Zwędrowany szept
Teraz widzę Cię
jak malarz wpatrzony w swój obraz.
Nie tylko wszystkie barwy i rysy
Ale każde pęknięcie
i każda przelana łza.
Zbieram je do słoika na czasy,
kiedy wątpić będę w wartość emocji
i słońca wschodzącego co ranek.
Ażeby wtedy zalały mnie
jak woda uschnięte korzenie wierzby.
Teraz widzę Cię wszędzie tam,
gdzie ludzie doszukują się cudów.
Tyle, że jedynie Ty
wzbudzasz mój zachwyt
samym tylko istnieniem.
Odwracam głowę od złudnego piękna
chciwego świata.
Do snu kołysze mnie
melodia,
cichsza niż śpiew lata.
Nareszcie potrafiłem swego życia zrobić wycenę.
Nie chodzi o to, gdzie byłem,
lecz o to wszystko
czego nadal nie wiem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania