zwinięta w kłębek
mówiłeś, że jestem jak ten szczeniak,
na którego od dzieciństwa czekałeś,
że płakałeś,
gdy ogień z moich włosów wziąłeś w dłonie.
chodziliśmy wtedy po lutym,
bałam się, że cokolwiek się rodzi,
zamarznie.
pozostały ci czerwone pręgi na skórze.
mnie strach, którego nie potrafiłam oswoić.
Komentarze (9)
"chodziliśmy wtedy po lutym,
bałam się, że cokolwiek się rodzi,
zamarznie."
- piękne to, mimo liryczności tak ludzkie.
Zależało mi, żeby bez patosu, bez banału... chyba się udało.
Dziękuję, Roma, za komentarz
Kurde, jak mieszkałem w starym domu, jeszcze za dzieciaka, to były tam dwa, charakterystyczne odgłosy: starej blachy, jak wiatr napierdalał, bo to wietrzna miejscowość była, a dom na górce. To tak tarmosiły wiatry tą blachę, jak kucyk gwiazdy porno jakiś typo. A drugi dźwięk, w sumie kategoria, to były odgłosy uderzeń pięści ojca w matkę. W sensie, każda część ciała brzmi inaczej, udo jest takie bardziej miękkie, ale jak mocno uderzył, to było czuć potem jeszcze lekko głuchy dźwięk kości, żebra, to w sumie trochę jak głuche pudło, ramię, to trochę jak udo, tylko długość dźwięku między dźwiękiem uderzonej skóry a potem kości był krótszy. I w sumie tak sobie ostatnio kminiłem, jak byłem z bratem na robocie, że wiele nocy to nie spałem, bo albo czujka i czy się coś odjebie albo stary napierdalał muzyką na fulla. I wiadomo, najebany, śpi, ale ściszyć mu tivi albo zgasić, to się zaraz wybudza i znowu napierdala muzyką. I w sumie sobie pomyślałem, jak nie mogłem spać, bo ta muzyka grała i mnie to irytowało, że jak mi się ta muzyka spodoba, to łatwiej będzie zasnąć, no i mi się spodobało i nawet spałem. Ale no właśnie, jesteśmy z bratem na robocie, z głośniczka leci muza, a ja, kurwa, tego stary słuchał, tego też i pytam, czy on ogarnia, że połowa playlisty, to są piosenki, które leciały kiedyś w tivi, jak najebany stary je puszczał. A on, że randomowa playlista ze starszymi piosenkami i remiksami. Ale w sumie to fajnie było na robocie, bo we dwóch byliśmy, to nawet coś tam można było pogadać, ale głównie to robota, a fajnie się robi, jak się nie gada, to się robi, a potem, nawet bez słowa, jest takie wspólne zadowolenie z dobrze zrobionej roboty, albo że się w ogóle udało wyrobić z czasem.
poruszyło we mnie twoje wyznanie jak z pamiętnika, do którego dorwałbym się szwendając po nocach po domach ludzi, jako starego mizantropa, poruszyło jeszcze bardziej
Mnie poruszył tekst Chrapania. Kilka razy przeczytałam i szczerze mówiąc zostawia mnie to z otwartą buzią... ta muzyka połączona z biciem matki, odgłosy... straszne
Grafomanka
takie są opowieści chrapania, pomiędzy zgasłym i następnym papierosem
niby ale bardziej wartościowe od większości 'prelekcji'
zawsze warto posłuchać
zardak, nigdy go nie czytałam, ale dzisiaj mnie zaciekawił
Szczeniak... Póki nim jest, jest bezpieczny.
A ja się zastanawiam, czy to nie za dużo, kiedy ktoś widzi w nas takiego szczeniaka, który ma zrekompensować dzieciństwo pozbawione ciepła...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania