Zostań.
Zaczynam rozglądać się za nowym lokum,
to jest skażone, niebezpieczne, to płonie.
Promieniuje mi w lewym ramieniu,
w prawym oku,
a nawet na zewnątrz, tam gdzie świetlone.
Zatem niech stanie się pustostan,
niech popiół odpędzi wszystkie diabły,
które zaległy w drewnie, na wieczne zagubienie.
A ja postoję z boku, z bezpiecznych zahamowań,
że ciebie już nie ma.
Że jesteś.
I co gorsze.
Komentarze (10)
postuluje zamienić "diabły" na "demony", dla melodii, "de" lepiej współgra z tym fragmentem niż "dia"
Demony jakoś tak już przegięciem są.
Diabły zresztą też, ale do zaakceptowania.
Nie twierdzę, że nie masz racji - bo masz - ale priorytetem jest jednak ograniczyć wyświechtanie do akceptowalnego minimum :)
Szalej.↔Tylko czy lokalizacja na zewnętrzu swojego wnętrza, na pewno coś pomoże?
Pozdrawiam?:)
Dekaos Dondi czasem trzeba zerknąć z dystansu. Ale rzadko się udaje.
Każde gorsze. I że nie ma i że jest. Nie wiadomo co gorsze. Każde przecież.
Najgorsza jest niewiadoma. Pośrodek. Zawieszenie między obecnością a jej brakiem.
Szalej. Prawda. Ale i prawda, że czasem tylko taka obecność jest możliwa.
JamCi być może.
Końcówka w punkt. Przyciąga mnie ;)! 5
No nie wiem, nie wiem. Ale dzięki :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania