Znajomi, Plaża, Latanie, Gra, Dinozaur

Opowiadanie

 

gatunek: sny/fantastyka/surrealizm/podróże/akcja/przygoda

 

"ZNAJOMI, PLAŻA, LATANIE, GRA, DINOZAUR"

 

Wypoczynkowe miasto nad morzem, lata 2010-te.

 

Był ciepły i słoneczny środek dnia. Kilku mężczyzn i kilka kobiet, będących dla siebie wzajemnie dobrymi znajomymi, a wszyscy z nich w wieku po dwadzieścia kilka lat, szło wzdłuż promenady oddzielającej centrum miasta od długiej i szerokiej plaży. Po jej bokach rosły palmy, cykasy, bananowce, juki, hibiskusy i inne rośliny żyjące w klimacie podzwrotnikowym. Ludzie mięli na sobie jasne koszulki i spodenki, całe w tropikalne kwiaty i liście palm.

 

Nagle wzbili się w wysoko w powietrze o własnych siłach i przelecieli nad przystanią, kanałem, mostem, barwnym targowiskiem miejskim, aż wylądowali w ogrodzie otaczającym studio artystycznie, gdzie znajdowało się też boisko z trybunami.

 

Przeszli się po chodniku otaczającym duży piękny budynek, po czym weszli do środka. Wewnątrz były schody kręcone i długi korytarz, w ścianach którego tkwiły drzwi umożliwiające wejście do bocznych pomieszczeń. W jednym z nich mieściła się pracownia komputerowa, gdzie zazwyczaj powstawały niektóre z utworów muzycznych, efektów specjalnych, scenariuszy, opowiadań, powieści, oraz plakatów.

 

Koledzy wraz z koleżankami postanowili zagrać w przebojową trójwymiarową grę, w której można robić prawie wszystko na co ma się ochotę. Na przykład zaprojektować i stworzyć swoją własną wyspę, miasto, jezioro, plażę, dzielnicę, dom, sklep. Grupka ludzi weszła do wirtualnego świata i wirowała niczym ważka, która mknie nad staw albo jezioro. Po tamtej stronie, właśnie był długi zachód czerwonego słońca o pomarańczowych promieniach, na tle żółtego nieba.

 

Unosili się oni nad zbudowanym przez siebie miasteczkiem czy też wioską, pomagając sobie łódkami zrobionymi z różowo-niebieskich obłoków. Następnie wylądowali na jasnozielonej polanie. Potem zaszli nad lazurowo-niebieski staw, wyciągnęli czerwone bądź brązowe wędki i zaczęli łowić małe wielokolorowe ryby, bordowe raki, zielone żaby oraz beżowe ślimaki, a jak coś złowili, wkładali to potem do wiklinowych koszyków, które przynieśli ze sobą, nie wiadomo skąd.

 

Nagle usłyszeli przerażające ryki, dochodzące zza pobliskich krzaków. Następnie zza tej gęstej roślinności wyskoczył duży dwunożny dinozaur drapieżny o brązowo-zielonym grzbiecie i zółto-zielonym brzuchu. Był chyba rozmiarów autobusu. Ludzie bardzo się wystraszyli na jego widok i zaczęli drżeć z przerażenia, w obawie o swoje życie. Ogromny straszny zwierz zaryczał ponownie, a wtedy oni rzucili wędki oraz kosze do wody i zaczęli uciekać w stronę stojącej nieopodal skalistej, szaro-siwej góry. Małe zwierzęta wodne wypłynęły z koszyków i cieszyły się ponowną wolnością.

 

Gdy wielki gad dogonił ludzi, w jednym momencie wszędzie zrobiło się całkowicie ciemno. Nad ranem, nie było ani ogromnego zwierzaka, ani żadnej osoby. W znajdującej się nieopodal jaskini, wielkie szaro-brązowe stawonogi, przypominające swoim wyglądem kraby i skorpiony wielkości kota, obgryzały z resztek mięsa tajemnicze kości, jakby należące do ssaków wielkości sarny albo jelenia...

 

KONIEC GRY

 

I koniec opowiadania też.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Pan Buczybór 26.10.2019
    Mocno abstrakcyjne i odrealnione. Narracja dość drewniana, ale coś ma.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania