Zuzanna Linderman 1
Zuzanna miała osiem lat, kiedy jego rodzice zginęli. Była jedyną córką bogatych państwa, jedyną dziedziczką sporej fortuny. Jednak po wypadku, który miał całkowicie zmienić jej życie postanowiono, że zaopiekuje się nią ciocia. Lady Mary Luiza Anna Stella Lindeman była starszą siostrą matki Zuzanny. Młodsza siostra Lady Mary była duszą towarzystwa, wszyscy ją kochali. Już jako dziecko została wciągnięta do elity towarzyskiej. Zadawała się z ludźmi bogatymi, na wysokich stanowiskach, a wszyscy uwielbiali ją ogromnie. Majątek Lindemanów sięgał kosmicznych sum, mieli oni więc wysoką pozycję społeczną, byli rodziną lubianą i szanowaną. W końcu młodsza panna Lindeman, Helena, wyszła za bogatego węgra, hrabię. I tak, jak Helena była w swoim mężu zakochana po uszy i owo małżeństwo było jej wyborem, tak starsza panna Lindeman długo nie chciała wyjść za mąż. W końcu matka zmusiła Mary do małżeństwa z pewnym Lordem. Był on jednak wątłęgo zdrowia i starsza panna Lindeman zaledwie kilka lat po ślubie owdowiała. Odtąd żyła samotnie w odziedziczonym po mężu dworze, otoczona bogactwami, które nigdy nie dały jej szczęścia. Stała się zgorzkniała i aspołeczna, znienawidziła świat. Zawsze jednak nienagannie trzymała się manier i zwyczajów, choć jej sposób obchodzenia się z ludźmi niższych stanem pozostawiał wiele do życzenia.
Zuzanna wysiadła z powozu u stóp marmurowych schodów, prowadzących do drewnianych, solidnych drzwi. Obok niej stanęła kobieta w wieku trzydziestu kilku lat. Jej włosy były ciasno upięte w kok, na głowie miała czarny kapelusz z woalką i była ubrana w czarną suknię. Powoli poprowadziła dziewczynkę po schodach, ku drzwiom, które w jej wyobraźni otwierały kolejny, nowy etap życia. Etap bez mamy i ojca, etap szary i smutny, który będzie musiała spędzić z tą zimną, nieprzyjemną kobietą. Drzwi otworzył służący w szaro - czarnej liberii. Miał minę nieskończenie znudzoną i ponurą.
Weszły do ciemnego holu, którego podłogę stanowiły zimne, szare, marmurowe płyty przykryte częściowo dywanem w kolorze rubinu. Zasłony były ciemnozielone i zupełnie zaciągnięte, mimo, że ranek był piękny i słoneczny. Był tam też kominek, jednak wyglądał jakby nie używano go od bardzo dawna. Wszystko był zadbane i wyczyszczone aż do przesady i wyglądało bardziej jak muzeum niż jak dom. W drzwiach na drugim końcu holu stała młoda, ładna dziewczyna w wieku może dwudziestu lat, blondynka o głębokich, zielonych oczach i zgrabnym nosku. W jej oczach tliła się źle ukryta wesołość, chciaż twarz miała równie ponurą jak portier.
- Dzień dobry pani. - odezwała się miłym dla ucha głosem, starając się nadać mu obojętny ton, jednak z opłakanym skutkiem; była po prostu zbyt przejęta przybyciem dziewczynki.
Zamiast odpowiedzieć Mary Linderman podała dziewczynie kapelusz i zgromiła ją wzrokiem. Zuzanna zastanawiała się, dlaczego, nie miała jednak wiele czasu na te rozmyślania, bo lady powiedziała poważnym głosem :
- Marietto, zaprowadź panienkę Zuzannę do jego pokoju i jeśli czegoś sobie zażyczy dostarcz mu to. Obiad ma być o pierwszej. Na razie to wszystko. - lady skinęła głową i odeszła, zostawiając siostrzenicę w rękach służącej.
Dziewczynka spojrzała na Mariettę jeszcze raz. Jej wyraz twarzy nie zmienił się.
- Proszę za mną. - powiedziała, patrząc na Zuzannę z nadzieją, która jednak szybko wygasła. Dziewczynka poszła za służącą do dużego, ładnie i elegancko urządzonego pokoju. Jak wszędzie w tym domu tak i tutaj panował nieskaziteny porządek i ład. Bagaże leżały na łóżku. Pokój miał dość duże okno, wychodzące na zadbany ogród, jednak zasłony były zaciągnięte. Wszystkie maebla, to jest szafa, komoda, łóżko, regał na książki oraz sofa były wykonane z ciemnego drewna i pięknie rzeźbione. Regał zapełniony był książkami, a na podłodze leżał miękki, czerwony dywan. Ściany miały kolor jasnego brązu, a sufit i podłoga były drewniane. Pokój sprawiał wrażenie ponurego i ciężkiego, jednak nie można mu było odmówić ani elegancji, ani piękna. Było też lustro, wielkie, wiszące na ścienie w ciężkiej, pozłacanej ramie.
Zuzia nie mogła zrozumieć, dlaczego wszystkie zasłony w tym dworze są zaciągnięte pomimo pięknej pogody na zewnątrz, podbiegła więć do okna i rozsunęła rubinowe zasłony.
Marietta stała w drzwiach cały czas, podczas gdy młoda panienka oglądała pokój. W końcu zapytała nieśmiało :
- Mam rozpakować panienki bagaże teraz, czy też gdy panienka będzie jadła obiad?
Dziewczynka popatrzyła ze zdziwieniem na służącą, jakby ta dopiero co spadła z księżyca. Należy tutaj wyjaśnić, że w domu rodziców Zuzi jedyna służąca, jaka tam byla zwracała się do niej zwyczajnie po imieniu. Tak więc grzeczność w słowach Marietty wydała jej się nieco dziwna. Nie przywykła też do wydawania rozkazów, zawsze używała bowiem (tak jak matka i ojciec) prośby a nie żądania. Zastanowiła się też nad zadaniem, które mogła przecież z łatwością wykonać sama, tak, jak dawniej robiła takie rzeczy w domu.
- Czy nie mogłabym zrobić tego sama? - zapytała niepewnie Zuzanna, oblewając się rumieńcem. Była to ładna dziewczynka, o czarnych włoskach i ciemnych, brązowych oczach oraz bladej cerze.
Służąca zawahała się i do jej spojzenia powróciła radość. Uśmiechnęła się ciepło do Zuzanny i od tej chwili młoda dziedziczka wielkiej fortuny poczuła, że ma w niej przyjaciółkę.
***
Bardzo proszę, żebyście dali znać w komentarzach, czy podoba wam się taki klimat opowiadania. Jeśli nie, to bez sensu kontynuować :) Dlatego proszę o szczerość :)
Pozdrawiam
Komentarze (6)
Dostarcz to JEJ ;)
Opowiadanie skojarzyło mi się z „Tajemniczym ogrodem". Było dosyć fajne, tyle, że zabrakło mi uczuć Zuzi (ehhh, jak ja nie lubię tego imienia).
Moim zdaniem powinnaś to kontynuować. Na pewno będę czytać ;).
Ja powiem, że złe i że się nie opłaca i idę bajo.
Zrób tak, aby każdy kolejny rozdział był coraz bardziej ciekawszy i zachęcał do czytania. Jeśli widzisz, że po 4-5 rozdziałach, bez skutku. Wtedy kończysz serie w dwóch rozdziałach i kaplica. Dam za to 4, ale takie naciągnięte :D Chcę przeczytać następny rozdział, lecz w tym czegoś mi brakowało :x
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania