ZWIERZĘCY ŚWIAT MARZEŃ
Młody Goryl mieszkał sobie w zoo, w wielkiej, wygodnej i przestronnej klatce. Jedzenia miał pod dostatkiem. Codziennie bujał się na huśtawce, wspinał na drzewa, rozglądał się dookoła i lamentował:
— O ja nieszczęśliwy! Jak można tak żyć? Brakuje mi przestrzeni, lasów i otwartego nieba. Jak ja bym bardzo chciał wolności! — krzyczał.
Dni mijały, a Goryl lamentował coraz bardziej.
— Wypuśćcie mnie! Ja nie chcę tak żyć! Wolność! Wolność mnie wzywa! Ajaj, o ja nieszczęsny! Jak długo jeszcze będzie trwać ta moja gehenna?
Bił się pięściami w klatkę piersiową i płakał.
Aż pewnego ranka obudził się i nie uwierzył własnym oczom. Drzwi jego klatki były otwarte.
Podszedł do nich ostrożnie. Rozejrzał się i powoli przeszedł na drugą stronę ogrodzenia.
Wtedy zauważył, że wszystkie klatki są otwarte. Zwierzęta wychodziły z nich niepewnie i rozglądały się dookoła. Nikt nie wiedział, co się dzieje.
Nagle Goryl zaczął biec.
Biegł szybko, coraz szybciej, jakby ktoś go gonił. Bał się, że zaraz go złapią i znowu zamkną w klatce. Serce drżało mu ze szczęścia.
Wreszcie dobiegł do lasu. Zatrzymał się i rozejrzał z niedowierzaniem.
— Nareszcie! — krzyknął. — Hurra! Jakie to wspaniałe uczucie! Nareszcie jestem wolny!
Wdrapywał się na drzewa, skakał po gałęziach, biegał, krzyczał i szalał ze szczęścia.
Leśne zwierzęta patrzyły na niego ze zdziwieniem i chowały się w swoich kryjówkach.
— Co to za wariat? — pytały jedno drugiego.
Goryl podskakiwał, kołysał się na gałęziach i biegał to tu, to tam. W końcu, wyczerpany, padł na miękką trawę.
Zapatrzony w niebo szepnął:
— Ach, jakie to cudowne...
Podziwiał płynące po niebie chmury. Patrzył na przelatujące wysoko bociany, aż w końcu zamknął oczy i zasnął.
Kiedy się obudził, poczuł ogromny głód.
Rozejrzał się.
Nikt nie przyniósł mu jedzenia.
— No tak... — szepnął. — Teraz muszę sam o siebie zadbać.
Wkrótce zrobiło się zimno. Goryl zaczął się trząść. Słońce powoli zachodziło, a las pogrążał się w ciemności.
Na dodatek zaczął padać deszcz.
Goryl chciał się gdzieś schować, ale nie wiedział gdzie.
Szedł przed siebie, rozglądając się uważnie, aż nagle zauważył dziuplę w ogromnym drzewie. Wcisnął się do środka, zwinął w kłębek i zasnął.
Rano obudził się gotowy na nowe wyzwania.
Najpierw musiał znaleźć coś do jedzenia. W brzuchu burczało mu niemiłosiernie.
Przez chwilę pomyślał o zoo. Wiedział, że gdyby wrócił do swojej klatki, dostałby jedzenie. Nie musiałby go szukać. Nie marzłby nocą i nie moknął na deszczu.
Ale nie chciał wracać.
Był wolny.
A skoro był wolny, musiał nauczyć się o siebie troszczyć.
Postanowił więc iść dalej, jak najdalej od niewoli.
„Jak tu pięknie” — pomyślał, spoglądając na otaczający go las.
Nagle coś poruszyło się na drzewie.
— Ojoj, co to?
Spojrzał zaciekawiony i zobaczył małego Gorylka. Maluch siedział na gałęzi i bawił się bananem.
— Zjeść czy nie zjeść? Oto jest pytanie! — śmiał się mały Gorylek.
Goryl ucieszył się na jego widok. Już chciał do niego podejść, gdy nagle z krzaków wyskoczył wielki tata małego Gorylka.
— Wynoś się! Nie chcę cię tutaj! — krzyknął i ruszył w jego stronę, groźnie wymachując łapami.
Goryl zatrzymał się.
Zrobiło mu się bardzo smutno. Spuścił głowę i powoli odszedł.
Nie rozumiał, dlaczego został tak potraktowany. Przecież nie chciał zrobić nikomu krzywdy.
Chciał się tylko zaprzyjaźnić.
Po długim marszu znalazł drzewo, na którym rosło mnóstwo bananów.
— Jedzenie! — ucieszył się.
Najadł się do syta i postanowił zostać w tym miejscu na dłużej.
Miał las. Miał rzekę. Każdego wieczoru mógł oglądać zachód słońca. Słuchał uspokajającego szumu drzew i świergotu ptaków. Kąpał się w rzece i robił dokładnie to, na co miał ochotę.
Miał swoją upragnioną wolność.
To nic, że był sam.
Dobrze było móc samemu o sobie decydować.
Dni jednak mijały, a bananów na drzewie było coraz mniej.
W końcu zabrakło ich zupełnie.
— Muszę iść dalej — powiedział Goryl. — Na pewno gdzieś jest miejsce, w którym będę mógł zamieszkać.
Szedł przez pół dnia, aż dotarł do małej chatki.
Zatrzymał się przed drzwiami.
Nie wiedział, czy ktoś w niej mieszka.
„Sprawdzę” — pomyślał.
Cichutko zapukał.
Nikt się nie odezwał.
Zapukał ponownie.
Nagle ze środka dobiegł trzask, a zaraz potem głośny huk.
— Co to było? — zaniepokoił się Goryl. — Muszę to sprawdzić.
Nacisnął klamkę i ostrożnie wszedł do środka.
Na podłodze leżał mały Gorylek. Najwyraźniej spadł z łóżeczka.
Duży Goryl szybko do niego podszedł.
— Nic ci się nie stało? Gdzie są twoi rodzice? — zapytał.
— Nie ma ich już od kilku dni — odpowiedział maluch. — Jestem bardzo głodny.
Goryl spojrzał na niego ze współczuciem.
Przypomniał sobie swój pierwszy dzień na wolności. Sam również był wtedy głodny, przestraszony i nie wiedział, co robić.
— Poczekaj. Mam coś dla ciebie.
Wyciągnął banana, którego zachował na drogę.
Oczy malucha natychmiast się rozjaśniły.
— Banan!
Goryl uśmiechnął się.
Postanowił zostać i zaopiekować się maleństwem.
„Kiedy jego rodzice wrócą, pójdę dalej” — pomyślał.
Minął jednak jeden dzień.
Potem drugi.
Później następny.
Rodzice małego Gorylka nie wracali.
Duży Goryl coraz bardziej przywiązywał się do maleństwa. Zdobywał dla niego jedzenie, pomagał mu i uczył go, jak samemu radzić sobie w lesie.
Pokazywał mu, gdzie szukać owoców, jak znaleźć schronienie przed deszczem i jak rozpoznawać niebezpieczeństwo.
Chciał, żeby kiedyś, gdy mały Gorylek dorośnie, potrafił sam o siebie zadbać.
Pewnego wieczoru siedzieli razem przed chatką i patrzyli na zachodzące słońce.
Goryl objął maleństwo.
Przypomniał sobie zoo.
Wielką klatkę.
Huśtawkę.
Jedzenie, które zawsze na niego czekało.
I swoje wołanie:
„Wolność! Wolność mnie wzywa!”
Dopiero teraz zrozumiał, czym naprawdę jest wolność.
Nie oznaczała tylko otwartych drzwi i możliwości pójścia tam, gdzie się chce.
Wolność oznaczała również podejmowanie decyzji, troszczenie się o siebie i ponoszenie odpowiedzialności za swoje wybory.
A czasem także troszczenie się o kogoś, kogo się kocha.
Goryl spojrzał na przytulone do niego maleństwo i uśmiechnął się.
— Kiedyś mieszkałem zamknięty w klatce i myślałem, że do szczęścia potrzebuję tylko wolności — powiedział cicho. — A teraz mam coś jeszcze.
— Co? — zapytał mały Gorylek.
Duży Goryl przytulił go mocniej.
— Mam dom.
Maleństwo wtuliło się w niego.
A Goryl spojrzał na rozgwieżdżone niebo i pomyślał, że po raz pierwszy w życiu naprawdę wie, gdzie jest jego miejsce.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania