Zorro

Don Roman ubrany był nienagannie. Krawat w prążki, marynarka szyta na miarę w Neapolu, buty błyszczące jak wspomnienie lepszego świata. Wstał, poprawił spineczkę z godłem tajemniczej loży i przemówił:

- Jesteśmy młode wilki, najlepsi w mieście.

Za nim, niczym cień, wyrósł Donald. Twarz miał bladą i napiętą, jakby zadrutowaną od wewnątrz paragrafami. Odezwał się tonem urzędnika, który wie, że wszystko jest sprawą interpretacji:

- Donald jestem. Znam każdy kruczek, umiem wygrzebać paragraf z gówna i zrobić z niego stryczek. Potrafię zamknąć człowieka w pudle, zanim zdąży zaparzyć sobie herbatę.

Cisza, która zapadła, trwała pół sekundy dłużej niż powinna. Potem zabrzmiał głos trzeci - wysoki, przeciągły, jak syrena pędzącej karetki.

- Rafał jestem - powiedziała postać, której poglądy zmieniały się wraz z kątem padania światła. - Wywłaszczenia robię hurtowo. Na zlecenie, bez zlecenia, dla sportu. Dzieci uczymy masturbacji, dorosłych manipulacji. Przyszłość jest queer i bezdomna.

Don Roman spojrzał na nich jak generał na rozchwianych kaprali.

- Po mieście krąży Zorro. Zakłada maskę nocy, zostawia literę Z wszędzie, gdzie zaboli. Mówią, że pisze na murach prawdę. Musicie go złapać.

 

Miasto było inne. Od czasu, gdy Rafał objął władzę w Radzie Miejskiej, rzeczywistość przestała być wiarygodna. Ulice zmieniały nazwę co noc. Przechodnie zapominali, kim są. Psy szczekały cytatami z "Rok 1984". W takich warunkach Zorro był nie tylko buntownikiem - był jedynym rozpoznawalnym symbolem.

Donalda to wkurzało. Nie cierpiał niejasnych spraw.

- To anarchista z TikToka - syknął, przeglądając nagrania z dronów. - Mówi ludziom, że paragraf to łańcuch, nie kręgosłup. Tego się nie wybacza.

Rafał buszował po archiwach.

- On nie zostawia śladów, tylko prawdę - mruknął z przekąsem. - Amator. Prawdziwa sztuka to zostawić ślady tak sprytnie, żeby nikt nie zauważył, że prawdy w nich nigdy nie było.

Don Roman milczał. Zorro nie był człowiekiem. Był idee fixe. Manifestacją resztek sumienia, które uciekły z banku danych. Przechodził przez mury jak echo prawdy. Pisał na budynkach:

 

"Miasto nie należy do was.

Świat nie należy do was.

Kłamstwo nie jest językiem ojczystym."

 

A potem znikał.

 

Złapali go na moście. Donald z paragrafem jak maczetą, Rafał z lusterkiem, Don Roman z chomątem. Zorro tylko się uśmiechnął. Powoli zsunął maskę, a pod spodem każde z nich zobaczyło własną twarz. Most zadrżał pod nimi, miasto zawisło w bezruchu. Paragrafy poskręcały się w spirale, jakby próbowały uciec znaczeniom. Kanały informacyjne zapłonęły ostatnim komunikatem: "Wszystko, co wiecie, zostało przefiltrowane."

Don Roman spojrzał przed siebie z pustką w oczach, jak człowiek, który właśnie zajrzał pod własne fundamenty i zobaczył tam tylko piach. I wtedy zrozumiał, tak jak pozostali - całe życie układali kłamstwa jak cegły, z których budowali kariery, systemy. Kłamiąc innym, najpierw musieli okłamać siebie. A teraz prawda w nich pękła jak ziarno i zaczęła rosnąć. Nieprzyjemnie. Bez pytania. Z siłą, która burzy wszystko, co było wygodne.

 

- Z jak zwątpienie - wykrzyknął Zorro.

Echo odpowiedziało ludzkim śmiechem. Iskrą, od której zaczyna się koniec każdej władzy.

 

https://x.com/Jowita_W_/status/1925169253260353754

https://x.com/EmiliaKaminska/status/1925597312149045570

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Conie 9 miesięcy temu
    Pięć przez duże "P". Świety tekst.
  • Nemo1214 9 miesięcy temu
    Widzę, że ocieramy się o podobną tematykę w swoich opowiadaniach :). Fajnie napisane. 5*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania