żona Buddy
doznała oświecenia
kiedy mąż ją zostawił
nie zostawiając żadnych iluzji
poczuła jak grunt
usuwa się jej spod nóg
na głębsze doznania nie miała czasu
synkowi musiała pomóc w lekcjach
potem zrobić kolację
jak gdyby nic się…
w dążeniu do równowagi duchowej
stosowała fizyczne ćwiczenia
wyrabianie ciasta dawało wrażenie
bycia demiurgiem tworzącym nowy świat
o fantastycznym smaku
ścieranie kurzy pozwalało oczyścić umysł
od wszelkich pytań na które nie znała odpowiedzi
każdy napotkany uśmiech
coraz mocniej przywiązywał do życia
istniało tylko tu i teraz
kiedy odeszła została po niej…
Komentarze (14)
Ja takiej żony potrzebuję. Czytając wiersz spoglądam oczami żony Buddy. Sugestywny. Podoba się:)
Hm... wydaje mi się, że żona byłaby dla Ciebie bardziej właściwa niż mąż (tak z przymrużeniem oka hi hi).
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem o co ci chodzi, ale w tym wierszu jest coś intrygującego. Pozdrawiam!
Dzięki za odwiedziny, cieszy mnie, że tekst cię zaintrygował.
Ostatni urwany wers jest niezwykle ciekawy i ma coś w sobie :)
Dzięki za odwiedziny, tak, ten urwany wers to miejsce w którym każdy sobie dopowie po swojemu.
Ciekawa propozycja literacka.
Szerokie pole interpretacyjne ?
Dzięki.
Patriarchat zniewolenia czy godzenia się z codziennością. Dobrze, że oświeciła umysł, bo zawsze możemy zmienić los. Ciekawy i niedopowiedziany koniec.
Pozdrawiam
Dzięki za komentarz.
Porzucenie jest strasznie przykre, a tu jeszcze trzeba o byt walczyć i dziecko pielęgnować, ciężko się żyje kobietom w Polsce.
Wiersz daje do myślenia ? ?
Dzięki za komentarz.
Smutny tekst, znów o prostocie i szukaniu dobrego smaku w cierpieniu. Gdy odejdzie, no właśnie, co po niej zostanie? Pustka? A może jednak dobry smak w ustach dziecka, które będzie pamiętać, jak matka nowy świat tworzyła, ciasto mu piekąc?
Pozdrawiam.
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania