Zwalniamy
Spokój. Nic się nie dzieje. Siedzę w fotelu, dłonie luźno ułożone na kolanach, a świat za oknem przesuwa się jak za szybą akwarium – powolny, spokojny, bez nagłych ruchów. Głowa spokojna. Nie czuję dziś tego charakterystycznego mrowienia na plecach, które zwykle przychodziło nagle, jak sygnał alarmowy. Żołądek też nie jest ściśnięty. Przypatruję się własnym myślom, a one krążą wolno, leniwie, bez napięcia, bez wrogości, bez pośpiechu.
Wow. To ja tak jeszcze umiem? Czy naprawdę potrafię stać poza chaosem, poza codziennym szumem własnego niepokoju? Świadomość tego spokoju jest dziwna. Trochę nieznajoma, jakby ktoś obcy usiadł w moim ciele i po prostu oddychał moim rytmem. Spokój. Cicho w umyśle.
Ale im dłużej patrzę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że coś nie pasuje. Wszystko jest zbyt… idealne. Zbyt równomierne. Za bardzo uporządkowane. Jakby świat nagle przestał być tym, czym zawsze był. Jakby czekał na coś, co jeszcze nie nadeszło. I nagle, w tej ciszy, w tym bezruchu, pojawia się cień wątpliwości.
Coś jest nie tak…
Komentarze (14)
Pzdr.
Nie jest to moje środowisko naturalne 😏
Zawsze coś. Zwłaszcza że mam taką pewną sytuację... Jest z tyłu głowy. Zawsze w gotowości.
też tak mam w odniesieniu do dzieci, wnuków,
boję większego, fizycznego bólu w końcówce
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania