stronie była niewielka plaża, na której często bywali wynajmujący domek. Szli wygłupiając się i wpadli na Lilianę i Nate'a, spacerujących po ośrodku. Tak się z nimi zapoznali i przy okazji zostali zaproszeni na ich mostek oraz niewielką plażę, przy której mieli domek, który Klara tak chciała wynająć. Miała teraz pewność, że Ksawery na poważnie widział samochód odjeżdżający spod tego domku. Cała czwórka się bardzo polubiła i od razu dogadała, znalazła wiele wspólnych tematów. Nathaniel korzystając z poduczenia się języka polskiego, mógł się nim pochwalić, a niektóre trudniejsze zwroty znajomi oraz Lila tłumaczyli mu na angielski. To dlatego rozmowa trwała dość długo David dołączył do nich po niedługim czasie i przyniósł ze sobą napoje orzeźwiające i kilka alkoholowych. Ponieważ, że pogoda była piękna, postanowili się także wykąpać.

Po jakimś czasie, temat zszedł na Claudio. Hiszpana, syna właściciela. Okazało się, iż Ksawery i Nathan go nie lubią tak samo. Byli do niego uprzedzeni, choć tak naprawdę go nie znali. Dziewczyny dostały od nich zakaz rozmawiania z tym chłopakiem. Na szczęście, udało się im rozbawić ich obu, by nie brali tego tak poważnie, bo było to według nich zbędne. Zgodziły się one ze sobą, że Hiszpanie to straszni plotkarze, a poznały to tuż po swoich rozmowach z Claudio.

W głębi duszy Klara, tak jak i Liliana, dziękowały Bogu, że pana Robnika, oraz jego syna nie było w pobliżu, bo spaliłyby się ze wstydu przez obgadywanie jego syna przez chłopaków. Obie może i były plotkarami, ale gdy posłuchały plotkowania z boku, nie zbyt się im to spodobało, to obgadywanie osób przez siebie nie poznanych. Lila nie odezwała się ani słowem, o spacerze z Hiszpanem. Nie chciała złościć Nate'a i wszczynać kłótni przy nowo poznanych znajomych. David również bardzo się udzielał, był wręcz duszą towarzystwa. Najbardziej go rozśmieszała ta zazdrość Ksawerego i Nathaniel'a przy rozmowach o Claudio. Nie wiedzieli czy jest on flirciarzem i czy może ma żonę oraz dzieci, tylko od razu mówili o nim tak jakby był seksoholikiem, z zasadą " umawiać się tylko z polkami". Nie komentował tego, ale śmiał się z nich, wraz z dziewczynami. Wiedział bowiem, że gdyby miał już swoją wybrankę serca, zapewne by mówił o synu właściciela tak samo jak oni obaj.

 

RODZIAŁ VII

[...]

 

Dwa dni po poznaniu sąsiadów - Klary i Ksawerego, Nathan i Dave wstali bardzo rano, praktycznie od razu zaczynając się zbierać na lotnisko. Nie chcieli budzić Liliany, zachowywali się najciszej jak umieli. Nate nie chciał jej budzić, by uniknąć porannej sprzeczki, która była by kontynuacją wczorajszej kłótni o akcję z podbitym okiem dziewczyny. Nienawidził z nią o tym rozmawiać, bardzo go męczyła swoją naiwnością. Według niego osoba, która to zrobiła, nigdy się nie zmieni i nie powinna być w ogóle widywana w jej towarzystwie. Kłótnia rozpoczęła się od zdania, wypowiedzianego w łazience, z ust Lili. Brzmiało ono tak : " Czy to możliwe żeby Adrian się zmienił? ". Kłótnia trwała dobre 20 minut, potem nadeszła grobowa cisza. Cisza, która zesłała Nathaniela na spanie na fotelu. Gdy spojrzał na nią idącą do ich łóżka, od razu zrezygnował pytanie o spanie, nie chcąc kontynuować kłótni. Była na niego wściekła, doskonale wiedział, że obecność David'a przyczyniła się w dużej mierze do jej wściekłości. Słyszał jak w nocy chodzi po domku, jednak leżał bez ruchu. Od dwóch i pół lat mieszkał z Lilą i wiedział, że po kłótniach zwykle nie może zasnąć.

 

2

 

Ocknęła się na jakimś betonowym podłożu, w zupełnych ciemnościach. Rozejrzała się i poruszyła. Wtedy zorientowała się, że nie może poruszać rękoma, bo są przymocowane do czegoś w ścianie. Gdy poruszyła nogami, poczuła, że jej stopy są związane bardzo mocno. Jej serce raptownie przyśpieszyło. Zrobiło się jej nagle gorąco. Zaczęła się oglądać i pytać, czy ktoś tam jest, czy ktoś ją słyszy. Jęknęła i spanikowała. Zaczęła mocno szarpać rękoma i nogami, nic nie rozumiejąc. Doszły do niej odgłosy uderzania kajdan o ścianę.

- Jejku, o co tu chodzi?! - Spytała samą siebie, załamującym ją wzrokiem. Była wystraszona, nie rozumiała o co chodzi. Nadgarstki już wkrótce zaczęły ją piec, od mocnego uścisku kajdan. Po momencie poczuła zapach czegoś palonego, przypalanego. Skrzywiła się i zasłoniła nos i usta rękawem bluzy.

- Halo? to są jakieś jaja czy co?! - Krzyknęła. Odpowiedziało jej echo, podpowiadające, że siedzi w jakimś wysokim budynku, gdzie nie ma żadnych mebli czy okien. Światło nagle jednak się zapaliło a ona miała oko na całe pomieszczenie. Jej rozsądek miał rację, znajdowała się w wysokim budynku, bez mebli. Były w nim jedynie cele, odgrodzone od siebie stalowymi, grubymi kratami a ona była w tej pierwszej. Okno było jedno, przy wyjściu, w którym stał czarny cień. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i skuliła się pod ścianą, mocno szarpiąc ręce. Cień uniósł się i zaczął sunąć ku niej. Wniknął w nią, powodując jej omdlenie.

Dziewczyna obudziła się z krzykiem. Musiało minąć 10 minut, by do siebie w pełni doszła i pojęła, że to jedynie koszmar. Szeptała do siebie uspokajające słowa, skulona na łóżku.' No tak, zmył się jak go potrzebuję.' - Pomyślała dziewczyna, okrążając cały domek. Nathan'a i Dave'a, już nie było. Westchnęła i położyła dłonie na biodrach, wywracając oczyma. Nie raczyli się nawet pożegnać - dodała sobie w myślach, idąc do łóżka. Wyjęła z nocnej szafki telefon i sprawdziła czy ktoś do niej pisał. Niestety, w telefonie była jedynie wyświetlona tapeta, na której widniało zdjęcie Nathaniela. Zacisnęła zęby i rzuciła telefon na łóżko. Otworzyła okno i wzięła prysznic. Długi i zimny, miał on pomóc w uspokojeniu się po koszmarze. To był już trzeci z kolei sen, za który winiła swoją karierę oraz horrory, które kochała oglądać. Szybko doszła do wniosku, że spowodowaniem koszmaru, zajął się też Nate, rozpoczynający wieczorną kłótnię, która bardzo przejęła i zestresowała dziewczynę.

Lila nasmarowała podbite oko, zauważając z zadowoleniem też, że opuchlizna schodzi, zjadła śniadanie oglądając poranne wiadomości. Postanowiła wyjść na plażę za domkiem. Przebrała się więc, zabrała ze sobą wino i wyszła na zewnątrz ze słuchawkami w uszach.

 

3

 

- Przepraszam, że musiałeś nas słuchać.. ta kobieta mnie wykończy. - Powiedział do Dave'a, siedzącego obok na miejscu pasażera. Spojrzeli na siebie. David roześmiał się i pokręcił głową. Bardzo nie lubił słuchać o ich sprzeczkach, choć byli dla niego najlepszą parą jaką mógł spotkać i poznać. Każdy ich gest był powtarzany podświadomie. Przykładem było poprawianie włosów. Nathaniel miał dość długie włosy, zwykle roztrzepane, poprawiał często włosy przeczesując je i na końcu lekko roztrzepując. Po niedługim czasie po poznaniu Lilki, David zauważył, że powtarza ona ten gest. Przykładów było wiele, ale było to dla niego bardzo romantyczne. Wszystko co robił Nate, robił to z miłości do dziewczyny. Nie widział jednocześnie bardziej zakochanej kobiety. To od Nathana nauczyła się szaleć do ich ulubionych kawałków, a ona nauczyła go przykładowo jedzenia hamburgera od góry, poczynając od bułki, czy języka polskiego, bez trudnych wyrazów. Często powtarzał po niej gestykulowanie, oraz śmieszne komentarze na niektóre tematy. Ich styl ubierania się, był bardzo podobny. Nathaniel ubierał się w szerokie rzeczy. Lilka po szybkim czasie również pokochała się tak ubierać.

Nathan był w nią wpatrzony, uwielbiał o niej mówić. Dlatego gdy któreś z nich się żaliło, to on zwykle milczał i przytakiwał.

Słuchali radia, które było ustawione na głośny poziom. Po kilkakrotnym zerknięciu na Nathaniela, Dave rozpoznał, że czeka on na telefon od dziewczyny. Zerkał ciągle na telefon, który był w specjalnym uchwycie na telefon. Uśmiechnął się pod nosem i nie zauważył gdy Nate klepnął go w kolano. Spojrzał na przyjaciela, który nagle się uśmiechnął.

- Co tak cicho siedzisz? - Spytał, ściszając radio.

- Nie uważasz, że jesteś zbyt nadopiekuńczy i zazdrosny w stosunku do Liliane? - Odważył się spytać, chcąc sprawdzić jak na to zareaguje.

- Bo?

- Przedwczoraj na plaży z tymi nowymi ciągle ją przestrzegałeś o nierozmawianiu z tym Hiszpanem. Albo ta kłótnia? Nie chcę się wtrącać oczywiście, ale takie jest moje zdanie. - Odparł. Nathaniel spoważniał i poruszył się niespokojnie.

- Ona jest moja. Żaden Hiszpan czy byle pedał mi jej nie zabierze. - Burknął i zwiększył głośność radia. Unikał spojrzenia David'a. Według niego, może i Dave miał rację, ale przecież Lily musi być pilnowana.

Nagle przed oczyma pojawiła mu się twarz dziewczyny, gdy krzyczał, podczas kłótni. Była przestraszona, ale strach ten ukryła pod toną złości. ` Gdybym ją przytulił i przeprosił, może by inaczej potoczył się ten wieczór - pomyślał sobie, milcząc. David zmienił diametralnie temat, który rozluźnił ich obu. Zaczęli rozmawiać o meczach, które miały być puszczone w najbliższych dniach. [...]

ROZDZIAŁ VIII

1

 

Czując delikatne stuknięcie w ramię, otworzyła natychmiast oczy i ujrzała nad sobą Claudio. Wyjęła słuchawki z uszu i odstawiła trzecią butelkę wina, które w niespełna trzy godziny zdążyła wypić.

- Co tu robisz? - Spytała, pozwalając mu usiąść obok siebie.

- Przyszedłem Cię odwiedzić, znów widziałem auto Twojego miśka i się zakradłem. - Uśmiechnęli się do siebie. Chłopak zauważył, że jej uśmiech jest nieco wymuszony niż prawdziwy, ale puścił to mimo oczu. Fakt, że jest pijana, również zostawił bez komentarza, choć ledwo powstrzymał śmiech.

- Co u Ciebie? - Spytała, nie chcąc by się w nią wpatrywał. Oderwał od niej wzrok, kierując go następnie na jezioro.

- Nic nowego. - Odezwał jak by z niechęcią. Przypomniał sobie rozmowę z ojcem, który radził mu nie wtrącanie się w sprawy między Nate'm a Lilą. Ojciec miał rację, ale Claudio po prostu chciał ją więcej odwiedzać, będąc przyjacielem z nadzieją. Nie umiał z niej zrezygnować, była dla niego po prostu ideałem. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej znienawidził Nathaniela, nie wiedząc o nim nic, prócz angielskiego pochodzenia.

Chłopak zaczął jej opowiadać o ludziach wynajmujących domki letniskowe. Jak zwykle się rozgadał, co od jakiegoś czasu bardzo się podobało Lilce, która również lubiła dużo mówić. Alkohol w jej organizmie nie ustępował, ciągle dawał poznać, że w niej jest, przez mylenie słów, chwianie się i ciągły śmiech nawet z mało śmiesznych rzeczy. Claudio bardzo to rozśmieszało, a najbardziej fakt, że dziewczyna nie mogła po pewnym czasie wstać. Gdy jej pomógł od razu pobiegła do domu i zawołała go. Usłyszał coś o jej ukochanej piosence. Stojąc w progu, stał i podziwiał szaleństwo Lili. Tańczyła i śpiewała, robiąc to w bardzo kuszący i pociągający sposób. Był na wielu imprezach, widział wiele pijanych dziewcząt, ale jedynie ta w jakiś sposób mu od pierwszego spotkania zaimponowała. Coraz bardziej zazdrościł Nate'owi.

- Co tak patrzysz? Dołącz! - Powiedziała radośnie, w trakcie chwilowej przerwy. Roześmiali się oboje. Usiadł na kanapie i nadal ją podziwiał, nie chcąc przerywać.

 

2

 

- Nie no, naprawdę, przesadzasz Hazz. - Pociągnął go za ramię, patrząc na taksówkę. David się odwrócił do niego.

- Przestań, jedź do niej, ja dam radę. Chcę jechać powoli, a ty zapierdalasz ciągle, chcę zwiedzić trochę więcej. Dam sobie radę, niedaleko już do Warszawy. - Odezwał się, pakując walizki do bagażnika. Stwierdził, że lepiej będzie jak pojedzie taksówką. Nathan był zdenerwowany od wczorajszego wieczora, choć to zwinnie ukrywał. Przez to jechał bardzo szybko, co zwykle podobało się Dave'owi, ale nie tym razem. Tym razem chciał więcej zwiedzić, chociażby popatrzeć na krajobraz Polski. W końcu Nathan ustąpił i pożegnał przyjaciela, karząc mu zadzwonić po wylądowaniu w Ameryce. Po pożegnaniu przyjaciela, ruszył w drogę powrotną, denerwując się przy okazji przez nie odbieranie telefonów przez Lilkę.

[...]

Pod domek dotarł jadąc bardzo szybko, przy głośno grającym radiu. Wyłączył silnik i od razu usłyszał ulubioną piosenkę Liliany. Uśmiechnął się i naraz usłyszał czyjś śmiech. Od razu w głowie zawitała mu myśl, że pewnie Claudio znów do niej przylazł. Zdenerwowanie szybko zmieniło się we wściekłość. Trzasnął drzwiczkami i wszedł do domu. Lila się przestraszyła, widząc samą jego minę. Był wściekły. Spojrzała na przyjaciela i ściszyła telewizor.

- Nate .. - Powiedziała i podeszła do niego slalomem, chwiejnym krokiem.

- Co tu się kurwa wyprawia? - Warknął przez zaciśnięte zęby. Zmierzył wzrokiem dziewczynę.

- Przyszedł mnie odwiedzić tylko.. - Powiedziała, przytulając się do niego. Claudio stał przed kanapą, nie wiedząc co się dzieje.

- To prawda. - Potwierdził, gdy doszło do niego, że Nate jest wściekły. Podszedł on do niego i pchnął go na ścianę.

- Nathan przestań ! - Krzyknęła spanikowana Lila i odsunęła Nathan'a od Claudio.

- Ostrzegałem cię, do jasnej cholery byś nawet na niego nie skinęła wzrokiem. Tak trudno ci to zrobić?! - Warknął i odsunął ją od siebie.

- A ty, pedale jeszcze raz tu zajrzysz, czy chociażby kurwa spojrzysz na Liliane, zabije cię. Wynoś się. - Warknął na Hiszpana, lekko przestraszonego. Mówił po angielsku, ale Hiszpan znał doskonale takie teksty, jak każda osoba uwielbiająca oglądać filmy, czy słuchać muzyki. Chcąc nie chcąc, człowiek uczy się najpopularniejszych tekstów i słówek angielskich, tak było i z Claudio.

- Koleś, ja jej nic nie zrobiłem.. Nie tknąłem jej. - Nathaniel spojrzał na Lilianę, która szybko mu wyjaśniła po angielsku, słowa kolegi. Po tych słowach Claudio został mocno pchnięty na ziemię. Zezłościł się na Nathaniel'a i zaprzestał prób pogodzenia się z nim.

- A powinienem, kilka godzin przy niej siedziałem i patrzyłem jak się opala. Pokazała mu też swoją bieliznę i przymierzyła ją przy mnie ! - Powiedział kpiąc sobie z ukochanego Lilki, która otworzyła szeroko i usta i oczy. Połowę powiedział po polsku, a połowę po angielsku, powodując, że Amerykanin to zrozumiał. Nate spojrzał na nią i zaraz domyślił się, że to zwykłe kłamstwo. Uderzył dwa razy bardzo mocno Nathaniela w twarz i wyprowadził chłopaka za fraki na dwóch, wyzywając go od najgorszych. Na nic się nie zdało krzyczenie Liliany i próba odepchnięcia ich obu od siebie. Gdy w domu nastała cisza, dziewczyna oparła się o ścianę, bojąc się zacząć rozmowę. Miała dość jego postawy lejącego wszystkich zazdrośnika. Nie mogła pogadać z żadnym kolegą, bo zawsze on musiał przy tym być. Mówił zawsze, że jej ufa, ale nie jej znajomym płci męskiej. Przywykła do jego zazdrości, nauczyła się być nawet taka sama, ale nigdy nie miała serca przesadzić, a Nathaniel na dużo sobie pozwalał w ostatnich dniach, miała go już dość. Wiedziała jednocześnie, że zasłużyła sobie na to, przez jej amerykańską przyjaciółkę- Anię, z którą łączyła ją silna i bliska przyjaźń. Nate nie raz mówił, że czuje się przy niej, jak na "odstrzale". Po przypomnieniu sobie sytuacji z Anią, od razu złość jej minęła Patrzyła na ukochanego, który wyglądał tak seksownie, że aż zagryzła usta. Była mocno pijana, alkohol zmienił jej nastrój, nakazując podejść obojętnie do tego co się tu stało. Nathan zdjął z siebie bluzę i rzucił ją na fotel.

- Przepraszam cię. - Szepnęła i poszła do łazienki. Smarując oko, ruszała nogą w rytm cicho lecącej piosenki w telewizorze. Nathan poszedł w tym czasie do kuchni i nim zdążył wypić pół piwa, poszedł do łazienki. Oparł się o framugę drzwi, pijąc piwo i nie spuszczając z niej wzroku. Lila się uśmiechała, przebierając się i przemywając twarz oraz ręce, uważając na posmarowane maścią oko. Usłyszała nagle dźwięk odstawiania butelki na porcelanowy zlew. Poczuła następnie dłonie chłopaka na biodrach i talii, i wtedy ujrzała go w lustrze. Uśmiechnęła się i zagryzła usta.

- Ja również przepraszam. Tak tęskniłem za tobą, że ześwirowałem na moment. - Odezwał się szeptem i odwrócił ją do siebie, zaczynając ją namiętnie całować. [..]

 

ROZDZIAŁ IX.

Leżał przez moment na ziemi, gdzie wypchnął go Nathaniel, w dodatku nie oszczędzając mu wyzwisk. Słońce zaczynało zachodzić, ale i tak zauważył cieknącą krew z twarzy na spodnie. Wytarł tę część twarzy rękawem bluzki i oparł czoło o zgiętą dłoń.

- Pedał.. - Szepnął do siebie, uspokajając oddech. Kipiała w nim złość i nienawiść do Nate'a i, co dziwne, Lili. Nie rozumiał jak mogła mu tego nie wyjaśnić, że Nathaniel jest tak paranoicznie zazdrosny o jej osobę. Jak mogła mu pozwolić na pobicie. Okej, spokojnie, nie zwalaj wszystkiego na Lily. - Powiedział sobie w myśli trzymając się za bolącą głowę. Amlinson był lepiej zbudowany, miał stuprocentową pewność już na początku, że on wygra w tej walce, więc nie próbował nawet zgrywać ważniaka. W głowie zawitało mu mnóstwo myśli. O uspokojeniu się z Lilą, o daniu sobie na spokój z tym uczuciem, które się narodziło w dniu, gdy ją pierwszy raz ujrzał, chcącą wynająć domek u jego ojca. Nate miał coś do niego już podczas pierwszego spotkania, uważał więc na niego jak tylko umiał, ale w końcu przesadził i dostał. Siedział na ziemi, trzymając się za głowę, dość długo. Chciał do siebie dojść i się uspokoić. Wstał powoli gdy już to nastało, i podtrzymał się drzewa, gdy zakręciło mu się w głowie.

- Dobra, spokój. - Powiedział do siebie i spojrzał w niebo. Spojrzał z pogardą na domek, z którego go przed momentem wyrzucono i ruszył w drogę powrotną. Ruszył do domku ojca. Całą drogę starał się zrozumieć o co chodziło Nathan'owi, że tak nagle go zaatakował. W głowie miał jedynie jedną odpowiedź, do której racji nie mógł się przekonać, - Wie, że Hiszpańscy chłopcy mają większe szanse, nawet u zajętych panien.

To dla niego było zbyt piękne żeby było prawdziwe, więc przestał o tym myśleć. Wyłączył w ogóle myślenie i zajął się dojściem do domku.

Ojciec grał na laptopie, więc gdy tylko wszedł do domku, to odwrócił się tak, by ukazywać ojcu jedynie stronę, która nie ucierpiała przez Nate'a. Mógłby go wydać i poprosić o wyrzucenie tej dwójki z ośrodka, ale nie miał zwyczajnie nastroju skarżyć ojcu o tym. Wymamrotał jedynie coś o długim spacerze, po czym udał się na górę. W tamtym momencie ucieszył się, że tata ma domki piętrowe i, że jest w nich na tyle dużo pokoi, by mógł mieć odrobinę samotności.

Przeszedł szybko do łazienki i umył twarz, zdezynfekował ranę i zakleił ją grubszym plastrem, postanawiając skłamać coś o uderzeniu się czy wywróceniu.

Po dotarciu do łóżka, padł na nie i zakrył się kołdrą, niemal od razu zasypiając. [...]

 

2

 

- Dzień dobry.. przepraszam bardzo. - Pan Robninson, z -dwudziestoletnim synem Hiszpańskiego pochodzenia - Claudio, grali właśnie na xbox'ie 360, przed telewizorem. Obaj szybko spoważnieli i wyciszyli pilotem telewizor. Liliana już na pierwszy rzut oka, widziała w nich ogromne podobieństwo. Szczupłe sylwetki, podobieństwo w ruchach, w wyglądzie. Nie miała żadnych wątpliwości, że to ojciec i syn, oraz, że któryś z nich jest właścicielem tego ośrodka. Uśmiechnęła się do obojgu.

- Dzień dobry.. w czym możemy pomóc? - Spytał ten młodszy, z promiennym uśmiechem na twarzy. Nie mówił jak typowy Polak, tylko jak ktoś zza granicy. Po jego wyglądzie widziała też coś z Hiszpana, lub Araba. Podszedł do niej i zaprosił ją do środka. Weszła, rozglądając się, do salonu. Claudio wpatrzył się w nią. Była tak ładna i słodka, że wręcz oniemiał.

- Nazywam się Liliana Wojciechowska i chciałam wynająć u panów domek na dwa tygodnie.

- Zamów na trzy chociaż ! - Usłyszeli głos z zewnątrz, zbliżający się ku nim. Zdanie to było wypowiedziane w języku angielskim. Spojrzeli na otwierające się drzwi i ujrzeli umięśnionego, ciemnowłosego chłopaka, grzebiącego w damskiej torebce. Widząc uśmiech na twarzy nowo poznanej dziewczyny uśmiech, Claudio nie miał wątpliwości, iż jest to jej chłopak. Jego cmoknięcie jej ust, dopełniło przekonanie, iż przyjechała do nich para.

- Dzień dobry, jestem Nathaniel Amlinson, jestem z tą damą. - Nie mówił on jednak po Polsku a po Angielsku. Ze speszoną miną spojrzał na Lilę, która przetłumaczyła na Polski to co powiedział i dodała, że Nate jest amerykanem i nie zna aż tak dobrze Polskiego, dlatego to ona będzie się odzywać.

Właściciel z synem spojrzeli na siebie nieco zdziwieni, z pozytywnym wyrazem twarzy. Uśmiechnęli się obydwaj.

- Miło nam poznać. Ja jestem Stanisław Robinson a to mój syn Claudio. Bardzo się cieszymy, że wybrali państwo mój ośrodek wypoczynkowy. Rozumiemy trochę języka angielskiego, ale ulży nam jeśli to pani będzie nam tłumaczyć.

- Oczywiście, nie ma żadnego problemu. - Odpowiedziała właścicielowi. Nie zauważyła, że Nate ujrzał, jak Claudio się w nią wpatruje i wysłał mu spojrzeniem ostrzeżenie. Objął ją od razu też ramieniem, dając mu do zrozumienia, że nawet będąc gorącym Hiszpanem, nie ma szans. Claudio jedynie ich obserwował. Nie wierzył, że istnieje tak młoda Polka, która umie zawrócić mu w głowie. Wyglądała na najwyżej dziewiętnaście lat. Nie mógł od niej oderwać wzroku.

- Zapraszam więc na obejście domków.. tam państwo wybiorą sobie jeden z nich. - Te słowa ojca oderwały młodego Hiszpana od wpatrywania się w nową znajomą. Wyszli na zewnątrz, czekając na właściciela, który brał wszystkie klucze. Rozmawiali po drodze o urodzie Mazur. Najwięcej opowiadał Claudio. Mówił o gęstościach i czystościach tutejszych lasów, o braku spalin w tych okolicach, ciszy i ogólnym spokoju. W trakcie jego opowiadań, pan Robinson pokazał im wszystkie 10 domków na dużej polanie. Lilce spodobały się wszystkie. Nathaniel wybrał ten przy jeziorze, ostatni. Zapłacili od razu z góry za dwa tygodnie, bardzo uprzejmie i z wielkim szacunkiem odnosząc się do właściciela a tym bardziej syna pana Stanisława. Gdy wszystko doszło do skutku, Lila i Nate zajęli się wnoszeniem walizek i rzeczy, a właściciel z synem pytali ich o chęć spędzenia tu końcówki lipca. Skończyli po około godzinie i dwukrotnie podziękowali właścicielowi i Claudio. Po upływie dwóch godzin, Lilka usłyszała narzekanie na syna pana Robinsona, ale nie miała głowy by się tym przejmować.

 

ROZDZIAŁ X

 

Obudziło ją szturchnięcie, powtórzone kilka razy. Chwilę nie otwierała oczu, by całkowicie się ocknąć. Gdy je otworzyła, ujrzała nad sobą twarz Nathaniela, uśmiechniętego i rozpromienionego. Już po sekundzie dopadł ją okropny ból głowy, przez który się skrzywiła i położyła głowę na poduszce, kładąc dłoń na zamknięte oczy.

- Wstawaj, jestem głodny. - Usłyszała cichy głos Nate'a a następnie poczuła jego cmoknięcie w jej usta. Zaśmiała się.

- Boli mnie głowa.. - Wymamrotała i podniosła się, krzywiąc się. Nathan objął ją i pogładził po ramieniu, robiąc smutną minę.

- A widzisz jak się kończy Twoje picie?

- O Boże weź mi nie przypominaj.. - Burknęła i objęła chłopaka, opierając się o niego.

- Nie piłaś od dłuższego czasu, mogłaś sobie odpuścić..

- Żałuję. - Odparła i wzięła od niego koszulę, po czym ubrała ją schodząc z łóżka. Nathaniel zastanowił się przez moment. Zaczynać rozmowę o wczorajszym incydencie, czy może jednak nie. Ale jeśli nie zacznę, ona zacznie i się pokłócimy.- Pomyślał sobie, obserwując dziewczynę.

- Idź się umyj a ja coś zrobię do jedzenia.

- Jesteś moim bogiem. Dziękuję. - Powiedziała i pogładziła jego oba policzki, po czym pocałowała go i udała się do łazienki.

Nate zszedł na dół i przygotowując śniadanie, znów zaczął się zastanawiać nad wczorajszym wieczorem. Gdyby nie przybył wcześniej, Hiszpan na pewno by się do niej dobrał. Jest taka niewinna i głupiutka pijąc alkohol.. Nie chciałaby go ale alkohol by kompletnie ją ogłupił. Przeszły go ciarki wyobrażając sobie Claudio podchodzącego do pijanej Liliany. Zabił bym go, może by się zastanowiła nad tym co robi i zaoszczędziła życia znajomemu, pomyślał sobie. Od początku ten idiota czegoś od niej oczekuje, samo jego wpatrywanie się w nią daje dużo do myślenia. Niby jedynie podpatruje, niby nic złego, ale on się w nią wgapiał już od początku, już od początku Nathaniel go po prostu nie polubił i nie miał zamiaru się do niego przekonywać. Może i przesadzał, ale nie lubił zmuszać samego siebie do polubienia znienawidzonej od razu osoby. Lila o tym wiedziała, znała go, to dlatego nie naciskała na polubienie syna właściciela. Było mu jednak wstyd, że tak zareagował i tak potraktował Claudio, prawie, że bezpodstawnie. Nie spodobało mu się, już na wejściu, to, że on tu w ogóle jest. Czuł, że ten Hiszpan chce zrobić wszystko by tylko zdobyć Lilianę. Poi ją alkoholem, który działa na nią w prędkości światła, nawet jeden łyk wina robi swoje w jej organizmie. Pewnie to zauważył i chciał to wykorzystać. Muszę ją przeprosić i zacząć tę rozmowę, pomyślał, kończąc przyszykowywanie śniadania.

 

2

 

Lila przyszła na dół, gdy chłopak zaczynał podjadać ze stołu. Patrzył jak popija tabletkę i siada do stołu. Pochwalił jej ubiór. Po raz pierwszy nie ubrała szerokiej bluzy i szerokich spodenek. Tym razem wybrała obcisłe szorty i koszulkę na ramiączka. Podziękowała mu i zaczęli jeść.

Ona również miała pewne obawy, co do rozpoczęcia tematu wczorajszego wieczora. Zerkali na siebie przez pewien czas, nie odzywając się. Zaczęli krępować się w ogóle jeść, wtedy Liliana odłożyła tosta i oparła się o krzesło.

- Nathaniel, musimy pogadać, bo atmosferę można kroić nożem.

- Taak.. - Wymamrotał, unikając jej spojrzenia.

- Nie podoba mi się twoje zachowanie. Nie lubię twojej zazdrości, która świetnie ukazuje twój brak jakiegokolwiek zaufania do mnie. Tylko nie przerywaj.. najpierw ja wyrażę swoje zdanie. Odkąd go ujrzałeś po raz pierwszy, gadałeś mi na niego same najgorsze rzeczy i wyzywałeś, choć nic ci nie zrobił. Jak tylko na horyzoncie pojawi się jakiś osobnik płci męskiej, powiedzmy mój kolega, to ty od razu zaczynasz się zachowywać jak chorobliwie zazdrosny facet dziewczyny, która puszcza się na prawo i lewo. Gdyby tak było, nie myślała bym godzinami o przyszłości. Kochanie, najpierw uważałam to za strasznie słodkie, ale zaczyna mnie to męczyć. Miło ci jest jak ci gadam na David'a? Może to zły przykład, ale pomyśl o tym..

- Okej, po pierwsze ufam ci i wiem, że mnie nie zdradzasz. Nie uważasz, że po prostu obawiam się tego Hiszpana, bo to cudowny ideał a ja mam same rysy w charakterze? Okej, może i myślimy o przyszłości, ale jak go poznasz jeszcze bardziej, to uznasz że ta przyszłość może być o wiele lepsza z ideałem, który jest bogaty i nie czepia się o takie gówna jak twoje picie alkoholu. - Mówił prawie nie spuszczając z niej wzroku, czasem jedynie odwracał na moment wzrok, bawiąc się ciągle widelcem.

- Nathan, chcę nie idealnego ciebie, a nie perfekcyjnego Hiszpana. Nie lubię perfekcyjności, bo ja mam tak samo wady, które ciągle się udzielają. Przywykłam do ciebie, nie chcę innego, bo cię kocham. Jesteśmy razem trzy lata, jesteś miłością mojego życia.. - Dotknęła jego dłoni i pogładziła ją, uśmiechając się delikatnie.

- Wiesz, czemu go pobiłem? Bo wiem, że pijąc alkohol zmieniasz się diametralnie. Po trzeźwemu nie nakładasz sukienek, a po pijanemu je nakładasz i do tego szpilki. Szalejesz po prostu, a co jeśli on by się zaczął do ciebie dobierać? Alkohol tak działa na twój organizm że byś go może i nie odepchnęła.. - Mówił nieśmiało, przerywając i unikając jej wzroku. Wstał w końcu i podszedł do okna, udając, że chce włączyć radio. Krępowały go takie rozmowy, oraz fakt, że to krępowanie się, jest według jego ukochanej " przesłodkie".

Liliana uśmiechnęła się i wstała, zagryzając wargę. Podeszła do chłopaka i przytuliła go od tyłu.

- Nathaniel, odpływam po pijanemu jedynie w twojej obecności, gdy ciebie nie ma zawsze panuje nad sytuacją. Możesz mi zaufać, bo on mi się w ogóle nie podoba. Wiesz, że nie lubię mięśniaków, wolę takich jak ty. Przecież ty o tym wiesz.. wyluzuj. - Poklepała go po biodrach i zaśmiała się. Słysząc cichy śmiech chłopaka, schyliła się i przeszła pod jego zgiętą ręką, po czym ustała między nim a radiem. Objęła jego szyję rękoma i pocałowała go.

Ulżyło jej, że nie doszło do kłótni. Ucieszyła się też faktem, że Nathaniel prawie przekonuje się do tego, że jego zazdrość zwykle jest nieuzasadniona.

Pod wieczór wyszli na spacer. Postanowili pójść od razu do lasu. Nathaniel nie pytał nawet o strach Lili przed ściemnianiem się i wejściem do lasu. Dziewczyna nie bała się takich rzeczy, kochała lasy i nigdy nie musiał się jej pytać, czy się czegoś boi. No może raz, gdy weszli w Ameryce, w uliczkę dilerów. Wtedy oboje zgodzili się, że trzeba zawrócić, by nie ucierpieć z rąk naćpanych nastolatków, myślących, że narkotyki to całe ich życie.

 

3

 

W czasie gdy Nathaniel i Liliana jedli śniadanie, w domku Ksawerego i Klary rozległo się pukanie do drzwi.

- Dzień dobry Claudio ! - Odezwała się Klara, widząc syna właściciela za drzwiami. Uśmiechnęli się do siebie i gdy chłopak został zaproszony do środka wszedł bez obaw, rozglądając się. Klara była bardzo ciekawska, od razu zauważyła więc na chudej i zarośniętej twarzy Hiszpana ranę i podbite oko. Od razu do niego podeszła i ze zszokowaną miną złapała go za rękę.

- Mój Boże, co ci się stało ?! - Ujrzała na jego twarzy speszenie i nutkę zażenowania, gdy odwracał wzrok. Puściła go i uspokoiła się.

- Głupia sprawa, natrafiłem na bandę idiotów jak byłem w mieście.. - Wybąknął, unikając jej wzroku. Dziewczynie przypomniał się dzień, w którym świetnie bawili się z Nathan'em i Lilką. Nathaniel bardzo narzekał na Hiszpana, wyzywał go i zaraził tym jej Ksawerego. Po wyrazie jego twarzy od razu wiedziała, że wymyślił to na poczekaniu. Nie mogła mu uwierzyć, widząc jego zareagowanie i minę. Jednakże nie chciała wyjść na wścibską więc pokiwała głową ze współczuciem. Miała dziwne przeczucie, że ten incydent miał miejsce nie w mieście, a w ostatnim domku, przy jeziorze. Nie odezwała się i wskazała na kanapę, dając mu znak by usiadł. Była w szoku. Nie była jeszcze do końca pewna swojej racji, ale nawet przez same domysły była zszokowana zachowaniem Nathaniela. Dużo słyszała o amerykanach, ale nie spodziewała się aż takiej agresji.. Chyba, że zawinił Claudio.. doszło to do niej, gdy chłopak uśmiechnął się do niej a ona wyrwana z zamyśleń, odwzajemniła ten uśmiech. To bardzo możliwe, biorąc pod uwagę fakt nienawiści Nathaniel'a do jego osoby, pomyślała wyjmując z barku wino.

- Słuchasz mnie? - Spytał głośniej Claudio, gdy nie odpowiedziała na jego pytanie. Spojrzała na niego od razu i klepnęła się w głowę.

- Przepraszam cię kochany, wstałam dziś lewą nogą. - Odparła i zaśmiała się. Claudio uniósł brwi w górę, nie zrozumiał co miała na myśli. Bywał na tyle rzadko w Polsce, że momentami nie rozumiał powiedzeń Polskich i anegdotek tego typu.

- Chodziło mi o to, że nie dość, że się nie wyspałam, to jeszcze chodzę wściekła. - Dodała szybko z rozbawieniem. Claudio pokiwał głową i uśmiechnął się ponownie.

- Okej, teraz rozumiem. Czemu twój chłopak dzwonił do ojca? Akurat spał, postanowiłem wpaść do was spytać.

- Dzwonił? Nie mówił mi nic.. jest na zakupach, poczekaj na niego. Pewnie chodzi o zapłatę, bo zostawiliśmy zapłatę na późniejszy termin. - Odpowiedziała nalewając wino do dwóch kieliszków. Uśmiechnęli się do siebie.

- Dobra, to poczekam. - Odpowiedział dziewczynie i przyjrzał się jej. Bardzo postarzała ją koszulka na ramiączka, który uwydatniała jej małe piersi i dość widoczny tzw :brzuszek piwny. Za to krótkie spodenki dodawały uroku szczupłym nogom.

- Gdzie byłeś, że trafiłeś na takich bandziorów? - Spytała nagle i wskazała dłonią na swoje oko, mając na myśli jego dość mocno podbite oko i policzek, wraz z raną na nim. Chłopak znów miał minę jak pies z podkulonym ogonem, który dostał za głupi wybryk i czuł ogromne zażenowanie, patrząc na niezadowolonego właściciela.

- W barze byłem, tym przy parku. - Wymamrotał i podszedł do okna, przez które zaczął wyglądać.

- Nie jestem stąd, więc nie wiem, ale rozumiem. - Pogładziła go po ramieniu i podała mu ramię.

- Wiesz, z doświadczenia wiem, że nie warto mieszać się w nie swoje sprawy i nawet udawać że się w nie mieszamy, bo może wyniknąć z tego dużo bólu i nie zadowolenie drugiej strony. - Powiedziała cicho, stojąc za nim. Claudio od razu przypomniał sobie Lilę próbującą oderwać wkurzonego Nathaniel'a od niego. Wyrzucił z głowy tę myśl i zerknął na Klarę, zaczynając pić wino. Ten wzrok powiedział Klarze, że chłopak nie chce o tym gadać i, że nie ma zamiaru się jej zwierzać z niczego. Odpuściła więc i zmieniła temat.

Ksawery wrócił po dłuższym czasie. Przywitał się z dziewczyną a potem z Claudio, z którym witając się, zerknął, ze znaczącym niezadowoleniem, na dziewczynę. Wzruszyła ona ramionami i podeszła do nich.

- Co cię sprowadza? - Spytał Hiszpana mierząc go wzrokiem. Gdy ujrzał jego podbite oko skrzywił się i wymówił cicho " uhuhu, chłopie.. ". Claudio westchnął głęboko i zacisnął usta, kiwając głową.

- Kto cię tak urządził?

- Faceci z baru. - Odpowiedziała za chłopaka Klara, patrząc znacząco na Ksawerego. Kiedy Claudio odwrócił wzrok, para spojrzała na siebie. Ksawery widząc minę ukochanej już wiedział, że chce ona wymówić imię : Nathaniel.

Jemu też od razu przypomniał się słoneczny dzień, który spędzili z Nate'm i Lilianą. Od razu w głowie miał wyzwiska z ust Nathaniel'a i milczenie jego ukochanej. Chłopak kiwnął głową.

- Dzwoniłeś do ojca. - Odezwał się po sekundzie syn właściciela, przenosząc wzrok na Ksawerego, który najpierw się zdziwił, nie pamiętając swojego telefonu do pana Robnika. Za moment jednak sobie przypomniał.

- Aa ! Chodziło o forsę, chcę opłacić wszystko. Chodź zapalimy. - Wyciągnął chłopaka na zewnątrz, oraz poczęstował go papierosem, którego mu też odpalił. Chłopaki dogadali się od razu, Ksawery zapłacił Claudio, obaj też porozmawiali do czasu aż wyszła do nich Klara.

- To co chłopcy? Spacerek w lesie? - Pocierała dłonie o siebie z zadziornym uśmieszkiem. Obaj spojrzeli na siebie.

- Spacerek? Jestem zmęczony kiciu.. - Powiedział Ksawery gasząc niedopałek papierosa podeszwą buta.

- O Boże nie marudź.. - Przytuliła się do niego. W końcu się zgodził i już wkrótce cała trójka szła do lasu rozmawiając i patrząc na wygłupy Klary. [...]

 

ROZDZIAŁ XI

1

 

W lesie spacerowali bardzo długo. Na początek omówili sprawę pozostania na Mazurach. Oboje się zgodzili na pozostanie tam jeszcze choć przez tydzień. Było im po prostu za dobrze. Drugą sprawą, którą pozostanie na Mazurach zostało przegłosowane dwoma głosami do zera, była rodzina Liliany. Nathaniel od razu przypomniał sobie powód przyjechania na Mazury. Ten incydent, który diametralnie zmienił jego zdanie o rodzinie Lili. Przez całe trzy lata, nie powiedział o nich złego słowa. Widział i odczuwał tę więź, której bardzo zazdrościł Lilce. On nigdy nie miał tak dobrej relacji z najbliższą rodziną. Jego rodzina mieszkała w Australii w małym domku i mało kiedy odbierała od niego telefony. A gdy już pokusił się by ich odwiedzić, to nie było zbytnich zmian, życie stało na jednym stopniu i ani się nie pogorszyło, a ni nie polepszyło. Z jednej strony Nate to kochał, ale z drugiej pragnął zmian, dlatego szybko się zmywał z Australii. Jego rodzice nie chcieli nawet słyszeć o przeprowadzce do Ameryki, tam gdzie go przecież wychowali. Namawiali go by z nimi wyjechał, cieszył się, że nie zdołał ulec namowom, bo dzięki pozostaniu w rodzinnym kraju, poznał Lilianę.

Wracając wspomnieniami do rodziny Lilki, mocniej ją objął. Nawet same wspomnienia tego dnia, działały na niego strasznie. Bał się pomyśleć, co by było gdyby jego nie było przy ukochanej.

 

2

 

Był ciepły środowy poranek. Samolot wypuścił pasażerów, lecących do Polski aż z Nowego Jorku. Promienie słoneczne od razu spowodowały, że połowa pasażerów musiała sobie robić z ręki daszek, by słońce nie oślepiało ich. Druga połowa miała czapki, kapelusze i okulary przeciwsłoneczne. Nathaniel i Lila wyszli prawie na końcu, mając na sobie okulary przeciwsłoneczne. Odebrali bagaże, a następnie objęci biegli do taksówki. Liliana w krótkich spodenkach, bluzce na ramiączka i koszuli ukochanego, była wesoła i pokazywała mu wszystkie znane, ważne budynki Warszawskie.

Siedząc w taksówce, oczywiście z taksówkarzem rozmawiała Liliana. Pytała o koszt podróży do Poznania. Taksówkarz, oznajmił iż zawiezie ich na miejsce, w którym autobusy wiozą do różnych miast w Polsce, za małą opłatą za bilet. Tłumaczył im wszystko jak ludziom, którzy pierwszy raz lecą samolotem i mają pierwszy raz jechać autobusem. Lila szybko wspomniała iż wychowała się w Polsce. We trójkę śmiali się dłuższy czas, nawet Nathan, który trochę po Polsku jednak rozumiał.

Siedząc w autobusie, Lila dużo spała. Mieli kilka postojów, w trakcie których para kupiła sobie dużo jedzenia i picia, oraz poznała dwie osoby jadące z nimi do Poznania.

Pierwsza z nich miała czterdzieści lat, jechała do syna, który nie dawno wziął ślub cywilny i jego młodziutka żona była w siódmym miesiącu ciąży. Lilka rozmawiała z nią długo, oglądała zdjęcia jej syna i jego ciężarnej żony.

Drugą osobą jaką poznali w trakcie postoju, była niejaka Joanna. Miała ponad dwadzieścia pięć lat, jechała do chłopaka, z którym żyła w związku na odległość. Przyjeżdżali do siebie w trakcie wolnych dni, niektórych świąt oraz weekendów. Z nią rozmawiała również długo, również oglądając zdjęcia jej ukochanego - Marcina. Lubiła takie wytrwałe pary, bardzo miło zawsze jej się z takimi osobami rozmawiało.

Po dojechaniu, po wielu długich godzinach do rodzinnego miasta Lili - Łódź - dziewczyna była podekscytowana i radosna. Postanowili zostać u jej rodziny choć tydzień, by odpocząć od jazd i podróży.

Niestety, już tego pierwszego wieczora, gdy Lila uczyła Nate'a słówek po Polsku, do domu wrócił Adrian. Jej rodziny brat.

Nathaniel od razu rozpoznał, że chłopak się zwyczajnie naćpał. Zaczął na niego krzyczeć, ale zrozumiała go jedynie Lila, która go uspokoiła. Mama Liliany i jej wujkowie, stanęli za Adrianem.

Lila wyczuła od niego także alkohol, wtedy zaczęła się z nim kłócić.

Nie była jednak to zwykła sprzeczka. Ta, skończyła się koszmarnie i tak, jak nikt się tego nie spodziewał. Bowiem Adrian uderzył z pięści siostrę i nawet nie spojrzał na Nate'a. Nathaniel był tak wściekły, że nie docierało do niego nic, w tamtej chwili.Pobił Adriana tak mocno i potężnie, że chłopak stracił przytomność.

Lila była słaba, prócz uderzenia, upadła także na kafelki, z całej siły. Chłopak złapał za bagaże i wyciągnął dziewczynę z domu. Była zapłakana i roztrzęsiona. A jego rodzina? Krzyczała na Lilianę, że śmiała krzyczeć na ich zmęczonego Adriana. Nathaniel nie odpowiadał im, wsadził ukochaną do auta i zawiózł do lekarza.

Na domiar złego, pielęgniarki w szpitalu sądziły, że to on ją pobił. Musiał się tłumaczyć doktorowi zarządzającemu szpitalem długie minuty. Był wściekły i trzęsły mu się ręce, które również bolały po pobiciu Adriana.

Gdy Liliana została opatrzona i wypuszczona do domu, wymyśliła by pojechali na Mazury. Chłopak wynajął więc auto i ruszyli.

Na Mazurach byli po pięciu godzinach, ale było warto. Kupił jej maści, pobite oko nie bolało ją prawie w ogóle, bo maść była mocna i dobra. Przez pierwsze dni w ogóle się nie odzywała. Mruczała coś pod nosem, gdy Nathan próbował z nią porozmawiać. Była zamyślona, przygnębiona, schudła i ogólnie strasznie zmizerniała. Wyciągał ją na długie spacery, wiedząc, że mówiąc o zakupach tylko ją zezłości, bo przecież Lila nie znosi zakupów.

Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co się stało, że to było prawdziwe. Pragnęła by to się okazał głupi sen, koszmar, który nie miał miejsca. Bardzo jej brakowało rodziny, ale zawiodła się na nich na tyle mocno, by nie pozwalać sobie o nich rozmyślać. Nie widziała sensu w tęsknocie za rodziną, która ma ją gdzieś, która w ogóle nie obchodzi się jej losem.

Wtedy też zaczęła pisać. Pisała długimi godzinami, często przerywając by choć na chwilę zająć się spędzeniem czasu z Nathanielem. Odżyła po około dwóch tygodniach. Pomogła jej cudowna pogoda oraz fakt, iż byli w domku sami, nikt im nie przeszkadzał. Bardzo dużo rozmawiali i wysnuli dużo planów na przyszłość.

 

3

 

- Kochanie ? - Usłyszał głos ukochanej, trwając w zamyśleniu. Gdy się otrząsnął z zamyśleń, ujrzał twarz Lili. Zatrzymał się i zmierzył ją wzrokiem. Liliana się roześmiała.

- O czym tak myślisz? - Ponownie spytała, łapiąc jego obie dłonie.

- O Tobie. - Przyznał i cmoknął jej usta. Przytulił ją do siebie.

- Bardzo Cię kocham.. - Szepnął. Dziewczyna uwolniła się z jego uścisku, patrząc na niego podejrzliwie. Przyglądając się jej uważniej, stwierdził z ogromnym zadowoleniem, że podbite oko się goi i prawie nie znać, że było podbite.

- Zaczynasz mnie przerażać. - Odpowiedziała w uroczy sposób mrużąc oczy. Uśmiechnął się najsłodziej jak umiał.

- Bo cię kocham? Pięknie, pięknie, nawet nie mogę powiedzieć że cię kocham. - Kiwnął głową, udając obrażonego. Lila roześmiała się i przytuliła się do niego, nie pozwalając się mu oddalić. Wtedy także poczuła mocniejszy ból głowy. Uderzył ją nagle i nie przeminął. Jednak najdziwniejsze było to, że w tym samym czasie Nathaniel zaczął odczuwać równie mocny ból. Oboje odzwyczaili się od zwierzania się sobie z takich szczególików jak ból głowy, więc nie zakrzątali sobie tym głowy i zwyczajnie ruszyli dalej.

Dziewczyna oddychała głęboko i przytulając się do chłopaka czekała aż ból minie, nie zdając sobie sprawy, że jej ukochany nieświadomie robi to samo.

Las się stawał coraz gęściejszy. Byli w nim już dobre trzy godziny, zaczął być gęściejszy dopiero w punkcie, w którym zaczęli oboje odczuwać bóle głowy. Tak jak by istniała tam niewidzialna bariera, która obdarowuje ludzi bólem głowy, z powodu gęstości lasu. Lila zauważyła to dopiero po dłuższych minutach. Rozglądając się, machała splecionymi dłońmi jej i Nate'a.

- Kurcze, widzisz jaki on się gęsty robi? - Spytała nie patrząc na chłopaka, który zaczął się rozglądać i przyznał kiwnięciem głowy i uniesieniem brwi w górę, iż także to zauważył.

- Taki duży a dopiero po tylu godzinach jest.. gęstszy. - Oznajmił i uśmiechnął się do dziewczyny. Widział na je twarzy ukojenie i błogi spokój. Zawsze tak reagowała na lasy, w których ktoś przebywa raz na jeden dzień, bądź rzadziej. Ćwierkanie ptaków, szum wielkich drzew oraz szuranie ich butów o piaskową drogę - te głosy słyszeli od kilku godzin, prócz oczywiście swoich własnych. W dodatku odpoczynek od mocnych promieni, także w pewnym sensie ukoił ukochaną. Podziwiając ją przez dłuższą chwilę, ujrzał kątem oka coś dziwnego. Było to po stronie, po której szła Liliana. Czarna postać w oddali biegła i nagle znikła. Widział to kątem oka ale i tak się zdziwił. Zatrzymali się.

- Widziałaś to? - Spytał i zaczął stawać na palcach, dopatrując się jakiejś odpowiedzi na to, co ujrzał kątem oka. Liliana również zdziwiona, patrzyła to na niego, to na miejsce, na które chłopak patrzył.

- Co ? - Spytała mrużąc oczy.

- Coś tam biegło i nagle znikło. - Odpowiedział nie patrząc na nią. Dziewczyna się zaśmiała i gdy zwróciła tym jego uwagę, natychmiastowo zakryła usta dłonią.

- Kotek, jeśli ty masz problemy z psychiką to tobie trzeba pomóc. - Odparła, starając się mówić poważnie. Jednak jej zaciskanie ust i robienie z nich " dziubka ", zdradziło ją i rozśmieszyło Nathan'a.

- Takie to zabawne? - Spytał, patrząc na nią podejrzliwie. Po upłynięciu kilku sekund przyciągnął ją do siebie i odwrócił do siebie tyłem, zaczynając ją łaskotać w brzuch.

Krzyk pomieszany z głośnym śmiechem jego ukochanej, robił echo w całym lesie. Lila skakała i starała się go odepchnąć. Gdy upadła na podłogę dał jej spokój, śmiejąc się i patrzył jak jej klatka piersiowa szybko się unosi i opada, a jej policzki różowieją. Oparł dłonie na biodrach i uniósł brwi w górę.

- Naprawdę to widziałem. Pewnie to przez twoje ciemne włosy, przywidziało mi się. - Powiedział a dziewczyna przyznając mu rację, wstała z jego pomocą.

Ruszyli dalej, kompletnie nieświadomi, że Nathanielowi wcale się nic nie przywidziało, a ich ból głowy, który się nie zmniejszył ani trochę, jest z tym związany.

 

ROZDZIAŁ XII

Klara, Ksawery i Claudio szli ścieżką leśną, około dwie godziny drogi za Lilą i Nate'm. Claudio chciał się zmyć, próbował udać, że dzwoni do niego ojciec, że pisał iż jest w potrzebie. Niestety, Klara pochodziła z rodu bardzo upartych i pewnych siebie kobiet i nie pozwoliła mu się oszukać. Zwyczajnie odebrała mu telefon i sprawdziła, czy mówi prawdę. Claudio był pod wrażeniem i wyraził podziw, rozśmieszając Ksawerego.

Para obserwując się, jakby czytała sobie w myślach. Nie musieli wymieniać żadnych zdań o tej sprawie, a i tak po swoich wzrokach wiedzieli, iż są tego samego zdania. Byli pewni, iż Nathaniel pobił Hiszpana, to było po prostu pewne.

Po pierwsze, wyzywanie Claudio. Milczenie Liliany, gdy Nate go wyzywał od najgorszych. No i przede wszystkim agresywność Nathaniela. To były niepodważalne dowody, ale żadne z nich nie wspomniało chociażby o jego podbitym oku. Było im go szkoda, chociaż wiedzieli, że zapewne sobie na to zasłużył. Przed oczami mieli Lilianę i podrywającego ją Claudio, a następnie chorobliwie zazdrosnego ukochanego dziewczyny.

To było przykre, Klara nie mogła nawet sobie wyobrazić, żeby Ksawery pobił niewinnego chłopaka. Gdyby już naprawdę Claudio zarywał do niej, to pozwoliłaby Ksaweremu go może jedynie wyzwać i postraszyć, ale nie pozwoliłaby mu przesadzić.

Uchodziła za sympatyczną dziewczynę i taką była. Nie umiałaby patrzeć na cudzą krzywdę, nie pozwalała nikomu bić się w swojej obecności, nienawidziła aż takiej agresji.

Ta sprawa była dla niej godna wtrącenia się w nią, ale zmusiła się resztkami sił, by nie wypytać młodego Hiszpana o szczegóły. Pomógł jej też w pewnym sensie Ksawery. Jedno jego spojrzenie spowodowało iż odechciało się jej wypytywania. Uszanowała prywatność chłopaka. Zdawała sobie też sprawę iż wyszła by na wścibską i ciekawską, nie chciała by nowo poznany chłopak tak o niej myślał. Był bardzo miły i przyjazny, dogadywał się z Ksawerym, nie chciała tego psuć.

Klara zerkała czasem na Claudio. Był bardzo zamyślony, przygnębiony i udawał, że jest wszystko w porządku. Wychwyciła to, że udaje, przez jego wymuszony uśmiech i przez fakt, że on nigdy taki nie był, nie zachowywał się tak. Znali go zaledwie tydzień, ale często go przecież widywali.

Chłopak natomiast myślał o tym, jak pozbyć się z ośrodka Nathaniela, miał dziwne przeczucie, że jeszcze nie raz spotka Nathana, nie chciał tego, nie miał ochoty na niego chociażby zerkać, stracił chęci na kontynuowanie tej znajomości. Według niego, Nathan był zbyt zazdrosny, agresywny, przez to ochota na zdobycie Liliany mu się odwidziała, choć z drugiej strony od początku wiedział, że nie ma szans. Wiedział, że gdy przekaże wszystko ojcu, on wyrzuci Nate'a stąd na zbity pysk. Ale powstrzymywała go, ta średniego wzrostu, o ślicznych kobiecych kształtach, zielonooka Liliana. Nadal miał do niej ogromną słabość, nadal cierpiał, bo próbując ją wyrzucić ze swojej głowy, z drugiej strony nie chciał by ona stąd odjeżdżała. Nie chciał cierpieć, chciał powoli się odkochać, nie mógł popełnić tak drastycznego ruchu i pozwolić jej odejść. Chciał by to Nate zniknął, odjechał, wyjechał, niech Lila zostanie sama.

Z drugiej strony, powodem ukrycia tej bójki przed ojcem, było to, że Nathaniel i Lilka są bogaci, muszą płacić dość dużo za ten domek przy jeziorze, ojciec sobie więcej zarobi, nie chce by to się skończyło.

Nadal zamyślony, przestał myśleć o Lilce, postanowił olać tę sprawę, nie było według niego sensu się tym zamartwiać. Zaczął myśleć o tym jak się oderwać od Klary i Ksawerego. Nie miał nastroju chodzić po tym lesie. Bywał w nim tak dużo razy, że ten raz naprawdę pragnął odpuścić. Ale nie umiał odmówić Klarze, zależało jej by się z nimi przeszedł. Zapewne jest jej przykro, że dostałeś, Polki zwykle bywają współczujące pomyślał.

Całej trójce, w pewien sposób ten spacer pomógł. Bardziej się poznali, przede wszystkim. Ksawery zaczął go rozumieć i szanować. Nie patrzył na jego Klarę jakoś inaczej, to był powód jego szacunku i zmiany zdania o synu właściciela ośrodka.

 

2

 

Claudio po dłuższym odcinku drogi zaczął widzieć dziwne postacie, biegające po lesie, daleko od dróżki leśnej, w stronę, w którą oni szli. Widział je kątem oka, więc po prostu stwierdził w myśli, że to przez podbite oko. Towarzysze nie odzywali się nawet słówkiem, był pewien iż to zwidy. Przemęczenie, według Claudio również było winne. Obudził go w nocy wiatr i od około drugiej nad ranem nie zmrużył oka. Pierwszy raz też, widział by kogoś biegającego, a nawet jeśli, to biegaliby klienci ojca po dróżce leśnej. Dlatego go to zdziwiło i dłużej nad tym myślał.

- Tylko ja widzę kogoś biegającego tam? - Spytał w końcu, pokazując dłonią na strony lasu, w których widział te dziwne czarne postaci, w oddali. Para spojrzała na niego i na teren, który wskazywał. Potem na siebie i znów na niego.

- Nie ... jesteś dziwny. - Odezwał się Ksawery, rozśmieszając tym resztę.

- To zapewne przez to podbite oko. Powinieneś zrobić sobie okłady z lodu. Może jak wrócimy ze spaceru to ci zrobię taki? Wproszę się do ciebie albo zapraszamy do nas.. marnie to..

- Klara .. - Upomniał ukochaną Ksawery, wchodząc jej w słowo. Objął ją ramieniem. Klara spojrzała na niego.

- Jeszcze kilka dni temu mówiłem do Liliany o podbitym oku.. - Wymamrotał i odwrócił wzrok, wściekły, że to powiedział. Teraz zapewne, ty głupi idioto, domyślą się, iż zlał cię ten amerykanin! Warknął w myślach. Klara i Ksawery byli już pewni, że to Nathaniel jest powodem jego podbitego oka. Poczuli się bardzo niezręcznie, zapadła cisza. Klara zagryzła usta.

- Nie myśl o tym. - Odezwała się cicho i chciała do niego podejść, ale Ksawery szybko stwierdził, iż była by to przesada i mocniej ją objął, łapiąc ją dodatkowo za dłoń. Claudio uśmiechnął się do nich, Klara odwzajemniła ten uśmiech, chcąc mu pokazać, że naprawdę mu szczerze współczuje, tej sytuacji. Ksawery natomiast zaczął myśleć o tym, czy Nathaniel nie jest jakimś bokserem. Najpierw Lila ze "śliwą" a potem Claudio. Zaczął odczuwać niechęć do Nate'a, od razu się domyślił iż Liliana również została jego ofiarą. Nie trudno było się domyślić, od razu przypomniał sobie jak milczała gdy on wyzywał syna właściciela. Jedynie na niego zerkała, wywracała oczyma i machała obojętnie ręką.

Moment później zauważył ruch, po stronie, po której szedł z Klarą. Gdy tylko na moment odwrócił wzrok, w tamtą stronę, po drugiej stronie ujrzał ten sam ruch. Czarna postać w oddali, która szybko znikła.

Sądził jednak, że to zwidy i, że nie potrzebnie słuchał słów Hiszpana.

Po trzecim zauważeniu tego samego, zatrzymał się jednak i puścił Klarę.

- Ty widziałeś jakieś czarne postacie biegnące tak daleko od nas? Po chwili znikały? - Spytał, zwracając na siebie uwagę obojga. Mieli zdziwione miny. Zaśmiał się.

- Powaga, widziałem je trzy razy, przed momentem. - Klara rozejrzała się i zbliżyła do Ksawerego. Claudio również się rozejrzał.

- Pewnie jacyś gówniarze z tej wioski niedaleko ośrodka się bawią. Leśniczy mieszka w głębi, często mówi, że wieczorami widuje gówniarzy tak ze strony tej wioski. - Odezwał się Claudio, przypominając sobie rozmowę ojca z leśniczym. Nie przypomniał sobie jednak faktu, iż leśniczy przecież rzucił pracę, a jego nowy zastępca nie dotarł na miejsce pracy. Ksawery westchnął i pokręcił głową.

- Żenada konkretna. - Usłyszeli głos Klary. Przyznali jej rację i obaj parsknęli śmiechem. W tym momencie poczuli we trójkę ból głowy, dokładnie gdy zegar pokazywał 15:00. Nieco dalej, Lila i Nathaniel poczuli, również razem, ten sam ból. Jedynie Claudio zareagował i zaczął masować sobie skronie. Klara i Ksawery wymienili spojrzenia i nie mówiąc o swoim bólu, uśmiechnęli się do siebie. Sądzili iż to coś zwyczajnego, nadmiar słońca i za dużo przemyśleń jednego dnia.

- Wracajmy już. - Odezwał się Hiszpan i zerknął na parę. Wyglądali na niego zmęczonych, szybko się zgodzili i ruszyli w drogę powrotną.

Szli jednak wolniej i rozmawiali o pobliskiej wiosce oraz o podobnych tematach. Ból głowy minął gdy wyszli z lasu, dwie godziny później. Czuli się lepiej po tym spacerze, jak po każdym spacerze w lesie. Usiedli pod płotem, który musi minąć każdy spacerowicz, wchodzący, bądź też wychodzący z lasu. Ksawery poszedł do ich domku po trzy piwa i zostawił Klarę i Claudio samych. Usiedli oni pod płotem i rozmawiali, czekając na Ksawerego.

 

3

 

Liliana i Nathan, tymczasem byli w drodze powrotnej. Już widzieli prawie koniec lasu, zupełnie nie spodziewając niespodzianki w postaci Klasy i Claudio, siedzących pod płotem, przed lasem. Trzymając się za rękę, rozmawiali, przyznając sobie, że droga powrotna im idzie szybciej. Migrena, która tak nagle ich zaatakowała, prawie zniknęła, im bliżej wyjścia z lasu, tym rzadziej czuli ten ból. Nie zdawali sobie sprawy iż każda osoba chodząca po tym lesie, po pewnym odcinku drogi odczuwa ból, ale nikt jeszcze o tym nie mówił. Liliana ujrzała te same postacie po obu stronach lasu, co Claudio, Nate, oraz Ksawery. Jednak i w tym przypadku, stwierdzili iż to po prostu mieszkańcy pobliskiej wioski, żadne zwidy. Nie przejęli się tym i przestali zauważać te postacie, zajęci rozmową.

Kiedy wyszli z lasu, Nathaniel niemal od razu zauważył Claudio. Usłyszał jego śmiech i spoważniał. Lila również go zauważyła i wzięła głęboki wdech, zerkając na chłopaka. Zaciskał on zęby, co wskazywało na to, że zaczyna się złościć.

- Uspokój się.. - Szepnęła. Wtedy Klara i Claudio ich zauważyli. Natychmiastowo wstali. Przywitali się z Klarą. Claudio stał z tyłu, bawiąc się odstającą deską. Liliana zakryła połową siebie Nathaniela, prosząc go tym, by nie zaczynał.

- Śledziliście nas? Pięknie, pięknie. - Zażartowała chcąc zażegnać dziwną atmosferę. Klara się roześmiała, a Claudio się uśmiechnął, co odwzajemniła. Jej przepraszający wzrok, rozpoznała nawet Klara. Było jej wstyd, że Nathan pobił Claudio, który był przecież synem właściciela. Chciała mu podziękować iż nie powiedział ojcu o tej sprawie, choć przyznała samej sobie, że nie zdziwiła by się, gdyby ojciec ich stąd wyrzucił.

- Ten las jest tak świetny, że w takie upalne dni można po nim chodzić godzinami. - Odezwała się Klara.

- Taa, racja. Po co się wpierdalać komuś do związku, można pochodzić po lesie. - Burknął i stanął obok ukochanej. Po twarzach Klary i Claudio, szybko zrozumiał, że pojęli co powiedział, Lila nie musiała im tego tłumaczyć. Claudio prychnął niesłyszalnie, wywrócił oczyma i pokręcił powoli głową. Nathaniel widział jego kręcenie głową, ale skupił wzrok na Klarze. Liliana ironicznie cmoknęła i odchyliła głowę w tył.

- Nate, proszę cię. - Szepnęła i złapała go za rękę.

- My lecimy. - Powiedziała, pożegnała się z Klarą i pomachała Claudio. Oboje po słowach Nathaniela poczuli do niego niechęć. Klara poczuła się dziwnie, nie lubiła takich akcji, atmosfera ją wtedy przerażała. Ciesząc się iż para poszła, odwróciła się do Claudio, który był zbity z tropu, ale oglądał się za Lilą. Westchnęła i położyła dłonie na jego ramionach.

- Zapomnij o niej Claudio. - Wyszeptała zmuszając go by na nią spojrzał. Usiedli pod płotem i w milczeniu czekali na Ksawerego, który szedł inną stroną, nie spotkał więc Lili i Nate'a. Jednak nie oszczędzili mu i opowiedzieli o tym minutowym spotkaniu. Ksawery przyznał im rację, gdy powiedzieli o niechęci do osoby Nathaniela. Podszedł do tego obojętnie i zmienił temat, za co Claudio był mu w głębi duszy wdzięczny [...].

 

ROZDZIAŁ XIII

1

 

Liliana cały wieczór spędziła na kanapie, oglądając horror, oraz pijąc drink za drinkiem. Dawno nie czuła się tak sfrustrowana i osamotniona. Ostatni raz miała aż tak zły nastrój podczas kłótni z Nate'm o Anię. Mieszkanki Nowego Jorku, z którą się szybko zaprzyjaźniła. Nathaniel był o nią zazdrosny, kłócił się z Lilą, bardzo ją tym smucąc i dobijając. Nie mogła sobie wyobrazić, co będzie jak znajdzie sobie inną przyjaciółkę. Już widziała kłótnie Nathana i jego wymyślanie różnych wyjazdów, by tylko ją poróżnić i oderwać od koleżanki. Tak było przecież w przypadku Annie, była pewna, że tych samych kroków użył by w przypadku każdej innej znajomej, która zostawała by dłużej u nich na nocki, czy zabierała do siebie Lilianę. Byli razem ponad trzy lata, a nadal mieli tak poważny problem, jakim była zazdrość. Nathaniel nigdy nie przesadzał. Owszem, kłócił się, robił z siebie niewiniątko i osobę najgorzej pokrzywdzoną, wymyślał różnorakie rzeczy by tylko wyciągnąć Lilę gdzieś bez przyjaciółki, ale nigdy nie przesadził akcją jaką jej urządził z Claudio.

Przecież ten chłopak nawet jej nie tknął, nie wypił nawet jednego piwa, może kilka łyków. Większość czasu z nią rozmawiał, śmiał się z niej i pokazywał jej śmieszne tańce prosto z Hiszpanii. Bawiła się świetnie, jak przy prawdziwym koledze, któremu nie zależy na zaciągnięciu jej do łóżka. Odkąd tylko go ujrzała, była pewna, że taki przystojny Hiszpan ma dziewczynę, albo nawet i żonę. Był w jej wieku i wątpiła by on był samotny. W pewnym sensie się nie pomyliła. Dziewczyn miał na pęczki, w telefonie, barach, na pewno nie był samotny. Po prostu zbyt często siedział z ojcem, dlatego uchodził za samotnika.

Być może i z perspektywy innej osoby, ich znajomość mogła być odbierana nieco inaczej. Ładna, kształtna, sympatyczna i zawsze roześmiana dziewczyna i on. Przystojny, rozgadany, uśmiechnięty, niewinny i ciekawski. Sprawiał wrażenie bardzo przyjaznego i miłego, i faktycznie taki był. Rozumiała, że Nathaniel mógł inaczej odebrać chęci syna właściciela ośrodka. Ale mógł przynajmniej zobaczyć jak Claudio patrzy na ich wspólne zdjęcia, usłyszeć z jakim szacunkiem się wyraża o ich związku. Lila zaczęła go traktować jak przyjaciółkę, za którą cholernie tęskniła, brakowało jej osoby której mogła by się wyżalić, od której mogłaby usłyszeć dobre rady i której mogła by radzić. Z Nathanielem nie miała takiej możliwości. Owszem, wszystko o sobie wiedzieli, ale z nim nie mogła po prostu o wszystkim rozmawiać, bo Nathaniel nie przyjmował wagi do rzeczy, które dla niej były bardzo ważne. Przykładowo wygląd. On ciągle jej mówił, że jest jego ideałem, żeby nic w sobie nie zmieniała bo jest perfekcyjna. Ona natomiast chciała choć małego komentarza, czy przykładowo rurki dobrze na niej leżą i czy dobrze będą wyglądać z koszulą w innym kolorze. Takich typowych szczegółów, które mogła mieć jedynie z przyjaciółką, jej bardzo brakowało. Claudio okazał się być taką przyjaciółką, choć innej płci.

Poza tym, ani razu nie usłyszała od niego komentarza o sobie, o jej wyglądzie, jakichkolwiek uczuciach jakie on do niej żywi, to dlatego była do niego tak przekonana. Być może się mu podobała, ale on szczelnie to w sobie zamykał, nie wypuszczał tych słów w świat.

 

2

 

- Mogłabyś mi wyjaśnić łaskawie, co się dzieje z tobą? - Nathaniel ponowił już trzecią próbę rozmowy z ukochaną, która była przybita i coraz bardziej pijana, oglądając coś w telewizji. Podszedł do niej i wyłączył telewizor, biorąc pilot z jej ręki siłą, jednak i z delikatnością. Ukląkł przed nią i spojrzał na nią, oczekując odpowiedzi, na to pytanie, bądź dwa inne które zadał jakiś czas temu. Dziewczyna cmoknęła ironicznie i wzdychając głęboko wstała.

- Nic. - Odpowiedziała i udała się do kuchni. Była ona mała, nie miała drzwi, więc Nathaniel słyszał każdy jej ruch. Domek był bardzo mały.

- Liliane.. ja naprawdę nie mogłem się powstrzymać jak go zobaczyłem.. - Powiedział lekko podniesionym tonem, słysząc jak ukochana układa w szafce naczynia, domyślając się, że robi to głośno by go nie słyszeć. Wybadał sprawę już podczas powrotu do domku. Wystarczył mu jej wzrok, on aż krzyczał, że Liliana jest na niego zła. Wolał się nie kłócić i przemilczał to. Teraz jednak, czując się źle z powodu olewania i popsucia humoru dziewczyny, postanowił poruszyć ten temat. Odpowiedziała mu cisza, więc przełykając nerwowo ślinę, ruszył do kuchni. Lila chwiała się i zataczała. Nigdy nie miała dobrej głowy do alkoholu, zwykle po trzech drinkach była pijana, jak zwyczajny człowiek po sześciu lub nawet siedmiu.

Nate uwielbiał ją podziwiać gdy była pijana, choć nazajutrz cierpiała katusze przez kac. Uśmiechnął się, opierając się o framugę, w której mogłyby stać dość szerokie drzwi. Jednak gdyby stały, to torowały by przejście do drzwi wyjściowych, które stały zaraz obok kuchni.

- Nie gap się na mnie.. - Warknęła na niego, gdy kątem oka spostrzegła jego wędrujący po niej wzrok.

- Mogłabyś ze mną porozmawiać? - Spytał i zacisnął usta. Lila odwróciła się do niego przodem i oparła o małą lodówkę, nieco większą od tych samochodowych.

- O czym? Do kurwy nędzy, Nathaniel mam dość. Twojej pieprzonej zazdrości! Okej, też byłam zazdrosna o David'a, ale robiłam ci na złość, byś zobaczył jaki mi wstyd robiłeś o Annie! Oczywiście przestałam się kłócić, bo mi się to znudziło. Ale gdybyśmy nadal byli w Nowym Jorku, to zapewne znów byś się czepiał o Ann.

- Nie prawda ! Liliane nie przesadzaj! Wiesz dobrze, że Claudio to odmienna sytuacja !

- Nie pojmujesz tego, że mi brakuje przyjaciół?! Okej, wiesz o tym, że w młodszych latach nie miałam ich prawie w ogóle, ale miałam choć tę jedną! Ann mi bardzo pomagała w sprawach, które według ciebie wyjaśniają się machnięciem ręki i słowami " olej to ". Claudio może i jest facetem, ale poszedł w ojca. Typowego Polaka, rozgadanego plotkarza uwielbiającego lenistwo. Nie podoba mi się w nim nic, nawet fakt, że jest w połowie Hiszpanem. Nie ufałeś mu już na początku, gdy tylko ci się przedstawił.

- Ufam tobie, Lily.. - Mruknął nie spuszczając z niej wzroku.

- Kurwa, nie przerywaj mi. Miałam dość tego, że go wyzywałeś kompletnie kurwa bez powodu! Nigdy nie nie tknął, nie mówił mi jakichś komentarzy i nawet wyznał, że cię ogromnie szanuje oraz nasz związek. Robiłam z niego przyjaciółkę, której chciałam ufać bez granic. Na początek to w ogóle sądziłam, że to gej, bo jedynie oni są facetami z uczuciami. Ale potem odwiódł mnie od tego, mówiąc o swoich podbojach miłosnych w barach.

- Nie lubię go.. po prostu nie miał co do ciebie takich zamiarów o jakich ty myślisz. Według ciebie jego uśmiech i zerkanie było po prostu czymś zwyczajnym, a według mnie to była chęć namówienia cię do łóżka. Wiesz jaką masz głowę.. gdybym nie wrócił wcześniej dobrał by się do ciebie.. - Mówił podenerwowanym tonem. Gdy skończył Lila otwierała już usta by mu odwarknąć, ale ostatnie zdanie, po prostu ją dobiło. Nie wiedziała odpowiedzieć. Nathaniel mógł równie dobrze powiedzieć, po prostu " nie ufam ci. ". Przecież to prawie to samo. Zamknęła usta i chcąc go minąć została zatrzymana. Spojrzała na niego i odepchnęła go od siebie, idąc w stronę werandy.

- Liliane .. - Mówił i złapał ją za rękę. Wyrwała ją z jego uścisku i uniosła obie dłonie w górę, nie patrząc na niego. Dość już powiedział.

- Odpieprz się. - Warknęła i wyszła na werandę. Było ciemno. Trzasnęła drzwiczkami i mocno zacisnęła usta by się nie popłakać. Była zapalona lampka, będąca nad drzwiami werandy. Oświetlała ona jedynie schodki prowadzące na plażyczkę, za którą było jezioro, oraz dwa leżaki, stojące na tarasie.

- Kochanie! Poczekaj ! - Chłopak wybiegł za nią i chciał ją zatrzymać, ale został przez nią odepchnięty. Patrzył jak ukochana zbiegła po schodkach i słysząc masę głośnych świerszczy podeszła pod sam brzeg wody. Czując zimne fale wody, oblewające jej nagie i zimne stopy, usiadła, nie zwracając uwagi na fakt, że mokry piasek ubrudzi jej białą koszulkę, którą zwędziła od Nathaniela. Objęła swe nogi i położyła podbródek na jednym kolanie, patrząc na niebo, na którym widniał dywan pełen gwiazd. W tamtej chwili pragnęła by znalazła się przy niej Ann, albo ktokolwiek inny, kto mógłby ją przytulić. Nie zwracała uwagi na to, czy Nathaniel stoi nadal w drzwiach i boi się podejść.

Od razu poczuła lekkie pieczenie podbitego oka. Podbicie niby prawie zeszło, ale nadal piekło, gdy Lila była bliska łez. Przypomniała sobie ten straszny incydent w Łodzi, w którym rodzina tak jak by ją wydziedziczyła i kompletnie olała. Nie mogąc powstrzymać łez, popłakała się, kiwając się na boki, przez nadmiar alkoholu w organizmie.

Po niedługim czasie poczuła jak ktoś za nią siada i ją mocno obejmuje. Przez charakterystyczne przejechanie dłońmi po jej kolanach i zewnętrzu dłoniach, wyczuła iż to Nathaniel. Położył on podbródek na jej ramię i wtedy wyczuła jego mocne i pachnące perfumy. Wyczuwała jego tors, brzuch oraz uda, którymi do niej przywarł. Nie miała serca go odganiać, ale i nastroju by się odezwać. Splotła ich obie dłonie i zamknęła oczy.

- Przepraszam.. - Szepnął. Ton jego głosu wskazywał na to, że jest bardzo smutny.

- Jesteś obleśny. - Burknęła, nie puszczając go z objęć.

- Obleśny i pojebany.. - Dodał.

- Nienawidzę cię. - Szepnęła.

- Ja siebie też, poważnie. - Odszepnął.

- Przepraszam cię. To nie tak miało zabrzmieć.. Chodziło mi o to, że Claudio zmusił by cię.. do.. no wiesz czego, bo nie masz sił pod wpływem.. - Dodał szybko. Liliana czuła przyjemnie kolenie jego zarośniętych policzków w szyję. Poczuła ciarki na plecach i poruszyła kilkakrotnie głową, czując łaskotki.

- Skurwysyn. - Wyzwała chłopaka. Nie miała sił się na niego gniewać, nie dała by rady, bo Nathaniel by prosił ją różnymi rzeczami o wybaczenie. Czuła się o niebo lepiej. Nathaniel zawsze tak zyskał jej wybaczenie gdy się pokłócili. Ona robiła to samo, często też robiła mu pyszną kolację i zabierała go na mecze, gdy udało jej się zdobyć bilety.

Nate się roześmiał, wtedy ona się uśmiechnęła. Trwali tak jeszcze godzinę, dopóki zmęczeni nie postanowili iść do łóżka.

 

ROZDZIAŁ XIV

Kąpiąc się w jeziorze, nazajutrz, Klara myślała o powrocie do domu. Do Katowic. Ksawery nie godził by się na to, on przyjechał odpocząć, nawet nie miała go co błagać. Po jego wzroku poznała jego zdanie na temat powrotu. Temat zaczęła rankiem, po długim spacerze z Claudio. Wieczorem, gdy pożegnali się z Claudio, Klara odbyła godzinną rozmowę z tatą. Była typową "córeczką tatusia". Choć miała już 29 lat, to nigdy nią nie przestała być. Mieszkali z Ksawerym nawet nieopodal domu jej rodziców. Dogadywali się oni z Ksawerym jak z własnym dzieckiem. Ksawery ich uwielbiał, ku wielkiej uciesze dziewczyny. Jego rodzice traktowali ją również jak własne dziecko. Ich rodzice trwali w przyjaźni już naprawdę długo, nie kłócili się. Dawało to zakochanej parze bardzo dużo siły, oraz psychicznego wsparcia.

Poznali się gdy oboje mieli po dwadzieścia lat. Chodzili wtedy do Wyższej Szkoły Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych, byli na pierwszych rokach. Ich wspólne pasje oraz talent ich połączyły już na początku. Dogadywali się jak prawdziwi, kilkuletni przyjaciele, w dodatku zakochując się w sobie. Klara była wniebowzięta faktem, iż Ksawery nie lata za dziewczynami, nie chadza po klubach, barach, i pubach, oraz, że jest zwyczajnie spokojny i poukładany. Ona była identyczna, od razu ujrzała między nimi te podobieństwo, które zbliżyło ich do siebie.

Klara zawsze z ogromną chęcią i radością opowiadała wszystkim o poznaniu Ksawerego. Byli razem w końcu od 9 lat. Rozstali się jedynie na trzy dni. Jedynie tyle byli w stanie bez siebie wytrzymać. Ta przerwa uświadomiła im, jak bardzo są dla siebie ważni, oraz, że ich związek nie może się rozpaść po głupiej awanturze o jakąś błahą rzecz. Szybko do siebie wrócili i po tym rozstaniu, nigdy już się nie rozstali. Bywały kłótnie, awantury, sprzeczki, spięcia, ale tak bywa w każdym związku, bez tego ludzie by się sobą znudzili, takiego zdania była Klara. Nie było innego chłopaka, którego dziewczyna by kiedykolwiek tak pokochała, nie była by w stanie. Nie przestawała myśleć o Ksawerym, on ciągle siedział w jej głowie. Była totalnie zawładnięta miłością, która miała już dziewięcioletni staż i nie zapowiadało się na rychłe, zupełnie nie potrzebne, rozstanie.

Planowali mieć dzieci, wziąć ślub, kupić sobie dom w jakimś większym mieście, typu Warszawa, Łódź, Kraków, Gdańsk, czy nawet Szczecin. Chcieli mieć większe szanse, na lepsze warunki pracy oraz na większe zarobki, które w przypadku ich fachu nie były zbyt obiecująco cudowne. Jednak pracowali w dużej firmie i byli specjalistami do spraw zarządzania i marketingu. Nie narzekali na płacę, oraz warunki, ale sądzili, że naprawdę nadszedł czas na zmiany. Jeśli im się nie uda, wrócą do Katowic, tak zamierzali. Nie zamierzali rzucić pracy, tylko w czasie urlopu pojeździć po miastach Polskich, które dają większe perspektywy na przyszłość.

Jednak postanowili pojechać na Mazury, o których bardzo wiele i czytali i wiedzieli od wielu osób. Wszyscy chwalili Mazury. Czystość, świeżość, cisza i spokój, po prostu świetna możliwość odpoczynku. Teraz, będąc tu już dwa tygodnie, Klara wiedziała, że zrobili bardzo dobrze decydując się na pierwszy miesiąc wakacji, spędzony właśnie na Mazurach. Oboje byli zadowoleni z takiego obrotu sytuacji. Gdyby nie Mazury, zapewne jeździli by od miasta do miasta i chodzili po dużych firmach, które ogłaszają poszukiwanie pracowników o ich fachu, do pracy.

Klarze nie podobał by się tak spędzony pierwszy miesiąc wakacji, jak postanowiła spędzić wakacje na Mazurach, tak też się stało. Nie mogło być inaczej, namawiała Ksawerego tydzień przed końcem czerwca. Ksawery uwielbiał jej podlizywanie się, gdy chciała coś osiągnąć, więc postanowił się dłużej zastanawiać. Robił to oczywiście uważnie i delikatnie, bo gdyby jego ukochana się domyśliła co on knuje, zezłościła by się, zostawiła go tu i sama wyjechała na Mazury. Nie mógłby jej puścić więc by za nią jechał, a nawet z nią. Ale był pewien, że całą drogę by na siebie warczeli, taka atmosfera go od zawsze przerażała.

Ich kłótnie nie trwały długo. Najwyżej godzinę. Zaczęły tyle trwać, odkąd rozstali się na trzy dni. Wtedy oboje zrozumieli iż się kochają. Nie jest to miłość gówniarzy, ale dojrzałych i poważnych ludzi, pragnących czegoś dojrzałego.

Ksawery nie byłby jednak zadowolony, gdyby po dwóch tygodniach i wydaniu aż tylu pieniędzy na paliwo, zakupy oraz na domek, wrócili by po dwóch tygodniach do Katowic. To nie wchodziło w grę, według niego musieli odpocząć, a nie wracać do domu przez tęsknotę. Ksawery zawsze zważał na pieniądze i był zły, gdy mogli wydać ich mniej, a przez Klarę musieliby wydać więcej, oraz wydanie tych pieniędzy mało by zmieniło cokolwiek. Przykładowo : zakupy w markecie, które lubiła Klara, oraz zakupy w ich pobliskim sklepie, którego produkty niczym nie różniły się od tych w markecie. Były nawet lepszej jakości. Często się o to spierali.

 

2

 

Rozmyślając o powrocie do domu, oraz o fakcie, czy naprawdę tego chce, dziewczyna nie przerywała pływania. Ksawery leżał na słońcu i przysypiał, opalając się.

Wstali wcześnie rano, nie było jeszcze upału, jaki był zwykle po 12:00. Postanowili przejść się nad jezioro i popływać, nie mając nic lepszego do roboty. Przychodzili w tamto miejsce naprawdę często. Raz spędzili czas na innej plażyczce, tej przy domku Liliany i Nathaniela.

- Utopisz się. - Usłyszała komentarz chłopaka, na który odpowiedziała śmiechem. Podpłynęła tam, gdzie mogła stanąć o własnych nogach i zmierzyła wzrokiem siedzącego po turecku Ksawerego.

- Nie kracz. - Pogroziła mu palcem wskazującym i wyszła z wody. Chlapnęła na niego zimną, orzeźwiającą wodą i usiadła przy nim.

- Zimna ! - Krzyknął i odepchnął ją od siebie. Śmiejąc się zaczęła się z nim bić, oczywiście na żarty, przepychając się i uderzając go w taki sposób, że prawie nic nie czuł.

Potem wypili piwa, które przynieśli razem ze sobą i oboje postanowili posiedzieć w cieniu, na trawie pod drzewem, który zasłaniał większość słońca, padającego na miejsce, w którym przebywali.

Ksawery od rana mało się odzywał, większość czasu był zamyślony, nieco smutny. Po godzinie spędzonej w cieniu, pod drzewem, Klara postanowiła go spytać o co chodzi. Przysypiała i chciała zacząć jakiś temat, który mógłby się rozwinąć. Nie chciała by wczorajszy incydent z Claudio oraz z jego sprawą, jakoś przygnębił Ksawerego. Z drugiej strony wiedziała, że ukochany podszedł do tego z zupełną obojętnością, choć postanowił się trzymać z daleka od Nathana, bo nie wyglądał on na zwykłego, przeciętnego chłopaka. Był typowym, agresywnym Amerykaninem.

- Coś się stało? - Spytała i spojrzała prosto w jego piwne oczy, którymi ją mierzył. Uśmiechnął się i kiwnął głową, przytulając ją bardziej do siebie.

- No powiedz.. - Mruknęła, gdy nie doczekała się żadnej odpowiedzi z jego strony. Chłopak zaśmiał się i cmoknął ją w czoło.

- A co? Martwisz się? - Spytał.

- No ! - Spojrzała na niego i dała mu buziaka w usta. Ksawery postanowił jej powiedzieć, dobrze wiedząc, że dziewczyna będzie go męczyć dopóki jej nie powie. Chrząknął więc i rozłożył się wygodniej pod drzewem.

- Tej nocy śniło mi się coś .. szokującego. Nie miewam takich koszmarów, trochę mnie to zbiło z tropu. Śnił mi się stary szpital psychiatryczny. Szedłem do niego tak jak by przyciągany jakimś sposobem. Coś mnie tam ciągnęło, jak dwa magnesy.. wchodząc tam, rozejrzałem się i potem okazało się, że jestem przywiązany do starego, zepsutego i brudnego łóżka psychiatrycznego. Nade mną stał doktor, który był trupem. Niby oddychał, ale miał twarz prawie zjedzoną przez gryzonie i inne szkodniki, jego fartuch był żółty ze starości i ogólnie widać było, jak by koleś wstał z grobu po miesięcznym pobycie w trumnie pod ziemią. Zaczął mi wstrzykiwać jakieś zastrzyki, powtarzając : " las, stara ruina, już nie długo ". Na domiar złego, na koniec z ziemi zaczęły wychodzić jakieś ciemne zjawy, w czarnych pelerynach. Sunęły do mnie powtarzając to co ten trup. - Mówił z niechęcią. Widział stopniowe zdziwienie, zmienione w szok, na twarzy ukochanej. Klara nie mogła uwierzyć, że od tak sobie Ksawery miewa takie koszmary. Zrobiła bardzo współczującą minę i przytuliła go.

- Boże, kochanie. To koszmarne ! Jestem pewna, że to przez te twoje horrory, które oglądasz tak często. Koniec z tak częstym oglądaniem tego gówna, zrozumiano? Mój biedny skarbuś .. - Ostatnie słowa powiedziała głaszcząc go po ręce. Cmoknęła go w usta i pogładziła oba jego policzki.

- Klara, kochanie nie przesadzaj. Przecież to zwykły koszmar.. miewałem je w dzieciństwie.

- Ale miałeś sporą przerwę, musisz przywyknąć .. nie możesz oglądać tyle tego. Ksawery nie mogą ci się śnić potem takie rzeczy. - Odparła poważnym tonem. Po krótkiej konwersacji chłopak zgodził się z dziewczyną, przyznał jej rację.

Szybko się zebrali, postanawiając resztę dnia spędzić na zwyczajnym lenistwie w domku. [...]

 

ROZDZIAŁ XV

Ocknął się w bardzo porządnym, jednak i starym zamczysku. Wszędzie paliły się lampy, oraz światła. Leżał przed brudnymi i zniszczonymi schodami, na których leżał czarny dywan, zakrywający poniszczenia. Nathaniel rozejrzał się i dopiero wtedy doszło do niego, że na ścianach, prócz zdjęć jakiejś szczęśliwej, czteroosobowej rodziny oraz zapalonych lamp, nic innego nie ma.

Zamek był zrobiony z tych samych siwych cegieł na ścianach, na schodach, na podłodze oraz na suficie. Siwizna tego materiału dodawała złego uroku temu pomieszczeniu. Prócz schodów przed nim, widniały też duże brązowe drzwi, które były lekko uchylone. Chłopak wstał i wyczuł zapach starości i stęchlizny. Zaczął iść po schodach. Gdy zbliżał się do ostatniego schodka, widział coraz więcej pokoi, rozstawionych po dwóch bokach. Przed nim, przed schodami, widniały otwarte białe, drewniane, potężne drzwi. Nic tam jednak nie ujrzał, przez światło lamp. Pomiędzy drzwiami, do wielu pokoju, były mroczne obrazy. Ukazywały ciemny las, kąt jakiegoś domu, a w nim mnóstwo pajęczyn oraz stare drewniane krzesło, i tego typu podobne straszne i nie zrozumiałe obrazy. Nathaniel się przestraszył samych tych obrazów, oraz złowrogiej ciszy, która zwiastowała coś niedobrego. Wyczuwał już, że stanie się coś złego i niedobrego. Przeczuwał to po samej atmosferze. Kilka razy wypowiedział imię "Liliana". Bardzo by chciał by dziewczyna przy nim była. Wtedy cały strach by mu minął, odwaga i męstwo nie chowały by się za strachem. Przypomniały mu się stare horrory, które oglądał z Lily. W jednym z nich było podobnego typu zamczysko, a w nim mnóstwo trupów, oraz złych energii po nich. Każda osoba, która weszła do tego zamczyska, była męczona psychicznie do tego stopnia, że sama popełniała samobójstwo, właśnie w tym zamku. Nathan wzdrygnął się i zacisnął usta. Stał już na górze, rozglądając się. Na pierwszym piętrze, było ciemno. Widniały tam jedynie dwie lampy, które były przymocowane na ścianach, po obu bokach białych drzwi, na przeciw schodów. Reszta drzwi nie była oświetlona. Były one mniejsze, drewniane i lekko zniszczone. Chłopak spojrzał na ziemię, gdzie były drogie, stare i brudne dywaniki, różnych kolorów. Drzwi na przeciwko niego drgnęły, a on od razu się cofnął na pierwszy schodek. Jego oddech zaczął szaleć, przeszły go zimne dreszcze. W głowie natomiast zaczął słyszeć głosy, mówiące jedno słowo : wejdź. Głosy te były tak przerażająco prawdziwe, że jęknął i oparł się o ścianę, rozglądając się. Wszedł jednak do środka, nie mogąc się powstrzymać. W środku był wielki pokój. Prócz starego biurka, obrazów tego typu, co te na korytarzu, foteli oraz starych i siwych firanek, widniało tam też łóżko szpitalne. Doszło do niego, iż jest w gabinecie.Pościel była biała. Było ciemno, więc zapalił światło. Wtedy na łóżku ujrzał siebie. Przymocowanego do łóżka sznurami, jakby był bardzo groźnym psychopatą. Rzucał się na łóżku. Na swojej twarzy widział ogromny ból. Krzyki i wicie się na łóżko, potwierdziły mu myśl, że bardzo cierpi i się boi. Cofnął się kręcąc głową. Zaczął panikować, nie wiedząc co ma o tym myśleć.

W drzwiach stanęła czarna postać, skierowana ku niemu. Nagle zalśnił w jej dłoni duży nóż. Kiedy zjawa ruszyła na Nate'a, chłopak obudził się mokry i wystraszony. Siedziała nad nim przejęta Lilka, mówiąca coś do niego. Nie słuchał jej jednak. Jego serce biło tak szybko, że musiał zapanować nad oddechem. Rozejrzał się po pokoju próbując się uspokoić.

- Nathaniel!? Co ci się przyśniło? - Te słowa doszły do niego. Spojrzał na dziewczynę. Przytuliła się ona do niego i pocałowała kilkakrotnie w usta.

- Spokojnie.. jestem tu. - Szepnęła. Czuła jak szybko bije jego serce, widziała strach w jego oczach. To był bardzo nowy widok dla niej. Przecież Nathaniel nigdy nie wstaje tak przestraszony. Od razu wiedziała, że musiało mu się przyśnić coś naprawdę strasznego. Koszmar go aż tak przeraził tylko raz, gdy po maratonie koszmarów, jaki sobie zrobili, przyśniły mu się wampiry, które napadły na jego rodzinę, będącą w Australii. Wsiadł w pierwszy lepszy samolot do domu, chciał ich ratować. Jednak samolot miał wypadek, w którym zginęli wszyscy prócz niego. Nathaniel nie lubił oglądać filmów o katastrofach samolotowych, ponieważ w późniejszych dniach bał się myśleć nawet, o locie do Australii. Po tym koszmarze, który mu się przyśnił , przez pół roku nie latał do rodziny. Często do siebie dzwonili, ale Nate nawet nie chciał słuchać o locie. Dlatego też, Liliana się bardzo pilnowała jeśli chodzi o filmy. Horrory na niego tak nie działały, jak filmy katastroficzne, dlatego też przyzwyczaili się do oglądania horrorów. Zrobiło się jej go bardzo szkoda i nie wypuszczała go z objęć. Momentami był tak wrażliwy, że nie mogła wyjść z dumy, iż go ma.

W późniejszych minutach chłopak opowiedział jej co mu się śniło, nie pomijając żadnego szczegółu. Dziewczyna z przejętego wyrazu twarzy przybrała nie dowierzający. Od razu przypomniała sobie swoje koszmary, których było coraz więcej, odkąd tu przybyli.

To było dość dziwne. Tak jak by zmiana otoczenia i rzadkość oglądania horrorów, wpływało na nich negatywnie. Rozmawiając z nim, nie ujrzała, że kołdra okrywa jedynie jej nogi. Jej fioletowy stanik był odkryty. Spojrzała na siebie, dopiero wtedy, gdy Nathaniel po raz kolejny nie patrzył w jej oczy tylko niżej. Roześmiała się i odchyliła głowę w górę.

- Jesteś strasznie zboczony. - Odparła, słysząc moment później śmiech chłopaka.

Po wspólnym prysznicu, przygotowała mu jego ulubione śniadanie i kawę w sposób jaki uwielbiał. Kontynuowali rozmowę o koszmarach, jakich oboje doświadczają coraz częściej. Liliana coraz więcej o tym myślała. Zastanawiał ją powód tak podobnych do siebie koszmarów, nawiedzających ich. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Mieszkając w Nowym Jorku, często oglądali filmy z Nathanielem, a tutaj, na Mazurach, bardzo rzadko włączali chociażby telewizję. Być może to odzwyczajenie się od oglądania horrorów daje im popalić? Może za szybko się odzwyczaili i takie nagłe zmiany niekorzystnie na nich wpłynęły? Zadawała sobie te pytania, kończąc jeść w spokoju. Nathan był nieco zbity z tropu. Stracił apetyt, zjadł bardzo mało. Większość czasu patrzył w skupieniu na ukochaną, która zadawała się być bardzo zamyślona.

- Przestań.. - Szepnął widząc jak dziewczyna się ogląda za siebie, z miną jakby stał tam jakiś morderca. To było dość dziwne, chłopaka aż przeszły ciarki.

- Oj tylko zerknęłam. - Powiedziała. Lila zawsze bała się, że pisanie horrorów w końcu się jej odwdzięczy w zły sposób. Była tak znaną pisarką, że musiała pisać coraz lepsze jakościowo książki, a co za tym idzie - musiała dużo wymyślać, oglądać horrorów. Oglądanie horrorów zawsze dawało jej niesamowitego kopa, dodawało jej ogromną wenę. Nie ściągała nic z tych filmów, po prostu w głowie miała zwykle mnóstwo pomysłów, które przykładowo sama muzyka rozpoczynająca horror jej dodała w nie wiadomo jaki sposób. Nathaniel ją uspokajał, mówiąc, że to nie możliwe. Według niego to nie możliwe, by pisarka mogła skończyć jako psychol. Żaden pisarz tak nie kończy. Każdy przecież wie, że pisarz ma po prostu ogromną wyobraźnię i zdolność do wymyślania nawet czasem bardzo dziwnych pomysłów. Zgodził się ze słowami Lili, iż ten brak oglądania telewizji i zmiana miejsca, mogły podziałać na nich negatywnie.

- Liliane.. nie martw się tak. - Odparł. Lily zaczęła odczuwać złe uroki Mazur. Sądząc, że za bardzo się martwi, próbowała się uśmiechnąć do chłopaka. Wyszło jej krzywo, więc zaczęła zmywać naczynia, które podawał jej Nathan, nie spuszczający z niej wzroku. Gdy dziewczyna skończyła, Nathaniel przytulił ją do siebie i wykonał ruch, który wykonywał zawsze gdy miał ją blisko. Przejechał palcami jednej ręki wzdłuż jej kręgosłupa, powoli. Był to tak charakterystyczny ruch, że nawet z zamkniętymi oczyma rozpoznała by Nathaniela. Nie wypuszczała go z objęć, chłopak pogładził jej oko, którego opuchlizna już prawie zeszła, wiedząc już, że dziewczyna naprawdę się przejęła.

- Pojedziemy dziś na tę wioskę? Tam jest kilka sklepów, możemy też jechać do większego miasta na zakupy. - Powiedział Nathan.

- Dobrze, niech tak będzie. - Odpowiedziała mu znów zaczynając odczuwać migrenę. Skrzywiła się i popiła tabletkę od bólu głowy.

Kiedy się zebrali, a poszło to im dość szybko, zamknęli domek i wsiedli do auta. Nathaniel włączył radio, Liliana kierowała. Jeździła bardzo szybko, Nathan uwielbiał z nią jeździć, gdy to ona była kierowcą.

Będąc prawie na końcu odcinka drogi, po którego jednej stronie był las, nagle oboje zobaczyli dwie czarne postacie biegnące dość blisko nich, jednak w lesie. Zmrużyli oboje oczy, Lila dodatkowo zwolniła.

- Co to ma być? - Spytała zdziwiona. Spojrzeli na siebie. Nathaniel wzruszył ramionami, znów przenosząc wzrok na las. Lila zatrzymała się, ale nie wyłączała silnika. Znów ujrzeli dwie czarne postacie, biegnące bardzo szybko w głąb lasu.

- Gdyby to byli ci z ośrodka, to raczej biegali by po dróżce leśnej ... a ci co odpierdalają? - Usłyszała Nathan'a. Postacie zniknęły w lesie, wtedy ruszyła. To było strasznie dziwne, ciekawił ją fakt, czy inni ludzie spacerujący po lesie też widzą tych ludzi ubranych na czarno biegających po lesie, zadziwiająco szybko. Być może to jacyś zagraniczni, pomyślała, wsłuchując się w słowa piosenki.

Nathaniel myśląc o tych postaciach, włączył GPS. Liliana nie była z tych okolic więc nie chciał by się zgubili. Próbował sobie przypomnieć, którą drogę obrał na Warszawę i przejeżdżał przez to pobliskie miasto, ale drogi były dwie, więc GPS bardzo im pomógł, na jego typowe zaniki pamięci.

 

ROZDZIAŁ XVI

 

Po porannym prysznicu Claudio zszedł na dół, chcąc porozmawiać z ojcem, który siedział sobie na werandzie. Popił dwoma szklankami wody dwie tabletki od bólu głowy, ponieważ odkąd wrócił wczorajszego wieczora do domu, ból nie odstąpił go nawet na minutę. W szafce, która miała szklane drzwiczki ujrzał, swoje odbicie. Przyjrzał się sobie przez moment. Był strasznie blady, jedynym innym kolorem na jego twarzy był fioletowy kolor jego podbitego oka. Przypomniał sobie od razu Nathaniela, przez co wezbrał w nim gniew. Pokręcił głową i opuścił ją, biorąc głęboki wdech. Rozkazał sobie o tym nie myśleć. Choć Nate skompromitował go przy Klarze, wcześniej przy Lilce, pobił go i w dodatku wyzywał. Nie rozumiał dlaczego w takim człowieku jak on, poukładanym i szczęśliwym, było tyle zazdrości i agresywności. Przecież Lily jest mu wierna, co Claudio doskonale umiał wybadać. U niej nie było słowa o kim innym, najważniejszy był dla niej Nathan, uwielbiała o nim mówić, traktowała Claudio jako przyjaciela. Na pewno powiedziała o tym swojemu ukochanemu, więc skąd wziął się jego gniew. Postanowił tego nie rozpamiętywać i z paczką płatek, które zaczął jeść bez mleka, wyszedł do taty. Ucieszył go fakt, iż nie leżą przed nim papiery, że postanowił sobie odpocząć. Ostatnimi czasy nie odstępowali się z tymi papierami na krok, byli wręcz nie rozłączni. Gdzie jego ojciec - tam i jakieś papiery.

- Synku, powiesz mi co się z tobą dzieje? - Spytał Robinson, widząc stan syna. Był blady, na jego twarzy brakowało rumieńców, uśmiechu i tego błysku w oku. Patrząc na niego uważnie, popijał zimną herbatę z butelki.

- Czuje się tu nie potrzebny.. - Wymamrotał patrząc na las. Ojciec zmierzwił mu włosy i położył dłoń na ramieniu, do którego dosięgnął dzięki temu, że syn usiadł plecami tak, by plecami opierać się o jego fotel, obok jego nóg. Był lekko zdziwiony. Zmrużył oczy i odstawił butelkę.

- Jesteś potrzebny mi .. wynajmujący domek chwalą cię, że mimo Hiszpańskiego pochodzenia, umiesz tak pięknie opowiadać o naszych stronach. Nawet tak nie mów. Jesteś na tyle duży by wiedzieć, że nie każda kobieta jest dla ciebie. W Hiszpanii możesz poznać dziewczynę, w której się zakochasz bez pamięci, albo nawet tu, w Polsce. Jest dużo kobiet, które oddały by wszystkie skarby świata by mieć Hiszpana, przecież o tym wie każdy Claudio. Nie możesz się zatrzymywać jedynie na tej dziewczynie, która przyjechała z tym Amerykaninem, ona jest zajęta. Takich się nie czepiaj, nawet rozmawiaj z nimi ostrożnie, by nie wzięły cię za nachalnego. Ja wiem, że to boli, naprawdę. Ale nie możesz tak robić jak robisz teraz. Lać się, nie jeść nic, nie spać. Claudio to uczucie minie, naprawdę. -

Spojrzał na ojca po tych słowach i przejechał policzkiem po dłoni, którą pan Robinson trzymał na jego ramieniu. Słysząc słowa ojca : " lać się. " otworzył już usta, by zaprzeczyć, ale dał sobie na spokój, jednak patrząc w oczy ojca poczuł się nieco lepiej.

- Myślisz, że takie .. pierwsze zakochanie to.. zostanie ze mną na długo? - Spytał syn. Tata zaśmiał się, jednak nie kpiąco, tylko jak zwykle krótko i radośnie.

- Jak miałeś 12 lat, przez tydzień szalałeś za niejaką Adrianną, z którą chodziłeś do szkoły. Potem Małgosia, Maja, Sandra, nie pamiętasz ich? Wtedy też, za każdym razem mówiłeś mi, że jesteś pewien, że to ta jedyna, wykłócałeś się ze starym ojcem. I co? Nie było tak jak ci powiedziałem, za każdym durnym zauroczeniem? To minie, tylko nie myśl o tym i po prostu się sobą zajmij. Więc proszę cię byś i tym razem mnie posłuchał. Znajdziesz sobie tę jedyną, na całe życie i zobaczysz, że już za jakiś czas nasz ośrodek będzie pełen twoich dzieciaków. - Odpowiedział synowi, który na niego spojrzał, pełnym szacunku i zaufania wzrokiem. Uśmiechnęli się do siebie.

Po spędzonej godzinie, poświęconej na rozmowie, Claudio miał za zadanie jechać na wioskę i zrobić zakupy. Szybko więc się zebrał i chwilę później siedział już w aucie. Pan Robinson stał przed wyjściem z domku, pełen dumy i spokoju. Jego syn był najlepszą rzeczą jaka go spotkała w życiu. Był z niego ogromnie dumny, kochał go ponad wszystko, syn był dla niego najważniejszy na świecie.

Kiedy zniknął on z jego oczu, usłyszał nagle cichutki kobiecy głos.

- Panie Robinson, możemy porozmawiać? - Spojrzał na Klarę i uśmiechnął się.

- Tak proszę, oczywiście. Witam, witam. - Dziewczyna odwzajemniła jego uśmiech i poszła za nim na werandę. Niebieskooka Katowiczanka, ubrana w krótkie dżinsowe spodenki i w różową koszulkę, od rana cierpiała na ból głowy, ale mimo wszystko postanowiła przyjść do właściciela. Miała do niego kilka niecierpiących zwłoki spraw. Jednak prawdziwym powodem jej odwiedzin była samotność, której nie znosiła. Ksawery pojechał na zakupy, a ona została sama jak palec w domu. Gdyby byli w Katowicach, zaprosiła by do siebie przyjaciółkę, bądź wyszła z nią na zakupy, ale tutaj, na Mazurach nie miała jak jej zaprosić.

- Proszę usiądź, słucham cię. - Odparł pan Stanisław. Klara usiadła więc na krześle.

- Może się czegoś napijesz? - Dodał starszy człowiek, z bardzo przyjemnym wyrazem twarzy.

- Nie dziękuję, proszę niech pan usiądzie i się nie męczy. - Właściciel się roześmiał.

- Boże, jacy mili ci moi goście. - Klara odpowiedziała mu śmiechem. Usiadł więc na swoim fotelu i wbił w nią wzrok.

- Hmm .. więc.. chciałabym przede wszystkim zapłacić za kolejny tydzień pobytu tutaj. - Podała mu pieniądze i odwzajemniła jego uśmiech. Patrzyła jak wchodzi on do domu i przez otwarte drzwi, widziała jak chowa pieniądze do swojego metalowego pudełka, oraz zaznacza coś na papierkach, których było pełno na biurku.

- Proszę mówić dalej, mam podzielną uwagę. - Odparł pan Stanisław, zauważając, że gość patrzy na niego i oczekuje jego powrotu na werandę. Uśmiechnął się, zachęcając ją.

- No i.. chodzi mi też o coś, co zauważyliśmy wczoraj z Claudio na spacerze, oraz z moim chłopakiem. Jacyś ludzie biegali po lesie. Nie po leśnej dróżce, tylko normalnie po lesie, w stronę. Zauważyliśmy je we trójkę, a Ksawery wspomniał mi w dzisiejszym smsie, jak jechał na zakupy, że ktoś mu mignął jak przejeżdżał. Ktoś kto biegał. Wiem od pana syna, że jest pan uczulony na niszczenie tego lasu, zanieczyszczanie go, wiem też, że tabliczki ostrzegające i zakazujące śmiecenia i tego typu rzeczy, są wszędzie. Ja nie mam pojęcia kto to może być, ale wtedy przypomnieliśmy sobie, że przecież wioska jest nie daleko. Tak więc, stwierdziłam, że to pewnie dzieciaki, które nie wiedzą jak bardzo dba pan o ten wielki las. Chciałam to panu przekazać i dodać, że mogę przejść się do tej wioski i porozmawiać w jakimś sklepie, czy zostawić tam wiadomość od pana. -

Pan Robinson siedział już na fotelu, patrząc na nią. Był zdziwiony tą wiadomością. Nikt nie biegał po tym lesie, nie niszczył go do tej pory. Oczywiście zgadzał się z Klarą, że to dzieciaki z sąsiedniej wioski. Nie przejął się tym za bardzo, bo był pewien, że szybko rozwikła ten problem. Pokiwał głową trwając w zamyśleniu.

- Dziękuję ci bardzo za powiadomienie. Oczywiście się tym zajmę i razem z Claudio to załatwimy. Dziękuję ci. - Dziewczyna uśmiechnęła się do właściciela.

- Nie ma problemu.

- To dziwne, że dopiero teraz ktoś robi takie coś. Ludzie w wiosce wiedzą, że jestem zżyty z tym lasem, tam też postawiono tabliczki, nie mam pojęcia kto to może być. Zapewne miastowi, oni zawsze przyjadą zasiać zamęt. - Pokręcił głową. Oczywiście miał na myśli Lilianę Wojciechowską i jej Amerykanina - Nathan'a Amlinson'a. Zamęt zrobili oni w głowie jego biednego synka, któremu było tu tak dobrze. Nie zdziwił się, że Polka się mu spodobała, ale nie chciał by aż tak się wczuł w tę relację.

Klara pokiwała głową, wzdychając głęboko.

Minutę później rozejrzała się, gdy przypomniała sobie o Claudio. Przecież przyszła tutaj też po co, by sprawdzić co z nim.

- A Claudio już wybył? - Spytała, kierując wzrok na właściciela. Pan Stanisław od razu się rozpromienił i uśmiechnął.

- Taaak, tylko mu wspomniałem coś o brakach w lodówce i tyle go widziałem. - Roześmiali się oboje.

- Jak on się czuje? - Pan Robinson, nieco zdziwiony jej pytaniem, przyjrzał się jej dokładniej.

- Mazury naprawdę mu służą. Bez zmian wesoły i radosny. - Powiedział. Klara wyczuła dumę i miłość staruszka do syna. Uśmiechnęła się pełna podziwu. Ledwo powstrzymała się przed wyznaniem mu prawdy o podbitym oku jego syna. Była by szczęśliwa widząc pana Robinsona ochrzaniającego pewnego siebie Amerykanina, który wraz z Lilianą musiał by przeprosić Claudio. Stała po jego stronie, nie chcąc nawet znać szczegółów tej sprawy. Nienawidziła bójek, nawet samo słowo budziło u niej niesmak.

Powstrzymało ją jednak wspomnienie. Mianowicie to, gdy wczorajszego, późnego wieczora, Ksawery ją upomniał o niewtrącanie się w nie swoje sprawy, gdyż może się wszystko obrócić przeciw niej. Powstrzymała się więc i wyciągnęła właściciela na spacer. Postanowili trochę pochodzić po lesie, by zobaczyć znów tych biegaczy. Pan Robinson chciał zobaczyć czy może ich nie kojarzy, czy to nie przypadkiem ktoś od leśniczego. Z nim też miał zamiar się skontaktować, gdy tylko wróci do domu i porozmawia o tej sprawie z Claudio.

2

 

Ksawery, kiedy zapakował się do wozu ruszył na zakupy. Od rana był strasznie zamyślony. Powód był jeden. Koszmar, który śnił mu się całą noc, po prostu powalił go na kolana. Był gorszy od tego ostatniego, choć nieco podobny. Tym razem śnił o szpitalu psychiatrycznym, w którym leżał, był przykuty do łóżka. Kiedy wstał trzęsły mu się ręce, był spocony i wystraszony. Nie mógł zrozumieć sensu tych koszmarnych snów. Postanowił przecież już wcześniej sobie odpuścić oglądanie filmów, może tylko wiadomości, w telewizji. Włączając radio, ujrzał w głębi lasu, obok którego przejeżdżał, kogoś biegającego po lesie, w czarnych ubraniach, bardzo szybko. Zatrzymał się i przyjrzał, chcąc się upewnić, że to nie zwidy. Nie były to żadne zwidy, więc ruszył dalej, wysyłając wiadomość do Klary.

Powrócił myślami do tego koszmaru, i jego sensu. Jeśli chodzi o fakt, że dwukrotnie śnił o szpitalu psychiatrycznym i o tym, że śni mu się, iż jest psycholem, nie mógł wymyślić nic. Nie umiał sobie tego jakkolwiek wytłumaczyć, to było szokujące. Starał się sobie przypomnieć sobie ostatnio obejrzane horrory. Ale zaraz stwierdził, że to nie ma najmniejszego sensu, bo przecież jego horrory w żaden sposób nigdy nie ruszały. Każdy horror mógłby ze spokojem nazwać zwykłym filmem, czy thrillerem. Gdyby go jakoś przejmowały te horrory, to miał by odpowiedź w pytaniu o koszmary nocne, ale jego żaden horror nigdy nawet nie zląkł.

Myśląc o tym dojechał do sklepu na wiosce i wyszedł z samochodu. Z ledwością powstrzymał uśmiech, widząc kilka młodych dziewczyn oglądających się za nim, po czym wszedł do sklepu. [...]

 

ROZDZIAŁ XVII

 

Stała nad małżeńskim łóżkiem, w pokoju hotelowym i patrzyła na samą siebie śpiącą, często szukającą po omacku Nathaniel'a, którego nie było obok. Przestraszyła się. Miała wrażenie, że jest jakąś połową swojej duszy. Rozejrzała się po zadbanym, nowoczesnym hotelowym pokoju, który rozświetlała mała lampka na stoliku nocnym. Na ścianach pojawiły się wulgarne napisy tj.:" Dziwka, kurwa, ścierwo. " , " zginiesz, już dziś Lila ! ". Szepnęła do siebie coś w stylu : mój Boże ! I rozglądając się, odczuła przerażenie. Kto mógł to napisać? Co się tu dzieje?! Te pytania zadawała samej sobie. Spojrzała na tę siebie w wersji śpiącej i cofnęła się do wyjścia. Niestety, wtedy wydarzyło się coś, co powaliło ją dosłownie na kolana. Śpiąca wersja Lili, nagle się obudziła i jak zahipnotyzowana, wzięła z komody duży, ostry nóż. Zaczęła go w siebie wbijać. Wrzeszcząc, próbowała się powstrzymać. Wtedy też pokój hotelowy zmienił się w las, na którego początku stały. To był ośrodek wypoczynkowy, w którym przebywała z Nathan'em, rozpoznała jednym zerknięciem. Las był otoczony fioletowo srebrną aurą. Kiedy jej wersja, która się dźgała, padła na ziemię, aura zniknęła a Liliana się przebudziła. W łóżku leżał jedynie jej misiek, na wyleżanym miejscu przez Nathaniela. Drżała, po policzkach spłynęły jej łzy. Skuliła się.

- Nate? - Wymamrotała przestraszonym i rozdrażnionym głosem. Nagle chłopak stanął przy łóżku i szybko na nie wszedł, po czym przytulił ukochaną.

- Czemu drżysz? Liliane? - Spytał szybko, zaskoczony. Mocno ją przytulił i kilkakrotnie pocałował w głowę. Słyszał jak coś mamrotała w trakcie snu, ale nie chciał jej budzić. Spała słodko i nie miała przestraszonej miny, nie miał pojęcia co jej się śni, więc zajął się śniadaniem.

- Powiedz mi o co chodzi.. - Szepnął po minucie. Nie umiał tak trwać w niepewności, musiał wiedzieć co jej jest. Przez trzy lata jej bronił, nie pozwalał by stała się jej krzywda, więc trudno mu było wytrzymać bez wytłumaczenia. Liliana spojrzała na niego, już spokojniejsza. Opowiedziała mu co jej się śniło. Chłopaka aż przeszły dreszcze. Widzieć samą siebie zarzynającą się, nawet jego to wręcz przeraziło. Mocno ją w siebie wtulił i uspokajał dobrą godzinę. Był w totalnym szoku. Skąd u niej taki koszmar? Bardzo się tym przejął, musiał się zająć dziewczyną, pomóc jej do siebie dojść nieco bardziej. Dlatego milczał i po prostu ją przytulał, dobrze wiedząc o tym, że Lily kocha przytulanie się. Nathaniel ciągle ją uspokajał, i mówił różne rzeczy chcąc by o tym nie myślała.

Po upływie godziny, dziewczyna dostała od chłopaka śniadanie do łóżka. Nadal była bardzo przygnębiona. Nate zaczął ją karmić, chcąc ją rozśmieszyć. Nie udało się mu to, sam stracił szybko apetyt, więc odstawił karmienie ukochanej i pociągnął ją do łazienki. Pomógł się jej rozebrać i weszli razem pod prysznic. Ciągle ją zagadywał, a gdy zapadała niezręczna cisza albo dotykał ją, albo całował. Chciał za wszelką cenę by Liliana o tym zapomniała, bo nawet jego przechodziły ciarki na myśl o takim koszmarze.

- Kochanie .. może .. zadzwonimy po psychologa? - Zaczął podziwiając dziewczynę, gdy wycierała się ręcznikiem. Spojrzała na niego i owinęła się ręcznikiem.

- Nathan .. - Jęknęła i westchnęła.

- Nie, bo.. po prostu .. mam pewną teorię. - Podeszła do niego z pytającym wyrazem twarzy. Wyznał prawdę, że przez głowę przeszła mu myśl, że to przez jej przeżycia te koszmary, a przeżyła naprawdę dużo złych rzeczy i być może ona tak naprawdę do końca nie może sobie z tym poradzić. Mówił bardzo powoli i zastępował niektóre słowa zdrobnieniami, by ją nie zdenerwować i by go do końca zrozumiała.

Mówiąc często też przerywał, bo Liliana wsmarowywała w siebie jakiś balsam. Podziwiał jej piękne ciało, starając się skupić na mówieniu a nie na wpatrywaniu się w nią.

- Nathaniel.. chciałabym .. o tym nie rozmawiać na razie. Da się zrobić? Dziękuję, że mnie wspierasz.. ale daj mi odsapnąć. - Odparła. Przytulili się do siebie.

W następnych godzinach oboje lenili się na werandzie, opalając się na swojej małej plaży za domkiem. Liliana wtulała się w chłopaka. Mało rozmawiała, więcej piła, jadła bądź po prostu leżała. Nathaniel mówił dużo więcej. Nauczył się już, że Lila nawet mając zamknięte oczy, zawsze go do końca wysłucha, a gdyby ją nudził na pewno by mu to powiedziała.

Zagadywał ją więc o wszystkim co mu przyszło na myśl. Za wszelką cenę chciał ją namówić na psychologa, oraz by o nie myślała o dzisiejszym koszmarze.

Liliana uwielbiała go słuchać i z nim rozmawiać, dlatego wkręciła się w tę rozmowę, dzięki której mogła nieco odsapnąć po przerażającym śnie, który wywarł na niej duże wrażenie.

Około godziny 16:00, Nate nagle zaczął się okropnie czuć. Czuł mdłości oraz zawroty głowy. Liliana szybko podała mu tabletki i zrobiła mu miętę. Była zdziwiona, że tak szybko mu się pogorszyło, ale i pewna, że kupił coś starego w sklepie i zjadł to.

Położył się na łóżku i pił powoli miętę, czując chłodny powiew wiatru z otwartego okna. Liliana siedziała na skraju łóżka z laptopem w rękach. Spojrzeli na siebie.

- Skarbie lepiej ci? - Spytała współczującym tonem. Pocałowała go i odłożyła laptopa, po czym położyła się obok niego. Było jej go bardzo szkoda, jak przy każdym jego nawet najmniejszym cierpieniu wewnętrznym bądź zewnętrznym.

- Totalny żal. - Odezwał się, rozśmieszając i ją i siebie przy okazji. To był typowy tekst wymyślony przez Lilianę.

- Mam przywidzenia .. - Usłyszeli nagle. Nathan patrzył w drzwi. Liliana podniosła się z uniesionymi w górę brwiami.

- Co ? - Chłopak zamknął oczy i skulił się, przytulając do siebie siłą dziewczynę.

- Za silne tabletki. - Próbował ją uspokoić, widząc jej przestraszony wyraz twarzy. Pocałował ją kilkakrotnie w usta. Starał się zapomnieć o widoku jakiejś czarnej zjawy w ich drzwiach. Był wręcz pewien, że to przez nadmiar słońca i mocną tabletkę, którą ukochana mu podała. Kiedy darowała sobie wypytywanie go o co chodzi, mocno go przytuliła i leżała. Wstała tylko raz, by zamknąć drzwi od wewnątrz, przebrać się i wypić szklankę wody. Nathaniel patrząc na nią, poprosił ją o herbatę, którą w szybkim czasie dostał. Czuł się coraz gorzej. Lila poradziła mu by się przespał.

Zgodził się i zamknął oczy, a ona usiadła na skraju łóżka i patrzyła na kubek herbaty, który mu przygotowała. Odstawiła go i przykryła chłopaka kocem. Postanowiła z nim posiedzieć aż zaśnie.

Czuła się dziwnie. W końcu mogła przemyśleć sens swojego snu. Na samym początku poczuła ciarki na plecach i dziwne uczucie w brzuchu. Od kiedy ludzie śnią o swojej śmierci? To było po prostu zadziwiające i nie możliwe. Zemdliło ją w następnych minutach. W jej psychice, jak sądziła, musiało dziać się coś zadziwiająco złego, skoro śniła o własnej śmierci. Nathaniel zaczął cichutko mruczeć pod nosem, jakby o czymś śnił. Wyrwana z zamyśleń spojrzała na niego i pogładziła jego policzek.

Nate mówił coś o psychologu, czy to możliwe, bym go potrzebowała? Spytała się w myślach. Być może to prawda, że przeżycia z ostatnich miesięcy bardzo ją osłabiły psychicznie i sprawiły, że bez specjalistycznej pomocy może być z nią coraz gorzej. Im dłużej o tym myślała, tym dziwniej i nie pewniej się czuła.

Przeszła w pewnym momencie do kuchni i nalała sobie soku do szklanki. Pijąc go, podeszła do lustra, powieszonego na ścianie odgradzającej ich maleńką sypialnię z salonem. Jej podbite oko całkowicie straciło fioletowy kolor, teraz było żółte, dziewczynie ulżyło, że powoli wraca do poprzedniego stanu. Upiła łyka soku i chcąc przejść do salonu, zobaczyła w dwóch oknach ciemne postacie, z szerokimi kapturami na głowie, zasłaniającymi twarz. Zmrużyła oczy czując zimny pot na ciele. Patrzyła nieco zaskoczona w oba okna. Zjawy się zbliżyły do okien, widziała smukłe, ciemne dłonie na szybach, ale nadal nie widziała ich twarzy.

Firanki, w oknach będących prawie obok siebie, zaczęły falować a szyby gwałtownie się trząść, co wyglądało jakby tamte postacie poruszały nimi od zewnątrz. Wydawały z siebie charakterystyczny odgłos, więc od razu zerknęła na Nathan'a. Chłopak spał, a jej wzrok powędrował znów na okna. Poczuła ogarniający ją szybko strach. Ścisnęła mocniej szklankę robiąc krok w przód. Zrobiło się jej gorąco, jej serce przyśpieszyło. ' Uspokój się, przecież to jakieś bachory ', powiedziała sobie w myślach gdy postacie nadal nie znikały i trwały we wcześniejszej pozycji. Wyglądało to tak jak by się w nią wpatrywały, choć nie było widać ich twarzy. Trwało to zaledwie dwie minuty. Po ich upływie zdążyła jedynie zerknąć na Nathaniela a postacie zniknęły. Odetchnęła z ulgą i wypiła do końca sok po czym szybko wyszła z domku. Słońce zachodziło, ich oba okna były po tej stronie domku, na którą padał cień, to dlatego obie postacie mimo ciemnego ubioru, wyglądały jak by były czarne i ciemne.

Jednak na zewnątrz nie było ani jednej żywej duszy. Wiatr ze średnią prędkością buchnął w jej twarz, ocknąwszy się z rozmyśleń, przeszła domek dookoła powoli, udając, że spaceruje. Chciała sprawdzić czy te dzieciaki nie mają zamiaru ją nadal straszyć. Nikogo nie było w obwodzie ich domku, więc kiedy przyniosła sobie sok z kartonem usiadła na werandzie, postanawiając dodatkowo dać Nate'owi się wyspać. Zapomniała o bólu głowy, który w następnych minutach szybko dał o sobie znać.

Odstawiła karton soku i zaczęła masować sobie skronie. Ostatnimi czasy bóle głowy atakowały ją bardzo często i nie ustępowały mimo tabletek.

To był kolejny argument do przekonania się do teorii Nathaniel'a, o psychologu. Być może głowa mnie boli, bo źle się z nią dzieje? - zadała sobie to pytanie, nie odrywając palców od skroni.

 

2

 

Wracał właśnie z zakupów, zerkając na godzinę, ujrzał 12:30. Jechał powoli, pomimo tego, że w tych rejonach jest bardzo mało samochodów na drogach. W sklepie spotkał Ksawerego. Jednak chłopak nie ujrzał go w pierwszych minutach, Claudio był schylony i wybierał lody, z lodówki sklepowej, których zapomniał kupić. Ksawery zaczął flirtować z młodą sprzedawczynią, dopóki Claudio nie wstał. Wtedy Ksawery go zobaczył i przerywając miłą pogawędkę z młodą i drobną blondynką, przywitał się z przyjacielem.

Claudio poczuł się zbity z tropu, bo ostatniego wieczora widział jak bardzo zależy mu na Klarze, widział miłość między nimi, a teraz jej ukochany podrywa sprzedawczynię. Wziął jednak głęboki oddech i przemilczał tę sprawę.

Zapłacił za lody i rozmawiał z Ksawerym, podczas gdy ten robił zakupy. Obaj rozstali się przy swoich wozach.

Ścigali się na pustej drodze, śmiali do lusterek, a gdy im się to znudziło po prostu jechali jeden za drugim. Claudio jechał pierwszy, Ksawery jechał za nim.

Postanowił włączyć radio by się wyciszyć przy ulubionych piosenkach, ale nagle gwałtownie zahamował z piskiem opon, widząc coś przeraźliwego na drodze.

- Co to kurwa ? - Krzyknął z otworzonymi szeroko oczyma. Stała przed jego samochodem postać rodem z horrorów. Była wyjęta z grobu, w którym musiała przeleżeć kilka dobrych lat. Gdzieniegdzie widniały kości, a gdzieniegdzie stare i zgniłe ciało, przykryte momentami czarną, porozrywaną koszulą. Postać uśmiechała się do niego. Uśmiech rozpoznał przez zęby oraz uniesione w górę kąciki ust. A te rozpoznał je po prostu cudem.

Całe jego ciało po prostu zamarło, nie mógł się ruszyć, na moment przestał nawet słyszeć klaksonu kolegi z tyłu.

Postać znikła tak szybko, że Hiszpan przetarł dłońmi oczy, jak zmęczone dziecko chcące za wszelką cenę obejrzeć bajkę w bardzo późnych godzinach wieczornych.

- Stary, co ci ? - Usłyszał nagle. Ksawery otworzył drzwi do jego auta i stojąc obok niego, przyjrzał się mu. Szturchnął go w ramię.

- Claudio.. - Dodał, zdziwiony jego zachowaniem i reakcją. Syn właściciela ośrodka popatrzył na niego. Ksawery ujrzał w jego wzroku ogromny szok i strach. Spojrzał od razu na miejsce przed jego autem. Wtedy krzyknął i cofnął się, potykając się o własne nogi. Powodem był fakt, że ta postać znów się pokazała, w tym samym miejscu, w którym stała gdy ujrzał ją Claudio.

- Ja pierdole .. - Szepnął Claudio. Ksawery cofał się powoli, gdy już odzyskał równowagę. Nie wierzył własnym oczom, jego głos po prostu zaniknął, nie był w stanie się odezwać. Obaj zszokowani wpatrywali się w tę zmarłą postać, która patrzyła na nich obu i się uśmiechała.

- Ksawery ty też to widzisz? - Claudio chciał się upewnić. Wysiadł z auta i widząc reakcję Ksawerego od razu powrócił wzrokiem do tej strasznej postaci, znając odpowiedz.

- Jaja sobie robisz? Co to ma być? - Wydukał w końcu Ksawery. Postać wtedy zniknęła, a oni obaj na siebie spojrzeli. Obaj wypowiedzieli to samo zdanie jednocześnie :" ty też to widziałeś?! ". Byli zszokowani. Bali się poruszyć, po prostu patrzyli to na siebie, to na tamto miejsce trwając w ciszy.

- To jakieś zwidy.. - Odparł Claudio, głosem, którym chciał przekonać samego siebie a nie Ksawerego. Podeszli do siebie.

- Piłeś coś ? - Szepnął Ksawery.

- Nie .. - Odparł ten drugi, mierząc wzrokiem kolegę.

- A ty? - Dodał cicho, nie spuszczając z niego wzroku. Pokręcił on głową.

- Możesz mi wyjaśnić, co to ma kurwa być ? - Spytał Ksawery. Był wstrząśnięty i blady. Oparł się o samochód Hiszpana.

- Nie wiem .. ja .. no nie wiem.. - Wyjąkał ten drugi, wyglądał tak samo jak Ksawery. Trwali w milczeniu następne 5 minut, z tą różnicą, że Claudio siedział na drodze.

- Czyli co .. to był duch? - Głos Ksawerego był coraz cichszy i mniej pewny siebie.

- Skąd mam to wiedzieć? Może to jakieś jaja?

- Jaja? Jak ktoś mógł by zrobić sobie jaja na środku drogi na wsi?!

- Nie wierzę .. - Claudio zaśmiał się, ledwo powstrzymując się od spanikowania. Widząc zachowanie Ksawerego był pewien, że on także.

- Jedziemy do ośrodka? - Zaczął Ksawery.

- Zapominamy o tym? - Dodał ten drugi. Spojrzeli na siebie i powoli powsiadali do aut. Jechali powoli, ostrożnie, Claudio ciągle zerkał w lusterko. Porozjeżdżali się do swoich domków, a na rozstaju dróg patrzyli na siebie dłuższą chwilę.

Ksawery nie zadzwonił po Klarę, gdy odkrył, że w domku jest sam. Był pewien, że gdzieś chodzi po ośrodku, lub siedzi u właściciela. Wyjął zakupy z samochodu i położył je na stole.

Zaczął je rozkładać, pijąc piwo. Zanim dotarł na werandę dokończył je, mając w dłoniach jeszcze trzy butelki. Zaczął powoli pić, próbując się uspokoić.. po prostu do siebie dojść, co było cholernie trudne, zarówno u Claudio, jak i u niego.

 

ROZDZIAŁ XVIII

 

Stała nad małżeńskim łóżkiem, w pokoju hotelowym i patrzyła na samą siebie śpiącą, często szukającą po omacku Nathaniel'a, którego nie było obok. Przestraszyła się. Miała wrażenie, że jest jakąś połową swojej duszy. Rozejrzała się po zadbanym, nowoczesnym hotelowym pokoju, który rozświetlała mała lampka na stoliku nocnym. Na ścianach pojawiły się wulgarne napisy tj.:" Dziwka, kurwa, ścierwo. " , " zginiesz, już dziś Lila ! ". Szepnęła do siebie coś w stylu : mój Boże ! I rozglądając się, odczuła przerażenie. Kto mógł to napisać? Co się tu dzieje?! Te pytania zadawała samej sobie. Spojrzała na tę siebie w wersji śpiącej i cofnęła się do wyjścia. Niestety, wtedy wydarzyło się coś, co powaliło ją dosłownie na kolana. Śpiąca wersja Lili, nagle się obudziła i jak zahipnotyzowana, wzięła z komody duży, ostry nóż. Zaczęła go w siebie wbijać. Wrzeszcząc, próbowała się powstrzymać. Wtedy też pokój hotelowy zmienił się w las, na którego początku stały. To był ośrodek wypoczynkowy, w którym przebywała z Nathan'em, rozpoznała jednym zerknięciem. Las był otoczony fioletowo srebrną aurą. Kiedy jej wersja, która się dźgała, padła na ziemię, aura zniknęła a Liliana się przebudziła. W łóżku leżał jedynie jej misiek, na wyleżanym miejscu przez Nathaniela. Drżała, po policzkach spłynęły jej łzy. Skuliła się.

- Nate? - Wymamrotała przestraszonym i rozdrażnionym głosem. Nagle chłopak stanął przy łóżku i szybko na nie wszedł, po czym przytulił ukochaną.

- Czemu drżysz? Liliane? - Spytał szybko, zaskoczony. Mocno ją przytulił i kilkakrotnie pocałował w głowę. Słyszał jak coś mamrotała w trakcie snu, ale nie chciał jej budzić. Spała słodko i nie miała przestraszonej miny, nie miał pojęcia co jej się śni, więc zajął się śniadaniem.

- Powiedz mi o co chodzi.. - Szepnął po minucie. Nie umiał tak trwać w niepewności, musiał wiedzieć co jej jest. Przez trzy lata jej bronił, nie pozwalał by stała się jej krzywda, więc trudno mu było wytrzymać bez wytłumaczenia. Liliana spojrzała na niego, już spokojniejsza. Opowiedziała mu co jej się śniło. Chłopaka aż przeszły dreszcze. Widzieć samą siebie zarzynającą się, nawet jego to wręcz przeraziło. Mocno ją w siebie wtulił i uspokajał dobrą godzinę. Był w totalnym szoku. Skąd u niej taki koszmar? Bardzo się tym przejął, musiał się zająć dziewczyną, pomóc jej do siebie dojść nieco bardziej. Dlatego milczał i po prostu ją przytulał, dobrze wiedząc o tym, że Lily kocha przytulanie się. Nathaniel ciągle ją uspokajał, i mówił różne rzeczy chcąc by o tym nie myślała.

Po upływie godziny, dziewczyna dostała od chłopaka śniadanie do łóżka. Nadal była bardzo przygnębiona. Nate zaczął ją karmić, chcąc ją rozśmieszyć. Nie udało się mu to, sam stracił szybko apetyt, więc odstawił karmienie ukochanej i pociągnął ją do łazienki. Pomógł się jej rozebrać i weszli razem pod prysznic. Ciągle ją zagadywał, a gdy zapadała niezręczna cisza albo dotykał ją, albo całował. Chciał za wszelką cenę by Liliana o tym zapomniała, bo nawet jego przechodziły ciarki na myśl o takim koszmarze.

- Kochanie .. może .. zadzwonimy po psychologa? - Zaczął podziwiając dziewczynę, gdy wycierała się ręcznikiem. Spojrzała na niego i owinęła się ręcznikiem.

- Nathan .. - Jęknęła i westchnęła.

- Nie, bo.. po prostu .. mam pewną teorię. - Podeszła do niego z pytającym wyrazem twarzy. Wyznał prawdę, że przez głowę przeszła mu myśl, że to przez jej przeżycia te koszmary, a przeżyła naprawdę dużo złych rzeczy i być może ona tak naprawdę do końca nie może sobie z tym poradzić. Mówił bardzo powoli i zastępował niektóre słowa zdrobnieniami, by ją nie zdenerwować i by go do końca zrozumiała.

Mówiąc często też przerywał, bo Liliana wsmarowywała w siebie jakiś balsam. Podziwiał jej piękne ciało, starając się skupić na mówieniu a nie na wpatrywaniu się w nią.

- Nathaniel.. chciałabym .. o tym nie rozmawiać na razie. Da się zrobić? Dziękuję, że mnie wspierasz.. ale daj mi odsapnąć. - Odparła. Przytulili się do siebie.

W następnych godzinach oboje lenili się na werandzie, opalając się na swojej małej plaży za domkiem. Liliana wtulała się w chłopaka. Mało rozmawiała, więcej piła, jadła bądź po prostu leżała. Nathaniel mówił dużo więcej. Nauczył się już, że Lila nawet mając zamknięte oczy, zawsze go do końca wysłucha, a gdyby ją nudził na pewno by mu to powiedziała.

Zagadywał ją więc o wszystkim co mu przyszło na myśl. Za wszelką cenę chciał ją namówić na psychologa, oraz by o nie myślała o dzisiejszym koszmarze.

Liliana uwielbiała go słuchać i z nim rozmawiać, dlatego wkręciła się w tę rozmowę, dzięki której mogła nieco odsapnąć po przerażającym śnie, który wywarł na niej duże wrażenie.

Około godziny 16:00, Nate nagle zaczął się okropnie czuć. Czuł mdłości oraz zawroty głowy. Liliana szybko podała mu tabletki i zrobiła mu miętę. Była zdziwiona, że tak szybko mu się pogorszyło, ale i pewna, że kupił coś starego w sklepie i zjadł to.

Położył się na łóżku i pił powoli miętę, czując chłodny powiew wiatru z otwartego okna. Liliana siedziała na skraju łóżka z laptopem w rękach. Spojrzeli na siebie.

- Skarbie lepiej ci? - Spytała współczującym tonem. Pocałowała go i odłożyła laptopa, po czym położyła się obok niego. Było jej go bardzo szkoda, jak przy każdym jego nawet najmniejszym cierpieniu wewnętrznym bądź zewnętrznym.

- Totalny żal. - Odezwał się, rozśmieszając i ją i siebie przy okazji. To był typowy tekst wymyślony przez Lilianę.

- Mam przywidzenia .. - Usłyszeli nagle. Nathan patrzył w drzwi. Liliana podniosła się z uniesionymi w górę brwiami.

- Co ? - Chłopak zamknął oczy i skulił się, przytulając do siebie siłą dziewczynę.

- Za silne tabletki. - Próbował ją uspokoić, widząc jej przestraszony wyraz twarzy. Pocałował ją kilkakrotnie w usta. Starał się zapomnieć o widoku jakiejś czarnej zjawy w ich drzwiach. Był wręcz pewien, że to przez nadmiar słońca i mocną tabletkę, którą ukochana mu podała. Kiedy darowała sobie wypytywanie go o co chodzi, mocno go przytuliła i leżała. Wstała tylko raz, by zamknąć drzwi od wewnątrz, przebrać się i wypić szklankę wody. Nathaniel patrząc na nią, poprosił ją o herbatę, którą w szybkim czasie dostał. Czuł się coraz gorzej. Lila poradziła mu by się przespał.

Zgodził się i zamknął oczy, a ona usiadła na skraju łóżka i patrzyła na kubek herbaty, który mu przygotowała. Odstawiła go i przykryła chłopaka kocem. Postanowiła z nim posiedzieć aż zaśnie.

Czuła się dziwnie. W końcu mogła przemyśleć sens swojego snu. Na samym początku poczuła ciarki na plecach i dziwne uczucie w brzuchu. Od kiedy ludzie śnią o swojej śmierci? To było po prostu zadziwiające i nie możliwe. Zemdliło ją w następnych minutach. W jej psychice, jak sądziła, musiało dziać się coś zadziwiająco złego, skoro śniła o własnej śmierci. Nathaniel zaczął cichutko mruczeć pod nosem, jakby o czymś śnił. Wyrwana z zamyśleń spojrzała na niego i pogładziła jego policzek.

Nate mówił coś o psychologu, czy to możliwe, bym go potrzebowała? Spytała się w myślach. Być może to prawda, że przeżycia z ostatnich miesięcy bardzo ją osłabiły psychicznie i sprawiły, że bez specjalistycznej pomocy może być z nią coraz gorzej. Im dłużej o tym myślała, tym dziwniej i nie pewniej się czuła.

Przeszła w pewnym momencie do kuchni i nalała sobie soku do szklanki. Pijąc go, podeszła do lustra, powieszonego na ścianie odgradzającej ich maleńką sypialnię z salonem. Jej podbite oko całkowicie straciło fioletowy kolor, teraz było żółte, dziewczynie ulżyło, że powoli wraca do poprzedniego stanu. Upiła łyka soku i chcąc przejść do salonu, zobaczyła w dwóch oknach ciemne postacie, z szerokimi kapturami na głowie, zasłaniającymi twarz. Zmrużyła oczy czując zimny pot na ciele. Patrzyła nieco zaskoczona w oba okna. Zjawy się zbliżyły do okien, widziała smukłe, ciemne dłonie na szybach, ale nadal nie widziała ich twarzy.

Firanki, w oknach będących prawie obok siebie, zaczęły falować a szyby gwałtownie się trząść, co wyglądało jakby tamte postacie poruszały nimi od zewnątrz. Wydawały z siebie charakterystyczny odgłos, więc od razu zerknęła na Nathan'a. Chłopak spał, a jej wzrok powędrował znów na okna. Poczuła ogarniający ją szybko strach. Ścisnęła mocniej szklankę robiąc krok w przód. Zrobiło się jej gorąco, jej serce przyśpieszyło. ' Uspokój się, przecież to jakieś bachory ', powiedziała sobie w myślach gdy postacie nadal nie znikały i trwały we wcześniejszej pozycji. Wyglądało to tak jak by się w nią wpatrywały, choć nie było widać ich twarzy. Trwało to zaledwie dwie minuty. Po ich upływie zdążyła jedynie zerknąć na Nathaniela a postacie zniknęły. Odetchnęła z ulgą i wypiła do końca sok po czym szybko wyszła z domku. Słońce zachodziło, ich oba okna były po tej stronie domku, na którą padał cień, to dlatego obie postacie mimo ciemnego ubioru, wyglądały jak by były czarne i ciemne.

Jednak na zewnątrz nie było ani jednej żywej duszy. Wiatr ze średnią prędkością buchnął w jej twarz, ocknąwszy się z rozmyśleń, przeszła domek dookoła powoli, udając, że spaceruje. Chciała sprawdzić czy te dzieciaki nie mają zamiaru ją nadal straszyć. Nikogo nie było w obwodzie ich domku, więc kiedy przyniosła sobie sok z kartonem usiadła na werandzie, postanawiając dodatkowo dać Nate'owi się wyspać. Zapomniała o bólu głowy, który w następnych minutach szybko dał o sobie znać.

Odstawiła karton soku i zaczęła masować sobie skronie. Ostatnimi czasy bóle głowy atakowały ją bardzo często i nie ustępowały mimo tabletek.

To był kolejny argument do przekonania się do teorii Nathaniel'a, o psychologu. Być może głowa mnie boli, bo źle się z nią dzieje? - zadała sobie to pytanie, nie odrywając palców od skroni.

 

2

 

Wracał właśnie z zakupów, zerkając na godzinę, ujrzał 12:30. Jechał powoli, pomimo tego, że w tych rejonach jest bardzo mało samochodów na drogach. W sklepie spotkał Ksawerego. Jednak chłopak nie ujrzał go w pierwszych minutach, Claudio był schylony i wybierał lody, z lodówki sklepowej, których zapomniał kupić. Ksawery zaczął flirtować z młodą sprzedawczynią, dopóki Claudio nie wstał. Wtedy Ksawery go zobaczył i przerywając miłą pogawędkę z młodą i drobną blondynką, przywitał się z przyjacielem.

Claudio poczuł się zbity z tropu, bo ostatniego wieczora widział jak bardzo zależy mu na Klarze, widział miłość między nimi, a teraz jej ukochany podrywa sprzedawczynię. Wziął jednak głęboki oddech i przemilczał tę sprawę.

Zapłacił za lody i rozmawiał z Ksawerym, podczas gdy ten robił zakupy. Obaj rozstali się przy swoich wozach.

Ścigali się na pustej drodze, śmiali do lusterek, a gdy im się to znudziło po prostu jechali jeden za drugim. Claudio jechał pierwszy, Ksawery jechał za nim.

Postanowił włączyć radio by się wyciszyć przy ulubionych piosenkach, ale nagle gwałtownie zahamował z piskiem opon, widząc coś przeraźliwego na drodze.

- Co to kurwa ? - Krzyknął z otworzonymi szeroko oczyma. Stała przed jego samochodem postać rodem z horrorów. Była wyjęta z grobu, w którym musiała przeleżeć kilka dobrych lat. Gdzieniegdzie widniały kości, a gdzieniegdzie stare i zgniłe ciało, przykryte momentami czarną, porozrywaną koszulą. Postać uśmiechała się do niego. Uśmiech rozpoznał przez zęby oraz uniesione w górę kąciki ust. A te rozpoznał je po prostu cudem.

Całe jego ciało po prostu zamarło, nie mógł się ruszyć, na moment przestał nawet słyszeć klaksonu kolegi z tyłu.

Postać znikła tak szybko, że Hiszpan przetarł dłońmi oczy, jak zmęczone dziecko chcące za wszelką cenę obejrzeć bajkę w bardzo późnych godzinach wieczornych.

- Stary, co ci ? - Usłyszał nagle. Ksawery otworzył drzwi do jego auta i stojąc obok niego, przyjrzał się mu. Szturchnął go w ramię.

- Claudio.. - Dodał, zdziwiony jego zachowaniem i reakcją. Syn właściciela ośrodka popatrzył na niego. Ksawery ujrzał w jego wzroku ogromny szok i strach. Spojrzał od razu na miejsce przed jego autem. Wtedy krzyknął i cofnął się, potykając się o własne nogi. Powodem był fakt, że ta postać znów się pokazała, w tym samym miejscu, w którym stała gdy ujrzał ją Claudio.

- Ja pierdole .. - Szepnął Claudio. Ksawery cofał się powoli, gdy już odzyskał równowagę. Nie wierzył własnym oczom, jego głos po prostu zaniknął, nie był w stanie się odezwać. Obaj zszokowani wpatrywali się w tę zmarłą postać, która patrzyła na nich obu i się uśmiechała.

- Ksawery ty też to widzisz? - Claudio chciał się upewnić. Wysiadł z auta i widząc reakcję Ksawerego od razu powrócił wzrokiem do tej strasznej postaci, znając odpowiedz.

- Jaja sobie robisz? Co to ma być? - Wydukał w końcu Ksawery. Postać wtedy zniknęła, a oni obaj na siebie spojrzeli. Obaj wypowiedzieli to samo zdanie jednocześnie :" ty też to widziałeś?! ". Byli zszokowani. Bali się poruszyć, po prostu patrzyli to na siebie, to na tamto miejsce trwając w ciszy.

- To jakieś zwidy.. - Odparł Claudio, głosem, którym chciał przekonać samego siebie a nie Ksawerego. Podeszli do siebie.

- Piłeś coś ? - Szepnął Ksawery.

- Nie .. - Odparł ten drugi, mierząc wzrokiem kolegę.

- A ty? - Dodał cicho, nie spuszczając z niego wzroku. Pokręcił on głową.

- Możesz mi wyjaśnić, co to ma kurwa być ? - Spytał Ksawery. Był wstrząśnięty i blady. Oparł się o samochód Hiszpana.

- Nie wiem .. ja .. no nie wiem.. - Wyjąkał ten drugi, wyglądał tak samo jak Ksawery. Trwali w milczeniu następne 5 minut, z tą różnicą, że Claudio siedział na drodze.

- Czyli co .. to był duch? - Głos Ksawerego był coraz cichszy i mniej pewny siebie.

- Skąd mam to wiedzieć? Może to jakieś jaja?

- Jaja? Jak ktoś mógł by zrobić sobie jaja na środku drogi na wsi?!

- Nie wierzę .. - Claudio zaśmiał się, ledwo powstrzymując się od spanikowania. Widząc zachowanie Ksawerego był pewien, że on także.

- Jedziemy do ośrodka? - Zaczął Ksawery.

- Zapominamy o tym? - Dodał ten drugi. Spojrzeli na siebie i powoli powsiadali do aut. Jechali powoli, ostrożnie, Claudio ciągle zerkał w lusterko. Porozjeżdżali się do swoich domków, a na rozstaju dróg patrzyli na siebie dłuższą chwilę.

Ksawery nie zadzwonił po Klarę, gdy odkrył, że w domku jest sam. Był pewien, że gdzieś chodzi po ośrodku, lub siedzi u właściciela. Wyjął zakupy z samochodu i położył je na stole.

Zaczął je rozkładać, pijąc piwo. Zanim dotarł na werandę dokończył je, mając w dłoniach jeszcze trzy butelki. Zaczął powoli pić, próbując się uspokoić.. po prostu do siebie dojść, co było cholernie trudne, zarówno u Claudio, jak i u niego.

 

ROZDZIAŁ XIX

 

Mijała właśnie godzina ich spaceru po lesie. Nie widzieli jeszcze nikogo biegającego po lesie, ale często się rozglądali, chcąc coś za wszelką cenę zobaczyć.

Pan Stanisław i Klara rozmawiali zupełnie niczego się nie spodziewając. Byli dla siebie bardzo mili i odnosili się do siebie z wielkim szacunkiem. Klara poczuła do niego sympatię, gdyż pan Robinson przypominał jej ojca, z którym była od dziecka bardzo zżyta. Od razu polubiła rozmowy z właścicielem, choć mało go znała.

Dogadywali się w praktycznie każdym temacie, oboje byli rozgadani i ciekawscy.

Po upływie godziny zobaczyli przed sobą, niespodziewanie, dwie czarne zjawy. Pierwsze co zrobili to popatrzyli na siebie. Gdy odkryli, że oboje to widzą, ogarnął ich strach. Zjawy były czarne, miały ludzki kształt, który rozmazywały ciemne i szerokie peleryny. Postacie te po prostu stały mając głowy, na której widniały kaptury, skierowane ku nim, do przodu. Kaptury zasłaniały ich twarze. Mimo ich ludzkich kształtów, oboje byli pewni, że nie są to ludzie. Peleryny falowały pod wpływem wiatru ukazując, że postacie nie mają ciał, ale czarny dym, to właśnie zasłaniała peleryna.

Pan Stanisław złapał za rękę młodą klientkę i cofnął się. Poczuł ból serca, spowodowany nagłym przerażeniem, które go opętało.

Klara po prostu stała jak wryta, nie czując nawet, że pan Robinson złapał ją za rękę.

- Mój Boże .. co to takiego? - Usłyszała spanikowany głos właściciela. Las nagle zrobił się ciemny, dokładnie tak jak w niektórych filmach, z dnia nagle stała się ciemna, bez gwiaździsta noc. Dziewczyna jęknęła ze strachu i mocno ścisnęła rękę pana Robinsona.

- Co to jest? - Spytała szeptem, przysuwając się do starego mężczyzny. Spojrzeli na siebie, wtedy zjawy zniknęły. Jednak pozostawiły po sobie dym, który ułożył się w napis " zginiecie ". Klara krzyknęła i zakryła oczy dłońmi. Pan Stanisław szybko ją przytulił, próbując sam nad sobą zapanować. Nigdy wcześniej tak się nie przestraszył, nie mógł wydusić z siebie choćby jednego słowa.

- Jestem tu .. - Szepnął pan Stanisław. Był blady i bardzo osłabł. Dziewczyna drżała, więc nie opuszczał jej z objęć. Przytulał ją jak ukochaną córkę, której nigdy nie miał. Claudio pozwalał się tak przytulać tylko w krytycznych sytuacjach. Nie umiał sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie : co to u diabła było?!. Nie mógł uwierzyć, że on to faktycznie zobaczył, że to nie były omamy czy cokolwiek tego typu. Na początku tak myślał, ale kiedy zobaczył przerażoną minę dziewczyny powstrzymał się, zwyczajnie go zatkało. Mieszkał w ośrodku już prawie 10 lat, ale po raz pierwszy zobaczył coś tak przerażającego w swoim ulubionym lesie.

Klara szybko ruszyła z powrotem do domku, powędrował za nią, często się oglądając za sobą. Pytał czy wszystko z nią w porządku, jednak przestał gdy doszło do niego, że nawet z nim jest źle. Nie odezwał się więc ani słowem, przyśpieszając.

Klara niemal biegła, chcąc się znaleźć w ramionach ukochanego. Uspokoiła ją jedynie obecność właściciela, ale była bliska omdlenia z wrażenia.

Napisała wiadomość do chłopaka, w której poprosiła by po nią wyszedł i szybko oraz krótko wytłumaczyła mu to. Jej ręce się trzęsły, więc często usuwała błędy, które zrobiła.

Ksawery szybko po nią wyszedł, nie odpisując nic. Dziewczyna padła w jego ramiona kiedy tylko do niego dobiegła. Wyczuł że drży, więc od razu przytulił ją mocniej. Spojrzał na właściciela, który wyglądał jak by stanęła przed nim zmarła żona i goniła ich przez pół lasu.

- Czemu jesteście tacy przerażeni? Wszystko w porządku? Goniło was coś ? - Spytał szybko. Chciał spojrzeć w oczy dziewczyny, ale nie pozwoliła mu na to, ciągle mocno się w niego wtulając.

- No ej! - Dodał przenosząc wzrok na pana Robinsona, który kiwnął głową i poszedł szybko w stronę swojego domku.

- Chodźmy do domu..

- Ale co wa..

- Ksawery proszę, zaprowadź mnie do domku. - Przerwała mu i złapała go za rękę. Objął ją ramieniem i powoli poszli w stronę domku. Oboje przeżyli coś bardzo dziwnego, zaskakującego i mrożącego krew w żyłach. Bali się o tym sobie powiedzieć, by nawzajem się nie zamartwiać. Klara oglądała się za właścicielem, który szedł powoli w stronę swojego domku, często się też na nią oglądając. Byli wstrząśnięci, a Ksawery myślał, iż pogoniło ich jakieś zwierze - typu dzik. Musiała go oczywiście wywieść z tego błędu, ale najpierw chciała dojść do domku, by nie mieli niepotrzebnych gapiów i świadków.

Kiedy do niego dobiegała zauważyła jak źle wygląda, jest pijany, dokładnie tak jak by przeżył coś koszmarnie strasznego. Jednak nie zwróciła na to najmniejszej uwagi, będąc bliska zemdlenia. Nie opuszczała Ksawerego z objęć, dając mu do zrozumienia, że przestraszyło ją coś, a że pan Robinson poświadczył, to Ksawery myślał, że to jakieś duże zwierze. Klara była bardzo delikatna, zawsze ją ostrzegał przed tymi lasami.

Dotarli do domku. Klara go wtedy puściła i usiadła na kanapie. Schowała twarz w dłonie i zgięła nogi w kolanach, stopy układając na kanapie. Chłopak był pijany, ale trzymał się na nogach jakimś dziwnym cudem. Wziął głęboki wdech i usiadł obok dziewczyny.

- Kochanie? - Mruknął.

- Nie chcę o tym mówić.. - Usłyszał. Przytulił ją do siebie, nie wypytując więcej i nie naciskając.

Doskonale wiedział o tym, że Klara gdy do siebie dostatecznie dojdzie wszystko mu powie, a wtedy on zajmie się uspokajaniem jej, oraz wsparciem.

Przed oczyma nagle stanął mu trup, który tak przeraził jego i Claudio. Zacisnął zęby i mocniej przytulił do siebie Klarę, zamykając też oczy.

Znów poczuł nagłe osłabienie więc zaczął gwałtownie myśleć o przestraszonej Klarze i o dziwnym stanie pana Stanisława.

Robił głębokie wdechy, a wydychając powietrze odchylał głowę w tył, tak właśnie próbował zachować spokój.

 

2

 

- Tatku? - Usłyszał głos syna za sobą. Odwrócił się momentalnie i wstał z krzesła. Przyjrzał się synowi. Coś mu się musiało stać, przestraszyć go, albo zszokować.

- Co się stało? - Zaczął ojciec, nie chcąc rozmawiać o swoim stanie, który był bardzo widoczny.

- A tobie? - Odparł syn, nie spuszczając z niego wzroku. Poczuli się zmieszani, więc odwrócili obaj jednocześnie wzrok.

- Chyba nie chcę o tym rozmawiać kochany. - Wymamrotał podchodząc do lodówki. Claudio rozpoznał, że ojciec jest spięty i coś go martwi, coś musiało go przestraszyć. Nie zdawał sobie sprawy, że wyglądał dokładnie jak ojciec, i dokładnie tak jak on próbował to stłumić alkoholem. Ojciec wyciągał już drugą butelkę piwa, którą szybko otworzył i oparł się o szafkę.

- Tato.. widzę przecież.

- Claudio tobie też się coś stało. - Nie ustępował ojciec. Unikał wzroku syna, chciał do siebie jakoś dojść przez alkohol.

- Tatku nie odpuszczę. - Stanął przed ojcem i odstawił jego butelkę z piwem na stół. Skrzyżował ręce na piersiach i spojrzał w oczy ojca. Zaczął się niepokoić, nie mógł mu odpuścić. Drugim powodem było to, że chciał pomyśleć o czym innym, bo myślenie o trupie na drodze kompletnie go przerażało.

- Claudio ja .. eh .. - I powiedział mu. Wszystko, krok po kroku, poczynając od odwiedzin młodej klientki wynajmującej domek. Opowiedział też dokładnie fakt jak ona zareagowała, oraz o pijanym stanie Ksawerego, który po nią wyszedł. Na samym końcu usiadł na fotelu i schował twarz w dłonie ciężko wzdychając. Bardzo to nim wstrząsnęło, to ujrzał nawet zaszokowany Claudio, który z wrażenia usiadł na krzesło obok.

- O kurwa.. - Tak to skomentował, gdy ojciec zamilkł. Nie wierzył własnym uszom. Pokręcił głową i potarł czoło kciukiem i palcem wskazującym, głęboko wzdychając.

- Tato .. muszę coś ci powiedzieć. - W następnych chwilach syn opowiedział ojcu o swoim przeżyciu. Oczywiście zaczął od spotkania Ksawerego na zakupach. Pan Stanisław wpatrywał się w niego dobre dwie minuty ze zszokowaną miną, gdy skończył, dokładnie tak jak syn wpatrywał się w niego, z tymi samymi uczuciami wymalowanymi na bladych twarzach. Nigdy dotąd obaj nie przeżyli czegoś tak bardzo dziwnego i mrożącego krew w żyłach. Do tej pory oglądali mnóstwo horrorów oraz programów o zjawiskach paranormalnych, ale żaden z nich nigdy w życiu nie brał na prawdę tych rzeczy. Owszem byli wierzący, wierzyli też w nadnaturalność, ale nigdy żadnego takiego bliskiego spotkania z duchem nie mieli. To dlatego tak bardzo nimi wstrząsnęły te przeżycia. Byli przestraszeni i zszokowani, długo nie mogli do siebie dojść. Nie pomagał im alkohol, ani swoja obecność. Wieczorem, gdy skończyli pijani na kanapie, każdy rozszedł się do swojego pokoju. Nie mogli o tym myśleć, gdyż napotkały ich straszne bóle głowy, jednocześnie, w tym samym czasie.

Mimo młodej godziny, już niedługo potem spali w swoich sypialniach, nie wiedząc jak inaczej do siebie dojść po tak szokującym dniu. Nie wiedzieli nawet jak o tym ze sobą rozmawiać. Gdy się sobie zwierzyli, porozmawiali tylko chwilę czy to możliwe by ośrodek był nawiedzony. Obaj w to nie wierzyli, bo ośrodek ten przecież istniał już 10 lat, więc na pewno wcześniej ludzie przeżywali by takie same rzeczy i nie mieli by oni tylu klientów na wakacje. Byli w kropce, to dlatego obaj zamilkli i nie odzywali się długi czas.

 

ROZDZIAŁ XX

 

- Liliane? Kotuś .. - Szepnął, budząc ją. Otworzyła oczy i przyjrzała się mu, uśmiechając się.

- Hmmm ? - Wymruczała i przyciągnęła go do siebie chcąc się w niego wtulić. Zrozumiał to od razu i ją mocno przytulił, kładąc się na nią. Poczuła jego zarost na szyi, przeszły ją ciarki i uśmiechnęła się.

- Kocham cię mocno.. - Usłyszała jego niewyraźne słowa, przez które podniosła jego podbródek tak by na nią spojrzał i pocałowała go.

- Ja cię też. - Szepnęła. Nathaniel był jakiś 'nieswój'. Wcześniej nie witał ją aż tak czule, nie przytulał jej tak mocno rankami, zwykle ciągnął ją pod prysznic a potem do kuchni. Wyglądał też inaczej, musiał się czymś przejmować i zamartwiać, jego twarz to zdradzała. Przyjrzała się mu dokładnie, a on jej. Bardzo ją martwiły koszmary, które obojgu się zbyt często śniły, oraz te dziwne postacie, które zobaczyła wieczorem po zaśnięciu chłopaka. Zamiast się polepszyć, pogarszało się małymi kroczkami. Oczywiście dużo się polepszyło ale teraz znów zmierzało ku złemu, ku zniszczeniu.

Lilka nigdy nie potrzebowała psychologów, nigdy nie czuła się tak jak od ostatnich kilku dni. Była niemal pewna, że ma to podłoże psychiczne, związane z jej bolesnymi przeżyciami. Odtrącenie od rodziny, agresywność brata narkomana, duża zazdrość Nate'a oraz ich kłótnie o przyjaciół, a niedługo potem o Claudio. Do tego też, przekonała się do faktu, że pisanie horrorów, także mogło wpłynąć na nią negatywnie. Mało osób, którzy oglądali jej wywiady przejęło się faktem, że Lila bardzo przywiązuje się do bohaterów książek. Traktuje ich jak żywych ludzi i długo nad nimi rozmyśla. Na końcach każdej z czterech książek płakała, albo chodziła długie godziny przygnębiona. Nathaniel robił wszystko by zmieniła tok myślenia w temacie tych postaci, ale mało pomogły jego słowa.

W dodatku zaczęła się martwić o Nathan'a. Koszmary i nagłe pogorszenie stanu to nie było podobne do niego nawet o drobinę. Być może martwił się o nią i przejmował jej problemy, w czasie gdy doszły jego problemy? Jego, czyli duża zazdrość oraz bliskość z David'em, na którą pozwolił by prawdopodobnie dopiec ukochanej, i pokazać jej jak on się czuł w trakcie jej zażyłej przyjaźni z Annie. Do tego też lęk przed lataniem samolotami, a bez tego nie dostanie się przecież do Australii, do rodzimego domu, do rodziny stęsknionej za nim do granic możliwości.

Ludzie myślą, że to błahostki, na które macha się ręką, a potem jednak czują rozczarowanie, bo wszystko to kumuluje się w jedność i walczy z, mimo wszystko, słabą psychiką - pomyślała sobie, pozwalając sobie na moment odlecieć myślami gdzie indziej. Nathaniel położył się obok niej, słysząc, że uciska na jej klatkę piersiową swoim ciężarem. Mocno się do siebie przytulili nie odzywając się.

W Nowym Jorku pewna grupa osób prowadziła ćwiczenia dla osób z fobią zwaną strach przed lotami. Liliana zapisała Nathaniela do takiej grupy, była to kilkunastoosobowa grupa ludzi w różnym przedziale wieku. Od 20- stu lat, do nawet 45-ciu. Ludzie byli bardzo sympatyczni i od razu się dogadali, nie było między nimi żadnych sporów czy konfliktów. Wiedzieli, że męczy ich ta sama fobia i wraz z dwoma psychologami próbowali coś temu zaradzić. Ostatecznym ćwiczeniem, pod koniec zajęć, które trwały około dwa miesiące, było wejście na pokład samolotowy, oraz odpalenie jego silnika przez pilota, który doskonale wiedział o tych ćwiczeniach i zgodził się bez obaw włączyć silniki, nie ruszając samolotu z miejsca. Nie włączył przycisków odpowiadających za ruszenie samolotu, tylko ten odpowiadający uruchomieniu silników samolotu. Chodziło w tym o to, by ci ludzie po prostu usłyszeli dźwięk silnika i poczuli się jak by latali. Kilka osób zrezygnowało już po zrobieniu pierwszego kroku na pokładzie samolotowym. Jednak reszta dzielnie została i dumnie usiadła na przypadkowych miejscach. Psycholożki bardzo pomagały, podchodziły do każdej osoby, rozmawiały z nią, uspokajały, przypominały ćwiczenia na oddech oraz rozmowy, które bardzo dużo dały. Nathaniel był szczęśliwy, że może zapomnieć o tej fobii i przestać się bać latania, chodził na te zajęcia z ogromną chęcią, był w grupie tych najdzielniejszych, którzy nawet się nie zlękli, po prostu siedzieli w samolocie i rozglądali się nieśmiało.

Jednak nawet po skończeniu tych ćwiczeń, pewnego dnia gdy miał lecieć do Australii, do Brisbane - tam mieszkała jego rodzina, kiedy tylko samolot ruszył chłopak przestraszył się i zasłabł, robił wszystko by go wypuszczono z pokładu, nie mógł na nim więcej być gdyż przed oczyma miał katastrofę tego samolotu na Pacyfiku, przez który na pewno by przelatywali. Jednak było za późno, Liliana bardzo mu pomagała, uspokajała go i na pierwszym miejscu krzyknęła o pomoc psychologa lub lekarza. Nate był dzielny i wytrzymał, zarówno drogę do, jak i z Australii. Niestety więcej nie wsiadł do samolotu, od jego odwiedzin u rodziny minęło półtora roku. Przeżywał to nie ukazując tego, nie chciał martwić Lili, która i tak miała problemy ze swoją rodziną, która nie chciała do niej przylecieć. Mieli problemy z rozmowami przez internet, gdyż mieszkali w takim mieście, gdy połączenia z zagranicą często były bardzo drogie oraz skomplikowane. Oboje tęsknili za rodzinami, to dlatego długimi godzinami rozmawiali z nimi gdy tylko Liliana wracała z jakichś spotkań z fanami, bądź z pracy. Dorabiała sobie w bibliotece, co było też świetną formą reklamy swoich książek.

Poza biblioteką, jeździła też do okolicznych księgarń, bibliotek, spotkań z fanami i dziennikarzami, bądź na spotkania pisarzy. Spotkała wielu idoli, których książki czytała w młodości. Zawsze brała Nathaniela ze sobą. Był on piłkarzem i nauczycielem sportu w szkole, więc weekendy miał wolne. Kiedy nie było możliwości by pojechał z nią w tygodniu, rozmawiali ze sobą długimi godzinami przez internet oraz telefon. Nie dopuścili do tego by prócz tęsknoty za rodziną doszła też tęsknota za ukochaną osobą. Wykorzystali wszelką pomoc by tylko być blisko, i to im się udało.

Wszystko było w jak najlepszym porządku, dopóki nie wymyślili by wakacje spędzić w Polsce. Nie wpadli na pomysł Mazur, dopiero w Łodzi, po tym przykrym incydencie, szybko wpadli na pomysł wyjazdu do jakiegoś zacisza, z dala od jej rodziny, której najwyraźniej pomieszało się w głowach.

Spędzali tam już trzeci tydzień. Byli bardzo szczęśliwi z przyjazdu i wyboru akurat tego ośrodka wypoczynkowego. Ośrodek ten bowiem był reklamowany przez wiele osób nawet w większych miastach, widniała też jego reklama na stronie najlepszych ośrodków wypoczynkowych na Mazurach.

Po minionych prawie trzech tygodniach znów zaczęło się coś psuć i obojgu bardzo to zawadzało. Chcieli za wszelką cenę odpocząć od problemów i od życia w mieście. Doszły koszmary, sprzeczki, częste bóle głowy no i kłótnia o Claudio. Przyjechali na Mazury po prostu wycieńczeni psychicznie i fizycznie. Nowy Jork był cudownym miastem, był jej spełnieniem marzeń o dorosłym życiu, ale uważała, że osoba wychowana na wsi, zawsze za nią zatęskni, gdy było jej tam dobrze i była wychowywana naprawdę porządnie. Łódź nie jest i nie była typową wioską, ale rodzina Liliany często przenosiła się na typowe wioski na dłuższe okresy, gdyż była tam dalsza rodzina dziewczyny. Lila po prostu przywykła i umiała zwinnie namówić Nathaniela na odpoczynek na Mazurach, wykorzystując fakt, że nie chciała zostać w Łodzi ani chwili dłużej.

Było jej okropnie źle z tym, że znów robi się źle w ich życiu, mimo starań. Bała się tych rozmów z psychologiem, bała się, że na wierzch wyjdzie coś poważnego i skrywanego w ich psychice przez długie okresy.

To dlatego nie chciała o tym rozmawiać i poprosiła Nate'a o nie rozmawianie o psychologu. Postanowiła sprawdzić się czy da radę, czy to minie, oraz wyrzucić sobie, i jemu, z głowy ten pomysł.

Leżeli tak trochę dłużej niż dwadzieścia minut. Oboje byli zamyśleni, nie śpieszyło się im do wstania.

Nathaniel myślał o tym co mu się znów przyśniło. Śnił o psychiatryku, o sobie przymocowanym do szpitalnego łóżka. Sen był bardzo podobny do tych innych, z tą różnicą, że tym razem był po prostu w typowym psychiatrycznym szpitalu, kątem oka widział pielęgniarki, mocne drzwi, doktorów, małe talerzyki z tabletkami, brak ostrych rzeczy w białym pokoju, cienie kraty w oknie.

Zastanawiał go tylko fakt, dlaczego on znów o tym śnił. Co takiego ma do siebie szpital psychiatryczny, że on ma o nim koszmary, o własnej chorobie psychicznej. Pomyślał też to co Liliana. Mianowicie to, że przejmuje on jej problemy, wspomina swoje a psychika robi się po prostu za słaba.

Podniósł się i spojrzał na otworzone okno. Jego wzrok po minucie spadł na nadgarstki, na których widniały ślady po jakimś sznurku bądź pasku. Czerwone przetarcia na rękach sygnalizowały to, że musiał być albo związany, albo przez sen zaplątał w coś dłonie. To dlatego wstał rano i przeszukał pokój. W salonie dopiero znalazł swój pasek, kompletnie zbiło go to z tropu.

Liliana dotknęła jego nadgarstków i od razu wypytała go " co to ma być. " , " co się stało. ". Widział przejęcie na jej twarzy, więc usiadł po turecku i jej opowiedział. Poczynając od koszmaru, który znów go odwiedził w nocy. Lilka była ogromnie zadziwiona, nie wiedziała jak to odebrać.

To tak jak by jego koszmar.. był realny? - spytała i samą siebie i jego.

Rozmawiali o tym bardzo długo, byli poruszeni i cali w nerwach, gdyż Lila opowiedziała mu o tych postaciach, które widziała dobre dwie minuty, a które zniknęły gdy tylko kątem oka zerknęła na niego śpiącego, w łóżku. Nie mogli tego zrozumieć i jakoś sobie tego wyjaśnić.

Po tej porannej rozmowie Liliana zdecydowała się jechać do tego psychologa. Po śniadaniu postanowili poszukać w internecie pobliskiego psychologa, do którego poszła by najpierw ona, a potem Nathaniel. Zrozumiała, że było źle, że być może naprawdę potrzebują wsparcia psychologa.

Na śniadanie zjedli po jednej kanapce, większość czasu, pijąc kawę, rozmawiali, bądź też po prostu na siebie patrzyli.

Lila kompletnie straciła apetyt i zauważyła, że chłopak także go stracił.

Potrzebowali mnóstwo swojego wsparcia. Nathan był tak przyzwyczajony do Lili i zżyty z nią, że nie wyobrażał sobie jej nie pomóc. Mimo tego, że cierpiał tak jak ona, chciał zrobić wszystko by dziewczyna o tym nie myślała. Przed oczyma miał jej zapłakaną i obitą twarz, w Łodzi, nie chciał jej takiej oglądać nigdy więcej. Nienawidził widzieć, że cierpi, wtedy od razu i on zaczynał cierpieć, umiał ją naprawdę wspierać. Mógłby wydać na psychologa miliardy, byle by tylko pomógł on jego ukochanej. tego był pewien.

Jednak Lila nie pozostawała obojętna. Widząc jakiekolwiek problemy bądź krzywdy Nathaniela, od razu w oka mgnieniu pomagała mu, wspierała go i trwała przy nim. Nie raz całą noc poświęcali rozmowom. Wyrzucali wtedy wszystko co czują, myślą. Rozmowy te bardzo ich do siebie zbliżały. Nie patrzyli na poranne zajęcia sportu Nathaniela, czy długie wyjazdy Liliany promujące książkę.

- Może pogramy w kosza? - Zaproponowała. Nate kochał koszykówkę. Mimo tego, że był piłkarzem, koszykówka była jego drugim ukochanym sportem. Od razu przystał na jej propozycję.

Po wyszykowaniu się wyszli z domku. Zamykając drzwi Lilka krzyknęła, a klucz spadł jej na podłogę. Nathan odwrócił się i spojrzał na nią, po czym zamarł, gdy tylko spojrzał na drzwi. Widniał na nich czerwony, napisany brzydkim pismem napis " You will die ", co znaczyło - zginiecie. Ktoś to napisał po angielsku specjalnie, by Nathaniel od razu pojął co to znaczy. Od razu to pojęli. Liliana była zaszokowana, nie wierzyli oboje własnym oczom. Nate patrzył na napis zlękniony.

Spojrzeli na siebie poruszeni.

- To ten Hiszpan. - Warknął i rozejrzał się.

- Co?! - Prawie, że krzyknęła. Dotknęła napisu i podniosła kluczyki. Nie mogła uwierzyć, że to nie jest jakiś żart.

- No ten Claudio! A kto kurwa inny? - Burknął i spojrzał na dziewczynę ze złością w oczach. Podeszła do niego i przytuliła się, obejmując go w pasie.

- Przestań .. a co jeśli to tamci, ci ich widziałam wczoraj? Może to nie zwidy?!

- Nie mówiłem, że to zwidy, sama tak powiedziałaś. Przecież on wie, że rozmawiamy po angielsku, kto inny mógł taki żarcik odjebać? - Burknął. Był zły i wytrącony z równowagi. Oboje w tym samym czasie poczuli ból głowy, który niemal rozsadzał ich od środka.

- Może ich wynajął? - Usłyszała to zdanie ze swoich ust i zaraz odsunęła się od chłopaka i pokręciła głową, nie zgadzając się ze sobą.

- Idę do Robinsona. - Wymamrotał. Złapała go za rękę.

- Nie.

- Ojca nie ma, rano widziałem jak jechał gdzieś, ten skurwysyn siedzi sam.

- To nie Claudio! Myślisz, że on nie ma co robić, tylko nas nastraszać?

- Przestań się ze mną kłócić !

- Nathan pomyśl, po co miał by ci pisać na drzwiach, że zginiemy? Mógłby po prostu przyjść i znów się pokłócić z tobą, jestem pewna, że to tamci co ich widziałam wczoraj w oknach! - Sprzeczali się dłuższą chwilę. Dopiero gdy zamilkli, zobaczyli, że ich drzwi nie pokrywa żaden napis. Były bielusieńkie, takie jak od środka.

- Co to kurwa .. - Szepnął Nate i niemal upadł na podłogę, otwierając szeroko oczy. Liliana spojrzała na Nathaniela. Przez jej ciało przeszedł dreszcz zimny jak lód. Nie odezwała się, ponownie ją zatkało.

- Nie pierdol .. że to .. - Odezwał się niepewnie, słabym głosem. Pocierając czoło kciukiem i palcem wskazującym opuścił głowę, nadal mając totalnie zaskoczoną minę, dokładnie tak jak ukochana, która milczała.

- Muszę usiąść .. - Powiedziała to tak cicho, że nawet sama mało co usłyszała. Nie tykając drzwi przeszła chwiejnie na werandę, okrążając dom dookoła. Nathaniel otworzył drzwi i przyjrzał się im raz jeszcze, po czym zamknął je i podążył za dziewczyną.

Zastał ją siedzącą na fotelu, z głową w dłoniach. Oparł się o kolumnę i zsunął się po niej plecami, po czym usiadł na ziemi, dokładnie na przeciwko fotela. Zbladł i patrząc w ziemię, starał się unormować szalejący oddech. Oboje byli zbyt przejęci, by się odzywać, nie wiedzieli nawet co powiedzieć, jakkolwiek to skomentować.

 

ROZDZIAŁ XXI

 

Ksawery wyszedł z łóżka nad ranem. Było około 9.00 rano. Słaby i blady przeszedł z nieobecnym wyrazem twarzy do kuchni. Zaczął przygotowywać śniadanie związane z zupek chińskich i kilku kanapek do zagryzienia, oraz z dwóch mocnych kaw. Wypił w międzyczasie dwa piwa. Nie umiał odstawić alkohol w takich sprawach. Normalnie, piwo pił może raz na dzień, ale w takich dziwnych i strasznych chwilach po prostu alkohol był u niego podstawą. Pół nocy rozmawiał z Klarą o tym co ich ostatnio spotkało. On opowiedział o żywym trupie na drodze, a ona o zjawach w lesie.

Bardzo się tym przejęli. Na początek chcieli uznać, że to żarty, kpiny czy zwykłe omamy. Jednak nie było żadnego argumentu poświadczającego, że były to omamy. Nie wiedzieli jak to sobie wyjaśnić i się wzajemnie uspokoić. Pół nocy rozmawiali o tych przeżyciach, próbując jakoś do siebie dojść. Nie udało się im to, gdy tylko zaczął się temat o ich koszmarach. Szpital psychiatryczny, przykucie do łóżka, scena samobójstwa Klary. Nie byli w stanie po prostu się z tym pogodzić, to było przerażające i niespodziewane. Oczywiście, byli pogodzeni ze zjawiskami paranormalnymi. Wierzyli, że one istnieją, ale jednocześnie nie chcieli ich przeżywać.

Lubili też oglądać horrory, w których główne role odgrywały właśnie zjawiska paranormalne, nigdy za specjalnie się nie przejmowali i nie wczuwali. Nie było więc możliwe by nadmiar tego typu filmów, źle na nich wpłynął. Nie było mowy, że przywidziało się im, to nie wchodziło w grę, choć naprawdę bardzo tego chcieli.

To dlatego tak negatywnie wpłynęły na nich te przeżycia. Byli zlęknieni.

Ksawery chcąc odbiec myślami gdzieś indziej włączył sobie radio i zajął się jedzeniem. Zmusił się do myślenia o czymś kompletnie innym.

- Cześć.. - Usłyszał cieniutki głosik ukochanej. Od razu się odwrócił i spojrzał na nią. Wyglądała okropnie, bardzo się przejmowała, widział to po niej. Dał jej buziaka w usta i patrzył jak połyka tabletkę od bólu głowy.

- To ciebie też boli? - Spytał nie spuszczając z niej wzroku. Kiwnęła głową, popijając tabletkę szklanką wody. Zmierzył ją wzrokiem i upił łyka kawy. Westchnął. Klara usiadła na przeciw niego i zaczęła jeść. Zaczął się o nią martwić.

- Śniło mi się coś.. - Zaczęła niepewnie. Chłopak usiadł wygodniej i patrzył na nią pytająco.

- Śnił mi się stary budynek, spalony. Kompletnie zniszczony pokój, ja przyczepiona pasami do łóżka, które było białe, wśród nędzy i rozpaczy, która królowała w tej ruinie.. Płakałam, krzyczałam, chciałam się wydostać ale .. dwie czarne zjawy zaczęły jeździć ostrzami nożów po moich nogach i w ogóle po ciele i wymieniały po kolei nazwiska naszych przyjaciół. Przed tą ruiną stało drzewo.. właśnie na nim te zjawy pokazywały mi po wyczytaniu ich nazwisk .. naszych powieszonych przyjaciół. - Wymamrotała unikając jego wzroku. Była rozdygotana.

Ksawery był totalnie zaskoczony. Nie wiedział co powiedzieć, jak zareagować, siedział jak skamieniały i patrzył na dziewczynę. W końcu złapał ją za rękę i posadził sobie na kolanach, po czym mocno przytulił.

Pół godziny później, gdy chłopak szukał telefonu w salonie, a Klara się ubierała w maleńkiej sypialni, przeżyli coś oboje, w tym samym czasie.

Ksawery ujrzał pomieszanie człowieka z psem, w bardzo strasznej, zniszczonej i złowrogiej wersji. To coś stanęło przed nim. Głowa była pomieszana z pyskiem psim, patrzyło to na niego. Chłopak machnął rękami by za wszelką cenę to coś go nie dotknęło i cofnął się szybki, krzycząc.

- O cię w kurwę kopane, co to jest?! - Krzyczał sylabami, robiąc pauzy.

Natomiast Klara zobaczyła, że nagle wokoło niej stanęły te czarne zjawy, które widziała wczoraj w lesie, na spacerze z panem Robinsonem. Były takie same jak te wczorajsze, z tą różnicą, że było ich więcej. Wystraszona i skamieniała krzyknęła i chciała uciec, ale nie miała jak. Okrąg, złożony z tych czarnych zjaw robił się mniejszy, więc szybko schowała twarz w dłonie i skuliła się na samym środku, nie wiedząc kompletnie co robić. Usłyszała krzyk ukochanego, ale był tak jakby zduszony, jakby pochodził naprawdę z daleka. Postacie i stwór zniknęły równie szybko jak i się pojawiły. W tym samym czasie.

Ksawery wybiegł z salonu i złapał ukochaną w ramiona. Byli przerażeni i trzęśli się ze strachu, rozglądając się dookoła siebie.

- Spierdalamy .. - Szepnęła Klara. Wybiegli z domku.

- Idziemy do tego starego skurwysyna. - Złapał ją za rękę i szybkim krokiem szli, czując się bardzo słabo i dziwacznie.

Domek pana Robinsona stał trochę dalej od ich domku, więc Ksawery przyśpieszył, nie zwracając uwagi na to, że ukochana została w tyle.

Będąc w połowie drogi, Klara usłyszała wulgaryzmy Ksawerego, które zostały wykrzyczane. Spojrzała na niego i zobaczyła, że stoją przed ogromną, czarną dziurą. Była bardzo głęboka i nie widać było w niej nic prócz czerni. Tak jak by ktoś wypalił od zewnątrz ziemię, nie wyglądało to jak wykopane. Dziewczyna krzyknęła i objęła ukochanego od tyłu. Patrzyli spanikowani na dziurę, która zniknęła, gdy tylko na siebie zerknęli.

Ksawery stracił równowagę i wywrócił się, ciągnąc za sobą Klarę.

- Mamy zwidy .. - Szepnęła, próbując zapanować nad oddechem.

- Może nam coś dosypują do jedzenia.. - Odszepnął. Szybko się podnieśli na nogi i szli do domku właściciela, tym razem ostrożniej, rozglądając się.

Dotarli pod domek szybko i zapukali. Ksawery czuł złość spowodowaną brakiem jakichkolwiek wyjaśnień.

Otworzył im Claudio, który wyglądał jak kupa nieszczęścia. Był blady, przez co jego podbite oko uwidaczniało się. W jego oczach natomiast dostrzegli nutkę strachu,przemieszanego z paniką.

- Co? - Spytał nieobecnym głosem. Ksawery go odepchnął lekko i pozwolił wejść ukochanej.

- Gdzie jest twój ojciec? - Spytał ilustrując go wzrokiem. Pokazał im palcem, więc oglądając się za nim poszli do salonu.

Gdy zastali pana Stanisława z twarzą schowaną w dłonie i ciężko sapiącego, od razu zerknęli na siebie. Przed nim stało kilka pudełek z tabletkami i butelka wody, odkręcona i opróżniona do połowy.

- Panie Robinson? - Zaczęła nieśmiało dziewczyna i ukucnęła przy nim, dotykając jego ręki. Spojrzał na nich, mając dokładnie ten sam wyraz twarzy co syn.

- Co wam się stało obojgu? - Spytał Ksawery. Robinsonowie spojrzeli na siebie.

- No ? - Zachęciła Klara patrząc na nich obu. Claudio usiadł na krześle.

- Śnił się nam ten sam sen. Scenka własnej śmierci .. a rano, gdy jedliśmy śniadanie, kuchnia nagle zrobiła się pełna czarnych zjawy jakichś, ojciec mi wczoraj powiedział co widział, a ja jemu co my widzieliśmy w dodatku.. zasłabł, musiałem go wyprowadzić na zewnątrz i szukałem tabletek od serca. - Para spojrzała na siebie zaskoczona.

- A wy co tu robicie młodzi? - Wychrypiał ojciec i spojrzał na Klarę i Ksawerego. Klara usiadła na ziemi po turecku a Ksawery oparł się o ścianę, pocierając kciukami oczy.

- Boże .. co się tu dzieje.. - Szepnęła Klara i zrobiła z dłoni daszek, kładąc ją na czole.

W następnych minutach opowiedzieli im o tym co widzieli oboje rano, o koszmarach, które również ich nawiedzają. Robinsonowie byli bardzo zaskoczeni i wypytali o każdy drobny szczegół. Zaczęli o tym rozmawiać i rozmyślać nad jakimś wytłumaczeniem. Bardzo to przeżywali, cała czwórka była zwyczajnie wystraszona. Nie umieli tego racjonalnie wyjaśnić, choć próbowali naprawdę długi czas. Żadne z nich nigdy nie spodziewało by się przeżyć tych rzeczy w tak spokojnym i niewinnym ośrodku wypoczynkowym, w którym nigdy dotąd nie działy się takie rzeczy.

Pan Robinson powiedział młodym, że widział papiery, potwierdzające to, że na tej ziemi było po prostu zwykłe pole. Odkupił je od jakiegoś rolnika i stworzył po prostu domki. O lesie słyszał tylko to, że wszyscy są nim zachwyceni, oraz, że jest gęsty oraz bardzo o niego się dba. Nic więcej. Żadnych morderstw, samobójstw, znęcań się nad nikim, co by tłumaczyło te wszelkie incydenty.

Claudio i Ksawery powiedzieli niemal identycznie, by pan Stanisław pokazał im papiery. Klara dodała, by sprawdzili numer tego rolnika, chciała do niego zadzwonić i spytać, czy on przeżywał też takie rzeczy na polu, przed powstaniem tu domków.

Wszyscy chcieli to jakoś wyjaśnić, wytłumaczyć samym sobie. Bardzo pomagał im fakt, że wspólnie zaczęli nad tym debatować, zgadzali się z tym, że trzeba to jakoś, spróbować przynajmniej, wyjaśnić. Gdyby każde z nich siedziało samo, byli pewni, że było by o wiele gorzej i mogło by się to skończyć na ucieczce z Mazur i długim leczeniu psychologicznym. Pan Stanisław i Klara wyszli po dłuższym czasie do Nathaniela i Liliany, chcąc sprawdzić, czy oni też to przeżywają. Byli pewni, że tak, szli tam też po to, gdyż bardzo się o nich bali. Wręcz biegli do tego domku. Ta cisza i brak ruchów w oknach ich domku zmroziły im krew w żyłach i dodały siły, dzięki której przyśpieszyli.

Claudio nie chciał by ktoś po nich wychodził. Ojciec nie był w stanie zrozumieć o co chodzi, więc tylko wyjaśnił synowi, że tak się nie robi. Nie miał by serca ich zostawić samych na pastwę losu, podczas gdy w tym ośrodku dzieje się coś niewytłumaczalnego, coś nadnaturalnego, coś co nigdy nie miało miejsca w tym ośrodku. Nathaniel zawołał ich do tyłu domku, gdy ujrzał, że do nich biegną. Przytulał Lilianę, więc tylko tak ich mógł zawołać. Klara podbiegła do Lilki, usiadła na ziemi i od razu wypytała ich o co chodzi. Nathan spytał jednak, co ich tu sprowadza i czemu wyglądają, jak by widzieli zgraję duchów.

Oboje na siebie wtedy spojrzeli i spoważnieli. Spytali parę, czy miała jakieś przeżycia o podłożu paranormalnym.

Liliana spojrzała na Nate'a, tłumacząc mu pytanie. Oboje coś ukrywali, co widać było po ich nie wyspanych i przejętych twarzach.

- A wy ?- Spytała Lila, przenosząc wzrok na Klarę. Była zlękniona, tak samo jak pan Stanisław. Oboje kiwnęli głowami i powiedzieli, że w domku pana Robinsona, jest spotkanie wszystkich mieszkańców ośrodka. Liliana szybko zabrała telefonu i portfele z domku i wkrótce szli do tego domku. Nathaniel opowiadał im o koszmarach, jakie im się śniły w ostatnim czasie bardzo często, a Lila to tłumaczyła i dodała to co widzieli oboje zeszłego wieczora. Będąc w środku Liliana i Nathan dowiedzieli się o przeżyciach reszty osób, które były w domku. Claudio czuł się spięty przy Nathan'ie i Lilce, oni tak samo, lecz zwinnie to ukryli i rozmawiali o incydentach, które ostatnimi czasy ukazały, że w ośrodku dzieje się coś paranormalnego. Liliana większość czasu tłumaczyła wszystko co usłyszała Nathaniel'owi, który dość dużo słów rozumiał, ale nadal potrzebował pomocy, by to zrozumieć.

 

. ROZDZIAŁ XXII

 

- Jest słabo.. - Szepnęła Liliana patrząc znad góry papierów na ukochanego. Był on w białym podkoszulku, mocno uwidaczniającym jego mięśnie. Zmierzyła go wzrokiem i przejechała zimną dłonią po czole, głośno wzdychając.

- Pan powinien mieć wszystko w teczkach poukładane, bo papierów jest multum, potrzebujemy dużo czasu. - Dodała, widząc, iż słucha ją jedynie Nathaniel.

Właściciel spojrzał na nią i kiwnął głową. Przejmował się, to było widać po jego zmartwionej twarzy.

- Tak wiem kochanie, ale zawsze mi to wypadnie z pamięci. - Pokręcił głową. Obserwując właściciela szybko zrozumiała, że właściciel nie ma córki. Na obcą osobę nie mówił by tak zdrobniale, jak do własnej rodzonej córki. Claudio był typem chłopaka, który czułości zbytnio okazywać nie lubił, zapewne ojcu brakowało czułej i wrażliwej córki, którą mógłby pilnować. Odwróciła wzrok i oparła się o oparcie krzesła.

Nathaniel, Ksawery i Claudio siedzieli na ziemi i sortowali każdy oddzielny papierek, w poszukiwaniu czegokolwiek cennego. Szukali wszystkiego. Od numeru telefonu, osoby, która sprzedała panu Stanisławowi pole, na którym stały teraz domki, po skargi klientów ośrodka, dołączone do listów, których właściciel często nie czytał. Zwyczajnie zerkał na adres, nazwisko i je odkładał. Wytłumaczył się reszcie, że ma nie tą głowę do interesów, oraz, że bardzo cieszy go obecność syna. Wszyscy wtedy spojrzeli na Claudio, syn patrzył na ojca z dumą. Byli do siebie obaj bardzo podobni, patrzyli na siebie ze zwyczajną miłością.

Papierów oraz faktur było naprawdę dużo, Liliana, pan Stanisław i Klara siedzieli przy okrągłym, jasnobrązowym stole, pełnym papierków. Cała szóstka szukała jakiejkolwiek pomocy, jakiejś choć małej podpowiedzi, która dała by wytłumaczyć sytuację, w której się wszyscy znaleźli.

Po twarzach, oraz zerkaniu, przykładowo za siebie, można było poznać, że są naprawdę przejęci i podenerwowani. Powodem było to, że nikt nic nie rozumiał z tego, co się tam działo. Żadne z nich nie było wrogo nastawione do zjawisk paranormalnych. Jednak wszyscy przeżywali to po raz pierwszy i było to ogromnie dziwne oraz straszne.

Każde zjawisko paranormalne, które miała miejsce przeżyć jakaś osoba, która wcześniej słyszała o tego typu zjawiskach jedynie w telewizjo - było dla niej dość dużym szokiem i mogło porządnie wystraszyć. To nie były żarty, cała szóstka to wiedziała, nie mogli tego zesłać na kpinę, któregoś mieszkańca pobliskiej wioski. Musieli się po prostu z tym uporać i pogodzić z faktem, że nawet tak zwyczajni ludzie jak oni, mogą przeżyć nadnaturalne rzeczy i w pełni uwierzyć programom telewizyjnym promującym tego typu programy o tej tematyce. Było to trudne, samo pogodzenie się z tym, uspokajanie samego siebie, chociaż nie byli pewni, czy tak naprawdę nic im nie grozi.

Całej szóste bardzo pomagała swoja obecność. Gdyby brakowało w tym gronie choć jednej osoby, pozostali na pewno wyruszyli by na jej poszukiwanie.

Każdemu zależało, by dowiedzieć się o wszystkich zjawiskach jakie miały miejsce w tym ośrodku. Wszyscy mieli pewność, że w tym ośrodku dzieje się coś niebezpiecznego, bądź coś ogromnie dziwnego i niewytłumaczalnego. Rozmawiali o tym bardzo długo, nie odstępowali się na krok. Nawet po picie do kuchni, chodzili dwójkami. Po prostu by mieć pewność, że nikomu nic się nie stanie. Chcieli się pilnować i robili to bez żadnych problemów.

Początkowo, gdy wszyscy znaleźli się w mieszkaniu Claudio i pana Robinsona, byli dość skrępowani. Bali się, że to jednak jakieś żarty, martwili się. Jednak potem po kolei każde z nich powiedziało o tym co przeżyło w ostatnich dniach, a na końcu wszyscy wypowiedzieli się co o tym myślą. Zdanie było jedno : żadne z nich wcześniej nie przeżywało czegoś tak strasznego i niewytłumaczalnego, bali się i chcieliby to wyjaśnić.

Całej szóstce wyraźnie bardzo ulżyło, że wszyscy się ze sobą zgadzają, oraz, że razem chcą to wyjaśnić. Postanowili się wspierać i załagodzić spory, o których nikt nie mówił, ale o których każdy wiedział. Oczywiście chodziło o spór między Nathan'em a Claudio, których kłótnia była znana już wszystkim, jednak nikt o tym nie mówił, co wyszło im na dobre.

W pewnym momencie, gdy od godziny panowała napięta sytuacja, gdyż wszyscy starali się coś znaleźć, ale nie udawało się im, Nate wstał i pod nie uwagę Lili podszedł do niej. Objął jej szyję i pocałował jej policzek, powodując, że dziewczyna podskoczyła i głośno zaczerpnęła powietrze.

- Nate ! - Odparła oddychając głęboko, ze spokojem.

- Przepraszam.. - Szepnął i cmoknął jej usta. Klara uśmiechnęła się delikatnie i wtedy wzrok jej i Ksawerego się spotkał. Mrugnęli do siebie, co zauważył Claudio. Hiszpan opuścił szybko głowę i powrócił do przeszukiwania papierków i segregowania ich, co wymyślili nie długo po zauważeniu ilości papierów na stole i półkach.

- Wyjedźmy stąd jeśli nic nie znajdziemy do wieczora. Wrócimy z księdzem i glinami. - Usłyszeli po kilku minutach z ust Hiszpana. Spojrzeli na niego, powodując, że chłopak się lekko zaczerwienił, jakby bojąc się reakcji.

- Nie możemy.. - Powiedziała Liliana, pewnym siebie, ale i lekko cichym głosem. Powtórzyli to następnie wszyscy obecni, razem z Claudio. Jedno po drugim, zerkając na siebie, z przekonaniem powtórzyło te dwa słowa. Tak jak by był ktoś nad nimi, ktoś potężny, ktoś kto zawładnął ich umysłami i kazał im to powiedzieć. Czuli się przekonani, że muszą tu zostać, nie mogą nikogo powiadamiać, oraz, że nie mogą się bać. Po prostu to było tak jakby wyryte w ich głowach, nie było możliwości pomyślenia w tym temacie o czym innym. Poczuli się dziwnie. Początkowo po prostu na siebie patrzyli, milcząc. Potem wrócili do porządkowania papierków myśląc nad tym. Zastanawiał ich fakt, dlaczego wszyscy to powtórzyli, z tak przekonującym głosem i dlaczego nikt tego nie skomentował. Dziewczyny w tym samym czasie zaczęły się bać, a chłopcy byli bardziej zaniepokojeni i poruszeni. Zachowywali się tak jak by ktoś był wraz z nimi, ktoś niewidzialny i potężny, mający umiejętność przejrzenia ich myśli, więc nie zachowywali się dziwnie i zajęli przeglądaniem papierków.

Jednocześnie, również milcząc, stwierdzili, że to zwykła paranoja, oraz, że przesadzają. Atmosfera się rozluźniła, dziewczyny zaczęły rozmawiać i pomagać sobie w sortowaniu a pan Stanisław rozmawiał z chłopakami. Oczywiście Liliana często przerywała by przetłumaczyć niezrozumiałe Ksaweremu, Claudio i właścicielowi zdania, które wypowiedział jej chłopak. Dużo pojmowali, ale były takie zdania, których jednak nie.

Po pewnym czasie, Claudio znalazł numer osoby, która sprzedała pole jego ojcu, na którym powstał ośrodek. Wszystkim wyraźnie ulżyło, bo to był przecież koniec przeglądania papierów i faktur. Jednak plusem był także fakt, że mogą w końcu to komuś powiedzieć i wypytać go o obecność zjawisk paranormalnych przed powstaniem ośrodka.

Cała szóstka powstała i ustała dookoła pana Robinsona, który wykręcał numer, który widniał na małym papierku, wraz z nazwiskiem : Jan Nowak. Wszyscy dokładnie obserwowali ruchy pana Robinsona dokładnie go wysłuchując i pomagając mu wyjaśnić wszystko w dość łatwym języku.

- Dzień dobry, mówi Stanisław Robinson. Kilka lat temu kupiłem od pana pole, pamięta pan? - Pan Stanisław spojrzał na syna, słuchając odpowiedzi. Telefon był na głośno mówiący, leżał na dłoni właściciela.

- Tak, oczywiście, pamiętam. Dzień dobry.

- Czy miałby pan chwilę by ze mną porozmawiać?

- Ale czemu pan, przecież zeszliśmy na ty.

- Ach tak, wybacz Janek. Mam ci coś do powiedzenia, ale to może być zadziwiające i .. dziwne.. - Odparł pan Stanisław po kolei patrząc na wszystkich dookoła siebie.

- Stanisław dla ciebie zawsze znajdę czas. Mów.

- Więc.. siedzą ze mną teraz akurat mój syn i dwie pary, wynajmujące dwa domki w ośrodku. Wszyscy, w szóstkę w tym samym zaczęliśmy przeżywać dziwne zjawiska, naprawdę .. niewytłumaczalne. Ja przykładowo zacząłem odczuwać w tych samych odstępstwach czasowych bóle głowy, widziałem kilka duchów, raz w lesie a raz w domku. Dzieciaki mi też powiedzieli o jakichś ludziach biegających po lesie, a przecież nikt po nim nie biega, przecież ludzie wiedzą i widzą te zakazy, ale to także raczej nie omamy, czy zwidy, oni są młodzi i bystrzy. Wszyscy mamy także koszmary o własnej śmieci, czy o własnym cierpieniu.. rozumiesz, po prostu paraliżujące to jest gdy się człowiek obudzi. Nie mówiłbym ci tego, gdybyśmy nie byli przestraszeni i zlęknieni. Nie jestem typem człowieka, który lubi wymyślać i straszyć ludzi. Od dwóch godzin rozmawiamy o tym i szukamy czegoś w moich papierów, by chociaż .. coś zrozumieć i znaleźliśmy twój numer. Nie umiemy tego wyjaśnić. Moje pytanie brzmi, czy kiedykolwiek ktokolwiek na tym polu przeżył coś podobnego do tego co ci opisałem, bądź coś takiego? Proszę o wyrozumiałość i zrozumienie.. - Zagryzł usta i spojrzał na wszystkich. Czekali w osłupieniu i z niecierpliwością na odpowiedź. Po drugiej stronie ktoś głośno westchnął dwukrotnie i gwizdnął między oboma wzdychaniami. Pan Robinson bardzo zszokował pana Nowaka, gdyż ten przez dłuższą minutę milczał. Claudio chciał się już odezwać, ale nagle usłyszeli odpowiedź po drugiej stronie.

- Mój Boże. Stanisław, musisz przeżywać istne piekło! Po głosie poznaje, że jesteś bardzo przejęty! Natychmiast kogoś poinformujcie, niech młodzi znajdą księży, policję czy kogoś, kto to bada. Są bystrzy, niech znajdą! Aż trudno w to uwierzyć przyznam szczerze .. ale nikt nigdy nie mówił nic o duchach czy zjawach na moim polu. Nie przypominam sobie tego. To co opisałeś spotkałem do tej pory jedynie w filmach, nikt znajomy mi ani wcześniej ani teraz nie przeżył nic podobnego. Bardzo wam współczuję i będę się z wami kontaktował by dowiedzieć się o co chodzi. Już dzwonię po pobliskiego proboszcza i z nim porozmawiam o tym, wy znajdźcie kogoś w wiosce obok ośrodka. - Kilka minut później siedzieli w szóstkę znów na swoich miejscach wkładając sterty papierów do koszulek foliowych, które Claudio przyniósł im od siebie. Liliana tłumaczyła na rodzimy język, rozmowę, którą przeprowadził pan Stanisław z panem Nowakiem, a wszyscy to uważnie śledzili. Rozmawiali później także o słowach pana Nowaka. Miał on rację, zgadzali się z nim w pełni. Postanowili się podzielić. Klara, pan Stanisław i Liliana mieli znaleźć w internecie opinię o ośrodku, w którym się znajdowali, dokładnie je przeczytać czy nikt nie opisywał podobnych zjawisk, a Ksawery, Claudio oraz Nathan, mieli zadzwonić do księży w pobliskiej parafii, oraz porozmawiać z nim o bardzo szybkim spotkaniu się. Numer parafii mieli znaleźć w internecie, co udało im się bardzo szybko, dzięki 'smartfonowi' Nathaniel'a.

 

22. Wszystko poszło po ich myśli. Klara i Lila, znalazły opinie o ośrodku pana Stanisława i jego opinię. Na ich nieszczęście, choć czytali to około godzinę, żadna opinia nie wskazywała na to, iż ktokolwiek przeżył tu coś nadzwyczajnego.

Ksawery, Claudio i Nate po znalezieniu numeru parafii, która znajdowała się najbliżej nich, zadzwonili do niej i po głębszym ale i szybkim wytłumaczeniu zaprosili księdza do siebie, prosząc także o zabranie ze sobą proboszcza. Ksiądz ten potraktował tę sprawę bardzo poważnie, obiecał przyjechać do nich jak najszybciej i zgodził się zabrać ze sobą proboszcza. Chłopcy skończyli swoją robotę szybciej od dziewcząt, dlatego usiedli na kanapie i rozmawiali z dziewczynami i panem Robinsonem. Próbowali jakoś sobie to wszystko wytłumaczyć w głowach, jednak mieli w nich kompletną pustkę. Nie udała im się próba załagodzenia tego w swojej głowie. Nie umieli być spokojni i potraktować tę sprawę jak błahostkę, bo po prostu się bali, że omamy powrócą i stanie się któremuś z grupki krzywda. Po minach dziewcząt nie musieli się pytać, gdyż wiedzieli odpowiedź na pytanie, czy coś znalazły.

Pan Stanisław choć nie znał się na dobie komputerów, to doskonale wiedział, że ludzie raczej nie opisywali by takich przeżyć na jakichś stronach, by wyjść na kompletnych idiotów i paranoików. Oczywiście w głębi duszy miał ogromną nadzieję, że jednak ktoś taki się znalazł, ale rozczarował się, podobnie jak reszta.

Liliana odłożyła laptopa Claudio i zamknęła go wywracając oczyma.

- Może .. może.. mam pomysł! - Odezwała się po chwili. Wszyscy podnieśli głowy i spojrzeli na nią. Zerknęła na Nathaniela.

- Przecież ta strona jest poświęcona temu ośrodkowi.. czyli jest .. jak to nazwać .. poważniejszą stroną, nie dla dzieciaków. Pomyślałam sobie, że na pewno ludzie, wpisując komentarz o tym ośrodku zapewne musieli zostawić w jakichś tam opcjach e-mail. Na pewno! Tak się przecież robi ! Wiecie kto stworzył tę stronę? Zadzwońmy do niego i poprośmy by udostępnił nam te mail'e.. pogadajmy z nim, a ja i Nate postaramy się znaleźć w profilach tych osób, czy gdzieś właśnie ich maile. - Mówiła z każdym słowem bardziej pewna swoich słów, gestykulując. Wszyscy na siebie spojrzeli nieco zdumieni. Kiwnęli głowami, zgadzając się.

- Dobry pomysł, to chodźcie.. - Podeszli do laptopa, przed którym siedziały dziewczyny. Chłopcy - Ksawery i Nathaniel - podeszli bliżej i położyli dłonie na ramionach ukochanych, które otwierały laptopa i przeszukiwały historię przeglądarki. Liliana tłumaczyła po angielsku chłopakowi, co ma zamiar teraz robić. Nathaniel nie rozumiał większość słów, które widział w ekranie, ale dzięki nauce języka polskiego, były takie słówka i wyrażenia, które zrozumiał bez zbędnych pytań. Mieli bardzo dużą nadzieję, że ten pomysł wyjdzie, oraz, że księża przyjadą naprawdę szybko. Im dłużej siedzieli w domku właściciela, tym bardziej im na sobie zależało i się bali wyjść. Przechodziły, każdego po kolei, dreszcze, gdy tylko zerknął w stronę drzwi. Tak jak by za nimi czekał jakiś klaun morderca, wraz z żywymi trupami, czekał by wszystkich zamordować. To nie było dobre, dobrze o tym wiedzieli, ale najpierw postanowili rozwikłać tę zagadkę, wytłumaczyć ją sobie, a dopiero potem wyjść na zewnątrz i sprawdzić co się stanie. Nie musieli o tym rozmawiać, zgadzali się z tym i nie rozmawiając na ten temat, dawali odpowiedź reszcie, gdy ta nawet nie zadała pytania.

- Bingo ! - Odezwała się Klara i spojrzała na chłopaków, stojących nad nią i Lilą. Uśmiechnęły się do siebie. Claudio spisał e-maile osób, które napisały dość mały komentarz, mało zdradzający prócz przykładowo pochwały za porządek, miłą atmosferę i zadbane domki. Wyszło im 5 e-mail'i. Claudio wyjmując swój telefon zerknął na ojca. Był blady, na twarzy miał wymalowane przejęcie, ale i przelotne zadowolenie tymi mail'ami, które znaleźli. Mrugnął do pana Robinsona i uśmiechnął się, co ojciec odwzajemnił.

- Wpisujcie.. - Ponaglił dziewczyny Nathan, podchodząc do niego. Lilianie zmroziła się krew w żyłach, widząc nieobecny wyraz twarzy Hiszpana, patrzącego na Nate'a. Jednak odetchnęła z ulgą, gdy chłopak kiwnął głową do niego. Nathaniel poklepał go po ramieniu, a gdy się odwrócił wszyscy zauważyli uśmiech na jego twarzy.

- Co ? - Spytali obaj niemal równocześnie, gdy zauważyli, że wszyscy się w nich wpatrują.

- Nic nic .. - Odpowiedziała Lila i weszła na swoją pocztę.

W następnych minutach wraz z resztą wymyślali tekst, który mogli by wysłać do tych osób. Musiało być zrozumiale, zwięźle i na temat. Okazało się, że każdy podał jakiś pomysł, który można było wykorzystać, dzięki temu skończyli bez sporów. Lila tłumaczyła wszystko dokładnie, przez co zajęło im to trochę czasu. Wysłali wkrótce, te same, wiadomości do wszystkich pięciu osób i odetchnęli po kolei z ulgą.

Siedząc następnie w salonie, rozmawiali o osobach, które naprawdę mogą im pomóc, czyli o księżach i właścicielu pola, który obiecał porozmawiać o tym przypadku, w swojej parafii.

Nagle, około godziny później, gdy zaczęło się chmurzyć, Klara podchodząc do lodówki, zauważyła dziwną rzecz w oknie. Przyjrzała się i w mgnieniu oka rozpoznała trupa, wiszącego na jakiejś niewidzialnej linie przed oknem w kuchni. Krzyknęła i cofnęła się, otwierając szerzej oczy.

Tak zwany - żywy trup, opuścił się na linie, co wszyscy zauważyli, gdyż przybiegli szybko do Klary. Był na ziemi, pociągnął linę i gdy zniknęła mu i ona i on z oczu, wszyscy patrzyli na siebie w osłupieniu.

- Co to było...? - Zerkając na resztę Claudio stał najdalej, więc najciszej go było słychać.

- No jaja jakieś .. - Mruknął Ksawery i ruszył do drzwi. Klara od razu do niego podbiegła, wraz z resztą go zatrzymując.

- Nie wychodź! Nie wiesz czy to nie jakieś coś .. co zrobi nam krzywdę! Nie ryzykuj! - Odezwał się podenerwowany pan Stanisław. Podał każdemu po nożu, który wyjął z szuflady, niedaleko lodówki.

- Po co nam to proszę pana? - Liliana zadając to pytanie odkryła, że z wrażenia zachrypła, poruszając się z trudnością. Każdy z obecnych spojrzał na swój nóż i na sąsiada obok.

- Posłuchajcie, musimy to sprawdzić.. - Powiedział Nathaniel i podszedł do Liliany, którą objął ramieniem i przytulił do siebie. Dziewczyna wytłumaczyła co powiedział jej chłopak, z niezadowoleniem na twarzy.

- Nie musimy ! - Zaprotestowała nagle, patrząc na niego.

- Popełnicie karygodny błąd .. wychodząc. - Szepnął Claudio. Ksawery zlekceważył jego komentarz i ruszył do wyjścia. Nathaniel nie zrozumiał co Hiszpan powiedział, ale także go zlekceważył, widząc Ksawerego. Jedynie dziewczyny zauważyły opuszczoną głowę Claudio i dziwne machanie nożem. Spojrzały na siebie i pobiegły za chłopakami, próbując ich zatrzymać, wraz z panem Robinsonem. Nathaniel otworzył drzwi i wyszedł.

- Nathan! - Liliana wyszła na zewnątrz i rozejrzała się, zaczynając panikować. Nate ją złapał za rękę.

- Uspokój się, Ksawery idź z lewą, a ja w prawą, sprawdźmy to. - Skierował twarz na kolegę, który wyszedł na zewnątrz. Wtedy, Ksawery był dumny z tego, że uczył się angielskiego, bo naprawdę dużo rozumiał. Liliana wytłumaczyła to panu Stanisławowi.

- Nie idziesz nigdzie! - Odezwała się Liliana nie puszczając go nigdzie. Klara zrobiła to samo z Ksawerym. Obaj spojrzeli na siebie.

- To idziecie z nami, a Claudio i pan Robinson poczekacie. - Dwóch ostatnich kiwnęło głowami, stojąc w drzwiach. Dziewczyny mocniej trzymając w dłoniach nóż, który uniosły, zerknęły na siebie. Liliana ruszyła pierwsza, z Nathaniel'em, a po nich, w drugą stronę, ruszyła Klara z Ksawerym. Rozglądali się i oglądali za siebie.

Nie spotkali nikogo na swojej drodze, więc ruszyli w drogę powrotną do domku.

Będąc prawie za rogiem domku, usłyszeli krzyk pana Stanisława " Jezu, dzieci spójrzcie! ". Ruszyli biegiem do właściciela. Obaj z Claudio patrzyli się w otępieniu na las. Spojrzeli więc tam gdzie oni i momentalnie wszyscy otworzyli szerzej oczy, z szoku.

Las był otoczony fioletową aurą, a jego droga tak jak by się do nich zbliżała. Była coraz szersza i większa, las się do nich zbliżał. Dziewczyny jednocześnie krzyknęły i ciągnąc za rękę chłopców wbiegły do domku. Pan Stanisław zatrzasnął drzwi szybko oddychając, bardzo się czerwieniąc. Cała grupka była wstrząśnięta, patrzyli na siebie nie wiedząc co powiedzieć i jak zareagować. Nathaniel podbiegł do okna i uniósł brwi w górę, zauważając co się stało.

- Patrzcie.. - Wszyscy podeszli do niego szybko. Okazało się, że las stoi w swoim miejscu, a fioletowa aura zniknęła.

Pan Robinson głęboko wzdychając oparł się o ścianę i podniósł głowę w górę.

- Kompletna paranoja, co tu się dzieje w ogóle.. - Szepnęła drżącym głosem Klara, przytulona do ukochanego.

- Nie panikujmy .. wszystko się musi ułożyć.. musi! - Próbował uspokoić resztę Claudio, ale szybko zrezygnował.

- Sprawdzę pocztę. - Mruknęła Liliana i usiadła za stołem, po czym otworzyła laptopa i zaczęła się logować na pocztę. Nathan patrzył na nią z nadzieją, że ktoś odpisał.

- Mam jedną odpowiedź! Słuchajcie ! - Usłyszeli od Lili i podbiegli do niej.

- Witam, ble ble.. o jest! Rzecz która się dzieje u państwa, w ośrodku, jest naprawdę dziwna i straszna. Aż trudno w to uwierzyć, ale wierzę wam wszystkim, gdyż znam Stanisława Robinsona i jego uroczego synka. Bardzo państwu współczuję i mam nadzieję, iż pomoże wam to, że moje dzieci mieszkają w wiosce nieopodal państwa ośrodka. Mój syn podczas odwiedzin powiedział mi dwa razy już, że widział dziwnych ludzie biegnących w głąb lasu, zadziwiająco szybko. Nie biegacze, po prostu.. ludzie odziani w czarne ubrania. Ponadto, bardzo późno w nocy, moja córka ujrzała grupę ludzi w kapturach, w czarnych ubraniach, kierujących się do lasu. Tak jak by przyszli z miasta na piechotę i bez niczego, tak sobie o, po prostu weszli do lasu. Moja córka cierpi na bezsenność i mówiła, iż może przyznać, że nikt z tego lasu nie wyszedł. Jak mniemam albo wyszli od strony państwa ośrodka, lub dzieje się coś dziwnego w tym lesie. Polecam to sprawdzić. Z wyrazami szacunku. - Liliana spojrzała po kolei, na wszystkich stojących nad nią.

- Pieprze.. - Wymamrotał pogubiony Ksawery. W tym samym czasie Liliana tłumaczyła na język angielski to co odpisała jej klientka właściciela. Wszyscy byli pełni podziwu jak dobrze posługuje się angielskim i jak bardzo wpatrzony jest w nią Nathaniel. Zareagował jak reszta, czyli zdziwił się i jeszcze bardziej pogubił.

- Kurwa, to co teraz? - Spytał Claudio siadając na krześle obok Liliany.

- Myślę, że powinniśmy iść do tego lasu.. - Odezwał się Nathaniel. Słowa " myślę, powinniśmy, do tego " powiedział po polsku, co wyraźnie wszystkim się spodobało. Pochwalili go nawet, chcąc choć na moment oderwać się od tego co przeżywali. Liliana cmoknęła usta chłopaka dumna i przytuliła się do niego.

- My? Bez broni? Przecież tam mogą być psychole.. - Mruknęła Klara, patrząc na każdego po kolei. Nathan zrozumiał zdanie i westchnął, obejmując dziewczynę.

- To pójdziemy my .. a wy obie zostaniecie. - Zaproponował Ksawery i szybko tego pożałował. Obie krzyknęły, że nie ma mowy, oraz, że jak wszyscy to wszyscy bez żadnych podziałów. Spojrzał na Nathaniela z otworzonymi szeroko oczyma i obaj się uśmiechnęli do siebie, starając się nie roześmiać.

- Nie wychodzą wam te żarty coś. - Skomentował Claudio i uśmiechnął się do chłopaków. Ksawery przetłumaczył zdanie na angielski, a Nathaniel odparł, że zrozumiał. Zaśmiali się, a następnie usiedli w salonie spięci i poruszeni. Czekali na jakąkolwiek odpowiedź od kogokolwiek, sprawdzając co moment pocztę i wyglądając za okno. Do wieczora nie dostali jednak, ku ich wielkiemu niezadowoleniu, żadnej odpowiedzi. [...].

 

. ROZDZIAŁ XXIII

 

Była godzina 23:00. Cała szóstka, nie opuszczając salonu, siedziała w nim i rozmawiała. Postanowili nie opuszczać domku na noc, a nad ranem przynieść do niego swoje rzeczy. Nathaniel zasypiał, z głową ukochanej na swoich nogach. Trzymali swoje dłonie i nie puszczali ich, tak jakby im groziło coś po rozłączeniu tych rąk. Oparł głowę o oparcie kanapy i pozwolił sobie przysnąć. Lila ujrzała nagle grę cieni. Była pewna, iż widziała czarny cień w ciemności, jaka panowała przy ścianie, za fotelami, na których rozłożony był Claudio, a na drugim Klara i Ksawery. Przyjrzała się temu bardziej i zmrużyła oczy. Wszyscy, prócz Nathan'a powędrowali za jej wzrokiem.

- Co?- Szepnęła Klara. Cień się zbliżył, a Lila poczuła zimny dreszcz obiegający jej ciało. Otworzyła szeroko oczy i szturchnęła Nathaniela.

- Nie widzicie? - Spytała nieśmiało wskazując podbródkiem na cień, który ciągle widziała, stojący w tym samym miejscu, przy ścianie. Wszyscy się jednocześnie podnieśli z foteli i zbliżyli do kanapy, przyglądając się ścianie. Klara chwilę później głośno zaczerpnęła powietrze, zatykając dłonią usta. Reszta milczała osłupiała. Nathaniel się obudził i od razu pokierowany przez dziewczynę, spojrzał na cień, wstając. Objął ją ręką i przyglądał się cieniowi, zdumiony. Zimny dreszcz obiegł jego ciało w momencie, gdy cień się zbliżył, a moment później Klara jęknęła, wtulając się w ukochanego.

- Uciekajmy stąd.. - Jęknął pan Stanisław.

- Nie! Nie bójcie się.. Co wam to da, na zewnątrz i tak nas dopadnie.. - Odparł Claudio. Wszyscy na niego spojrzeli, chcąc spytać, jak to zrobić i od kiedy on jest tak odważny. Cień zaczął się materializować, cała szóstka cofnęła się z stronę drzwi, razem z Claudio. Zjawa wyglądał już dość wyraźniej, był cały czarny, potężnego ludzkiego kształtu. Powiewała na nim peleryna, która zakrywała także część coś na kształt głowy, kapturem. Liliana, Klara, Claudio, pan Stanisław, Nathaniel i Ksawery stali w otępieniu, nie wierząc własnym oczom. To było ponad ich siły, tym razem nawet i chłopcy się przestraszyli i zapragnęli stamtąd uciec. Jednak im bardziej wpatrywali się w cień, tym mniej chcieli uciekać. Czuli się, tak jak by w ich umysły, wpuścił ktoś płyn, zakazujący im ucieczek i krzyków. Rozum nakazywał uciekać stamtąd, ale nie umysł, przekonywali się coraz bardziej do tego, by po prostu stać i nic nie robić, nikogo nie wzywać do pomocy. Niespodziewanie zjawa zmieniła się w proch, który szybko zniknął. Wszyscy podbiegli do okna, gdyż zauważyli jakieś światła. Okazało się, że to czarny samochód wjeżdżający do lasu. Pan Stanisław szybko zgasił wszystkie światła i podszedł do pozostałych, wpatrując się ze strachem w samochód.

- Kto to?

- Pewnie ci, co opowiadała o nich tamta, co nam odpisała. - Odpowiedziała Liliana, wtulając się w chłopaka, któremu wyjaśniła co powiedziała. W odstępach czasowych, wszyscy oglądali się za siebie, by sprawdzić, czy zjawa naprawdę zniknęła. Ku ich zadowoleniu byli sami.

Jednak na nic się nie zdało zniknięcie tego bytu. Nadal w głowach mieli przekonanie by nie uciekać i aż tak się nie bać. Nie umieli nad tym zapanować, przekonać samych siebie, że to przez koszmarne i paraliżująco straszne.

- To dziwne.. często chodzę po nocy po ośrodku i nigdy nie widziałem takiego samochodu. - Powiedział Claudio odrywając wzrok od okna.

- Ukrywają go? A może jeżdżą tam w te dni, by mieć pewność, że nikt ich nie zobaczy.. - Szepnął Ksawery. Nathaniel kiwnął głową, zgadzając się z jego słowami.

- Weźmy noże i sprawdźmy to .. - Zaproponował Nathaniel, mieszając angielskie słówka z polskimi, by każdy zrozumiał. Spojrzeli na niego ze zdziwieniem i niezadowoleniem.

- Nie! .. mają pewnie broń, tam się coś dzieje dziwnego w tym lesie.

- No ale kochanie przecież jest noc, ciemno, nikt się nie spodziewa nas tam, po prostu to sprawdźmy, będziemy ostrożni, nie będziemy się rozdzielać, nikt nas nie zobaczy. Musimy to sprawdzić.. - Znów odezwał się Nathaniel, a Liliana przetłumaczyła, na polski, reszcie co powiedział, kręcąc przeciwnie głową.

- Musimy.. Tylko my to ujrzeliśmy.. nikt inny - Ksawery odezwał się próbując przekonać samego siebie.

W późniejszych minutach zgodzili się wszyscy. Każdy zabrał swój nóż, a Claudio pożyczył wszystkim bluzy, z powodu chłodu nocnego. Pan Stanisław ubrał swoje ubrania, na moment opuszczając salon. Wszyscy wyszyli z domku, bardzo blisko siebie, rozglądając się. Dziewczyny drżały, pan Stanisław zamknął drzwi i schował kluczyk do kieszeni, nie używając go przy zamknięciu drzwiczek, po czym włączył latarkę i wyszedł na przód. Las wydawał im się bardzo mroczny, ale mimo wszystko szli w jego stronę, chowając się za domkami i drzewami na ośrodku. Musieli poznać prawdę o tym samochodzie oraz o osobach biegających po tym lesie. Cały dzień prosili o odpowiedź, czy wytłumaczenie, czy pomoc, teraz chcieli sami sobie odpowiedzieć na pytania i wyjaśnić tę zagadkę.

W momencie gdy znaleźli się w lesie, Liliana i Klara złapały swoich ukochanych za dłonie i spojrzały na siebie, oraz na Claudio.

W lesie panowała cisza, więc starali się zachowywać jak najciszej, ciągle w gotowości trzymając ostre i duże noże, zapożyczone z kuchni pana Robinsona.

Nie minęło dużo czasu, a cała szóstka zauważyła światło, z oddali. Należało do jakiegoś stałego punktu, byli pewni, że się nie ruszało, więc na pewno nie należało do latarki. Ruszyli więc powoli w tamtą stronę, nadal się rozglądając i oglądając za siebie. Ich latarka nie świeciła za daleko, była skierowana ku dołowi, by umożliwić wszystkim przejście, ale także by nikt niechciany nie zauważył jej światła.

Szli około pół godziny w zupełnej ciszy i skupieniu. Dotarli do jakiegoś domu, średniej wielkości, jednopiętrowego, bez szyb, zniszczonego i bardzo starego. Pod wejściem stał samochód, który widzieli. Pan Stanisław oparł się o drzewo i szybko wyłączył latarkę, gdy zauważyli ruch w oknie.

- Myślałem, że stoi tu chatka leśniczego.. pusta, ale nie aż tak zniszczona. - Odparł jak by do siebie. Ruszyli do bliższego drzewa powoli, schyleni, tym razem rezygnując z latarki.

- Za tą leśniczówką jest pole, o tym wiedziałem, ale nie wiedziałem, że można tu dotrzeć tak szybko.. - Szepnął zdumiony. Liliana wyszła na przód i karząc zatrzymać się reszcie podbiegła do najbliższego drzewa, przy którym stał samochód, by zajrzeć do środka. Zaczęła więc się rozglądać, czy oby nikt jej nie widział. Patrzył na nią Nathaniel, pan Robinson z synem oraz Klara z Ksawerym, dodało jej to odwagi i zaczęła zaglądać, chyłkiem, do pobliskich okien, przy których stało drzewo. To co tam ujrzała, spowodowało, że gwałtownie się cofnęła i zakryła usta dłonią, powracając szybko za drzewo.

Widziała tam cztery osoby w białych, kombinezonach naukowców, które zakrywały po prostu wszystko, całe ciało. Na plecach każdej z tych osób zauważyła butelkę z tlenem, a od niej odprowadzonych kilka kabelków, wpuszczonych do otworów w kombinezonie. Nathaniel do niej podbiegł, a po nim reszta, również chyłkiem.

W szóstkę zauważyli na stole leżącą otwartą, czarną walizkę, w której było kilka dużych tub, z bardzo jasno zielonym płynem. Jedna z tych tub była pusta. Cztery osoby w domku zaczęły iść w stronę wyjścia, więc pozostali szybko pobiegli do lasu, chowając się za drzewami. Wyszła tylko jedna osoba, która zaczęła grzebać w samochodzie.

Cała szóstka była bardzo zdumiona, kompletnie nie rozumieli o co chodzi. Szybko umknęli w stronę ośrodka, nie chcąc wszczynać niepotrzebnych sporów z ludźmi w chatce. Nie odzywali się całą drogę, każde zastanawiało się, co takiego było w walizce, po co ci ludzie mieli na sobie te kombinezony, oraz czemu ta chatka nagle była tak blisko. Postanowili o tym pomówić w domku.

Będąc w środku, zdyszani odłożyli noże i zapalili małą lampkę.

- Co to było? - Zaczęła Liliana, patrząc po kolei na każdego.

- To byli naukowcy, te kombinezony są najnowsze, poznałem je. - Odparł Ksawery. Nathaniel rozumiał, co Lila poznała po jego wyrazie twarzy.

- Może coś .. znaleźli w tej chatce? - Spytał pan Robinson.

- Drewno? Tato.. co by mogli w niej znaleźć.. - Odezwał się tym razem Claudio, a Liliana szeptem wyjaśniła na angielski Nathaniel'owi w skrócie, ich słowa.

- Czyli, że .. nagle przybyli sobie do lasu z zielonym czymś, nie chcąc by ktoś ich zauważył. Tylko co to było. - Usłyszeli z ust Klary, a Liliana przetłumaczyła szybko na angielski jej słowa Nate'owi.

- A może oni coś badają tam? Coś wybuchowego, czy coś? - Spytał po momencie, spoglądając na zagubioną resztę.

- Nikt nie ma prawa tam w ogóle wchodzić, ten dom to własność leśniczego, a teraz też urzędów.. - Wyjaśnił pan Robinson kręcąc głową.

- Zapewne się o tym dowiedzieli, wiedzą, że mało osób zamieszkuje ośrodek i chcieli działać w samotności, nad nowym czymś. - Dodała Lila, szybko i w skrócie wyjaśniając swoje słowa chłopakowi.

Rozmawiali tak jeszcze niespełna godzinę, siedząc w salonie. Po jej upływie postanowili pogłowić nad tym rano i spróbować to jakoś wyjaśnić. Pan Stanisław poszedł pierwszy do siebie, odprowadzony przez syna. W sypialni Claudio mieli spać Ksawery i Klara, a pozostali mieli zmieścić się na dole.

Już wkrótce cała szóstka spała, bardzo często się budząc zdyszana, z bólem głowy. [...]

 

ROZDZIAŁ XXIV

 

Minęły cztery godziny, nastała godzina 3 nad ranem. W domku Claudio i jego ojca, panowała cisza oraz ciemność. Słychać było tylko nierówne oddechy śpiących, na górze, oraz w salonie. Kiedy wszyscy się położyli i próbowali zasnąć, nagle poczuli szybko ogarniające ich zmęczenie, które w kilka chwil pozwoliło im zasnąć.

Cała szóstka śniła o tym samym. Sen rozpoczął się nie długo po zaśnięciu, każdego z nich.

Każdy osobno, widział, w śnie, siebie stojącego przed domem, w którym był wychowywany, domem zapamiętanym z dzieciństwa.

Normalnemu człowiekowi by wyraźnie ulżyło, po takich przejściach śnić o rodzinnym domu. Jednak we śnie Liliany, Klary, Claudio, Ksawerego, Nathan'a i właściciela dom był jedynie początkiem, miłym i przywodzącym na myśl wspomnienia. Już sekundę później, każdy dom po kolei stawał się kompletną ruiną, wyglądającą jak po przejściu przez nią i pożaru i huraganu. Wydawał się być bardzo stary. Stojąc przed domami, cała szóstka była zdumiona takim obrotem akcji. Nie całą minutę później, z domów zaczęły wychodzić żywe trupy, podobne do tego, który zatrzymał Claudio i Ksawerego w drodze powrotnej, który tak ich przestraszył. Stwory przestraszyły ich i tym razem, wychodząc przed drzwi i okna, cała szóstka uciekając, nie wiedziała co się dzieje. W końcu jednak trupy dogoniły wszystkich i zaciągnęły siłą do bijącego mrokiem domu. W środku każdego domu był ogólny chaos i zniszczenia na poważną skalę. Truposze zaciągnęły wszystkich, w każdym śnie, do salonu, gdzie czekała na nich ta sama zjawa, która pokazała się im przed wyjściem do lasu.

Duch był tak samo widoczny jak tamtym razem, wyglądał identycznie. Z tą różnicą, że tym razem miał w czarnej dłoni maczetę, oraz stał na samym środku salonu. Liliana, Klara, pan Stanisław, Ksawery, Nathaniel i Claudio próbowali się za wszelką cenę oswobodzić z uścisków trupów, oraz wydostać na zewnątrz. Jednak nie udało się to żadnemu z nich. Zjawa użyła maczety bijąc nią całą szóstkę, dopóki nie została z nich miazga.

Sen u każdego był realistyczny, sny nie różniły się od siebie niczym, co nikt oczywiście nie wiedział.

Liliana obudziła się ze łzami w oczach, drżąca i wystraszona. Zatkała dłonią usta i popłakała się, przytulając się mocno do niespokojnie śpiącego ukochanego. Usłyszała, że Claudio rusza się i pomrukuje coś nie zrozumiałego. Następnie zamknęła oczy i skuliła się na kanapie.

Nathaniel obudził się przez Lilianę, ale w główniej mierze także, przez koszmar. Oddychając szybko podniósł się i wyczuł drżenie ukochanej. Spojrzał na nią.

- Liliane? Hej.. mała.. - Wymruczał cichym głosem. Przytulił ją mocno do siebie, nie chcąc słuchać co się stało. Był pewien, że koszmar, nie pytał ją więc o nic więcej. Trochę go zdziwiło że obojgu przyśnił się koszmar tej samej nocy, ale bardziej przejął się stanem dziewczyny, niż swoim. Uspokoił ją po dłuższym czasie, czekając spokojnie aż zaśnie. Dopiero kiedy zasnęła, wstał z kanapy i wyszedł na werandę, by dojść do siebie. Stojąc w drzwiach, oczywiście najpierw się rozejrzał i posłuchał, czy nie słychać żadnych kroków, czy innych dźwięków. Nikogo ani nie widział, ani nie słyszał, więc wyszedł nie zamykając drzwi werandy. Usiadł na schodkach i położył ręce na zgiętych kolanach, po czym oparł czoło o jedną z rąk, ciężko oddychając.

Lekko przestraszył go ten koszmar. Do tej pory nie zdarzyło mu się takie coś. Owszem, śniły mu się koszmarne sny, ale nie aż tak, jak ten ze śmiercią. Już wiedział dlaczego Klara jest taka wystraszona i przygnębiona, jej też się przecież przyśnił koszmar o własnej śmierci. Nie mógł sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego. Był pewien, że on nie zawinił w żaden sposób, nadal zastanawiał się nad tym, czy oby na pewno Liliana nie mówiła prawdy, o przywłaszczaniu sobie jej problemów i dodawaniu własnych. Teraz, jej stwierdzenie o słabych psychikach było bardziej wiarygodne, Nathan był przekonany, że dziewczyna strzeliła w dziesiątkę. Nie podobało mu się to, że koszmar doprowadził ją do łez, stawała się wrażliwsza przez całą tą sprawę. Gdyby wiedział wcześniej, nie pozwolił by jej się położyć spać. Męczył by ją całą noc, ale na pewno nie pozwolił zasnąć. Martwił się, prócz niej, także o resztę. Wszyscy bardzo to przechodzili, było naprawdę źle i żadnych odpowiedzi na dręczące ich pytania. Było ich dużo. Bardzo chciał, by ksiądz oraz proboszcz, przyjechali już rano, zajęli się tym, pozwolili się każdemu wygadać i powiedzieć co o tym myśli.

Siedział tak około godzinę, nim nie przysnął. Postanowił wtedy wrócić do domu i resztę nocy przesiedział na fotelu, bawiąc się telefonem, bądź przysypiając, w zupełnej ciszy. Słyszał jedynie pomrukiwanie Claudio oraz niespokojne oddechy i Lili i Hiszpana.

Nad ranem, gdy w domku było już dość jasno, dzięki wschodzącemu słońcu, przywitał pana Stanisława. Obaj od razu poszli do kuchni i wypili po piwie, mało rozmawiając. Pan Stanisław wyglądał gorzej niż wczorajszego dnia, a już wtedy było z nim źle.

Reszta wstawała po kolei, zastając ich obu na werandzie. Cała szóstka, gdy odświeżona siedziała już na werandzie, zauważyła, że jest z nimi gorzej niż wczoraj. Po samych zaspanych i przygnębionych twarzach można było poznać, że jest gorzej, ale nikt o tym nie mówił. Rozmawiali przy piwie, które było drugim tego poranka Nathaniela i pana Robinsona.

Z niecierpliwością czekali na kogokolwiek, kto mógłby im pomóc, sprawdzając także pocztę Liliany, na której niestety nie dostali żadnej odpowiedzi. Postanowili też poszukać informacji o lesie, oraz o domku, przy którym wczoraj byli. Nadal widok, który tam ujrzeli był wielką zagadką, której za nic nie umieli odgadnąć. Niestety, w internecie nie było żadnych informacji na temat jakichkolwiek badań prowadzonych w tym lesie, choć szukali aż do południa.

- Powinniśmy coś wszyscy zjeść.. - Przerwał ciszę pan Stanisław.

- Lepiej pójdźmy do tego lasu i ogarnijmy to. - Usłyszeli z ust Claudio. Pozostali spojrzeli na siebie i z wymęczonymi wyrazami twarzy wzruszyli ramionami, bądź pokiwali głową.

- Ale, że co.. że nie powinniśmy? - Mruknął nieśmiało.

- Nie, że nie powinniśmy Claudio, po prostu nic sami nie zgadniemy, nie rozwiążemy tej zagadki. - Odpowiedziała mu Liliana i pogładziła go po ramieniu. Nate spojrzał na nią i na resztę, która w tym samym czasie zerknęła na niego. Nieco go to zdziwiło, ale przemilczał to, wzdychając.

- Przetłumaczyć? - Spytała chwilę później chłopaka i przysunęła się do niego. Nathan kiwnął głową i wysłuchał jej tłumaczenia, wymiany zdań, która miała miejsce sekundę temu. Przytuliła się następnie do niego i cmoknęła go w usta.

- Słuchajcie, a nie uważacie, że jednak coś możemy? Sprawdźmy czy oni coś zostawili może tam. Pójdą może.. dwie osoby? Albo jedna, tam po prostu żeby zbadać czy oni coś tam zostawili. Może są tam jakieś papiery, a może coś więcej.. - Zaczęła Klara i popatrzyła na każdego po kolei. Liliana przetłumaczyła jej słowa,szybko, Nathanielowi, który zgodził się z Klarą od razu.

- Racja. No bo bądźmy szczerzy, siedząc tu i czekając nic nie zdziałamy. Zwariujemy. - Wymamrotał Ksawery.

W późniejszych minutach zdecydowali, by do chatki pobiegli Nathaniel i Liliana. Nikt się na początek z tym nie zgodził, ponieważ byli za tym, by poszli wszyscy. Jednak Nathaniel, przy pomocy tłumacza w osobie Liliany, wyjaśnił im, że to dla nich żaden kłopot, oraz, że ktoś musi zostać w domku, na wypadek wizyty księży. Przekonał on resztę, która także zgodziła się ze stwierdzeniem, że Klarze, Ksaweremu, Lilianie i Nathan'owi, przydało by się przebranie oraz przeniesienie rzeczy do domku. Obie pary więc poszły do swoich domków, przebrały się, zebrały swoje rzeczy. Zajęło im to pół godziny.

Dziewczęta pakowały i przebierały się szybko. Chciały jak najszybciej znów być w grupie i mieć pewność, że nikomu nic się nie stało podczas ich nieobecności.

W niespełna 20 minut, obie pary wróciły przebrane, ze swoimi rzeczami. Przy szybkiej wymianie zdań, zadecydowano, żeby Liliana i Nathaniel pojechali samochodem. Musieli by przejść mały odcinek drogi pieszo, ale chodziło przede wszystkim o czas ich nieobecności, który był by krótszy.

Kiedy oboje siedzieli już w wozie, spięci i zestresowani przybliżali się powoli do lasu, który ich z lekka przerażał. Nathaniel trzymał dłoń na kolanu dziewczyny, która nieco się uspokoiła dzięki jego dotykowi. Auto jechało powoli, obserwowane przez pozostałą czwórkę, bardzo dokładnie i uważnie.

Podczas ich jazdy, pan Stanisław zadzwonił raz jeszcze do parafii, która była w pobliskiej wiosce. Musiał ich pośpieszyć, bo nie widział innego rozwiązania problemu jak rozmowa z duchownymi.

Ksiądz obiecał wizytę jeszcze tego dnia, a reszta słysząc te słowa była o wiele spokojniejsza, wszystkim było trochę lepiej.

Liliana i Nathaniel dojechali do miejsca, w którym musieli zostawić auto. Srebrny nóż lśnił na tylnym siedzeniu. Lila go zabrała i wysiadła pierwsza. Schowała nóż za paskiem spodenek i złapała dłoń chłopaka. Powoli i ostrożnie dotarli szybko pod domek, który tak ich zaintrygował. Zajrzeli do każdego okna, w środku nie było ani jednej żywej duszy.

Spróbowali więc otworzyć drzwi, co im się nie udało, nawet przy silniejszych pchnięciach. Weszli jednak sprytnie oknem, które było stare, i wystarczyło je jedynie pchnąć do środka. Zdyszana Lila weszła pierwsza, a po niej Nathan. Rozejrzeli się po zniszczonym domku, nie mogąc znaleźć nic, co mogłoby im odpowiedzieć na dręczące ich pytania.

Znaleźli jedynie kwitek, na którym było napisane pochyłym pismem, iż jacyś naukowcy potwierdzają skażenie otoczenia. Na dole były podpisy czterech osób.

Lila i Nate spojrzeli na siebie zdziwieni. Zabrali kwitek i szybko wyszli, bojąc się spotkania z ludźmi, których widzieli wczoraj.

Do domku pana Robinsona przyjechali szybko, rozmawiając zawzięcie o kwitku, który znaleźli w domku.

To co ujrzeli pod drzwiami, sprawiło, że Nathaniel stracił panowanie nad wozem, a Liliana wpatrywała się w to, z szeroko otwartymi oczyma, oraz ustami.

Właściciel z synem, oraz Klara z Ksawerym, walczyli z dwoma stworami, które każde z nich widziało w nocnym koszmarze, oraz które widział Claudio i Ksawery, kilka dni temu. Trzymali oni w dłoniach noże pana Robinsona, a truposze nie bojąc się ich walczyły, uzyskując przewagę w dziwnej walce. Nathaniel pod wpływem impulsu ruszył i zauważając, że nikt nie zwraca na nich uwagi, po prostu przejechał po truposzach, uważając, by nawet nie drasnąć Pana Robinsona, Claudio, Klary czy Ksawerego. Cała czwórka szybko przemknęła do domu. Z samochodu oboje słyszeli krzyki, Liliana także ich nie szczędziła. Nathan cofnął, gdy mieli pewność, że oba trupy, tym razem naprawdę są trupami. Wszyscy spotkali się naokoło nich. Dziewczyny się przytuliły i cofnęły, trzymając dłonie na ustach. Chłopaki spojrzeli na siebie i cicho wymieniając zdania, przeszukali kieszenie, w poszukiwaniu zapalniczek. Ksawery i Claudio ostrożnie odciągnęli oba trupy od domku, bardziej na polanę, a Nathan rzucił podpaloną zapalniczkę na ich ciała. Pozostałym wyraźnie ulżyło, choć zatykali dłońmi nosy i zakrywali usta. Czekali wytrwale aż ze stworów zostaną kości, które pan Stanisław z pomocą dziewczyn zakopał pod płotem, przy którym stał jego domek.

Cała szóstka przeszła następnie na werandę i nie ruszała się z niej długi czas.

Nie mieli pojęcia skąd te trupy, dlaczego ich zaatakowały, niewiedza ich zaczęła wykańczać.

Każdy z tej szóstki był zdenerwowany i bardzo poruszony.

Dodaniem oliwy do ognia, był kwitek, który Lila wyjęła z kieszeni spodenek. Przeczytała go i przekazała reszcie, nie musząc go tłumaczyć Nathaniel'owi, gdyż zrobiła to w domku, w lesie.

Pozostali spojrzeli na nich zszokowani, a następnie na siebie.

- Czyli, że ... co? - Wymamrotał Claudio.

- Las jest skażony? - Spytał, jak by siebie, Ksawery.

- Nie możliwe.. - Pokręcił głową właściciel kładąc kartkę na stole.

- Słuchajcie, ja mam papiery na ten las, wiem kto do niego wchodzi i z niego wychodzi, wiem co tam się dzieje. - Dodał, patrząc uważnie na każdego.

- Chyba cię olali i postanowili zataić tę sprawę. - Burknął Claudio.

- No innego wytłumaczenia nie ma. - Powiedziała tym razem Klara. Claudio przyniósł wszystkim po piwie, które pili długo, rozmawiając. [...]

 

ROZDZIAŁ XXV

 

- Uspokój się ! - Wrzasnęła Lilka na ukochanego, próbującego ruszyć z nożem na ducha. Zjawa stała na środku salonu, mrożąc krew w żyłach pozostałym, którzy stali pod ścianą, przyklejeni do siebie.

Nathaniel przytulił do siebie Lilkę i cofnął się. Rzucił nóż na ziemię, a zjawa spojrzała i na niego i na nóż, machając maczetą, którą trzymała w dłoni.

- Spierdalaj stąd! - Krzyknął Nate machając dłonią.

- Milcz! - Odezwała się zjawa, potężnym, silnym, twardym męskim głosem, choć nie miała ani oczu, ani ust, ani niczego na czarnej płaszczyźnie, tworzącej twarz i głowę.

- A co mi kurwa zrobisz? - Warknął twardo, patrząc na ducha z odrazą. Ten, stojąc bez ruchu, machnął maczetą, a następnie usłyszeli jego śmiech, choć w dalszym ciągu nie widzieli jego ust. Śmiech był bardzo złowrogi, cała szóstka bardziej się do siebie zbliżyła. Ich umysły zabraniały im uciekać, całe ciało nie pozwoliło się ruszyć, tak jak by prowadząc z duszą wojnę.

Zjawa w mgnieniu oka znalazła się przy Lilce, która została przerzucona na boczną ścianę.

- Ty sukinsynie! - Wrzasnął Nathaniel, a wszyscy krzycząc podbiegli do dziewczyny, która była ledwo przytomna.

- Nathaniel zostaw go! - Wrzasnęła Klara, kiedy chłopak ruszał po nóż. Duch pchnął go, nie ruszając przy tym rękoma, na ścianę i przejechał ostrzem maczety po jego policzku, zadziwiająco szybko. Nathan jęknął i zgiął się, trzymając się za zraniony policzek. Duch zamachnął się, ale maczeta została mu odebrana, przez Claudio, do którego dobiegł także Ksawery i stanął przed Nate'm. We dwóch uważnie obserwowali nieruszającego się czarnego ducha, który twarz miał skierowaną w stronę ledwo przytomnej Liliany.

- Wynoś się.. czymkolwiek kurwa jesteś! - Krzyknął Claudio i próbował pchnąć zjawę, ale rozpłynęła się ona w powietrzu. Rozglądając się, obaj próbowali ją odnaleźć. Odpowiedziała im otworzeniem wszystkich szafek, drzwiczek każdej szuflady w kuchni i salonie, oraz wszystkich okien. Cała piątka spojrzała na siebie przerażona.

- Jaja jakieś.. - Warknął Nathaniel podnosząc się. Liliana wyciągnęła do niego rękę, wtedy do niej podbiegł i wziął ją w ramiona.

- Zabije tego skurwiela, nie wiem jak ale to zrobię. - Szepnął całując jej twarz.

W domu zapanowała straszna atmosfera, przestraszony był każdy. Nastała cisza, w trakcie której wszyscy na siebie tylko patrzyli. Nie zbyt wiedzieli co odpowiedzieć, jak to skomentować. W ich głowach, coś zabraniało im uciekać oraz walczyć z tym, przekonywali się do tego coraz bardziej, nie zbyt mając pojęcie co robią.

Pan Robinson z synem pozamykali wszystkie szuflady, okna oraz drzwiczki szafek, które otworzyła jakaś przedziwna siła.

Następnie dołączyli do pozostałych, badających ciało Liliany. Sprawdzali czy nic sobie nie połamała, robiąc to bardzo delikatnie i powoli. Dali jej tabletki przeciwbólowe i przyłożyli lód w miejsca, które najbardziej bolały przez uderzenie o ścianę. Nathaniel opatrzył sobie ranę, z pomocą Klary.

Następnie wszyscy usiedli w salonie, z grobowymi minami.

 

2

 

Spokój i cisza trwała nie długo. Liliana i Klara spały wtedy w ramionach swoich chłopaków, którzy próbowali wyjaśnić sobie jakkolwiek to co się stało.

Niestety, w dość szybkim tempie między Ksawerym a Nathan'em doszło do sprzeczki. Rozmawiali o ucieczce, a raczej Nathaniel do niej przekonywał, denerwując wszystkich. Ksawery nie wytrzymał i zaczął się z nim kłócić, mówiąc, że jego pomysł jest równie beznadziejny co i ta cała sytuacja. Nathaniel podtrzymał kłótnię i obaj zaczęli się kłócić, dołączając także przepychanki. Liliana i Klara spały jak zabite, nie obudziła ich kłótnia chłopaków.

- Ty jesteś jakiś powalony koleś! Siedzieć tu jak sześć idiotów, udając, że nie ma drogi ucieczki. Mamy kretynie samochód pod nosem, za drzwiami! - Krzyknął wkurzony Nate.

- Nigdzie nie uciekamy. To i tak nas dopadnie, pożałujemy! - Ksawery odpowiadał jak zahipnotyzowany.

- Skoro aż tak się boisz, to zostań tutaj, ale ja spierdalam stąd z Lilą!

- Musimy tą sprawę doprowadzić do końca! - Krzyknął. Claudio wstał i odepchnął ich obu od siebie.

- Nie odwalajcie, kretyni! - Warknął i kazał im usiąść. Dali za wygraną. W ich głowach panował totalny chaos, wszyscy byli podenerwowani, zagubieni i przestraszeni.

- Zostajemy tu.. - Ten komentarz pana Robinsona, był ostatnim zdaniem, wypowiedzianym tego wieczora. Claudio i Ksawery wyszli na werandę, a reszta została w salonie. Czas się dla nich zatrzymał. Bali się, ale coś w środku nie pozwalało im na ucieczkę, przekonywało, że jest to zły pomysł. Nathaniel im dłużej o tym myślał, tym mniej podobał mu się własny pomysł o ucieczce, coś wpływało na jego myśli, coś naprawdę poważnego, czemu nie umiał się sprzeciwić.

Obecność całej szóstki, bardzo pomagała im się uspokoić. Wiedzieli bowiem, że mają niesamowite wsparcie w pozostałych i mogli czuć się przy sobie bezpiecznie. Więź która się wytworzyła między nimi, stawała się silna i nikt nie chciał jej przerywać. [...]

 

3

 

Po pewnym czasie usłyszeli jakieś chrząknięcia zza drzwi. Claudio ruszył po nóż, który szybko znalazł się w jego dłoniach. Otworzył drzwi i ujrzał stwora, którego zobaczył kilka dni temu na drodze. Cofnął się przerażony. Napotkał za sobą Nathaniel'a i Ksawerego, którzy z nożami ruszyli na trupa. Dźgnęli go w ramię, dołączając do tego krzyki, wtedy truposz uciekł i zniknął.

Szybko wrócili do domu i zamknęli drzwi kluczykiem, zdyszani.

Dziewczyny się obudziły, w momencie gdy cała szóstka znajdywała się w salonie.

Bardzo się o siebie bali, zaczęli rozmawiać, ale byli zbyt załamani, by podtrzymać jakikolwiek temat. Liliana, z pomocą, przyłożyła nowy lód i wzięła tabletki od bólu, który, wzmożony, męczył ją od przebudzenia.

Kolejny wieczór, spędzili w swoim towarzystwie w domku pana Stanisława.

Zachowywali się tak, jak by oczekiwali jakiejś pomocy. Nie wychodzili dalej niż do auta Nate'a, myli się, jedli oraz przebywali ciągle w domku, nie rozmawiając więcej o ucieczce, czy nocce za domkiem.

 

[...]

 

Minęły dwa dni. W ich trakcie, byli ponownie w chatce w lesie, widząc dwukrotnie samochód wjeżdżający do lasu. Jednak nic nowego nie zobaczyli, prócz większej ilości złotego płynu. Poza wizytą w lesie, donosili jedzenie z domków Ksawerego, Klary oraz Liliany i Nathaniel'a. Rozmawiali o możliwościach zażegnania tych zjawisk oraz o chatce w lesie i rzeczach, które tam mają miejsce. Nikt nie zaczął tematu o wyjeździe, księżach czy rolniku, który miał porozmawiać w swojej parafii o ich przeżyciach. Zachowywali się tak jak by to w ogóle nie miało miejsca, a te osoby nie istniały. Nadal zachowywali się tak jak by czekali na pomoc, która nie nadchodziła. Czuli się coraz gorzej, coraz więcej było między nimi kłótni.

 

[...]

 

 

Po kolejnych trzech dniach, było jeszcze gorzej. Dochodziło między nimi do awantur, bójek i kłótni. Ich omamy i przywidzenia były jeszcze częstsze. Widywali stwory, trupy, duchy, czarne postacie.

Koszmary były nieodłączną częścią ich snów. Były one identyczne u wszystkich. Każdej nocy, każdy po kolei śnił ten sam koszmar, do czego doszli przy pewnej, dłuższej rozmowie.

Odwiedzili domek w lesie tylko raz, gdyż samochód nagle przestał przyjeżdżać. Cała szóstka była o wiele słabsza. Nie umieli nic na to poradzić. Jedynym plusem był fakt, że Liliana czuła się lepiej, lód i tabletki bardzo pomogły i ku ich uciesze, dziewczyna sobie nic nie złamała.

Obie pary, okazywały sobie więcej czułości, ale nie szczędziły sobie kłótni a czasem nawet awantur.

Cała szóstka powoli się wykończała psychicznie, mniej jadła, przez co była jeszcze słabsza. Nadal zachowywała się tak jakby gdzieś naprawdę jechała do nich pomoc, która miałaby ich uratować.

 

[...]

 

ROZDZIAŁ XXVI

 

- Przesadzacie .. - Warknął Claudio, w dniu, w którym mijał tydzień od ich zagnieżdżenia się w domku. Skierował wzrok na Nathaniel'a i Ksawerego, którzy wywalali stare i nie nadające się do spożycia jedzenie.

- Chcesz żeby śmierdziało? - Warknął Nate. Odnosili się do siebie tak już od tygodnia, a traktowali jak zwykłych wrogów. Prawie w ogóle nie rozmawiali, a jak już to robili to z grobowymi minami, wyglądając tak jak by byli na siebie obrażeni.

Ponad to, cały tydzień lało jak z cebra, był burze, a nie było nawet promyka słońca. Ta pogoda także przełożyła się na ich nastroje i humory. Mimo jednak tej zimnej pogody, często wychodzili na werandę, gdy nie mogli już wytrzymać w swoim towarzystwie. W ich głowach, odkąd zawitała ta myśl, że nie mogą stąd uciec, że muszą czekać, nie było żadnych innych podobnych. Trzymali się jej, wszyscy sześcioro. Myśl ta nie była ich, jednak ogarnęła całe ich umysły, nie mogli z nią walczyć, byli przekonani, że robiąc tak, przeżyją.

Zachowywali się tak jak by za ośrodkiem była apokalipsa, a jedynie ich ośrodek zostanie cały, bez żadnych uszkodzeń.

Przywidzenia były coraz częstsze, nadal budziły w nich lęk, ale zaczynali się przyzwyczajać do tych omamów i zwidów.

Najgorszą rzeczą były koszmary, które śniły się im co noc. Każdy był podobny, tak samo przerażający.

Wykańczało ich to czekanie, jednak nie mogli zmienić swojego zdania co do pozostania w ośrodku. Coś w nich, coś potężnego zakazywało im to, przekonując do słuszności twierdzenia, iż muszą tam zostać.

[...]

 

Nazajutrz, dzień po krótkim spięciu chłopaków, Lilianę obudziły promienie słońca. Uśmiechnęła się i wstała. Tej nocy była ich kolej nocowania w pokoju Claudio. Podeszła do okna i otworzyła je, patrząc na śliczną pogodę. Choć wykończona psychicznie, to nadal cieszyła ją taka pogoda, która każdemu umiała poprawić humor. Po porannym prysznicu wyszła na werandę, jako jedyna nieśpiąca. Przeszła się na spacer, oczywiście jedynie po ośrodku. W momencie gdy ujrzała coś na podobieństwo klauna mordercy, zlękniona wróciła szybko do domku. W środku zastała kłócących się chłopaków. Odepchnęła ich od siebie.

- Zostaw mojego chłopaka! - Usłyszała z tyłu. Klara podeszła do niej z rozwścieczoną miną. W Lilianie od razu wezbrał gniew.

- Znów masz problem? - Mruknęła stojąc na przeciwko niej. Klara próbowała się pobić z nią już dwukrotnie. Liliana ciągle wygrywała jednak w tych starciach.

- I co? Pobijesz mnie? - Warknęła i podeszła do Klary, która się cofnęła.

- Dziewczyny przestańcie.. - Wymamrotał Ksawery i pociągnął Klarę za rękę na werandę.

Przytulona do Nathan'a popłakała się. Nie mogła znieść tego co się tu działo od ponad tygodnia. Chłopak za wszelką cenę starał się ją uspokoić, przed domkiem, przed który ją wyciągnął.

Claudio śpiący w pokoju ojca, po przebudzeniu się i porannym prysznicu, obserwował go uważnie. Miał niespokojny oddech i niewyraźną minę, był pewien, że coś mu się śni.

W oczach stanęły mu łzy. Miał dość atmosfery jaka panowała już od tygodnia, bał się każdego dnia, w którym wszyscy mogli się pozabijać, przez głupią kłótnię, którą zawsze wyolbrzymiali. Ojciec się przebudził i zobaczył, że syn cicho płacze w kącie pokoju.

- Synek.. - Wychrypiał i wstał szybko z łóżka, podbiegając do syna. Usiadł przy nim i przytulił go do siebie, czując ponadto, że Claudio nie odpycha go od siebie, tylko wtula się w niego.

- Będzie dobrze.. - Szepnął, uspokajając go jak by miał 4 latka i wrócił ze skaleczonym kolanem, z przejażdżki rowerowej.

Zawsze to do niego przybiegał z płaczem, przy mamie starał się grać tak twardego jak tata, choć oczywiście mało razy mu się to udawało.

 

[...]

 

Wszyscy siedzieli na werandzie. Wyglądali jak poważnie chorzy i tacy się czuli. Byli dodatkowo słabi, bo nie mieli żywności.

Usłyszeli, że ktoś puka. Spojrzeli na siebie. Claudio pobiegł po nóż, zaraz po nim Ksawery. Otworzyli drzwi, podczas gdy reszta stała w wejściu na werandę.

Zobaczyli stwory, koloru blado zielonego, tak jak mundury policyjne. Wyglądały jak ludzkie trupy, po wstaniu z trumny po miesiącu, od dnia pogrzebu. Było ich dwóch, zaczęli machać rękami i coś chrypieć. Chłopcy zaczęli z nimi walczyć, i walkę tę wygrali. Pogonili oba stwory,które nagle zniknęły. We dwóch stali przez chwilę w drzwiach.

- Po co oni pukają do nas? - Spytała zlękniona Klara, przytulona do Lili. Odpowiedzieli jej wszyscy zdziwionym wzrokiem. Claudio zamknął drzwi. Powrócili na werandę i w milczeniu, po prostu siedzieli na niej. Cała szóstka wyczuła, że ktoś ich obserwuje. Zaczęli się rozglądać i upewnili się, czy każdy to czuje. Każdy potwierdził, więc każdy poszedł po swój nóż. Pan Stanisław przyznał, że nie są to noże kuchenne, tylko obronne, już kilka dni temu. Były za duże i za ostre jak na kuchenne. Nathaniel okrążył cały domek, niestety nikogo nie ujrzał.

Wówczas przestało ich męczyć uczucie śledzenia, więc uspokoili się nieco, siedząc na ziemi, za domkiem.

 

[...]

 

Około godziny 21.00, kiedy oglądali jakiś thriller w telewizji, ponownie rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem nóż chwycił pan Robinson i wraz z synem otworzyli. Wszyscy obserwowali, jak coś podobnego do trupów, w białych pelerynach, walczy z Robinson'ami. Chcieli im pomóc, ale nagle przez drzwi werandy, weszła grupa takich stworów i przechwyciła ich noże. Byli silni. Cała szóstka rzucała się, krzyczała, gryzła i kopała, zauważając, że trupy dążą do związania ich białymi kitlami, jakie noszą psychopaci. W głowie każdego zawitała myśl, skąd oni je mają i czemu nie używają broni. Kiedy dołączyła do nich grupa stworów, które odpędzili rankiem Ksawery i Claudio, szóstka dała za wygraną i szykowała się na śmierć, z przerażonymi minami.

Ta jednak nie nadeszła. Każdy dostał zastrzyk w ramię, szybko spostrzegli, że to było coś usypiającego, bo każdy po kolei padał w ramiona trupów.

 

[...]

 

Minęły dwa tygodnie. Cała szóstka, leżała w szpitalu psychiatrycznym w Suwałkach. Dostawali bardzo silne leki uspokajające, usypiające, ponieważ nie zmiennie mieli zwidy, omamy oraz byli pewni, że lekarze i pielęgniarki to stwory. Byli przykuci do łóżek. Obchodzono się z nimi jak z małymi dziećmi, gdy któreś się przebudziło.

Niestety, leki szpitalne nie pomogły czwórce z nich.

Okazało się, że byli skażeni najnowszą bakterią, jaką nielegalnie badano w lesie na Mazurach, obok ośrodka pana Robinsona. Czwórka z nich była nią tak skażona, że doktorzy nie zdążyli z lekami, które dostali od laboratorium badającego tę bakterię, po dwóch tygodniach. Laboratorium te zamknięto, a badaczy zesłano na długie lata do więzienia, tak głosiły wszystkie gazety.

Przeżyła Liliana i Nathaniel. Nie mówili im o śmierci kolegów i pana Stanisława. Tłumaczono im wszystko, gdy dostawali leki uspokajające i nie mogli się nawet ruszyć. Za każdym razem, od początku tłumaczono im zaistniałą sytuację, omijając fakt śmierci czterech pozostałych osób, których rodziny zostały oczywiście szybko powiadomione.

Leki, które szpital dostał od badaczy z laboratorium pomogły parze. Minął kolejny tydzień, w którym było z nimi coraz lepiej, coraz więcej rozumieli. Nadal jednak wszyscy obchodzili się z nimi jak małymi, poważnie chorymi dziećmi.

Nathaniel został przewieziony do pokoju Lili. Bardzo się ucieszyli na swój widok, pozwolono im się przytulić, jednak nie na długo. Gdy wrócili do łóżek, długie godziny o tym rozmawiali.

 

[...]

 

Minęły kilka dni. Lila i Nate wrócili do zdrowia, jednak nie psychicznego. Psychicznie byli wycieńczeni. Leżeli w swoich łóżkach, mieli ciągłe wizyty psychologów i psychiatrów, wychodzili z nimi na długie spacery, dużo rozmawiali o tym we dwójkę.

Powracając ze spaceru, w dniu, w którym mijał ponad miesiąc od ich przyjazdu, Liliana zauważyła Adriana, przy swoim łóżku. Za nim stała jej mama, a jeszcze obok rodzice Nathaniel'a. Z zapłakanymi minami, wszyscy ruszyli przywitać zaskoczoną dwójkę. Adrian siedział na krześle, nie wstał by przywitać siostrę. Dopiero gdy Liliana podeszła do łóżka, chłopak wziął ją w ramiona i nie wypuszczał dobre 5 minut. Oczywiście Nathaniel, choć bez sił, pilnował go i nie spuszczał z niego wzroku. Nienawidził go i dobrze pamiętał tamten przykry incydent. Jednak złość mu minęła, gdy brat ukochanej go przytulił równie mocno jak Lilianę.

Pielęgniarka zamknęła drzwi, uśmiechnięta.

[...]

 

THE END.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (21)

  • Grz 26.07.2014
    oo jakie długie. chyba będę miał co robić przez najbliższy tydzień ;)
  • Lliliana. Autorka. 26.07.2014
    Jaki miły ! Boziu, dziękuję bardzo że to przeczytasz ^^. To bardzo miłe i bardzo zależy mi na opinii ;*.
  • Ulcia 27.07.2014
    Wygląda na na prawdę profesjonalnie napisane opowiadanie! Masz dar
  • Daniel 27.07.2014
    Bardzo dobre:D Mam nadzieje, że wysłałaś jakieś opowiadanie do Papierowego Motyla na Debiutantów 2014. Miałabyś duże szanse na wygraną, a ja naprawdę bardzo mocnego konkurenta :D
  • Liliana. Autorka. 27.07.2014
    dziękuje wam za opinie, bardzo mi na nich zależy. Kochani jesteście ! A co do ostatniego komentarza Daniela, mógłbyś mi więcej napisać o tym " Papierowym Motylu na Debiutantów 2014? "
  • Daniel 27.07.2014
    http://papierowymotyl.pl/?chwili_custom=debiutanci-2014-ogolnopolski-konkurs-na-opowiadanie Masz do tego link, ale musisz się pośpieszyć bo prace można nadsyłać do 1 sierpnia. Z góry życzę Ci powodzenia :)
  • Lliliana. Autorka. 27.07.2014
    Ok poszło. Dziękuję Ci bardzo i wzajemnie ; *
  • Daniel 28.07.2014
    no to czekamy na wyniki wspólnie :D
  • Grz 28.07.2014
    kiedy będą wyniki konkursu?
  • Lliliana. Autorka. 28.07.2014
    tak jest :D. Wyniki będą w październiku ; ).
  • Grz 28.07.2014
    oj to jeszcze trochę
  • Daniel 28.07.2014
    Jakby któreś z nas wygrało to się chwalimy :D Jaki tytuł miało to, które wysłałaś? :D
  • Lliliana. Autorka. 28.07.2014
    Dobra dobra, haha, ale tak tutaj czy może na gg jakimś czy czymś tego typu ? :D " Droga Do Szaleństwa" a Twoje ?
  • Grz 28.07.2014
    pochwalilibyście się, my też jesteśmy ciekawi!
  • Daniel 28.07.2014
    No spoko:D Moja to "Taniec mroku i światła" :P Tylko jak sobie teraz nr gg podać, żeby nikt nie przechwycił? :P
  • Lliliana. Autorka. 28.07.2014
    Hehe, to może przez mail'e ? :D
  • Lliliana. Autorka. 28.07.2014
    Oo jak miło ^^. Pochwalimy się na pewno ;*
  • Daniel 28.07.2014
    No dobra :D Ale Ty podajesz swój :P
  • xMadelinex 28.07.2014
    Super, podoba mi się :) tylko takie dłuuuuuuugie to opowadanie. :)
  • Daniel 28.07.2014
    albo w sumie to łap mój będzie szybciej jarppy95@gmail.com
  • Lliliana. Autorka. 28.07.2014
    Dziękuję bardzo ;* .Hah, dzięki, odezwę się na pewno ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania