Zwędrowany szept

Teraz widzę Cię

jak malarz wpatrzony w swój obraz.

Nie tylko wszystkie barwy i rysy

Ale każde pęknięcie

i każda przelana łza.

 

Zbieram je do słoika na czasy,

kiedy wątpić będę w wartość emocji

i słońca wschodzącego co ranek.

Ażeby wtedy zalały mnie

jak woda uschnięte korzenie wierzby.

 

Teraz widzę Cię wszędzie tam,

gdzie ludzie doszukują się cudów.

Tyle, że jedynie Ty

wzbudzasz mój zachwyt

samym tylko istnieniem.

 

Odwracam głowę od złudnego piękna

chciwego świata.

Do snu kołysze mnie

melodia,

cichsza niż śpiew lata.

 

Nareszcie potrafiłem swego życia zrobić wycenę.

Nie chodzi o to, gdzie byłem,

lecz o to wszystko

czego nadal nie wiem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania