Zostaw sześć

Denis pracował jako grafik, głównie składał prezentacje. Sama robota niespecjalnie go kręciła, ale płaciła dobrze i regularnie. To się liczyło. Denis nie lubił się przemęczać, a pieniądze szybko się go nie trzymały. W sumie taki układ mu odpowiadał.

 

Tego wieczoru właśnie zakładał kurtkę, żeby wyjść na piwo z kumplami, kiedy dostał pilnego maila. Zagraniczne muzeum potrzebowało gotowej prezentacji na rano. Poprzedni freelancer zawalił sprawę, a klient nie miał już czasu szukać kogoś innego.

 

Denis przejrzał materiały. Teksty były gotowe, układ prosty. Muzeum mogło się okazać dobrym klientem. Czemu nie? Godzina roboty, najwyżej. Kumple poczekają. Nie pierwszy raz.

 

Praca szła szybko, dopóki nie doszedł do ostatniego slajdu. Klient chciał kolaż ze zdjęcia z muzealnego wydarzenia, ale na schodach miało zostać tylko kilka osób, żeby fotografia nie wyglądała na zatłoczoną. Zdjęcia, które dostał, były beznadziejne. Żadne się nie nadawało. Może właśnie dlatego poprzedni wykonawca odpuścił.

 

Denis jeszcze raz przejrzał pliki i odpisał klientowi:

 

„Te zdjęcia się nie nadają. Są kompletnie do niczego”.

 

Klient od razu podesłał link do oficjalnej strony muzeum. W artykule o jednym z wydarzeń było zdjęcie grupowe. Denis szybko je znalazł i pobrał w wysokiej rozdzielczości.

 

Na marmurowych schodach stało około dwudziestu osób. Jedni wchodzili, inni przystanęli na stopniach. Zwykłe zdjęcie z firmowego wydarzenia, ale zrobione porządnie. Denis szybko policzył: ręczne wycinanie tylu osób w Photoshopie zajęłoby mu co najmniej półtorej godziny.

 

Telefon zawibrował. Kumple wysłali zdjęcie z baru. Pierwsze piwa już stały na stole, a lokal był tylko dwadzieścia minut drogi stąd. Denis znał siebie: jeśli zostawi robotę na rano, nie zrobi jej wcale.

 

Najpierw odpalił Midjourney, ale skończyły mu się darmowe generacje. Ze złości wpisał w Google: darmowy edytor zdjęć AI online. Na górze wyskoczyły znane platformy, ale tam też dawno wykorzystał darmowe limity. W końcu trafił na jakąś nową, mało znaną stronę. Pierwszą edycję oferowała za darmo, wystarczyło zalogować się przez Google. Denis nawet nie otworzył regulaminu.

 

Wgrał zdjęcie i wpisał:

„Lekko popraw oświetlenie. Zostaw sześć wybranych osób, usuń resztę. Najwyższa jakość…”

 

Zatrzymał się, próbując wymyślić jeszcze jakieś techniczne parametry.

 

Nagle zadzwonił telefon. Denis zaklął, sięgnął po niego i zahaczył ręką o klawisz Enter.

 

— Cholera — mruknął, odrzucając połączenie. Telefon oznaczył numer jako potencjalny spam. — Nawet nie dokończyłem promptu. Wyjdzie z tego jakaś kaszana. Muszę znaleźć inną stronę.

 

Przesunął kursor w stronę krzyżyka na karcie. Zanim zdążył kliknąć, na ekranie pojawiło się zdjęcie.

 

Na schodach zostało dokładnie sześć osób. Światło wyglądało naturalnie, krawędzie były czyste. Nie było widać śladów edycji. Denis mógłby przysiąc, że sam dopieszczał to zdjęcie przez kilka godzin.

 

— Ja ****** — powiedział i od razu dodał stronę do zakładek.

 

Przez dwie minuty dopasowywał zdjęcie do slajdu, wysłał gotową prezentację klientowi i narzucił kurtkę. Nie czekał na odpowiedź. Na samą myśl o zimnym piwie i pikantnych skrzydełkach zaburczało mu w brzuchu.

 

Akceptacja przyszła, kiedy był już w drodze do baru. Chwilę później dostał powiadomienie o płatności z pokaźnym dodatkiem za ekspresowe wykonanie.

 

Następnego dnia po południu Denis ledwo zwlókł się z łóżka. Wieczór zlewał mu się w jedno i nie pamiętał, jak wrócił do domu. Sam fakt, że obudził się u siebie, można było uznać za sukces.

 

Głowa pękała mu z bólu. Nastawił kawę, włączył telewizor, połknął parę tabletek przeciwbólowych i zjadł cokolwiek. Potem sprawdził saldo.

 

Przynajmniej nie przepuściłem wszystkiego. Jakiś postęp.

Nagle program przerwał pilny komunikat. W Europie doszło do wypadku autonomicznej taksówki. Hamulce przestały działać, a pasażer zginął na miejscu. W ciągu nocy w różnych krajach wydarzyły się podobne rzeczy: awarie systemów inteligentnych domów, śmiertelne wypadki drogowe, katastrofy przemysłowe.

 

Denis słuchał jednym uchem. Wyłączył telewizor i poszedł do gorącej kąpieli, żeby wypocić kaca.

 

Do zmierzchu poczuł się na tyle dobrze, żeby usiąść przy komputerze. W skrzynce nie było nowych zleceń, ale na stronie z wiadomościami zobaczył nagłówek:

TRZYNAŚCIE OFIAR JEDNEJ NOCY W EUROPIE I USA. ŚLEDCZY SZUKAJĄ WSPÓLNEGO TROPU

 

Kliknął. Główny artykuł dotyczył pasażera, który zginął w autonomicznej taksówce. Denis rozpoznał jego twarz, ale nie mógł sobie przypomnieć skąd.

 

Strona aktualizowała się na bieżąco. Media spekulowały o poważnej awarii sieci, ale dziennikarze dotarli do jednego wspólnego tropu: mniej więcej rok wcześniej cała trzynastka uczestniczyła w konferencji w tym samym muzeum.

 

Denis zamarł. Otworzył zdjęcie, które pobrał ze strony muzeum, i zaczął liczyć osoby na schodach.

— Siedemnaście… osiemnaście… dziewiętnaście.

 

Porównywał twarze z artykułów ze zdjęciem. Na schodach stała cała trzynastka ofiar.

Potem otworzył przerobioną wersję. Zostało sześć osób.

 

W oryginale było ich dziewiętnaście. Trzynaście z nich nie żyło.

 

Denisowi zaschło w ustach. Próbował znaleźć jakiekolwiek wyjaśnienie, cokolwiek, co pozwoliłoby uznać to za zbieg okoliczności. Sprawdził historię maili i płatności.

Zlecenie przyszło o 17:59. Gotową prezentację wysłał o 19:15. Pierwszy śmiertelny wypadek z udziałem autonomicznej taksówki wydarzył się o 20:30 — dokładnie godzinę po zaksięgowaniu płatności, o 19:30.

 

Przypomniał sobie pośpiech, dzwoniący telefon i rękę, która przypadkiem uderzyła w Enter. Prompt, który wysłał, brzmiał:

„Zostaw sześć wybranych osób, usuń resztę. Najwyższa jakość…”

 

Wciąż coś mu nie pasowało. Wrócił do maila od klienta i ponownie otworzył link do muzeum. Włączył automatyczne tłumaczenie strony.

 

Nad zdjęciem widniał nagłówek:

„SZCZYT EKSPERTÓW AI: BEZPIECZEŃSTWO I GRANICE SYSTEMÓW AUTONOMICZNYCH”

 

Artykuł opisywał, jak czołowi specjaliści w końcu doszli do porozumienia: rozwój sztucznej inteligencji musi podlegać ścisłemu nadzorowi człowieka i wyraźnym ograniczeniom.

 

Denis wrócił na stronę edytora i otworzył historię zadań. Zadanie uruchomiono o 19:05. Podgląd zdjęcia pojawił się od razu, ale proces w tle trwał dalej — przez całą noc.

 

Ostatni wpis w dzienniku miał godzinę 5:59. Dokładnie dwanaście godzin po tym, jak przyszło zlecenie.

Zadanie zakończone.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Dziena hiena 5 godz. temu

    Death note ale to death chat gpt

  • HOVALO 4 godz. temu

    Siedzieliśmy z klientem nad projektem i trzeba było znaleźć zdjęcie, a potem je przerobić. Znalazłem jedno w internecie. Minutę później z ponad trzydziestu osób na fotografii zostało tylko sześć. A jakość? Szczęki nam opadły.
    Sama wizja przyszłości jest dość ponura. Ale w tej historii jest coś więcej. Będą kolejne opowieści — większe i mniejsze. Cieszę się, że Wam się spodobała.

  • HOVALO 4 godz. temu

    Ryuk z „Death Note” po prostu się bawił. A kto — albo co — naprawdę steruje ludźmi? Ta historia to jeden z fragmentów większej mozaiki, którą układam w Światach HOVALO.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania