Żółta część
Wszystko zaczęło się w Krakowie, w miejscu, gdzie rzeczywistość od dawna już ledwo trzymała się na ślinę i fekalia. W kamienicy przy ulicy o nazwie, której nikt nie pamięta, na pierwszym piętrze, gdzie rury wyły jak zwierzęta, a ściany pachniały zgniłym nasieniem, znajdowała się melina.
Mieszkało tam czterech Polaków , ale uczciwych w swoim braku godności. Z nimi stwór nazywali go Kubik , choć nie był z tych ziem. Mówiono, że był cygańskim pomiotem kazirodczym, zrodzonym gdzieś między Wrocławiem a snem pijanego urzędnika. Miał oczy jak stare perły i język, który pachniał jak plastelina pożarta przez żydowską prostytutkę.
To właśnie tam, na porcelanowej umywalce, której nie myto od czasów wejścia Polski do stowarzyszenia fanów zapchanych nasieniowodów , pojawiła się Żółta Część.
Nie wiadomo, skąd przybyła. Leżała tam pewnego dnia jakby zawsze tam była. Miała kolor ciemnożółty, niemal bursztynowy, ale nieprzezroczysty. Gęstość miodu, lepkość sfermentowanej wydzieliny. Nie metal, nie plastik . Coś pierwotnego. Wyglądała jak fragment większej całości, która nigdy nie powinna istnieć.
W strukturze tej masy tkwiły włosy. Czarnobrunatne, grube, tłuste przypominające te, które zbiera się z odpływu po osobach, które nie powinny się rodzić. Kubik, z dziwnym błyskiem w oku posiadał bujny gąszcz łonowy. Co stawiało go na pierwszym miejscu w procesie zanieczyszczenia misternej żółtej części.
Najdziwniejsze było jednak to, co się działo, gdy próbowałeś wypróżnić się w jej obecności. Bo Żółta Część patrzyła. Nie miała oczu, a jednak patrzyła. Każdy, kto próbował załatwić się w jej towarzystwie, doznawał zjawiska zwanego potem „zrzutem gnojowicy” — momentu, w którym wszystko z wnętrza ciała wylewało się na raz razem z jelitami które potem zwisały z odbytu który wyglądem przypominał murzyńską hatę.
Z czasem Żółta Część zaczęła się rozprzestrzeniać.
Pojawiała się w publicznych toaletach, na przystankach, w rynsztokach, a nawet w snach ludzi z połamaną psychiką. Coraz więcej osób zaczęło o niej mówić szeptem, z lękiem i pożądaniem. Jej dotyk, wyobrażenie, obecność budziły w ludziach coś pierwotnego. I odrażającego.
Zaczęły się przypadki rytualnych masturbacji do jej wizji, do wspomnienia jej lepkości, do snów, w których otulała całe ciało i delikatnie muskała genitalia. Z czasem ludzie uzależnili się od żółtej części przez co stał się to towar deficytowy. Wielu z nich wykorzystywało to żółte zjawisko do długotrwałych sesji seksualnych które polegały na kładzeniu lepkiej masy na genitalia z czasem dziwny twór wnikał do waginy lub cewki i powodował nieziemską przyjemność .Dziwnym trafem tylko osoby o wypaczonej genealogii, o rozrodczości kazirodczej, odczuwały prawdziwą miłość z Żółtą Częścią.
Niektórzy zaczęli mówić, że to dar. Dar od bytu nienazwanego. Od czegoś, co wypluło Wszechświat jak żółtą plwocinę z płuc czasu. Inni widzieli w niej chorobę powodującą nieustającą masturbacje i nadmierną produkcję nasienia . Ale to bez znaczenia.
Bo Żółta Część się nie tłumaczy.
Ona jest.
Jest wśród nas.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania