Poprzednie częściZOŁZA

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

ZOŁZA VII

MANIA

Czułam na sobie presje. Presje ze strony dziewczyn. Zbyt duże oczekiwanie w stosunku do mnie bym naprawdę wyszła ze swojej strefy komfortu. Nie czułam się z tym dobrze i było to widać. Stałam się wycofana, wiecznie zamyślona. Uśmiech stopniowo znikał z mojej twarzy. Antek codziennie pytał się czy wszystko ze mną ok.? Jak sobie radzę? Upominał bym pamiętała, że jest i zawsze mogę z nim pogadać. Ale ja miałam dość gadania. Chciałam by wszyscy dali mi spokój. Niestety nie da się wszystkiego wyłączyć jak światła. Ada umówiła mnie z potencjalnym kandydatem Mateuszem. Wypiliśmy kawę, ja zjadłam dwa ciastka, pogadaliśmy i oboje wiedzieliśmy, że będziemy tylko partnerami w tańcu. Potem spotkaliśmy się na sali treningowej. Zaczęliśmy delikatnie, niestety oboje nie lubimy spokojnych kawałków. Po chwili tańczyliśmy rock’n’rola i jive-a z uśmiechami od ucha do ucha. Oboje stwierdziliśmy, że jesteśmy jak petardy. To były nasze rytmy. Gdy poprosił o wolniejsze tempo włączyłam latynoskie rytmy i zaprosiłam go do rumby. Byliśmy fenomenalni. Ada powiedziała, że miała gęsią skórkę podczas oglądania pokazu. Stwierdziła, że nie ma już nic do roboty ze mną, bo w męskich rękach ruszam się jak zaczarowana kobra. Mati stwierdził, talia osy jad żmii, gibkość kobry. Kamila zaserwowała mi pakiet zabiegów kosmetycznych. Nie powiem potrzebne mi to było. Poczułam się dopieszczona. Nic sobie nie poprawiałam, nie stosowałam żadnych wypełniaczy. Przeszłam zabieg oczyszczania skóry twarzy, nawilżania jej i poprawy kolorytu, tzw. rozjaśnienia. Zaserwowano mi typing twarzy. Wyglądałam jakbym szła na jakąś walkę. Miałam wymalowane przez plastry barwy wojenne. Odświeżyłam też kolor i wzmocniłam strukturę włosów. Oczywiście stylizacja paznokci mani i pedi. I depilacja nóg. Żałowałam trochę, że moje włosy na nogach nie są czarne. Przez tą blond szczecinę nie mogę zrobić depilacji laserowej tak jak w przypadku pach i bikini. To naprawdę bardzo wygodne rozwiązanie, szczególnie dla zapracowanych mam i życiowych leniuchów. Anka też nie próżnowała, co jakiś czas podsyłała mi linki z bielizną codzienną, nocną i erotyczną. Zamówiłam kilka przesłanych propozycji i oczekiwałam na paczki. Dodatkowo oczywiście wyciągnęła mnie na zakupy w stacjonarnych sklepach. Mnie w nich nie interesowała bielizna. Większą uwagę skupiłam na butach. Dzięki losowi moja stopa w dziecięcym rozmiarze pozwala na dostępność większości interesujących mnie modeli. Dwie pary zmówiłam przez internet. Karolina poinformowała nas wszystkich, że stroje na imprezę firmową są skompletowane i przyniesie je nam spakowane w pudełka. Do odbioru w sekretariacie. Poprosiłam ją by przekazała mi wszystkie paczki, które nadejdą jednocześnie bym nie czuła się jak kurier codziennie przynosząc paczkę do domu. Ida wciąż naciskała na podwójną randkę. W końcu się zgodziłam pod warunkiem, że moim skrzydłowym będzie Antek. Nieoczekiwanie zgodziła się z nieukrywaną radością. Poinformowałam przyjaciela o dacie i terminie spotkania. Oczywiście jako prawdziwy dżentelmen Antek poinformował, że przyjedzie po nas. Zostałam przebrana przez dziewczyny w przygotowane przez Karolinę stylizację. Nie czułam się w niej najlepiej. Sama na pewno bym jej nie wybrała. Wyglądałam jak cyganka obwieszona złotem. Tak jakbym nosiła na sobie cały dobytek. Pojechaliśmy na kolacje. Ida z Antkiem szybko złapali wspólny vibe i przestali się interesować mną i towarzyszem Adamem. Mężczyzna nie był w moim typie. Szczupły, nie dość wysoki, maił może 175 cm. wzrostu, ubrany w za dużą koszulę z krawatem. Jego twarz była przyjemna z wyglądu, nie był brzydki, ale też nie mega przystojny, taki przeciętny. Ciemne włosy, zielone oczy. Rozmawiało nam się swobodnie, niestety tematy które podejmował nie były zbyt interesujące. Nie interesuje mnie dietetyka, historia, szczególnie wydarzenia I wojny światowej i okres międzywojenny. Nie zastanawiam się czy istnieją kosmici i jakie sekrety skrywa przed nami władza. W ogóle nie lubię poruszać tematów politycznych. Nauczona doświadczeniem wiem, że takie rozmowy zawsze kończą się kłótniami. Z pozostałych tematów została pogoda, która jest jaka jest i nie mamy raczej na nią wpływu i oczywiście sport, który również mnie nie kręci, szczególnie żużel i paraolimpiady. Tak mogę obejrzeć mecz, tylko dlatego że po boisku biega kilkunastu przystojniaków lub siatkówkę, bo lubię tempo rozgrywki i atmosferę towarzyszącą meczom. Nie miałam ochoty lepiej poznawać Adama. Szczególnie po tym jak zamówił karkówkę w chrzanowym sosie. Dałam znak Antkowi, że pora się zmywać. Kolega nie zawiódł mnie, wyszliśmy z restauracji, pożegnaliśmy Adama a ja odetchnęłam z ulgą. Odwróciłam się do przyjaciół, którzy stali zbyt blisko siebie i powiedziałam.

- Muszę się napić. – Skierowałam się w stronę pobliskiego baru.

- Mania poczekaj, może pójdziemy potańczyć. - Zatrzymał mnie Antek.

- Czemu nie, tam też jest bar. – Zmieniłam kierunek marszu. Na szczęście klub był za rogiem.

- Naprawdę było aż tak źle? – Zapytała koleżanka.

- A jak myślisz? Czemu w ogóle umówiłaś mnie z kimś takim? Stara miałaś mi znaleźć faceta a nie starego odgrzanego kotleta tęskniącego za dobrą imprezą ze znajomymi, ale najlepiej w domu z rodziną.

- Daj spokój Adam jest spoko, jak go bliżej poznasz na pewno się dogadacie.

- Merr, chciałabyś go bliżej poznawać?

- Nie, ale no wiesz przeciwieństwa się przyciągają.

- Mer, czy z takim przeciwieństwem poszłabyś do łóżka?

- No nie, ale wiesz to pierwsza randka po takim czasie.

- Czas tu nie ma znaczenia. Liczy się iskra. To coś co między wami przeskoczy. To zrozumienie, podłapanie tematu. Czy ty w ogóle mnie rozumiesz?

- Rozumiem cię, ale myślałam, że po tych wszystkich przejściach szukasz stabilizacji, spokoju?

- A co ja mam 60 lat i wybieram się do sanatorium? Ida!

- No dobra nawaliłam. Wiem.

- Proszę, jeśli dalej chcesz mi szukać faceta to niech będzie taki jakiego sama byś zabrała do łóżka. Nawet jeśli okaże się to tylko jednorazową przygodą.

- Dobra.

- Super. To kto prowadzi do domu?

- No właśnie może być mały problem. Bo ja z Antkiem piliśmy i ...

- Super. Nie chce wiedzieć co zamierzacie. Po prostu chodźmy. Muszę jakoś odreagować zanim zakręcę loki na noc by moja trwała jutro wyglądała oszałamiająco.

Rzuciłam ironicznie przekręcając oczami i przyspieszyłam kroku. To nie był idealny klub, muzyka dla studentów, zmiksowane podkręcone najnowsze hity z radia. Nieważne, było mi wszystko jedno. Zaczęłam tańczyć próbując wpaść w rytm podskakującego tłumu. Moim znajomym to nie przeszkadzało. Tańczyli we własnym rytmie ciasno spleceni ciałami. Uśmiechnęłam się pod nosem. Z tego pieca będzie chleb. Po kilku kawałkach doszłam do wniosku, że muszę zaczerpnąć powietrza. Wyszłam przed klub i mocno zaciągnęłam się papierosem. Pogoda nie rozpieszczała. W powietrzu dało się wyczuć zmarzlinę, która niedługo nadejdzie. Jak to mówią "Winter is coming". Dołączyła do mnie grupka młodziaków, nie powiem niektórzy byli przystojni, jednak w ich mózgach wciąż króluje słoma i siano. Nie bawią mnie takie znajomości, ale z braku laku dobry i klej. Zaczęliśmy rozmawiać, po chwili śmialiśmy] się z jakiś głupich żartów, zaproszono mnie na drinka, niestety odmówiłam tłumacząc, że wyciągnęłam krótszą zapałkę i to ja dziś jestem kierowcą. Chłopak nie odpuszczał, zaprosił mnie na parkiet. Tańczyło nam się poprawnie, choć czasami poczułam jak jego ręka niby nieopatrznie muska mojego tyłka. Ewidentnie dążył do zbliżenia, bo jego twarz co jakiś czas przeleciała tuż przed moim nosem. Zaczęło mnie to denerwować. Próbowałam zlokalizować tą dwójkę gołąbków, niestety na marne. Zdezerterowałam przed klub. Dwójka zainteresowanych małolatów podążyła za mną. W akcie desperacji wyciągnęłam telefon i próbowałam dodzwonić się do Idy, a potem do Antka. Bez skutku. Chłopaki zagadywali mnie i próbowali nakłonić do pozostania i dalszej zabawy. Grzecznie odmówiłam i ruszyłam w stronę parkingu, na którym Antek zostawił samochód. Dobrze, że byłam na tyle przytomna by zabrać kluczyki od przyjaciela jeszcze w drodze do klubu. Ponowiłam próbę kontaktu z przyjaciółką. Jeden z natrętów złapał za telefon i oświadczył, że wpisze numer do siebie. Zamaszyście się odwróciłam w jego stronę i uderzyłam w przeponę. Chłopak się zgiął, lecz nie wypuścił telefonu. Po upomnieniu pokornie go oddał a ja przyspieszyłam kroku do auta. Po drodze wyciągnęłam kluczyki i odblokowałam samochód. Migające światła wskazały mi kierunek dalszej wędrówki. Tłumaczący się chłopak podążał za mną i przepraszał za całą sytuację. Podawał swoje imię, lecz mnie to gówno obchodziło. Wsiadłam do Porsche i zamknęłam się od środka. Jeśli rozwalą Antkowi samochód będzie to wystarczająca kara za pozostawienie mnie samej. Zdążyłam odpalić silnik, gdy rozległ się dzwonek telefonu.

- No hallo!!! Gdzie wy kurwa jesteście?

- Mania atmosfera zrobiła się gorąca i wzięliśmy Ubera do mnie.

- Dziękuje za pamięć.

- Słońce nie gniewaj się. Tak wyszło. Przepraszam.

- Rekwiruje samochód. Będę nim jeździć, dopóki mi się nie znudzi.

- Zabieraj go na zawsze. Jest twój. Dałaś mi coś znacznie cenniejszego.

Uśmiechnęłam się pod nosem. I jak tu się na niego złościć.

- Ale dalej jestem zła. Pa. Miłej zabawy.

- Pa, kocham.

Jestem chyba jedyną kobietą, oprócz jego matki, która usłyszała z jego ust słowo kocham. Co za gówniarz. Uch...

Przez cały tydzień jeździłam Antka Porsche. Ba…. nie tylko ja, Fabian też się załapał. Zabrał Klaudie na randkę. Nie chce wiedzieć co w nim robili. Niech korzystają z życia. Przynajmniej na starość będą mieli co wspominać. Za to Antek każdego dnia przychodził do pracy wesolutki jak dzieciaczek z lizaczkiem. Cieszyłam się jego szczęściem. Teo wyjechał do Londynu. Życzyłam mu powodzenia. Naprawdę chciałam by załatwił wszystko i zamknął ten etap swojego życia. Widziałam, jak się denerwował przed wyjazdem. Mam nadzieje, że wróci zadowolony z efektów poczynionych działań. Karol codziennie stawiał się w firmie i na siłowni. Wyglądał naprawdę dobrze. Zapewniał mnie, że jest całkiem innym człowiekiem. Faktycznie zmieniał się nie tylko fizycznie, bo nabrał masy i rzeźby, ale i psychicznie. Stał się spokojniejszy, weselszy, roztropniejszy i o zgrozo milszy. Coraz ciężej było wyprowadzić go z równowagi i skłonić do słownej przepychanki. Zaczęło mi tego nawet brakować. Marek też nie rozpieszczał mnie swoim towarzystwem. Powiedział, że znalazł kobietę, która ogarnia mu dom i gotuję więc tak naprawdę już mnie nie potrzebuje. Czyżby? Codziennie rano pokornie przynosi mi bułki ze sklepu i dopytuje się czy na pewno nie chcę poznać Lubomiry? Czy na pewno to nie problem, że spędzam samotne wieczory? Za każdym razem opieprzałam go, że za bardzo przejmuje się mną i nie powinien mieć wyrzutów sumienia, że w końcu jest szczęśliwy. Moje życie nie było aż takie szczęśliwe. Znaczy jest szczęśliwe i nie powinnam narzekać. Chodzi o to, że ostatnio się trochę skomplikowało, a jego tempo znacząco wzrosło. W firmie czas płynął znacznie za szybko a o zbliżającym się końcu roku świadczyły namnażające się krzyżyki w kalendarzu i natłok spraw do załatwienia. Wszyscy coś ode mnie chcieli. Większość ludzi żyło zbliżającą się imprezą, która teoretycznie była dopięta na ostatni guzik, lecz co jakiś czas wychodziły dodatkowe pytania, na które musiałam odpowiedzieć. Jak zawsze byłam przygotowana na różne scenariusze i posiadałam ułożony plan B na niespodzianki. Ale pytanie ze strony zespołu czy dany stój będzie odpowiedni wyprowadzały mnie z równowagi. Dla mnie mogli przyjść nago. Oby tylko dobrze się bawili. Do tego wszystkiego jeden z natrętów nie odpuszczał i ciągle do mnie wydzwaniał. Zablokowałam go już na numerze prywatnym, ale utrapieniec jakimś cudem zdobył mój numer służbowy. Wydzwaniał codziennie jak nie na komórkę, to na stacjonarny, a jeśli nie mógł się ze mną skontaktować w ten sposób pisał maile lub wiadomości. Czekała mnie wizyta w dziale IT i prośba o pomoc. Obawiałam się do czego jeszcze może być zdolny, jeśli odetnę mu elektroniczne drogi kontaktu ze mną. I tak już nie odpisywałam. Na szczęście znalazłam idealną kryjówkę przed współpracownikami. Pewnego dnia wpadłam do gabinetu Teodora. Czułam się nieswojo, wiedząc, że nie przyjdzie, bo przecież wyjechał. Ale inni też wiedzieli ze go nie ma, więc nie zaglądali do jego gabinetu. Więc jeśli potrzebowałam chwili spokoju wchodziłam do jego gabinetu i w całkowitej ciszy spędzałam pół godziny, godzinę a ostatnio i trzy. Później zaanektowałam kanapę, przynosiłam komputer i tak potrafiłam przesiedzieć tam nawet i pół dnia. O losie jaki to był wspaniale spędzony czas.

 

TEO.

Ta podróż mnie wykończyła. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Przeszedłem gehennę w sądzie i komisji adwokackiej dowodząc, że mój klient, bo wciąż był moim klientem, nie cofnął mi pełnomocnictw, jest niewinny i tak samo jak ja padł ofiarą przestępstw i intryg innej osoby (oraz mojej byłej żony), którą uważał za przyjaciela. Spędziłem trzy dni w sądzie udowadniając, że ten człowiek nie jest wielbłądem, choć ma dużo na sumieniu i faktycznie może być wielbłądem. Na całe szczęście sędzina przychyliła się do mojego wniosku i oskarżony został wypuszczony za kaucją. Miał całkowity zakaz wyjazdu za granicę, jego paszport został zatrzymany w depozycie państwowym. Spędził trzy lata w więzieniu, czas do ogłoszenia wyroku spędzi w areszcie domowym z elektronicznym dozorem. Jego apartament w centrum stał się jego prywatnym więzieniem. Gdy go odbierałem nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Ciągle milczał i unikał mojego wzroku. Dopełniliśmy wszystkich formalności ze stróżami prawa i gdy drzwi się zamknęły zaczęła się prawdziwa jazda. Pojawili się jego ludzie. Najpierw chcieli mnie zabić, potem już tylko wrzeszczeli a na koniec Matias podziękował, że go nie zostawiłem na pastwę losu. Zaczęto znoszenie niezbędnych rzeczy do odbudowania wizerunku największego biznesmena i mafiosa. Potem pojawiła się kochanka, która została okrutnie potraktowana i wyrzucona na zbity pysk. Potem zaczęła się pielgrzymka dawnych współpracowników i pseudo przyjaciół. Rodzina Matiasa została poinformowana i zaproszona na kolację, niestety odmówiła udziału ze względów osobistych. Widziałem ból i zmartwienie na twarzy bossa choć nie zareagował w żaden znany mi sposób. Przemilczał całą sytuację. Na kolacji byłem tylko ja, osadzony i nieznany mi dotąd facet oraz stado ochroniarzy. Zostałem poproszony o pozostanie przy boku biznesmena i dalsze prowadzenie jego spraw. Niestety nie wiedziałem czy dalej chce się bawić w te brudne gierki. Postawiłem na szczerość i wyznałem wszystko Matiasowi. Jedyne o co mogłem go poprosić to o czas do namysłu. O ironio, mafiosa powiedział, że jedną z wielu rzeczy, które nauczyło go więzienie to to by być cierpliwym. Dlatego prosi mnie tylko o doprowadzenie tej sprawy do końca a o dalszych losach porozmawiamy później. W innych okolicznościach. Nie poznałem swojego dawnego zleceniodawcy, chyba więzienie faktycznie pierze ludziom mózgi. Wróciłem do Warszawy pierwszym lotem. Marzyłem o tym by rozsiąść się na swoim wygodnym fotelu i wypić filiżankę, może dwie pysznej kawy serwowanej przez Karolinę. Może Marysia przyniosła jakieś słodkości do firmy. Nie mogłem się doczekać aż ją zobaczę, to znaczy ich wszystkich, tych pseudo korpo szczurków. No dobra ale jej najbardziej mi brakowało.

Wszedłem do gabinetu, zrzuciłem płaszcz i usiadłem za biurkiem. Rozłożyłem się wygodnie na fotelu. Instynktownie poczułem, że coś jest nie tak. Coś się zmieniło, ale jeszcze nie wiem co. Zaciągnąłem powietrze w płuca a moje nozdrza wyczuły słodki, migdałowy zapach. Zapach migdałowych ciasteczek. Zapach dzieciństwa spędzonego u babci. Zacząłem rozglądać się po biurze, wyglądało normalnie tak jak zawsze, choć nie pamiętam by stolik przy kanapie był aż tak przysunięty. Zajrzałem do kosz, w którym leżały papierki po czekoladowych batonach. Ktoś używał tego pokoju pod moją nieobecność. Wyszedłem z gabinetu by zlokalizować Karolinę. Stała przy ekspresie podszedłem i poprosiłem o podwójne espresso i ciastka, jeśli są. Dziewczyna z uśmiechem zaparzyła mi kawę, nałożyła porządną porcję kruchych ciastek z cukrem. Poinformowała mnie, że przebranie na imprezę jest gotowe i spakowanie, czeka na mnie grzecznie. Upomniała bym pamiętał o zabraniu wszystkiego z sekretariatu bo robi się ciasno. Zgarnąłem eliksir mocy i dawkę cukru do gabinetu rzucając okiem na przygotowaną wieżyczkę paczek. Nie minęła godzina spokoju jak do mojego miejsca pracy wpadła Maryśka. W ferworze spraw nawet nie spojrzała do wnętrza. Jak huragan wyrzuciła trzymany śmieć do kosza, położyła laptop na stoliku kawowym, ściągnęła buty i usiadła po turecku na kanapie. Coś mamrotała pod nosem, ale nie zrozumiałem ani słowa. Spojrzałem na nią, uśmiechnąłem się pod nosem, do którego dobiegł znany mi już zapach migdałowych ciastek i zapytałem sam siebie w myślach czy kiedykolwiek przestanie mnie zaskakiwać. Postanowiłem się odezwać.

- Proszę, rozgość się. Mną się nie przejmuj.

Kobieta podskoczyła na kanapie przestraszona.

- Matko, ale mnie przestraszyłeś. Przepraszam. Nie wiedziałam, że wróciłeś. Już uciekam.

- Marysiu spokojnie, możesz zostać, raczej nie będziesz mi przeszkadzać.

- Dziękuje.

- Powiedz mi co tu robisz?

- Wstyd się przyznać, ale ukrywam się.

- Ukrywasz się?

- Tak. Przed wszystkimi, przed światem. Wiedziałam, że Cię nie ma, a jak kogoś nie ma to nie ma po co wchodzić do jego biura. Wykorzystałam to, bo potrzebowałam chwili spokoju, bo ode mnie wszyscy coś chcą i ukryłam się tu. Tak jakby zaanektowałam twoją kanapę.

- Zaanektowałaś kanapę?

- Tak.

- Czy to wrogie przejęcie terytorium czy raczej azyl dla uchodźców?

- Azyl.

- To się ukrywaj tu dalej.

- Dziękuje.

- Ciężki tydzień?

- To mało powiedziane. Wzięłam na siebie za dużo i już czuje jak moje baterie się wyczerpują. Jeszcze dwa dni w takim tempie a padnę.

Zadzwonił jej telefon, szybko go wyciszyła i rzuciła pod poduszkę na kanapie.

- O nie, i jeszcze ten gnojek do tego wszystkiego. Wykończę się.

Wstałem za biurka, podszedłem do niej i wyciągnąłem rękę. Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona.

- Daj telefon.

Potulnie sięgnęła po urządzenie i wręczyła mi je. Bez namysłu odebrałem.

- Halo, kto mówi? … Kto?... A kim Pan jest dla Pani Marii? … A w klubie?... A jak często Pan dzwoni i pisze do …Rozumiem… A ona Panu odpisuje? … Rozumiem. Ale jest Pan świadomy, że stalking w Polsce jest traktowany jak przestępstwo i za nękanie grozi Panu do 8 lat pozbawienia wolności i całkowity zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej? Prawnikiem…Tak… No raczej nie jest, skoro nie odpisuje…Na to wynika. Do widzenia.

Oddałem telefon oniemiałej kobiecie.

- Raczej już nie zadzwoni. I bardzo przeprasza, źle zrozumiał Twoje intencje.

- Moje intencje? – powiedziała zirytowana

- No tak powiedział.

- To nie ja szłam za nim ciemną nocą alejką na parking spod klubu.

- A co robiłaś w klubie? – dopytałem zaciekawiony.

- Na pewno nie to co myślisz. Byłam z Antkiem i Idą. Tych dwoje zajęło się sobą a mnie zostawili samą. Ten gnojek wyrwał mi telefon i puścił do siebie strzałkę, więc go walnęłam a potem jak najszybciej wsiadłam do samochodu i odjechałam.

Fala złości rozeszła się po ciele, zacisnąłem pięści. Miałem ochotę wyjść, znaleźć pseudo kolegę i przywalić mu w japę. Jak mógł ja zostawić samą, w nocy, w klubie?

- Jak to Antek zostawił cię samą? – Postanowiłem dopytać, miałem nadzieje, że to jakieś nieporozumienie.

- Oj to długa historia.

- Mam czas.

- Ida umówiła mnie a raczej nas na podwójną randkę.- Wstała i zaczęła nerwowo chodzić po gabinecie. - Powiedziałam, że zabieram Antka jako skrzydłowego, skoro ona wybrała parę dla mnie. Poszliśmy do restauracji, usiedliśmy oddzielnie byśmy mieli większą swobodę rozmów. Facet okazał się totalnym niewypałem. Nie dość, że się nie najadłam, bo pierdolił coś o niezdrowych tłuszczach, węglowodanach i innych bzdetach to jeszcze nie mogłam się napić, bo okazało się ze jest abstynentem a picie alkoholu przez kobiety jest pase. W ogóle nie był w moim typie więc nawet patrzenie na niego sprawiało mi frajdy. Chciałam jak najszybciej skończyć tą męczarnie, ale było mi go szkoda. Odsiedziałam swoje i dałam znak tej dwójce gołąbków, że czas się zbierać. Gdy pożegnaliśmy Pana flegmatyka powiedziałam ze muszę się napić, na co Antek oznajmił ze jestem kierowcą, bo oboje pili winko do kolacji. Zaproponowali klub, bo był niedaleko. Zgodziłam się, bo potrzebowałam odreagować. Niestety też się okazał klapą. Nie moje klimaty i w ogóle był podejrzany. Rozdzieliliśmy się na chwilę a te dwa przychlasty się do mnie przyczepiły. Nie mogłam znaleźć Antka więc stwierdziłam, że czas się zbierać. W końcu to ja zostałam sama. Jak szłam do samochodu dwójka tych gówniarzy nie chciała się odczepić. Wyciągnęłam telefon i dzwoniłam na przemian do Idy i do Antka. W pewnym momencie jeden z tych dwóch pojebów podszedł do mnie, zabrał mi telefon i wykręcił numer do siebie. Walnęłam go w przeponę aż się zgiął. Nie zdążyłam rozłączyć połączenia i tak zdobył mój numer. Zablokowałam go, ale nie odpuszczał. Nie wiem, jak zdobył mój numer służbowy i maila. Dzwonił i pisał codziennie. Miałam iść do informatyków by zrobili z tym porządek, ale nie miałam czasu, bo biegam jak kot z pęcherzem po firmie. Ot cała historia.

Ciężko usiadła na kanapie chowając twarz w dłonie. Widziałem jej przemęczenie. Oderwałem się od biurka i podszedłem do niej. Nie wiedziałem do końca co mogę zrobić, co wypada zrobić.

- Mogę powiedzieć Ci na pocieszenie, że nie tylko Ty miałaś ciężki tydzień.

Spojrzała na mnie smutnym a zarazem zatroskanym wzrokiem.

- Chcesz o tym pogadać?

- Nie.

- Chcesz, żeby ktoś wysłuchał twojej historii?

- To nie byłoby mądre.

- Ale już wszystko ok. Wszystko poszło po Twojej myśli? Czy wynikły niespodziewane turbulencję?

Uśmiechnąłem się.

- Wszystko ok. Można powiedzieć, że sukces. Choć jeszcze się zastanawiam, czy przyjąć nową ofertę od starego klienta.

- To dobrze. Jeśli mogę doradzić. Czasami lepiej jest poczekać i pozwolić dojrzeć decyzji samej.

- Mądre.

Wstała z kanapy, założyła buty.

- Przynajmniej tyle dobrze. Dziękuje za załatwienie mojej sprawy.

- Nie ma za co. Jestem do usług.

- Mogę mieć jeszcze jedną prośbę.

- Wal.

- Przytulisz mnie.

- No pewnie.

Wtuliła się we mnie mocno. To nie był służbowy tulas. To był… Nie wiem co to było, ale było przyjemnie. Położyłem swoje dłonie na jej plecach i zacząłem głaskać. Kobieta odprężyła się i zaczęła mruczeć.

- Proszę ukryj mnie przed światem, choć na chwilę.

- Nie ma problemu. – Nie wiem, czy to był odruch a może po prostu tego właśnie chciałem. Przesunąłem rękę na jej kark, delikatnie odchyliłem i pocałowałem ją w głowę. Tak jak rodzice całują dzieci. Z troską, na pocieszenie. Ku mojemu zaskoczeniu nie odskoczyła ode mnie jak poparzona a roześmiała się.

- Co Cię tak śmieszy. Też bym się pośmiał.

- Jesteś już mój. – Zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem.

- Co? – Dopytałem dla jasności.

- Pocałowałeś mnie w głowę. Tak robią moje chłopaki.

- Którzy?

- No Fabian, Marek, Antek, Dominik, Darek a teraz ty dołączyłeś do tego frendzonu...

- Czyli jestem Ci bliski.

- Można powiedzieć prawie przyjaciel.

- Myślę, że prawie ma tu kluczowe znaczenie. Ile mi brakuje?

Podniosła rękę do góry i pokazała ok. 5 cm.

- Tyle.

- Co? Aż tyle? Oszukujesz mnie?

- No dobra tyle.

Zmniejszyła dystans pomiędzy palcami do dwóch.

Oderwała się ode mnie, podciągnęła na moich ramionach i pocałowała w policzek. Odwróciła się, zebrała swoje rzeczy.

- Starczy. Świat czeka. Jak mówił Conan – Na pohybel! - Z uniesioną dłonią wyszła z pokoju pozostawiając mnie z własnymi myślami. Czy to mi się podobało? Bardzo. Czy chcę więcej? Ile się da. Czy chcę pozostać w strefie fendzonu? Zdecydowanie nie. Czy chcę związku? Teraz już nie wiem. Chcę być blisko niej, ale na związek raczej nie jestem gotowy. Odrzuciłem tę myśl. Czas popracować. Udałem się do sekretariatu po listę zadań zebraną przez asystentkę. Karolina wręczyła mi stertę papierów oświadczając, że to najpilniejsze sprawy. Faktycznie w firmie sporo się działo. Odnawialiśmy kontrakty, zawieraliśmy nowe umowy. Wszystko trzeba było ponownie sprawdzić pod kątem prawnym. Miałem tyle pacy, że zbytnio nie mogłem porozmawiać z Antkiem, który również bujał myślami gdzieś daleko. Miałem dość. Zebrałem swoje rzeczy, wychodząc zatrzymała mnie Karolina.

- Wracaj i zabieraj paczki.

- Dzięki za przypomnienie.

Wróciłem i zabrałem naszykowaną wieżyczkę kartonów.

Wchodząc do mieszkania rzuciłem wszystko w kont. Byłem wykończony. Położyłem się na kanapie i włączyłem film. Ciekawość jednak zwyciężyła. Musiałem sprawdzić co za przebranie wymyśliła dla mnie Karolina. W końcu powiedziałem, że nie interesuje mnie co, oby było męskie. Przełączyłem program na odtwarzacz i puściłem spokojne soul chill vibe. Z głośników poleciał A Million Songs- Vividry. Zwlekałem się z kanapy, wczułem się w rytm, przebrałem w dresy, wyciągnąłem piwo z lodówki i przekopałem paczki bliżej kanapy. Złapałem za pierwszą i rozszarpałem. Co do chuja? Wyciągnąłem krwisto czerwone pudełko z napisem HOT SHOP. Odrzuciłem wieko, odchyliłem pergamin a moim oczom ukazały się czarne zabudowane buty na grubej czerwonej platformie i niebotycznie wysokiej, cienkiej szpilce. U szczytu buta był szeroki skórzany nabity ćwiekami pas. To chyba wiązanie kostki. Złapałem za nie i podniosłem na wysokość twarzy. Przetarłem dłonią twarz. Bardzo kurwa męskie Karolino. Postawiłem but na blacie szklanego stolika. Chciałem odrzucić pudełko, ale nie było puste. Zdjąłem drugą warstwę pergaminu która skrywała amerykańską policyjną czapkę. Uśmiechnąłem się sam do siebie. No no no ciekawe. Pod czapką schowany był skórzany czarny top na ramiączka z paseczkami wokół piersi i obrożą. Do tego damskie bardzo wycięte majtki typu bokserki. Mam nadzieje, że pomyliłem paczki albo to bardzo głupi żart. Złapałem karton i próbowałem odczytać etykietę. Żadnych szczegółów. Z powrotem spojrzałem w głąb pudełka skrywającego te skarby. Przerzuciłem kilka gadżetów i trafiłem na karteczkę „Wiem, że Ci się spodoba. To Twoje klimaty. Może zmienisz zdanie królowo śniegu. ANKA”

 

MANIA.

Weszłam do domu obładowana pakunkami jak bułgarski handlarz. Zawsze tak robię. Zabieram z samochodu tyle ile się da, przecież nie będę chodziła dziesięć razy. Nie wygrałam nóg na loterii. Tylko ten mój heroiczny wyczyn zawsze kończy się tak samo. Wszystko ląduje z hałasem na podłodze w korytarzu. Och Mania nie uczysz się na błędach. Stałam pośrodku tego rozgardiaszu, spojrzałam na wpatrującego się we mnie Leona, który energicznie machał tyłkiem z radości. Pani wróciła do domu.

- Może byś mi pomógł?

Przepełniony euforią ruszył w moją stronę, stanął na dwóch łapach i rzucił się na mnie. Przytuliłam go mocno do siebie.

- Ja też się cieszę, że Cię widzę.

Wygrzebałam się z tej sterty porozrzucanych kartonów i weszłam do salonu. Zrzuciłam z siebie ostatnie torby i padłam na krzesło. Matko jaka jestem wykończona. Marzę o gorącej kąpieli, kocyku i lampce wina. Bez większego namysłu postanowiłam spełnić swoje marzenia. Minęłam cały ten bajzel – później go posprzątam - i weszłam do swojego królestwa. Po godzinie spędzonej w moim prywatnym domowym SPA czułam się jak nowonarodzona. W jedwabnym szlafroczku, tylko tym szlafroczku ponownie wyszłam na korytarz. Zebrałam paczki, które położyłam na stoliku kawowym. Włączyłam telewizor i odpaliłam serial. Wróciłam się do kuchni po wino i nóż do otwierania listów. Po chwili układania się na kanapie pod kocykiem w końcu mogłam przystąpić do celebracji otwierania paczek. Niestety, ktoś śmiał mi przeszkodzić. Mój telefon rozdzwonił się w torebce. Zignorowałam go i przecięłam taśmę pierwszej paczki. Tej największej. Natręt nie dawał za wygraną, ponownie telefon zaczął dzwonić w torebce. Już miałam wstać, gdy przypomniałam sobie, że mam prywatnego niewolnika.

- Leon! Leon chodź!

Mój ulubieniec przyszedł do mnie z uradowaną miną.

- Przynieś Pani torebkę. Przynieś.

Psisko spojrzało na mnie i przekręciło głowę.

- Nie udawaj, że nie rozumiesz. Przynieś torebkę.

Pseudo Dogo spojrzało na leżącą na krześle torebkę a potem wróciło spojrzeniem na mnie.

- Przyniesiesz mi torebkę? Proszę. Bardzo ładnie proszę.

Dałam za wygraną, po co ja wydałam tyle kasy na szkolenie dla tego bezużytecznego darmozjada. Odrzuciłam zamaszyście koc a w tym momencie pies podszedł do krzesła, złapał w paszczę torebkę i ją przyniósł. Nareszcie dotarło. Z powrotem przykryłam się szczelnie kocem. Złapałam za torbę jedną ręką a drugą pogłaskałam moje szczęście po głowie.

- Dziękuje, mój dżentelmenie.

Wygrzebałam telefon, który ponownie zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz, Teo, czego on ode mnie może chcieć o tej porze?

- Halo.

- Cześć, dodzwonić się do Ciebie graniczy z cudem.

- Nie miałam telefonu pod ręką. Poza tym jest po godzinach pracy i nie muszę odbierać od wszystkich.

- Ale ja dzwonie prywatnie.

- Ooo, ale zaszczyt mnie kopnął. Co się stało?

- Odebrałaś paczki z sekretariatu?

- A co zgubiłeś jakąś?

- Może?

W tym momencie Leon postanowił dołączyć do mnie na kanapie. Zaczął gramolić się i układać koło mnie.

- Poczekaj – rzuciłam do słuchawki, odłożyłam telefon i powiedziałam do Leona.

"Gdzie się tu ropalisz? Będziesz leżał ze mną? No dobra, kładź się pod koc. O matko Leon, ale Ty jesteś ciężki". Pomogłam mu po czym roześmiałam się, bo psiak polizał mnie po twarzy. "Przestań, nie będziemy się dziś całować. No już. LEON!" Pies położy łeb na moich nogach.

- Już jestem – powiedziałam do słuchawki.

- Chyba wam przeszkadzam?

- Nie to tylko Leon. Przewalił się przez mnie, ale już się ułożył. Nie przeszkadzasz, mów co się stało?

- Pytałem, czy zabrałaś paczki od Karoliny?

- Musiałam je zabrać, wcisnęła mi je przed wyjściem. A co?

- Chyba w całym tym dzisiejszym rozgardiaszu Karolina pomyliła kupki i wziąłem twoje paczki.

- Serio, poczekaj otworzę jedną.

Włączyłam rozmowę na głośnik. Złapałam za napoczętą paczkę i ją otworzyłam. Rozerwałam folie w którą zapakowana była kurtka z TOP GUN. Uśmiechnęłam się.

- Faktycznie dostałam kurtkę Toma Cruza. A ty co dostałeś?

- Coś twojego.

- To znaczy?

- Pełen sexy strój policjantki.

- CO? To nie moje, ja miałam być królową śniegu albo Elzą z krainy lodu.

- W tym stroju to raczej będziesz roztapiać lody.

- To na pewno pomyłka.

- Raczej nie.

- A skąd ta pewność?

- Była dołączona karteczka, poczekaj.

Usłyszałam, jak się kręci na kanapie. Na pewno skórzanej, bo słyszałam, jak wszystko trzeszczy pod wpływem ruchu ciała.

- Gotowa?

- Dawaj.

- „Wiem, że Ci się spodoba. To Twoje klimaty. Może zmienisz zdanie królowo śniegu. ANKA”. Jesteś?

- Tak jestem. Faktycznie miało trafić do mnie. Wyobrażam sobie co było w środku.

- Poczekaj prześle Ci zdjęcie.

Weszłam w wiadomości i zobaczyłam zdjęcie przepięknych skórzanych czółenek na grubej platformie i cieniutkiej szpilce wiązanych w kostce szerokim punkowym pasem. Westchnęłam głęboko i powiedziałam.

- BOSKIE. Takich szukałam.

- Serio. Po co Ci takie buty?

- Do tańca.

- CO? Jakiego tańca?

- Nie twoja sprawa. Są epickie. Gdzie ta wredota znalazła takie buty?

- Sądząc po reszcie garderoby to w jakimś sex shopie.

- Byłyśmy w trzech i w żadnym nie było takich butów.

- Byłaś w sex shopie?

- Przecież to nie zbrodnia.

- No nie, ale … wiesz… zaskoczyłaś mnie.

- Proszę Cię, nigdy nie byłeś w takim przybytku.

- Raczej nie korzystam z asortymentu takich miejsc.

- A myślisz, że te wszystkie laski, które pukacie skąd mają takie fikuśne ciuszki? Pewnie babcie dziergają im je na drutach?

- Masz inne gadżety do użytku?

- Ta wiedza jest Ci zbędna.

- Nie zaprzeczasz.

- I nie potwierdzam. Nieważne. Tylko to dostałeś?

- Reszty bałem się otwierać?

- Proszę Cię. Nie mów, że poczułeś się zgorszony? Po pierwszej paczce.

- Serio pomyślałem, że to jakiś żart i to dla mnie.

Roześmiałam się głośno.

- Nie śmiej się! Wyobrażasz sobie...?

- Jak byś w tym wyglądał. Moja wyobraźnia właśnie szaleje.

- Lubisz takie klimaty? Kręcą Cię takie przebieranki?

- Nie męskie, ale kobiety tak. Wstyd się przyznać, ale bardzo.

- A ty się przebierasz?

- O matko nie robiłam tego chyba z milion lat.

- Może Anka zdecydowała za Ciebie, że powinnaś zacząć.

- Chyba tak, albo to jej głupi pomysł do namówienia mnie na kolejną sesje.

- Jaką sesje? Erotyczną? Swingeri i te sprawy.

- Zdjęciową zboczeńcu. Przestań ze mnie robić jakąś rozpustnice. Nie słuchasz tego co mówię. Jestem bardzo monogamiczna.

- A gdzie można obejrzeć Twoje zdjęcia?

- Moje zdjęcia są bardzo dobrze ukryte przed światem.

- No weź Mania. Pokaż chociaż jedno?

- Jesteś jak napalony nastolatek. Nabawisz się kontuzji nadgarstka. Nie i tyle.

- To Ci nie oddam paczek.

- Nie szantażuj mnie, bo to się źle kończy. Poza tym nie wiesz co jest w innych paczkach.

- Mania, jedno.

- Poproś Antka. Jeśli będziesz wystarczająco przekonujący pokaże Ci swój skarb.

- To on ma twoje rozbierane zdjęcie? To niesprawiedliwe.

- Antek wszedł w posiadanie tego zdjęcia drogą podstępu. Poza tym jest dla mnie jak brat, a ty jak na razie pretendentem do miana przyjaciela.

- Właśnie zraniłaś moje uczucia. Dlaczego nie ma się na Facebooku?

- Googlujesz mnie?

- A mam inne wyjście?

- Nie ma mnie na social, bo cenie swoją prywatność. Jedyne zdjęcia jakie są w necie to te ze znajomymi i dzieciakami.

- Twoja córka ma spore portfolio.

- Szlag.

- To naprawdę piękna dziewczyna.

- Teo, mówisz o mojej córce.

- Mam, gdzie to było? – Wysłał mi zdjęcie. Otworzyłam wiadomość i ukazało się moje stare zdjęcie z Nadią na leżakach z drinkami z palemką. Byłam spalona na mahoń w czarnym jednoczęściowym kostiumie z potężnym wycięciem z przodu sięgającym pępka.

- Kanary, późna jesień. Byłam opalona po wakacjach w Polsce. Pierwszy wyjazd w listopadzie po święcie zmarłych. Zostałam zhejtowana przez rodzinę za to, że po płaczu na cmentarzu poleciałam na wakacje z dzieciakami. I śmiałam się bardzo dobrze bawić. W tedy wszyscy zrozumieliśmy, że nasze życie musi toczyć się dalej i nie możemy ciągle rozpamiętywać śmierci Rafała i zastanawiać się jak on czułby się widząc nas z boku. Obiecaliśmy sobie, że będziemy żyć pełną piersią, na petardzie tak by był z nas dumny.

- A to?

Przesłał kolejne zdjęcie.

- To, plaża w Chorwacji, pierwsze i jedyne letnie wakacje za granicą. Zdjęcie zrobione przez Nadkę.

- Ma dziewczyna oko.

- Pół dnia ustawiała mnie do tego zdjęcia.

Poprawiłam się na kanapie. Zepchnęłam łeb Leona z kolan. Bestia chrapnęła przeciągle, zwinęła się w kłębek i ponownie zacząła chrapać.

- Co to?

- Raczej, kto to? Leon zasnął na dobre.

- Chrapie jak traktor. Jak Ty możesz przy nim zasnąć?

- Nie śpimy razem, a poza tym mam bardzo mocny sen. – Ziewnęłam.

- O ho, chyba czas kończyć pogaduchy. Uciekaj do łóżka.

- No nie chce, ale już muszę. Kolorowych snów.

- Dobranoc.

- Dobranoc.

 

Obładowana paczkami weszłam do biura. Karolina spojrzała się na mnie jak na wariatkę.

- Miałaś je zostawić w domu a nie nosić w tę i z powrotem.

- Pomyliłaś paczki. – Sapałam ciężko rozbierając się.

- Nie możliwe. – Zaprzeczyła asystentka.

Nie zdążyłam wyjaśnić co się wydarzyło, gdy do mojego pokoju wszedł równie zasapany Teodor. Rzucił paczki na biurko, głęboko odetchną i podszedł do mnie przywitać się całusem w policzek. Stanęłam wmurowana w podłogę a Karolina przyglądała się mi z szeroko otwartymi oczami. Mężczyzna nie przejął się za bardzo swoim gestem. Odwrócił się do biurka i zaczął trajkotać.

- Otworzyłem tylko tą jedną. Jak wiesz. Proszę – podał mi krwisto czerwone pudełko – i nie otwieraj jej przy mnie. Przez Ciebie i te pogaduchy miałem koszmarną noc. Mam nadzieje, że się wyspałaś. Leon nie przeszkadzał po tym czego się nasłuchał.

Podeszłam do niego z szerokim uśmiechem, poklepałam po ramieniu.

- On też nie ma ze mną za lekkiego życia. Nasłuchał się sporo głupot w tym swoim krótkim życiu.

- Oj Mania, - pokiwał głową - jesteś niemożliwa. Współczuję mu. Chyba będziemy musieli je otworzyć, bo na etykietach nie ma żadnych informacji o faktycznym odbiorcy.

- Karola pomożesz nam?

Odwróciłam się by podkreślić spojrzeniem znaczenie moich słów. Niestety, asystentki już nie było w gabinecie. Uśmiechnęłam się.

- Musimy poradzić sobie sami.

- No to otwieramy.

Złapałam za nożyczki i rozcięłam taśmy pudełek.

- Co Ci się śniło? Jeśli mogę wiedzieć?

- Nie chcesz wiedzieć.

- Może chcę?

- Uwierz mi nie chcesz wiedzieć. Tym razem to ja mogę cię zdeprawować.

- Przekonajmy się. Mnie też ostatnio śnią się same głupoty. Grałam chociaż główną role?

- Mania. – Spojrzał na mnie.

- No co?! Jestem ciekawa jaki jest Twój stosunek do mnie. – Wrócił do paczek, złapał foliowy worek w ręce.

- Proszę nie mów nic o stosunkach.

Rozerwał paczkę. Na biurko wysypały się komplety zamówionej przeze mnie nocnej bielizny. Spojrzał na nie wielkimi oczami. Jego tęczówki pociemniały. Wsadził rękę do środka folii i wyciągną czarny satynowy szlafrok zakończony koronką.

- Ta też była twoja. – Powiedział trzymając na jednym palcu cieniutką szmatkę. Spojrzał na mnie twardym wzrokiem. Delikatnie się zaczerwieniłam, spuściłam wzrok i przygryzłam wargę. Nie wiem, czy było mi wstyd, że to zobaczył. Z drugiej strony nie miałabym nic przeciwko. Przyzwyczajałam się do niego. Stawał się mi bliski, ale nie w takim znaczeniu jak Antek. Czułam do niego pewien pociąg. Za każdym razem, gdy się pojawiał w moim otoczeniu moje mięśnie tężały. Stawałam się czujniejsza, wrażliwsza na słowa, gesty, zapachy. Oj szczególnie na zapachy. Przybliżył się a mnie uwięziły w szponach jego perfumy. Mocne, odważne, intensywne – zabójcze. Delektowałam się nimi za każdym razem. Dotknął mojej twarzy odgarniając kosmyk włosów. Przez ciało przebiegł dreszcz, pokazała się gęsia skórka na przedramionach. Przesunął dłoń na szyje i zmusił do podniesienia głowy by nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się zadziornie. Patrzyłam na niego intensywnie. Próbowałam wyczytać jego myśli i zamiary. Jeśli wykona pierwszy krok będzie po wszystkim. Wciągnie mnie w pułapkę namiętności i przepadnę. Nie poczuje żadnego hamulca. Będę pragnęła więcej i więcej. Dawaj, przywróć mnie do gry.

- Do tego tańca potrzeba dwojga. W dużej mierze to nie zależy ode mnie.

No rzesz kurwa jebana mać. Kolejny do przyuczenia. O nie to nie moja bajka. Potrzebuje faceta, który wie czego chce i nie boi się sięgnąć po swoje. Mam dość prowadzenia za rączkę, szczególnie jeśli chodzi o sprawy łóżkowe. Moja twarz z pełnej nadziei zmieniła się w buzie rozczarowanego dziecka. Wszystko spowodowane słowami potencjalnego kochanka i brakiem reakcji. Ciało się rozluźniło, ramiona opadły a ja westchnęłam zawiedziona. Odsunęłam się pozwalając jego ręce opaść swobodnie. Zaczęłam zbierać rozsypane foliówki z powrotem do worka. Nic się nie odzywałam zgarnęłam paczkę z wieżyczki przyniesionej przez prawnika. Usiadłam ciężko na fotelu.

- Ta też moja. W takim razie ta ostatnia pewnie też. Sprawdzisz swoje?

Zrzuciłam pudełka na podłogę. Złapałam za komputer i zaczęłam czytać maile podpierając głowę ręką. W ogóle mnie to nie interesowało czego chcą ode mnie ludzie. Postanowiłam wrócić do swojego świata wyobrażeń i dalej czekać na księcia z bajki. Starałam się traktować go obojętnie. Co nie było łatwe. Jest cholernie przystojny, na pewno dobrze zbudowany, potrafi się ruszać w tańcu i jestem przekonana, że dzięki zdobytemu doświadczeniu jest nieziemski w łóżku. Ale to nie do mnie należy rola podejmowania ryzyka. Robię to całe życie i chociaż raz chciałabym by ktoś inny zrobił ten drugi krok.

- Mania, co jest? Zrobiłem coś nie tak?

- Nie. To nic, zaraz mi przejdzie.

- No powiedz, jeśli to przez mnie to…

Nie waż się kurwa przepraszać, jeśli to zrobisz to koniec. Naprawdę skreślę cię z listy potencjalnych łóżkowych kandydatów.

- Wiesz, jak utrzymać celibat przez 5 lat? – Zapytałam szybko by nie dokończył zdania.

- Nie mam pojęcia? – Odpowiedział trochę zmieszany

- Pozwól mężczyźnie przejąć inicjatywę.

 

Nie zdążył nic więcej powiedzieć, nic zrobić. Drzwi do gabinetu otworzyły się na roścież. Widziałam jak uśmiechnięty Antek zaprasza do mnie gości. Pierwszy wszedł Borys z hollywoodzkim uśmiechem szeroko rozkładając ręce a za nim jego dwaj synowie Aleksiej i Michaił.

- Witaj moja przyszła niedoszła siódma żono! O! I jest Pan prawnik. Witaj Teodorze.

Panowie wymienili uściski dłoni zanim starszy Pan doszedł do mnie. Siedziałam jak kamień na fotelu i wpatrywałam się w moje nemezis. Michaił nie pozostawał dłużny. Odwzajemniał spojrzenie z szerokim uśmiechem na twarzy, beztrosko trzymając ręce w kieszeni i bujając ciało z pięty na palce i z powrotem. Dlaczego dziś? Dlaczego teraz? Czemu mnie to właśnie spotyka? Wolno wstałam od biurka, przykleiłam na twarz uśmiech nr 4 – jak się cieszę, że was widzę. Podeszłam do zgrai mężczyzn. Przywitałam się z Borysem, który szczelnie zamknął mnie w objęciach ramion. Potem podeszłam do Alka, jak zawsze powitaliśmy się służbowym, męskim uściskiem dłoni. A potem nabrałam sporo powietrza w płuca i podeszłam do Michaiła. Bezczelnie mierzył mnie wzrokiem. Matko jaki on jest pewny siebie. Nie tym razem chłopcze, nie dam się wciągnąć w tę grę. Podeszłam do niego, wyciągnęłam rękę a on ją pochwycił przyciągnął mnie do swojego torsu. Zamknął mnie szczelnie w objęciach. Do moich nozdrzy dotarł jego zapach. Równie obezwładniający. Odezwał się do mnie po rosyjsku.

- Cześć mamo.

Podniosłam głowę do góry. Odpowiedziałam mu w jego ojczystym języku.

- Nie mów tak do mnie.

Jego dłonie zaczęły beztrosko zjeżdżać po moich plecach by zatrzymać się na linii pośladów

- Więc może jak za starych dobrych lat. Hej piękna. – Powiedział melodyjnym delikatnym głosem.

Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem.

- Nie pozwalaj sobie chłopcze.

W pokoju panowała głucha cisza. Czułam na sobie wzrok wszystkich zebranych mężczyzn. Każdy z nich był niezmiernie ciekawy jak rozwinie się ta sytuacja. My, czyli ja i ten chłystek wpatrywaliśmy się w siebie, tocząc niemą walkę. Żadne z nas nie chciało wykonać drugiego kroku. W końcu odezwał się Borys.

- MISZA!

Chłopak podniósł ręce w geście poddania.

- Tylko żartowałem, dobrze cię widzieć Masza.

Bez słowa wycofałam się by stanąć jak najbliżej Antka. Przyjaciel wiedział, że to spotkanie nie będzie należało do najłatwiejszych. By rozluźnić atmosferę rozpoczął błahy temat o minionej podróży, urokach Moskwy i pogodzie. Gówno mnie to wszystko obchodziło, chciałam by jak najszybciej ta trójka opuściła pokój. Chciałam zamknąć za nimi drzwi na klucz i go wyrzucić. Nie brałam udziału w rozmowach, stałam cicho i wbiłam spojrzenie w podłogę. Nagle poczułam oplatającą mnie w tali rękę. Podniosłam szybko wzrok. Dostrzegłam stężałe spojrzenie Miszy. Zęby miał mocno zaciśnięte. Zaczęłam się rozglądać skąd nadeszła dłoń. W pierwszej chwili pomyślałam o Antku. Ale nie, rozmawiał dalej gestykulując. Spojrzałam w drugą stronę. To była dłoń Teodora. Mężczyzna odpowiadał uśmiechem na opowieść kolegi, nie patrzył na mnie, ale stał znacząco blisko mnie. Do tego ta dłoń. Spojrzał na mnie puścił oczko i przysunął mnie delikatnie bliżej. Uśmiechnęłam się do niego i uciekłam wzrokiem. Mania nie zarumień się. Wiem zrobiło ci się gorąco, ale powstrzymaj emocje. Potrząsnęłam głową i odchyliłam się do tyłu by powiedzieć mu coś na ucho. Bezbłędnie odczytał moje intencje i nachylił głowę.

- Dziękuję, ale poradzę sobie z nim.

Uśmiechnął się jakbym powiedziała coś naprawdę śmiesznego. Zasłonił mnie swoją sylwetką jeszcze bardziej się do mnie nachylając. Praktycznie schował moją twarz za swoim obojczykiem. Wyszeptał

- Nie wiem co was łączyło, ale wygląda na bardzo zdeterminowanego by spróbować jeszcze raz.

Położyłam swoją dłoń na jego piersi.

- Między nami nic nie było. Po prostu zna zasadę drugiego kroku.

- Czego?

- Później ci wytłumaczę.

Naszą rozmowę przerwał Borys.

- Halo! Turkaweczki?

Teo wyprostował się. Jeszcze raz spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem. Wrócił do poprzedniej pozycji nie zabierając ręki z mojej tali. W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego. Starszy Pan kontynuował rozmowę w języku swoich ojców.

- Coś mi się wydaje, że macie się ku sobie?

Otworzyłam szeroko oczy.

- Co...? My...? Proszę cię Borys - prychnęłam.

- Marysiu, mnie nie oszukasz.

Antek wtrącił się.

- Nie ma szans. - Powiedział pewnie, po czym przymrużył oczy. - Choć ostatnio coraz więcej czasu spędzają razem.

- Nie, nie, nie mój przyjacielu. Ci dwoje pasują do siebie. Spójrz jak ze sobą ładnie wyglądają.

Borys zamaszystym gestem zwrócił wzrok pozostałych na naszą dwójkę.

- Wiem co mówię - oświadczył.

Postanowiłam zareagować.

- Przestań Borys. Ostatnio to samo usłyszałam o nas od Antka – przeskoczyłam palcem wskazującym po naszej dwójce.

Ruszyłam w jego stronę, pozwoliłam jego ręce opleść moją talię.

- My też podobno razem ładnie wyglądamy. Jak z obrazka - dodałam.

- Nie oszukasz mnie Marysiu. – Pogroził mi palcem przyozdobionym w złoty sygnet. – Znam Cię na tyle dobrze by wiedzieć, kiedy żartujesz, a kiedy flirtujesz na poważnie.

Przeniósł spojrzenie na syna mrużąc oczy.

- Niektórzy wciąż uczą się tej sztuki - powiedział z urazą.

Przekręciłam oczami. Do rozmowy włączył się Michaił.

- Masza jest mistrzynią w tej sztuce.

Postanowiłam pokazać pazurki i nie dać gnojkowi satysfakcji. Za długo stałam jak sierotka. Już miałam się odezwać, ale ubiegł mnie Teo.

- Co się dziwić. Jest piękną kobietą i wielu się przy niej kręci. W jakiś sposób musi odrzucić plew od ziarna.

Ponownie przysunął się do mnie i objął. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem, uśmiechnął i puścił oczko.

- Prawda?

Dużo nie myśląc odpowiedziałam.

- Prawda.

Wiedziałam, że to stwierdzenie uderzy w Misze. Gdy go poznałam, był cichym, wstydliwym synkiem mamusi. Nie potrafiącym rozmawiać z kobietami. Można by pomyśleć, że się ich bał. Całe życie prowadziła go matka, która nie mogąc narzucić swojej woli Borysowi, przerzuciła apodyktyczne zachowania na syna. Dopiero gdy chłopak wszedł w wiek dorosłości Borys przejął ster nad jego życiem. Załatwił mu studia na jednej z lepszych uczelni w Moskwie. Zakwaterował w koedukacyjnym akademiku i widząc jak chłopak po omacku porusza się w społeczeństwie studentów przywiózł na wakacje do Polski. By jak on to ujął „rozwinął skrzydła w towarzystwie rówieśników”. Stety lub niestety trafił do nas, na Antka i na mnie. Na prośbę Borysa Antek zabierał go na imprezy i wtajemniczał go w sztukę podrywu i flirtu a ja próbowałam przekazać mu jak najlepszą wiedzę o tym co wypada na randkach a co nie. I tak stworzyliśmy potwora. Większość jego zaczepek traktowałam jako żart i flircianą grę. Pozwoliłam mu ćwiczyć na mnie zachowania i teksty na podryw. Niestety po czasie okazało się, że chłopak faktycznie się we mnie zauroczył. Jak najdelikatniej chciałam wytłumaczyć mu, że to platoniczna miłość i nie ma najmniejszej szansy bym wdała się z nim w jakikolwiek romans. Wiedziałam, że złamałam mu tym serce. Z drugiej strony wiedziałam, że postąpiłam właściwie. Chłopak niestety nie potrafił pogodzić się z porażką. Jego zachowania stały się nieprzewidywalne i Borys postanowił, dla dobra syna i mojego, wysłać go z powrotem do Moskwy. Oboje mieliśmy nadzieję, że otrząśnie się po wszystkim. Zatopi smutki i żale w objęciach innych młodych kobiet. A gdy przyjdzie prawdziwa miłość będzie opowiadał w żartach jak to pokochał opiekunkę z Polski. Jak na razie miłości nie widać na horyzoncie, a nasze nieoczekiwane spotkania wciąż wyglądają tak samo. Ja jestem przy nim bardzo wycofana i nie daje mu nadziei, a ona wciąż próbuje będąc przy tym najpierw czarującym, a potem po prostu chamskim i agresywnym. Zawsze w porę reaguje Borys, wysyłając chłopaka w kolejną delegacje.

- No dobrze. To o czym tak tam szeptaliście? – Zapytał zaciekawiony Borys by rozbić wiszącą w powietrzu ciężką atmosferę.

- A o niczym szczególnym – powiedziałam.

- Zapytałem Manie czy skusi się na propozycje koleżanki i zrobi sobie kolejną sesje, której nie pokaże światu.

Zachłysnęłam się śliną. Co za kretyn.

- Ania zaproponowała Ci sesje. To wspaniale! Kto będzie tym szczęśliwcem i chwyci aparat w dłoń? – Zapytał rozweselony Borys.

- Nikt! Ania nie zaproponowała mi niczego. To Teo wyciągnął pochopne wnioski. Ania zachęca mnie do rozwijania zainteresowań w bardzo szczególny sposób. Ostatnio wróciłam na sale taneczną i mój instruktor zaproponował bardzo niekonwencjonalny układ. Wciąż się zastanawiam, czy przyjąć propozycję.

- A co chce byś zatańczyła? – zapytał Antek.

- Chodzi mu po głowie Tango, ale... z całkiem innym początkiem. Byłam z Adą i Anką na pokazie. Ja mam mieszane uczucia, za to ona jest zachwycona tym pomysłem.

- Teo, ty hobbistycznie zajmujesz się fotografią. Może Ania chce połączyć wszystkie przedsięwzięcia w jedno.

Krew zmroziła mi się w żyłach. Zaschło mi w ustach. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ktokolwiek będzie mnie oglądał kręcącą się na rurze a pomysł z fotografowaniem czy nagrywaniem nie wchodził w ogóle w grę. Do tego wszystkiego, jeśli wmieszałby się Teodor całkowicie spaliłabym się.

- Porozmawiam z Anią – dodał Borys.

- Absolutnie nie!!!

- Czy to układ konkursowy, pokażesz go szerszemu gronu publiczności? – Dopytał Misza.

- Absolutnie nie! To układ dla mnie. Taki prezent od dziewczyn dla mnie.

- I potencjalnego partnera. – Dodał Borys.

- Jak na razie konkurs na potencjalnego partnera zakończył się fiaskiem. Szybko nie wrócimy do ponownych eliminacji. Po ostatnim wyjściu z Antkiem mam dość randek.

- Chodzisz na randki? – Zapytał zaciekawiony Michaił.

- Powiedzmy, że pierwsze koty za płoty. Moi bliscy nie chcą bym została sama na starość. Ale już dość tej prywaty. Co was Panowie sprowadza do Polski?

- Masza, a co może? Oczywiście interesy.

- Właśnie. Borys, interesy. Czy mój dobry znajomy dostarczył to czego szukałeś?

- Tak Marysiu, kurier dostarczył przesyłkę. Dziękuję. Znalezisko omówię z Teodorem. Właśnie, korzystając z okazji może zjecie z nami kolację? Chłopcy są przelotem. Po jutrze wyruszają w dalszą drogę. Chcieli skorzystać z okazji i odwiedzić starych znajomych.

- Naprawdę bardzo bym chciała, ale jestem już umówiona.

- Kolejna randka? – Dopytał małolat.

- To moja słodka tajemnica. Poza tym mam bardzo dużo pracy przed imprezą świąteczną a potem koniec roku. Będę naprawdę zabiegana.

- Właśnie Masza, jakieś świąteczne życzenia? Pewnie przed gwiazdką jeszcze zawitam do Polski.

- Tak. Poproszę ciszę i spokój. W nielimitowanych ilościach.

- Dobrze chłopcy, dajmy tej Pani w spokoju i ciszy popracować. Teodorze mogę cię porwać na chwilę, muszę z Tobą omówić kilka spaw. A Marysiu możesz jeszcze raz skontaktować się ze swoim znajomym. Może będę miał dla niego jeszcze jedną robotkę.

- Oczywiście, jeszcze dziś się z nim skontaktuje.

Borys wręczył mi kopertę i pożegnał, jak zawsze wylewnie czule. Ucałował mnie w głowę, złapał Teodora i zaczęli rozmowę. Pożegnałam się z Aleksiejem silnym uściskiem dłoni, Antek zgarnął chłopaka i pogrążył się z nim w rozmowie. Zostałam sama z Miszą. Chłopak podszedł do mnie. Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego pewnie.

- Masza, proszę zjedz ze mną kolację.

- Nie.

- Proszę cię. Chcę..., muszę z Tobą porozmawiać.

- Nie Misza, musisz zrozumieć sam, że...

- Wiem. Między nami nic nigdy nie będzie. Mam inne zmartwienie. Nie chciałem, żeby to wszystko się tak rozegrało. Chciałem obrócić to wszystko w żart, ale ten twój nowy znajomy wszystko popsuł. Naprawdę rozumiem, znaczy zrozumiałem.

- Misza, bardzo się cieszę, że w końcu zrozumiałeś swoje uczucia, ale ja naprawdę nie mam, nie chcę…. Przez to wszystko nie czuje się przy Tobie bezpiecznie. Nie chcę powtórki. Lepiej będzie jak już wyjdziesz.

- Masza, będę miał dziecko.

Wytrącił mnie tym z równowagi. Stałam a moje tryby w mózgu właśnie się przegrzewały. Nie wiedziałam co zrobić.

- Marija, proszę cię. Jedna rozmowa.

Mężczyzna złapał mnie za dłonie i delikatnie ścisnął. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Przegrałam. Odetchnęłam głęboko.

- Dobra lunch. Tu w firmie.

- Jesteś kochana…. znaczy …. Nie w tym sensie…. zapewniam Cię, że moje serce bije dla kogoś innego.

Pokręciłam głową.

- Z całego serca gratuluję. Skup się teraz na nim, niej. Michał jesteś wspaniałym chłopakiem, załóż rodzinę. Troszcz się o nią, kochaj. Ale proszę Cię, zostaw przeszłość w spokoju.

- Rozumiem. Przepraszam. Dziękuje.

Puścił moje dłonie, chowając ręce do kieszeni.

- Co Ci zamówić?

- Teo zamawia dziś lunch.

- Masza, czy ty i ten koleś…?

- Nie, raczej nie, nie wiem. To nie zależy ode mnie. To skomplikowane.

Wyszliśmy z gabinetu.

 

TEO.

Cofnąłem się po Marysie. Gdy zorientowałem się, że kobieta i młodziak zostali w pokoju sami dostałem ataku paniki. Nie mogłem skoncentrować się na słowach Borysa. Miałem w dupie to o czym teraz do mnie mówił. Stanowczo, ale grzecznie, przeprosiłem druha i ruszyłem na ratunek Marysi. Akurat wychodzili z gabinetu. Nie wyglądała już na taką, która potrzebuje ratunku. Rozmawiali po rosyjsku. Nie lubię tego języka, coś tam rozumiem, coś potrafię powiedzieć. Zdecydowanie wolę francuski. Spojrzałem na nią i wzrokiem zapytałem „wszystko ok.?”. Odwzajemniła moje spojrzenie, lecz szybko uciekła wzrokiem w stronę Miszy.

- Michał, Teo zabierze Cię na spotkanie. Ja muszę uciekać do pracy. Pewnie już na mnie czekają. Teo zamawiasz dziś lunch?

- Tak, ale nie wiem czy nie zjemy na mieście.

- A. ok. Proszę zorientuj się w sytuacji. Ja na pewno nie pojadę z wami. Michał zostanie na lunch w biurze. Proszę zamów dla niego porcję.

Otworzyłem szeroko oczy. Co się kurwa wydarzyło w tym pokoju przez te pięć minut mojej nieobecności? Dotknęła mojego ramienia delikatnie go ściskając.

- Będzie jadł z Tobą lunch? - Zapytałem zdezorientowany.

- Tak. – Odpowiedziała cicho, ale pewnie patrząc prosto w oczy błagalnie. Nie chcesz z nim zostać sama. Rozumiem. Pomogę.

- Dobra – nabrałem powietrza. Moja klatka piersiowa uniosła się wysoko. Kobieta odwróciła się do młodziaka i zakończyła wizytę.

- Do zobaczenia na lunchu.

 

Zabrałem dzieciaka do ojca. Spotkanie nie było zbyt interesujące. Mimo to czułem się wyczerpany mentalnie. Wczorajszy wieczór i noc były naprawdę fatalne. Po odpakowaniu paczek i rozmowie z Marysią ciężko mi było się skupić na czymkolwiek innym niż na erotycznych upodobaniach kobiety. Do tego ustawione na stole paczki kuły mnie w oczy. Szczególnie ta opakowana w czerwony karton. Postanowiłem, że położę się do łóżka. Niestety, nie mogłem zasnąć wciąż myślałem o zawartości paczki. Byłem na tyle zdeterminowany by prawie o północy znieść je do bagażnika auta. Pomimo tej nocnej misji noc nie była dla mnie łaskawa. Morfeusz miał dla mnie bardzo rzeczywiste sny, gdzie faktycznie główną rolę grała Mania. Na przemian oglądałem wytwory mojej wyobraźni w których wiła się pode mną, namiętnie górowała nade mną, zapraszała do zmysłowego tańca ciał i o zgrozo zachowywała się jak moja była żona. Była chciwa, podła, zdradliwa. Obudziłem się zlany potem i z wzwodem. Od rana czekały na mnie jakieś niespodzianki. Najpierw Mania i ponownie jej paczki z niecodzienną zawartością. Później dziwne pytania z jej strony co do mojego stosunku do niej. Doskonale wiem jaki jest. Chcę ją mieć dla siebie. Nie wiem czy na raz czy na dłużej. Po prostu chcę ją zdobyć. Niestety takie relacje nie są jednostronne. Ona też tego musi chcieć. Zadziwiła mnie jej rezygnacja. Atmosfera między nami była bardzo elektryczna. Wystarczył jeden gest z jej strony a wybuchłby pożar namiętności. Jeden maleńki gest. Z drugiej strony, po fakcie, tak jakby wytłumaczyła, że to nie ona jest od wychodzenia z inicjatywą. Czyli chcę by ktoś podjął decyzję o tym co się ma wydarzyć? A co, jeśli nie będzie chciała? Stanie się wycofana jak w przypadku Michaiła? Jej zachowanie nie tylko było dziwne, ale i niepokojące. Stała pod ścianą jak zastraszona nastolatka. Nie chciała okazać żadnego gestu zainteresowania nie tylko rozmową, ale i zebranymi osobami. Michaił wpatrywał się w nią jak hiena. Musiałem to przerwać. Wiedziałem, jak zetrzeć jego pewny siebie uśmieszek z twarzy. Zapomnij dzieciaku ona jest moja. Zaraz po dotknięciu kobiety przeszedł mnie miły dreszcz. Poczułem też jej reakcję na mój dotyk. Na początku była zmieszana, ale po tym jak dowiedziała się czyja ręka ją obejmuje rozluźniła się. Najwyraźniej potrzebowała takiego cichego wsparcia. Poczułem się jak jej wybawca. Nie zaszkodziło przestrzec jej przed tym gówniarzem. Nie przemyślałem do końca tego gestu. Gdy tylko schowała się w zagłębieniu mojego obojczyka oplótł mnie jej migdałowy zapach. Obudziły się nocne koszmary. Ten dzień nie będzie należał do najlepszych w moim życiu.

Po spotkaniu Borys udał się dalej w miasto by załatwiać swoje sprawunki. Umówiłem się z nim na wieczór w ulubionej restauracji. Michaił oświadczył, że zostaje w firmie. Chciałby chwilę porozmawiać z Maszą. My również zjedliśmy posiłek w firmie. Antkowi nie spodobał się pomysł pozostawienia tej dwójki bez kontroli. Wolał chuchać na zimne. Obserwowaliśmy ich uważnie podczas spożywania posiłku. Rozmawiali normalnie, jak dwójka znajomych podczas obiadu. Co jakiś czas Misza pokazywał Marysi zdjęcia. Opowiadał zabawne historie po których dziewczyna wybuchała gromkim śmiechem. Ależ on mnie wkurwia. Postanowiłem zagadać Antka o jego skarb.

- W ilu językach Mania potrafi rozmawiać.

- Przestałem liczyć. – Odparł przyjaciel wycierając usta serwetką. – Płynnie mówi po angielsku- to już norma, hiszpańsku – bo kocha ten język, kraj i kulturę. Rosyjskiego nauczyła się razem z dzieciakami. Uwierzysz, że uczyła się nocami z tych samych książek co Nadia? Rozwiązywała zadania by późnej wytłumaczyć dzieciakowi o co chodzi i sprawdzić pracę domową by nie dostała gały. Potem z Fabianem zrobiła sobie powtórkę. Potem trafiła do nas i poznała Borysa, który bardzo chętnie rozmawia w ojczystym języku. Dzięki temu Mania zdobyła niezbędną praktykę. Komunikatywnie mówi po niemiecku, chyba też po włosku a może zna łacinę. Nie pamiętam. Podstawy złapała, gdy dzieciaki zaczynały szkołę średnią, potem kupiła sobie książki, trochę kursów online, aplikacji na telefon i gada. Jakiś rok temu wymyśliła sobie, że nauczy się francuskiego, więc jakieś podstawy pewnie zna, ale nigdy nie słyszałem by go używała.

- Prawdziwa poliglotka.

- No tak. Zawsze jak jedzie za granice uczy się podstawowych zwrotów: Dzień dobry, Do widzenia, Ile to kosztuje? Poproszę piwo, wino, herbatę. Poznaje liczby i dużo czyta o danym kraju, regionie. Ona nie spędza wakacji tak jak my. W hotelu na leżaku przy basenie. Jej zdjęcia z wakacji są naprawdę epickie.

- Myślisz, że Anka namówi Marysie na sesje.

- Myślę, że nie ma szans. Marysia po ciążach niechętnie robi sobie rozbierane zdjęcia.

- A przed ciążą?

- Było tego trochę. Głównie z tego powodu, że Anka studiowała na ASP i potrzebowała taniej modelki.

- Podobno masz jedno z jej artystycznych zdjęć?

- No mam. Zrobione zostało u Marysi w domu.

- Pokażesz?

- Widziałeś go milion razy. Wisi u mnie w apartamencie w korytarzu.

- CO? KTÓRE?

- No. To podświetlone, czarno białe w złotej ramie.

- To z latającymi firankami.

- Dokładnie.

- I chcesz mi powiedzieć, że jest na nim Mania?

- W stroju Ewy.

- Jakim cudem wszedłeś w jego posiadanie?

- To proste, wyprowadziłem ją z równowagi i wykorzystałem moment nieuwagi.

- Pokaż oryginał.

- Przecież wisi na ścianie.

- Czyli ty go nie zrobiłeś?

- Nie, zrobiła je Anka. Nie znam dokładnych szczegółów jak zostało zrobione. Wiem tylko, że dziewczyny spotkały się na pogaduchy. Marysia postanowiła, że będą się opalać. A że nikogo nie było w domu, a w swoim towarzystwie czują się swobodnie to się rozebrały. Jakimś nieznanym sposobem Anka namówiła ją na zdjęcie toples w oknie tarasowym. Wywołała zdjęcia i chciała podarować Marysi. Akurat jakimś dziwnym trafem byłem podczas przekazania zdjęć, wywołałem małe zamieszanie i korzystając z nieuwagi obu Pań zwinąłem zdjęcie z teczki. Teraz wisi u mnie w apartamencie.

Zacząłem planować nocny skok na skarb Antka. Postanowiłem też udać się na wycieczkę do ASP. Niektóre z starych eksponatów zalegają w magazynach. Jeśli uda mi się tam dostać mogę wejść w posiadanie prawdziwego skarbu.

- Stary o co chodzi z drugim krokiem?

Gwizdnął przeciągle.

- Doszedłeś do drugiego kroku z Manią?

- Nie wiem, może? Nie wiem o co chodzi.

- A co ci powiedziała?

- Mieliśmy dwuznaczną sytuację u niej w biurze, ale nic nie wyszło. Widziałem zrezygnowanie z jej strony więc nie próbowałem. Zapytała tylko czy wiem, jak się utrzymuje celibat? Odpowiedziałem, że nie mam pojęcia a ona na to „Pozwól mężczyźnie przejąć inicjatywę”. Nie zdążyłem dopytać o szczegóły, bo Borys i jego potomstwo wpadli do pokoju.

- Wiesz, trudno to wytłumaczyć. Widzisz, Marysia to silna babka – przytaknąłem i delikatnie się uśmiechnąłem. – Po wszystkich swoich miłosnych perypetiach. Tych z mężczyznami jak i kobietami – spojrzałem na kolegę szeroko otwartymi oczami. – Nie patrz tak na mnie. Ona nie jest święta. Poza tym uważa, że seks z osobą tej samej płci to nie zdrada. Ale mniejsza z tym. Po tym wszystkim co przeszła postanowiła, że pierdoli całe to staranie się, bieganie, kombinowanie. Po prostu wypada z gry. Oczywiście nie zrezygnowała z flirtowania, bo sprawia jej to radość. Czerpie z tego jakieś życiowe fluidy, które utrzymują jej mózg w ramach normalności. Tak mówi. Obiecała sobie, że nie będzie przejmowała inicjatywy, nie wykona drugiego kroku.

- Chyba pierwszego.

- No nie. Widzisz kolego, jest na tyle sprytna, że zostawiła sobie otwartą furtkę. Chodzi o odpowiedź na zaczepkę.

- Czyli jeśli ktoś ją zaczepi, ona może mu odpowiedzieć i postąpić wedle uznania.

- Nie do końca, jeśli ktoś ją zaczepi, na przykład rzuci niewybredny komentarz do niej albo byle jaki, nawet najgorszy tekst na podryw. Ona mu odpowie w swoim stylu a potem bez pokazania jakiejkolwiek emocji będzie stała i czekała co zrobi ta druga osoba. Chodzi o to by dać drugiej osobie przejąć inicjatywę. To ma być twój drugi krok. To ta druga osoba ma zdecydować jak to się dalej rozegra. Jeśli zostawi ją w spokoju, spoko. Jeśli będzie agresywny – dostanie baty. Jeśli, tak jak ja, złoży jej niemoralną propozycje która ją urazi – wyrwie mu kutasa z kręgosłupem.

- Jeśli ją pocałuje?

- Uruchomi bombę atomową. Albo Cię zabije albo uzależnisz się od niej. Grunt, że to nie ona podejmuje decyzję, pozwala przejąć inicjatywę. A z tego co wiem, a wiem dużo, to musi być ktoś z wielkimi jajami, taki prawdziwy samiec alfa.

- Pojebane to.

- Ale ona właśnie taka jest. Dlatego każdemu kandydatowi powtarza, że ma chujowy charakter. Zazwyczaj to wystarczy by ostudzić zapały.

- Niektórych nie da się tak łatwo zniechęcić – kiwnąłem głową w kierunku Michaiła.

- To naprawdę ciężki przypadek, platoniczna miłość. Mania nie mogła sobie wybaczyć, że skierowała zainteresowanie młodziaka na siebie. Ona chciała mu pomatkować a on… ech…było minęło. Wiem od Borysa, że chłopak wyleczył się i ustatkował. W końcu znalazł swój kamień, który go stępił.

- Miejmy nadzieje, że to prawda a nie zuchwała plotka.

- Oj nie stary, to potwierdzona informacja. Borys zostanie dziadkiem.

Pokiwałem ze zrozumieniem.

 

Po południu zgarnąłem Michaiła i odwiozłem go do ojca. I tak jechałem do niego. Warunki pogodowe sprawiły, że podróż strasznie się dłużyła. Nie byłem przygotowany na rozmowę z Miszą. Większą część drogi spędziliśmy w ciszy. Niespodziewanie chłopak rozpoczął rozmowę.

- Nie miałbym nic przeciwko byś bardziej zakręcił się koło Maszy.

- Nie potrzebuje twojego pozwolenia by się z nią umówić.

- Tak wiem. Chodzi tylko o to byś nie zrezygnował po pierwszych niepowodzeniach.

- Dzięki za radę, ale poradzę sobie.

- Mówisz jak Masza.

- Widzisz, już mamy coś wspólnego.

- Wiesz, ta kobieta jest całkiem inna niż wam wszystkim się wydaje.

- Tak wiem to twarda sztuka.

- Właśnie nie. Nie jest twarda, to tylko powłoka, pancerz. W środku jest jak pianka marschmallow. Im bardziej podgrzewasz tym mocniej się rozpuszcza. To ona chce być tą o którą się troszczą inni. Całe życie podejmowała ciężkie decyzje, martwiła się i troszczyła o przyszłość swoją i swoich dzieci. Poświęciła dla nich wszystko, nawet swoje szczęście. Ona potrzebuje kogoś kto za nią podejmie ciężkie decyzje. Kto zatroszczy się o nią i o jej szczęście. Potrzebuje prawdziwego mężczyzny, który nie będzie czekał aż Masza powie mu co ma robić. Nie będzie się pytał o pozwolenie i nie będzie przepraszał, jeśli wie, że postąpił właściwie choć wszyscy w koło uważają inaczej. Proszę przemyśl to co ci powiedziałem. Jeśli masz co do niej konkretne zamiary to nie wahaj się zrobić drugiego kroku. Ale jeśli ma być zabawką, jednorazową przygodą to dobrze Ci radzę odpuść sobie, bo spalisz więcej mostów niż sądzisz. To królowa naszych serc. Wszyscy chcemy dla niej jak najlepiej.

- Rozumiem. Relacja z nią jest bardzo...

- Niepewna?

- No właśnie.

- W zaciszu swojego domu Masza jest całkiem inna. Ona bardzo rzadko pokazuje światu tą uczuciową stronę swojej osoby. Tylko nieliczni dostąpili zaszczytu poznania prawdziwej Marysi. Ona jest damą w towarzystwie, gospodynią w domu, matką dla dzieci i kochanką dla męża.

Zapadła głucha cisza.

 

Borys przywitał mnie w progu restauracji. Był bardzo podekscytowany, zacząłem się martwić. Jego zachowanie zupełnie do niego nie pasowało. Zdawałem sobie sprawę, że zlecenie od Matiasa było bardzo pobudzające, ale żeby aż tak. Kasa, którą wykładał biznesmen za złapanie kolesia, który wpakował go w to gówno sięgała szczytów marzeń nie jednego łowcy głów. Nie wiem czemu Borys uparł się, że podejmie się wyzwania. Ja przyjąłem jedynie zlecenie dalszej obrony mojego byłego, obecnego i może, ale to może przyszłego zleceniodawcy. Jak na razie musiałem znaleźć kancelarię, która mnie zatrudni. Jako wolny strzelec długo nie pociągnę. Na szczęście asystentka Konstantego umówiła mnie na spotkanie z Mecenasem w przyszłym tygodniu. By nikt nie oskarżył go o nieprawidłowości w procesie rekrutacyjnym muszę przejść tą ścieżkę zdrowia. Jest duża szansa, że od nowego roku wzmocnię szeregi Kancelarii Pilecki&Brown. Poza tym pozostawała jeszcze kwestia Andrieja i jego małego, lecz bardzo kosztownego przekrętu. Sam Mecenas nie będzie chciał ryzykować nazwiskiem. Wiem dobrze, że potrzebują kozła ofiarnego w razie wtopy. Jakoś nie zmartwiła mnie ta rola, przeżyłem większe gówno, przeżyje i to. Poza tym jestem prawnikiem. Obowiązuje mnie klauzula poufności i najważniejsze ja nie podejmuję decyzji za klienta. Ja przedstawiam możliwe rozwiązania i potencjalne konsekwencje jego działań. Starszy Pan nie dawał za wygraną. Szybko poprowadził mnie do odosobnionego stolika. Złożył zamówienie za nas dwóch, nie pozostawiając mi wyboru. Nie lubię tego, wole mieć realny wpływ na to co będę jadł.

- Borys, spokojnie, co się stało?

- Ten informator, ten znajomy Mani.

- Co z nim?

- To geniusz, majstersztyk, prawdziwy zawodowiec. Spójrz tylko co znalazł.

Podał mi bez zbędnej poufności teczkę wypełnioną dokumentami i zdjęciami. Faktycznie, same złote kęski, rarytasy. Ta osoba, bo Mania nie zdradza nawet płci tego kogoś. Więc TO wykonało kawał dobrej roboty. Nie tylko ustaliło, gdzie obecnie przebywa kapuś, ale też jakie interesy obecnie prowadzi, jakiej tożsamości używa i najważniejsze z kim ma powiązania. Znalazł o nim wszystko wygrzebał całą jego przeszłość. Wskazał jego słaby punkt. Czytając to moje włosy na całym ciele stanęły dęba. Na kartce papieru streszczono całą ścieżkę kariery mojej byłej żony. Jak się okazuje była nie tylko moją EX. Całość złożyła się w niezły dramat. Na końcu widniała wytłuszczona informacja. DANE SĄ AKTUALNE NA DZIEŃ PRZYGOTOWANIA RAPORTU. Zabrzmiało to jak SB, IPN, KGM lub inny międzynarodowy wywiad. Mania skąd ty znasz takich ludzi? Resztę wieczoru poświęciliśmy z Borysem na ustalaniu planu działania. Obaj doszliśmy do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie kontakt z moja byłą. Ja zaznaczyłem, że chce mieć z Dorothy minimalny kontakt. Nie bawiło mnie jej ponowne spotkanie.

 

MANIA.

O matko, ale się zagrzebałam. Jestem w czarnej dupie ze wszystkim. Dziś odbędzie się najważniejsze święto dla wszystkich pracowników – doroczna impreza świąteczna. Od rana biegam jak poparzona. Mam mnóstwo spraw do skontrolowania i czuję, jak grunt osuwa się pod moimi stopami. Dzięki Bogu, że nie muszę doglądać miejsca i jedzenia. Ufam, że hotel godnie wywiąże się ze swojego zobowiązania. Zostało do ogarnięcia przypilnowanie Antka i sprawdzenie jego przemówienia. Dowiezienie do hotelu nagród jubileuszowych i upominków świątecznych. Próba dźwięku z Krystianem, który będzie obsługiwał nagłośnienie a potem zagra dla nas podczas imprezy. Upomnienie obsługi by po drugiej w nocy nie ważyła się wydawać alkoholu. Z moich spraw zostało przewiezienie stroju i powieszenie go w celu rozprostowania. Makijażystka i fryzjerka są umówiona na 16:00 w hotelu. Karolina zapewniła mnie, że też będzie wcześniej by pomóc. Oby wszystko się udało. Uda się na pewno albo przestaną mnie nazywać Carycą. Niestety moje siły witalne powoli dobijają do zera. Ostatnie dni mnie nie rozpieszczały. W mojej głowie panował kompletny rozgardiasz. Głównie za sprawą pewnego bardzo przystojnego prawnika. Tak intensywnie o nim myślałam ostatnimi czasy, że zaczął mi się śnic po nocach. I to nie były grzeczne i romantyczne wizje. Większość z tych mar nocnych przepełniona była ostrym seksem. Sprawy nie ułatwiały ostatnio zakupione fatałaszki, które oczywiście musiałam poprzymierzać i sprawdzić jak się będą sprawowały w nocy. Nie omieszkałam przymierzyć również prezentu od Anki. Komplet naprawdę był w moim guście. Skórzany gorset przyległ do mojej sylwetki jak druga skóra. Całość w połączeniu z butami wyglądała obłędnie. Oczywiście musiała zrobić sobie kilka zdjęć przed lustrem. Jedno z nich wysłałam Ance a ta od razu wpadła w nieograniczoną euforię. Mimo wszystko nie zatańczę w nim. Choć wiem, że to grzech schowam go głęboko w garderobę, gdzie będzie czekał. No właśnie … na co będzie czekał? Nieważne. Przepełniona erotycznymi bodźcami które coraz bardziej doprowadzały moje ciało do szaleństwa postanowiłam, że skorzystam z usług mojego chłopaka na baterie. Skoro mam już o kim fantazjować niech to przyniesie chociaż pozytywne, dla mnie oczywiście, skutki. Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, iż mój silikonowy ukochany nie posiada wystarczającej mocy by przysporzyć mi wyrzutu endorfin w ciele. Zrezygnowana, rozczarowana a nawet i zła położyłam się spać. Miałam nadzieje, że sen przyniesie mi oczekiwane ukojenie. Niestety noc była koszmarna. Praktycznie nie spałam. Nie mogłam usnąć. W mojej głowie zaczęły układać się plany potencjalnych katastrof, które mogą wydarzyć się podczas przyjęcia. Kręciłam się na łóżku jakbym spała w mrowisku. Dodatkowo Leon dostał jakiegoś nocnego szału. Wył i biegał po korytarzu jak wariat. Praktycznie zmusił mnie bym go wypuściła w ciemną noc. Nie miałam ani siły, ani zamiaru szarpać się z tym genetycznym pogrzańcem. Wypuściłam go na podwórko. Nie jestem też z tych, którzy stoją po nocach przed drzwiami i czekają na pupila. Zbyt dużo horrorów naoglądałam się w młodości. Porządnie zamknęłam wszystkie zamki i szczelnie otuliłam się kołderką w łóżeczku. Tam miałam bezpiecznie przeczekać przynoszącą strach porę. Co nie było zbyt proste, zważywszy na fakt, iż moje oczko w głowie biegało po podwórku i ciągle szczekało. Nie wiadomo na co. Oczywiście martwiłam się o niego, ale w żadnym wypadku nie zamierzałam sprawdzić, jak się ma moje szczęście. O piątej rano zwlekłam się z łóżka. Bolało mnie całe ciało, głowa pulsacyjnie zaczęła odwzorowywać bicie mojego serca. Żołądek ściskał się coraz mocniej za sprawą powracającego niepokoju o powodzenie dzisiejszego przedsięwzięcia. Sama wyglądałam jak jakaś zmora nocna. To nie będzie najlepszy dzień mojego życia. Pomimo tego wszystkiego nie mogłam zawieźć moich ludzi. Należała im się dobra bibka na odmóżdżenie i zamierzałam stanąć na rzęsach by im ją zapewnić. Kopnęłam się porządnie w tyłek i zabrałam do roboty. Ubrałam się w jeansy i T-shirt, na stopy przywdziałam wygodne buty sportowe i ruszyłam do pracy.

W porze lunchu, który zamówiła Karolina, bo ja oczywiście zapomniałam puścić zamówienie, padłam w pokoju uciech i zabawa na fotelu do masażu. Tam znaleźli mnie trzej muszkieterowie.

- Marysiu, żyjesz? – Zapytał szepcząc mi do ucha Karol.

Mając wciąż zamknięte oczy pokiwałam przecząco głową.

- Może jednak zdecydujesz się jeszcze trochę pożyć?

- Nie.

- Wiesz przecież że dziś będzie NAJLEPSZA IMPREZA W ROKU!!!! – wykrzyknął podekscytowany dyrektor projektów.

- Czego się drzesz, przecież wiem.

- To wstawaj, zbierz się do kupy, ogarnij ten swój zgrabny tyłek i pokaż, jak należy się bawić.

- Karol, zmień dilera albo bierz połowę tego gówna, które Ci sprzedaje.

- No dawaj Mańka, jeszcze tylko – policzył na palcach – 6 godzin i będziemy wywijać na parkiecie jak szaleńcy.

- O matko, zostało tylko 6 godzin. Rany boskie przecież się nie wyrobie ze wszystkim.

Zerwałam się z fotela.

- Antek, dawaj przemówienie, muszę je sprawdzić byś znów nie wyskoczył z jakimś żenującym żartem prowadzącego.

- Moje przemówienia są wspaniałe.

- Tylko jeśli je napiszę i sprawdzę czy się ich nauczyłeś na pamięć.

- Spokojnie Marysiu w tym roku dziele rolę mistrza ceremonii z Janem. Ja mam tylko przywitać wszystkich a potem stać, uśmiechać się i rozdawać nagrody. Na koniec pożyczę wszystkim wspaniałej zabawy i do baru.

- Masz przebranie?

- Karolina o wszystko zadbała.

- O której zmywasz się by zacząć się przygotowywać?

- O 14:00

- Dobrze.

- Teo, mogę mieć do Ciebie prośbę?

- Każdą.

- Przypilnuj tego gagatka by się nie spóźnił. Najlepiej jedź po niego do apartamentu i go przywieź do hotelu. Nie wierze w te jego błądzące po mieście Ubery.

- Ale on naprawdę w tedy zabłądził.

- Sraty taty.

- Marysia, może w czymś jeszcze ci pomóc? - Dopytał Teodor.

- Nie, większość mam już ogarnięte. Kamila dostarczy nagrody. O 15:00 jestem umówiona z Krystkiem w hotelu na próbę dźwięku, w tedy wszystko sprawdzę i dopilnuje detali na miejscu. Potem dziewczyny zrobią mnie na bóstwo. I o północy zmyję się jak kopciuszek do pokoju.

- O nie kochana, w tym roku ci nie daruje. Zamierzam przetańczyć z Tobą całą noc. Co roku to ty mnie upijałaś więc, w tym roku odwdzięczę ci się tym samym. - Oświadczył pewny swego Karol.

- Miej litość człowieku.

- Nie ma szans. Dostałem dyspensę od Łukasza i zamierzam ją wykorzystać.

- Za to ty Antek masz być grzeczny. Nie zamierzam zbierać twoich …. towarzyszek z parkietu nad ranem.

- W tym roku będę sam i obiecuję zachowywać się nienagannie.

- I bardzo kurwa dobrze.

 

TEO

Zgodnie z prośbą Marysi zabrałem Antka do jego apartamentu po 14:00. I tak firma zaczęła się wyludniać w zastraszającym tempie. Wyrzuciłem go pod drzwiami wieżowca. Dla pewności czy przyjaciel skieruje się prosto do siebie odczekałem chwile. Po dotarciu do mieszkania zacząłem swoje przygotowania. Wziąłem długa gorącą kąpiel, wypachniłem się i ułożyłem włosy. Przywdziałem przygotowany przez Karolinę strój Toma Crusa z Top Gun. Niby nic szczególnego, jeansy Levisa, biały t-shirt i kurtka z naszywkami. Całość stylizacji dopełniał zegarek na skórzanym czarnym pasku, złoty łańcuszek na szyi i kultowe okulary pilotki Ray Ben.

Po dotarciu do apartamentu Antka stanąłem w przedpokoju. Czekając aż kolega ukaże mi się w swojej stylizacji zapatrzyłem się na ukradzione zdjęcie dziewczyny. Przedstawiało ono kobietę toples w stringach. Stała na palcach w szerokim przesuwnym oknie tarasowym. Wpadający wiatr uniósł wysoko firanki nadając im kształt skrzydeł. Materiał oplatał skierowane do tyłu rozłożone ramiona kobiety. Padające promienie słoneczne rozpromieniły ciało kobiety, kropelki potu odbijały i załamywały światło powodując efekt brokatu. Wyglądała jak anioł. Nie było dokładnie widać jej twarzy. Wyobraziłem sobie towarzyszące jej emocje. Byłem przekonany, że w momencie zrobienia zdjęcia była głęboko zamyślona. Miało się wrażenie, że kobieta albo chce odlecieć albo dopiero co wylądowała na ziemi. Przysunąłem się bliżej do fotografii i skupiłem swój wzrok na sylwetce. Ciało wyciągnięte ku górze nie posiadało jak dla mnie żadnych mankamentów. Kobieta wyglądała wspaniale. Jej sylwetka była apetycznie zaokrąglona w miejscach w których kobieta powinna posiadać pełniejsze kształty. Zarys piersi przysłonięty był delikatnym przezroczystym materiałem, za to pupa, idealna do pieszczenia i gryzienia. Wyciągnąłem rękę ku zdjęciu.

- Nie dotykaj! – Warknął na mnie przyjaciel.

Odsunąłem się od jego skarbu.

- Zostawisz smugi po paluchach.

- Wciąż nie wieżę, że to Mania.

- To kwestia dobrego zdjęcia.

- No sza po ba dla fotografa. Niełatwo złapać takie ujęcie.

- Anka ma tego pełno w swojej pracowni, to artystka.

- Chyba muszę się do niej wybrać. Jeśli posiada coś równie dobrego jak to zdjęcie to zyskała dobrego klienta.

- Na pewno coś u niej znajdziesz by ożywić tą twoją dziuple. No a ja jak ci się podobam?

Zapytał Antek obracając się wokół własnej osi. Ubrany był w czarny dobrej jakości garnitur z aksamitnymi wstawkami na klapach marynarki, białą koszulę, szelki i muszkę.

- Za kogo ty się przebrałeś?

- Jak to za kogo. Jestem Pawlicki, Antoni Pawlicki.

- Karolina nie miała lepszego pomysłu niż James Bond.

- Miała, ale Mania się nie zgodziła. Za ustępstwo na tym polu mam to.

Odchylił marynarkę i pokazał uprząż policyjną z kaburami i pistoletami Glock 9 mm. Gwizdnąłem.

- Elegancki i uzbrojony.

- To atrapy, ale dość ciężkie.

Wziąłem pistolet w rękę. To nie była atrapa. Otworzyłem magazynek, na szczęście był pusty.

- Skąd je masz?

- To Marysi.

Spojrzałem na niego zdumiony.

 

MANIA

- Jestem spóźniona, wystarczy tego lakieru. - Upomniałam fryzjerkę rozpylającą miksturę nad moją głową. - Jeszcze trochę a mnie tu zagazujesz.

- Musi się dobrze trzymać, ta fryzura przetrwa nawet huragan Katerinę. – Skwitowała fryzjerka.

- Wbiłaś mi w czaszkę milion szpilek i wsuwek, nawet tsunami by jej nie pokonało.

- Ale za to jaki jest efekt.

Spojrzałam w lustro. Marta naprawdę wyczarowała arcydzieło na mojej głowie. Upięła włosy w przepiękny, elegancki, delikatny koczek z mnóstwem nadających objętości i lekkości włosom loków wieńczących fryzurę. Niektóre pasma zakręciła i pozostawiła luźno wiszące. Dzięki temu całość wyglądała jak misternie rzeźbione arcydzieło. Utwardziła wszystko toną lakieru i brokatu. W czasie pracy fryzjerki Karolina zrobiła mi delikatny makijaż. Wie dobrze, że nie lubię mieć tony podkładu na twarzy. Oczy zostały podkreślone kocim okiem a usta pomalowane na subtelny matowy czerwony kolor. Spędziłam na fotelu prawie dwie godziny, ale widząc się w lustrze było warto. Moja stylizacja była prosta choć również posiadała pazur. Delikatna biała sukienka z tiulowym nierozkloszowanym dołem była przyozdobiona brokatowymi niebieskimi płatkami śniegu. Musiałyśmy zrezygnować z bardotki, ponieważ gorset okazał się wystarczająco ciasny by utrzymać piersi w ryzach. Cienkie, choć mocne, ramiączka zapewniały komfort i powstrzymywały sukienkę przed nadmiernym zsuwaniem się. Nie chciałam co chwila poprawiać jej nerwowo podciągając kieckę. Do tego szampańskie wiązane sandałki na wysokiej szpilce i białe futerko zarzucone na ramiona. Wyglądałam jak prawdziwa królowa śniegu. Miałam nawet wrażenie, że za każdym postawionym krokiem pozostaje brokatowy ślad mojej obecności. Asystentka nie zapomniała o dopieszczeniu kreacji stosowną biżuterią. Na nadgarstkach świeciły się cyrkonowe szerokie bransolety. Włożyła kilka pierścionków a w uszy wpięła duże cyrkonowe kolczyki, które odbijały światło przy każdym ruchu głowy. Na szyi pozostał mój wierny naszyjnik z koroną. Karolina zrobiła mi jeszcze kilka zdjęć, które oczywiście wysłała do wszystkich moich psia psi. Opryskała mnie hektolitrami perfum o migdałowym zapachu.

- Karola wystarczy, to nie ślub.

- Ale wyglądasz tak wspaniale, jakbyś zaraz miała wyjść za mąż. Chyba się rozpłacze.

- Głupia.

Zgarnęłam telefon i kartę od pokoju. Złapałam za okulary i próbowałam wepchnąć je na nos. Pewnym ruchem powstrzymała mnie asystentka.

- A ty, gdzie z tym… - Zaperzyła się dziewczyna.

- Przecież bez nich jestem ślepa jak kret.

- Pomyślałam i o tym. Masz, zakładaj – wepchnęła mi w ręce pudełko soczewek.

- Będą pasować?

- Marysiu, za kogo Ty mnie masz?

- Dobra, przepraszam, a kto mi je później zdejmie?

- Pomogę Ci. Jak Karol dorwie Cię w swoje łapska i tak nie będziesz odróżniać ludzi więc nie będą Ci potrzebne.

- No pewnie. A gdzie mam to sobie schować? - Uniosłam dłoń z telefonem i kartą.

Dziewczyna wzruszyła ramionami. Rozejrzała się po pokoju i dopadła malutką torebkę, którą przywiozłam z domu.

- Pasuje do stylizacji. Jest mała, biała, świecąca. I tak nic więcej Ci nie potrzeba. Telefon zostaw w pokoju.

Puzderko zwane torebką było w moim posiadaniu już kilka dobrych lat. Nie mieściło nic więcej niż telefon i szminkę, ewentualnie jeszcze próbkę perfum. Zrezygnowałam z łańcuszka i postanowiłam trzymać je w dłoni. Wiedziałam jak to się skończy. Zostanie porzucone przeze mnie na krześle razem z tym białym lisem, ale co tam. Wyjęłam z niego kartę od pokoju i wsadziłam ją sobie w piersi. Podskoczyłam kilka razy, zakręciłam oberka, poruszyłam energicznie biodrami i wystrzeliłam ręce do góry. Przeciągnęłam się kilka razy by sprawdzić czy karta nie wypadnie dołem przy pląsach na parkiecie. Na szczęście ułożyła się wygodnie w zagłębieniu miseczki.

- No dobra możemy ruszać.

Zjechałyśmy na dół windą wprost do sali. Gdy drzwi otworzyły się naszym oczom ukazały się trzy sylwetki. Elvis Presley, James Bond i Tom Cruz. Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam pewnie przed siebie.

Następne częściZOŁZA VIII ZOŁZA IX ZOŁZA X

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Tjeri 9 miesięcy temu
    Ubawiły mnie niektóre momenty szczerze :D.
    Co do Mani, uwielbiam ją po prostu (tak, zaraz napiszę "ale"), ale boję się,że naprawdę niebezpiecznie ociera się o bycie Mary Sue. Piszę "ociera" się, bo jest na tyle żywo nakreślona, że jeszcze to nie krzyczy, ale, powiedzmy, szepta :D. Poprawia mi humor to opowiadanie :D.
  • Tjeri 9 miesięcy temu
    Tak szczerze poprawia — dopisuję, bo boję się, że jakoś w zestawieniu z obawą o Mary, ironicznie mogło to zabrzmieć.
    Czasem jestem paranoiczna:D.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania