ZNOWU SŁUCHAMY ROCKA

I.

co miało być było

się skończyło

____________

/nie proście

nas by wam do tańca grać

już czas już czas myć zęby

i iść spać/ *

zimny jest ten wieczór. na niebie

 

zwężające się coraz węższe strużki smugi

pomarańczowego seledynu

a nad nimi bezmiar

brązowo czerniejącej czerni czarnych chmur. - może

napalić

 

w piecu na na noc? - gadam sam

do siebie bo do kogóż by innego. gdybym miał

piec to napaliłbym przedtem

zszedłbym do piwnicy

 

po pełne wiadro

tłustego węgla do drewutni po

suche sosnowe szczapy.

ech ciekawe czy

dałbym teraz

radę rąbać pieńki jedną ręką? nie mam jak sprawdzić

 

nie mam siekiery. mam

 

za to błogosławiony bajzel w książkach i papierach

gdybym nie miał bajzlu nie miałbym wielu

radosnych zadziwień. apoplexia cerebri

solidna solidnie

przeżyta codziennie przynosi

mnóstwo radości. co i rusz zapominam

 

że zapomniałem o jakiejś książce płycie pożółkłej

gazecie i cieszę się jak dziecko że znalazłem. lata temu

przestałem kłaniać się samemu sobie w korytarzowym

lustrze w korytarzu. ach! śmiechu było co niemiara. śmiali

się wraz ze mną wszyscy

których tu i nigdzie nie ma.

 

II.

/Byłem w wojsku i w szpitalu

W pierdlu i na kupie szmalu

Byłem w górach i na plaży (…)

Wszystko chuj

O, ja wam mówię — wszystko chuj! O!/**

 

zimny jest ten wieczór. ciemno

śpiewa jasnym głosem montserrat figueras

na zmianę z muzykami idrisi ensemble z pieśniarką co wyciąga

z mroku słodkie nuty ar em al freg temps vengut /teraz

przyszliśmy w zimny czas/ pieśni w sam raz na koniec

świata azalais de porcairagues. wcześniej cały dzień

od rana słuchałem yesów i czytałem z cicha

 

popłakując stare numery

literatury z dziećmi z dworca zoo putramentem

całą plejadą literacko bolszewickich mędrców

i jedynym sprawiedliwym piotrem bratkowskim piszącym

po ludzku o rocku. wzruszyłem się bo znalazłem

 

w stercie literatur literaturę z roku osiemdziesiątego

trzeciego której jakimś dziwnym trafem przez

czterdzieści trzy lata nie przeczytałem bo leżała przykryta diabelskim ogonem. bratkowski

z zaświatów powiedział mi że trzeba

 

ciągle słuchać rocka czytając eliota krynickiego

wiersze powieści llosy łozińskiego do wtóru

 

piosenek dire straits

bruca springsteena republiki

zappy bardzo agresywnego

maanamu trzymać się

z daleka od turbo dorosłych dzieci

i szlagierów zdzisławy sośnickiej. i zaraz

 

zapachniało pierwszymi kradzionymi

ojcu klubowymi mocną jak rozpacz czarną

porterówką na cudownym bimbrze wieczorami

z kumplami w sobotnie zmierzchy z listą przebojów

bułgarskim winem cabernet dzikimi

miłościami dla których chcieliśmy umierać

pod joy division z secesyjną radością śmierci.

 

no i.

 

właśnie. mógłbym tak przynudzać w nieskończoność

opowiadać o rocku o tym że nic z niego nie wynikło

poza przelotnymi nadziejami

zjaraniem do bólu

ale jest noc i oczy mi

się kleją

 

/got to walk out of here

I can't take anymore

going to stand on that bridge

keep my eyes down below

whatever may come

and whatever may go

that river's flowing

that river's flowing/ ***

_____________________________

objazdowe nieme kino, perfect

** wszystko ch., kuba sienkiewicz

*** don’t give up, peter gabriel&kate bush

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Notopech godzinę temu

    Jest flow!
    Botanika tego utworu mi leży -:)
    "zwężające się coraz węższe strużki smugi" — tu chyba czegoś brakuje po słowie "coraz" , albo zamiast "węższe" wstawić jakiś zamiennik (tak sobie myślę)

    "brązowo czerniejącej czerni czarnych chmur. - może" — łącznika brakuje (brązowo-czerniejącej)

    ______________________________________

    Moim zdaniem tekst zyska więcej ( bo już jest czytelny), jeśli autor zechce wprowadzić małe poprawki ( przerzutnie w innej wersologii — myślę że warto)

    Pozdro

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania