Zwierze?
-Posłuchaj, jeśli zamierzasz być przewodniczką musisz odnaleźć w sobie naturę ryzykantki. Zaufaj mi. To co ci pokażę, jest warte utraty pracy. życia, a nawet kończyny.
-Serio?- Czyżby wykręcała sie od odpowiedzi? Na to wyglądało.- Czy chodzi o faceta?- Szczerze mówią, był to dla mnie jedyny powód wart podejmowania aż takiego ryzyka.
Lindsey westchnęła, zniecierpliwiona.
-Jesteś beznadziejna. Chodźmy.
Ponieważ nie chciałam zostać sama, ruszyłam za nią. Ale moja ostrożność była w pełni uzasadniona. Kiedy miałam pięć lat, moi rodzice zostali tu zabici w tym lesie. A przybrani rodzice przywieźli mnie tu w zeszłe wakacje, żeby pomóc mi uporać się z traumą. Chyba jednak nastąpiło to kilka lat za poźno i nie odniosło terapeutycznego skutku. Spędziliśmy tu prawie tydzień. Świetnie się bawiłam, ale nie jestem pewna, czy pomogło mi to w przezwyciężaniu moich problemów.
Tak, podobno miałam problemy emocjonalne. Dlatego chodziłam na terapię, tracąc godzinie tygodniowo z psychiatrą, doktorem Brandonem, którego wynurzenia w stylu Mistrza Yody : "Musisz stawić czoło swoim lękom' , bardziej mnie irytowały, niż pomagały. Jeśli mam być szczera, to wolałabym już wizyty u dentysty.
Może tylko sobie wmawiałam, że jestem dość odważna, by mieszkać w dziczy. Tylko czego tak właściwie się bałam? Moich rodziców nie zaatakowało zwierzę . Zostali zastrzeli przez dwóch pijanych myśliwych-kłusujących w parku- którzy pomylili ich z wilkami.
Przez tych myśliwych moje sny nawiedzały regularnie warczące wilki, przez co zaliczyłam wiele nieprzespanych nocy. Stąd terapia, która miałam w celu pomóc mi w dotarciu do źródeł koszmarów. Doktor Brandon podejrzewał, że moja podświadomość próbowała w ten sposób znaleźć wytłumaczenie całego zajścia. No bo ja dwóch idiotów mogło zastrzelić moich rodziców, a potem twierdzić z przekonaniem, że to były wilki. "przysięgamy na Boga , to były wilki. Pożarłyby tę małą dziewczynkę"
Tą małą dziewczyną byłam oczywiście ja. Wszystko, co wydarzyło się tamtego popołudnia, zatarło się w mojej pamięci. Wszystko oprócz martwych rodziców leżących na leśnym poszyciu.
Jak mogli pomylić ludzi z wilkami?
Za ,moim plecami rozległy się jakiś trzask. Znieruchomiałam w pół kroku. Włoski na moim karku stanęły dęba.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania