Zmysł

Ponownie musiałem rozpocząć układanie sobie życia od nowa, znowu trzeba wszystko zaczynać od początku. Jednak innego wyjścia nie miałem, stale dopadały mnie zmienne koleje losu i wtedy coś było dobrze, lub zwyczajnie źle. Nawet nie miałem najmniejszej szansy na naprawienie zepsutych relacji, ponieważ w niczym nie przyczyniłem się tym razem do tego, co nastąpiło. Teraz po fakcie jedynie mogłem tylko gdybać i jakbym nie przeanalizował swojego postępowania wobec uroczej małżonki efekt końcowy byłby identyczny. Jedynie mogła wystąpić różnica czasu końca małżeństwa, a i tak w końcu wylądowałbym z jedną torbą własnego dobytku na bruku.

Początki w związkach są zawsze wspaniałe, jednak z upływem miesięcy i lat wyjątkowo często następuje wypalenie domowego ogniska. Wtedy przeważnie rodzi się wzajemny chłód i unikanie wspólnego spędzania czasu. Znacznie częściej tworzy się jednak żar nienawiści, uczucie jeszcze silniejsze od wcześniejszej miłości. W końcu pozostaje tylko dla obopólnego dobra podzielić mienie po połowie, chyba, że jedno z małżonków pozostanie na lodzie.

Zawsze jest jeszcze możliwość walczenia do upadłego, z wydzieraniem sobie nawzajem nawet najgorszych ochłapów. Tylko żeby tego dokonać trzeba mieć jeszcze odpowiednie do tego predyspozycje, a ja niestety nie potrafiłem być tym twardym. Kilkakrotnie wcześniej próbowałem po rozpadzie byłych związków, lecz stale pozostawiano mnie w jednej koszuli. Podobnie było i tym razem, więc nic mnie po wyroku sądu rodzinnego już nie trzymało. Jako recydywista, lub profesjonalista w zależności od punktu widzenia, ewakuowałem się. Najlepszym i najskuteczniejszym miejscem był przeciwległy koniec Polski. Tym razem wypadło na wybrzeże Morza Bałtyckiego, dzięki takiej mojej reakcji na rozwody, zwiedziłem ze szczegółami już ładny kawałek kraju.

W moim zawodzie przynajmniej nie miałem problemów z pracą, stale gdzieś był jakiś wolny etat. Jedynie występowały duże różnice w wynagrodzeniu, ostatecznie mogłem pójść na swoje, tylko ta cała biurokracja skutecznie powstrzymywała mnie od tego kroku. Lepiej mieć już mniej niż siedzieć godzinami nad ciągłymi zmianami podatkowymi i gapić się w paragrafy karuzeli durnych przepisów.

Stara historyczna miejscowość oddalona zaledwie o kilka kilometrów od plaż, porą zimową wydała mi się wyjątkowo senna. Chociaż jak przejeżdżałem przez nią dwa lata temu jadąc na wczasy, niczym specjalnie się i w lecie nie wyróżniała. Podobnie było i teraz, co mi w zupełności odpowiadało, miałem okazję odpocząć od ostatnich burzliwych wydarzeń. Zanim przystąpiłem do szukania kwatery, zgodnie z wcześniejszym uzgodnieniem zgłosiłem się na rozmowę w sprawie pracy. Prawie natychmiast zostałem zaproszony do gabinetu szefa, zaraz za drzwiami nastąpiło standardowe przywitanie połączone z formą wzajemnej prezentacji. Zająłem wskazane miejsce, naprzeciw biurka i słucham tego, co ma mi ewentualny, przyszły zwierzchnik do zakomunikowania. Nastąpił dość długi wstęp, który na samym początku miał za zadanie mnie uśpić, lub wykończyć. Kiedy myślałem już, że na tym się zakończy, padło pytanie.

- Czy ma pan coś przeciwko wypełnieniu testu?

- Oczywiście, że nie, lecz moje kwalifikacje są potwierdzone przez dokumentacje leżącą na pana biurku - odpowiedziałem.

- Tu nie chodzi o kompetencje, tylko test pozwoli mi zorientować się, jakim pan jest człowiekiem.

Taka gadka podenerwowała mnie trochę, jakim to mam być człowiekiem oczywiście, że dobrym. Jednak uprzejmie powiedziałem.

- Bardzo chętnie wypełnię ten test.

Wtedy wręczył mi do ręki kilka kartek zadrukowanych pytaniami i wskazał stolik, przy którym spokojnie wypełnię formularze. Krzesło ustawiłem naprzeciw okna i przy podniesieniu głowy znad papierów, mogłem podziwiać zabytkowy rynek miasta. Zanim przystąpiłem do pisania, sekretarka zaproponowała coś do picia, odruchowo poprosiłem o kawę. Nawet specjalnie nie zastanawiałem się nad pytaniami testowymi, tylko czytałem je powierzchownie i zaznaczałem odpowiadające mi odpowiedzi. W taki sposób zabazgrałem pierwszą kartkę, przy drugiej jedno zadane pytanie wydało mi się znajome, więc od tego miejsca zacząłem uważnie czytać. Nagle test wydał się znajomy, zaświtało mi w głowie, że właśnie jego rozwiązywałem kilka lat wcześniej. Doskonale pamiętam jak starłem się o posadę lekarza orzecznika w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, to właśnie tam, jako kandydat podkreślałem pytania w teście.

Zaciekawiło mnie, jakich udzieliłem wtedy odpowiedzi na stronie pierwszej, kiedy spojrzałem na nią, dostrzegłem jak inaczej obecnie dostrzegam wiele spraw. Wystarczyło mi zaledwie kilka lat i w tym czasie we mnie tak dużo się zmieniło. Tylko pomyśleć, jakim przez ten czas stałem się oschłym i nieczułym człowiekiem. Mogłem tylko pozazdrościć sobie, wcześniejszych pozytywnych spostrzeżeń, nawet nie wiedząc, kiedy stałem się zgorzkniałym facetem w średnim wieku. Dlatego postanowiłem zakreślić te same odpowiedzi, jakich udzieliłem komisji kwalifikacyjnej w ZUS-ie. Korzystając z okazji wylałem przyniesioną kawę na test, przeprosiłem za swoją niezdarność i poprosiłem o nowy druk.

Dokładnie czytałem pytania i podkreślałem te odpowiedzi, jakich kiedyś udzieliłem. Była to doskonała rozrywka dla mojej skołatanej osobowości. Wypełniony formularz oddałem szefowi i delektowałem się piciem świeżo przyniesionej kawy, spoglądając ponad filiżanką na kamieniczki rynku. Długo nie trwało jak szef zaprosił mnie ponownie do swojego biurka, kiedy usiadłem naprzeciw niego, widziałem, w jakim skupieniu przygląda się moim zakreślonym odpowiedziom.

- Przyznam się szczerze, że zaskoczył mnie pan swoimi odpowiedziami. Czegoś takiego po kimś w pana wieku się nie spodziewałem, tak dużo jest w panu empatii. Będę zaszczycony mając w naszej przychodni takiego lekarza jak pan.

Tylko pomyśleć wcześniej te odpowiedzi były naganne i spowodowały odrzucenie mojej kandydatury. Prawdopodobnie obecnie z dostaniem posady orzecznika nie miałbym najmniejszych problemów, aż taki byłem nieczuły. Jednak w nowym miejscu pozostało mi tylko jedno, chcąc spełnić oczekiwania dyrektora, jakie pokładał we mnie, musiałem się po prostu starać być takim człowiekiem jak kiedyś. Najgorsze są zawsze początki i mi z niemałym trudem przychodziło pogodne, cierpliwe usposobienie, uśmiech na ustach, dobre słowo dla cierpiących. Nagle wiosną już nie musiałem udawać, za sprawą cudownej kobiety i nowej miłości. Tylko jej w przeciwieństwie do wszystkich poznanych wcześniej pań nie chodziło o tytuł „pani doktorowa”, prestiż w środowisku i pieniądze, a jedynie o mnie, jej mężczyznę. Natomiast ja potrafię docenić jej miłość i starania, chociaż czasem na króciutko jak kiedyś jestem wredny, lecz to dla niej walczę z powodzeniem ze swoim niedobrym charakterem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Marian 27.02.2017
    Dobre, bardzo dobre opowiadanko.
    Mam kilka uwag co do tekstu:
    "Długo nie trwało jak szef zaprosił mnie ponownie do swojego biurka, kiedy usiadłem naprzeciw niego, widziałem, w jakim skupieniu przygląda się moim zakreślonym odpowiedziom."

    Sformułowanie "Długo nie trwało jak szef zaprosił..." - jakoś źle mi brzmi. Może lepiej byłoby "Chwilę później szef zaprosił" lub "Po chwili szef zaprosił".
    To zdanie rozdzieliłbym na dwa:
    "Długo nie trwało jak szef zaprosił mnie ponownie do swojego biurka. Kiedy usiadłem naprzeciw niego, widziałem, w jakim skupieniu przygląda się moim zakreślonym odpowiedziom."
  • Tanaris 27.02.2017
    Osobowość a może nasze nawyki ulegają zmianie na tyle, że człowiek gubi się i poszukuje nowych wrażeń. Niestety czasem kończy sie to nawet rozwodem. Tekst bardzo życiowy, 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania