Żonka

Był sobotni, letni wieczór. Siedzieliśmy w jednej z wrocławskich knajp i piliśmy piwo. Mój kolega nigdy nie miał czasu na spotkania, ale tamtego dnia udało mu się wyrwać z macek własnej żony. Właściwie to ja zgarnąłem go z ulicy, gdy wracał z pracy i namówiłem na wspólne wyjście na piwo. Właśnie dlatego nie wrócił od razu do domu.

Jego żona jednak nie zamierzała odpuścić. Wyruszyła na jego poszukiwania. Miała nosa! Wiedziała, że mąż może przesiadywać gdzieś na rynku. Przeszukiwała kolejne puby, aż w końcu nas znalazła!

— Uważaj! Moja żona weszła. Nie odwracaj się, bo nas zdemaskujesz — oznajmił mi kolega.

— Dobra — odparłem.

Zrobiło mi się gorąco ze stresu. Siedzieliśmy przy barze, starając się zasłonić twarze. Tymczasem ona krążyła między stolikami i przyglądała się kolejnym gościom. Wreszcie usłyszałem jej głos:

— Mam was!

Kolega natychmiast dostał z liścia. Ale na tym się nie skończyło! Jego żona wylała mu piwo na głowę, a potem krzyknęła:

— Marsz do domu!

Wstał jak dziecko i ruszył w stronę wyjścia. Szedł posłusznie, jakby ktoś przejął nad nim kontrolę. Przy drzwiach jego żona odwróciła się jeszcze w moją stronę i rzuciła:

— A my sobie później pogadamy!

To już był szczyt bezczelności! Jeszcze tego brakowało, żeby i mnie urządzała życie. Chamstwo, jakich mało!

Minęło piętnaście lat.

Ona od kilku lat zmaga się z uzależnieniem od alkoholu, a my z kolegą urządzamy sobie spacery po wrocławskich parkach. Na trzeźwo. Alkohol po prostu nam się znudził.

​

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • maga 5 dni temu

    Dziękuję za przeczytanie tego tekstu.
    Pozdrawiam serdecznie

  • Marabut 4 dni temu

    Temat na powieść albo i dwie.👍

  • maga 4 dni temu

    Dziękują za przeczytanie tekstu, komentarz i ocenę.
    Pozdrawiam serdecznie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania