#ZWŁOKI

O tej tragedii słyszał już pewnie cały świat. Każdy wie, że zdesperowana kobieta jest w stanie zrobić wszystko. Jednak Jena Lewis przekroczyła wszelkie granice. Po studiach rozpoczęła pracę w hiszpańskiej ambasadzie w Miami. Kilka lat później wyszła za mąż za Jake'a Rebbelsa, który był radcą prawnym. Ich ślub był głośniejszy niż ślub Kim Kardashian i Kanye Westa. Wielki bal, sami ważni goście i muzyka na żywo. Kilka lat po ślubie pomimo ich bogactwa nie byli szczęśliwi. Ciągła monotonia, stres i zero relaksu. Żyli jak roboty: wstawali rano, żeby pracować, po czym wracali do domu, by znowu spać. I tak cały czas. Po pewnym czasie ich małżeństwo zaczęło tracić sens. Zaniepokojony o związek z Jeną Jake zaproponował wyjazd na Hawaje, co miało poprawić ich relację. Wbrew dobrym chęcią spotkał się z odrzuceniem propozycji. Jena tłumaczyła się problemami zdrowotnymi. Od kilku dni działo się z nią coś niepokojącego. Wszystkie objawy wskazywały na ciążę. Chcąc rozbić wszelkie wątpliwości, zrobiła test, którego wynik był pozytywny. Zrozpaczona kobieta początkowo chciała zachować ciążę w tajemnicy, a później ją usunąć. Niepewność nie opuszczała jej na krok. Dzień po wykonaniu testu Jake zobaczył w koszu na śmieci puste opakowanie.

- To twoje? - zapytał nie uzyskując odpowiedzi - pytam czy to twoje!

- Nie chciałam Ci mówić, bo wiem, że nie znosisz dzieci!

- I co miałaś zamiar z tym zrobić?! - zapytał zdenerwowany

- Usunąć

Jake z ciężkim żalem opuścił mieszkanie. Jena miała racje. Jake zawsze lubił imprezować, co w końcu miało się zmienić. Zawsze najlepiej myślało mu się przy alkoholu, więc poszedł do pubu, gdzie spotkał swojego dobrego przyjaciela, Alexa.

Usiedli razem przy barze.

- Co tam ciekawego słychać? - zapytał Jake

- A jakoś powoli leci. Meghan wraca jutro z kursu, więc korzystam póki mogę - odpowiedział Alex pijąc piwo - A u Ciebie?

- Lepiej nie pytać... Znalazłem dzisiaj test ciążowy.

- No ale w czym problem? - zapytał zdziwiony

- Pozytywny - odpowiedział zdołowany, przyszły ojciec

- Stary! To teraz widzę konkretny powód do picia! - krzyknął uciszony Alex

- Nic nie rozumiesz... Koniec! Koniec imprez! Zupki, pieluchy, smoczki, kupy i płacz. Nie tylko dziecka - powiedział Jake

- Nie uważasz, że już najwyższa pora dorosnąć? Zrozumiesz dopiero, gdy weźmiesz na ręce. Dziecko to można powiedzieć same plusy. Jeżeli chłopczyk, to za parę lat będziecie razem grać w nogę i tak dalej, a jeżeli dziewczynka, to Jena będzie się nią zajmować - pocieszył Alex

- Mówisz?

- Sam mam dwójkę, zaufaj ojcu z kilkuletnim stażem - zaśmiał się

- W sumie racja, nie może być aż tak źle.

Jake wrócił do domu po godzinie 1:00 w ręku trzymając bukiet róż. Najpierw przeprosił Jenę za to, że przywiozła go policja i dostał mandat za demoralizację, a później za reakcję na wiadomość o ciąży. Obiecał, że zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby ich dziecko wyrosło na dobrego człowieka. Kobieta ucieszyła się i zgodziła się na wyjazd.

Zdawać by się mogło, że wszystko zmierzało w dobrym kierunku, jednak podczas lotu na wyspę, Jake był dziwnie rozkojarzony. Co chwilę wstawał, żeby odebrać telefon, a kiedy to robił, od razu się uśmiechał. Jena była pewna, że jej mąż przeprosił ją nieszczerze, bo był pijany, a przez telefon rozmawia ze swoją kochanką. Trzy ostatnie godziny podróży Jake spędził na swoim miejscu, jednak cały czas panowała niezręczna cisza. Kiedy wylądowali Jena poczuła duszności oraz silny i narastający bój pleców. Podczas wysiadania z samolotu upadła na ziemię i straciła przytomność. Jake rzucił bagaże i podbiegł do niej. Po kilkunastu minutach przyjechało pogotowie. W drodze do szpitala Jena wciąż była nieprzytomna. Odzyskała świadomość dopiero na miejscu. Po dokładnych badaniach i szczegółowej analizie wyników, lekarz stwierdził niewydolność nerek. Konieczny był natychmiastowy przeszczep, jednak nie było żadnego dawcy. Jake opuścił szpital. Stan Jeny cały czas się pogarszał. Przed oczami miała tylko siebie, męża i kilkuletnią córeczkę. Po dwóch dniach pobytu w szpitalu do lekarzy doszła wiadomość o możliwości transplantacji nerek. Chwilę później dowiedziała się o tym również Jena kolidująca na granicy życia i śmierci. Jej krytyczny stan nie dawał jej sił nawet na myślenie o zdradzie przez męża. Godzinę później leżała już na sali operacyjnej. Zabieg trwał ponad cztery godziny, ale zakończył się sukcesem. Dodatkową informacją, która uszczęśliwiła Jenę było przeżycie płodu. Jednak Jake nie dawał oznak życia. Przyszła matka pogodziła się z myślą, że jej mąż ułożył już sobie plany z inną kobietą. Dwa tygodnie później Jena wyszła ze szpitala i wróciła do hotelu. Następnego dnia wróciła, ponieważ chciała podziękować dawcy za uratowanie jej życia.

- Przykro mi, ale nie mogę Pani powiedzieć. Takie są przepisy... - powiedziała pielęgniarka

- Ale ja chciałam tylko podziękować. W końcu ten człowiek uratował mi życie... - odpowiedziała zdenerwowana Jena

- Rozumiem Panią, ale ja jestem pielęgniarką i nie zmienię prawa.

- No dobrze - westchnęła - a może mi Pani powiedzieć chociaż jak on czy ona się czuje?

- Nie da mi Pani spokoju... - powiedziała zdenerwowana - dawca zmarł wczoraj, bardzo mi przykro...

Jena opuściła klinikę bez słowa. Wiedziała, że zawdzięcza temu człowiekowi życie. Wróciła do hotelu. Przy recepcji dostała list, który zostawił dla niej Jake.

 

"Jeżeli czytasz ten list, to pewnie nie ma mnie już na tym świecie.

Mam nadzieję, że przeszczep się udał. W pewnym sensie cały cas

żyję. Masz w sobie część mnie."

 

W tym momencie dla Jeny wszystko stało się jasne. Od razu po zdiagnozowaniu choroby Jake zniknął bez słowa i przez kilka tygodni nie dawał znaku życia dlatego, że po prostu nie mógł. Oddał nerkę swojej żonie, a sam zmarł kilka dni później na skutek komplikacji po operacji. Zaraz po tym poszła do pokoju. Nie przestawała płakać. Poświęcenie Jake'a było na miarę superbohatera. Jena chciała żeby przeszczep się nie udał, ponieważ bez męża jej życie nie miało sensu. W internecie znalazła sposoby na łączenie się ze światem zmarłych. Przygotowała świece i rzeczy związane ze zmarłym. Wydrukowała dziwne wiersze, które miały za zadanie przywołanie duszy i szczelnie zamknęła wszystkie drzwi i okna. Po połączeniu się ze zmarłymi otworzyło się okno i zawiał gwałtowny wiatr. W tym samym czasie Jena słyszała szepty: "Uciekaj". Sparaliżowana ze strachu nie wiedziała co dokładnie ma zrobić. Nagle zasnęła. We śnie widziała stosy zwłok, pośród których stał mężczyzna w czarnych szatach i z opuszczoną głową, lecz gdy tylko ją podniósł Jena zauważyć mogła brak skóry na twarzy i miejscami rozkładające się mięso. Nagle mroczna postać odezwała się niskim i groźnym głosem:

- Czego tu szukasz?

- Męża - odpowiedziała po chwili zawahania

- Twojego lalusia już tutaj nie ma - odpowiedział - Smaży się w piekle.

Po tych słowach rozległ się potężny huk, a postać mężczyzny zaczęła się mrocznie śmiać. Jena obudziła się czując odór padliny.

Tego samego wieczoru pobiegła do prosektorium, w którym przebywało ciało jej męża. Była uzbrojona w tasak, którego użyła przy tylnym wejściu, gdzie znalazła się o 23:20. Pierwszemu ochroniarzowi zadała szesnaście ran kłutych klatki piersiowej. Już przy pierwszym pchnięciu narzędzia przebiła serce. Później uszkodziła płuca i przeponę. Z ust mężczyzny wypływał potok krwi. Przez chwilę próbował się bronić trzymając Jenę za ręce, lecz ból nie pozwalał mu na wykonywanie jakichkolwiek czynności. W końcu upadł na kolana, spojrzał w oczy kobiecie i zmarł. Zauważył to drugi ochroniarz i zamiast wezwać posiłki widząc groźną osobę podszedł do niej chcąc zabrać jej brudny od krwi tasak. Mężczyznę spotkał ten sam los, co jego kolegę, z tą różnicą, że w jego przypadku ran było trzy razy więcej i były zadawane na powierzchni całego ciała. Po czynie zdesperowanej Jeny jej droga była wolna. Odszukała zwłoki Jake'a i ubrała je w ubrania zamordowanych ochroniarzy. W mieście było ciemno i nie było ruchu na ulicach, co sprzyjało zabraniu męża do hotelu. Gdy do niego weszła trzymając zwłoki mówiła "Kochanie, mówiłam Ci, żebyś tyle nie pił". W ten sposób ludzie nie myśleli, że mają przed oczami martwego człowieka. Po wejściu do swojego apartamentu Jena położyła ciało swojego męża w salonie. Jake był traktowany jak żywy; Jena z nim rozmawiała, karmiła go, kąpała i ubierała. Z czasem w mieszkaniu zaczęły pojawiać się nieprzyjemne wonie. Zwłoki zaczęły się intensywnie rozkładać. Po tygodniu zapach był odczuwalny na całym piętrze a po dwóch już w całym hotelu. Goście skarżyli się na przyprawiające o mdłości zapachy bez przerwy. Obsługa zauważyła, że z apartamentu Jeny Lewis od prawie trzech tygodni nikt nie składa zamówienia. Dwie kobiety i policjant poszli zobaczyć czy nie dzieje się tam nic niepokojącego. Gdy wjechali windą na ostatnie piętro budynku fetor był kilka razy intensywniejszy niż na parterze. Wiadomo było, że smród pochodzi z apartamentu Lewisów. Drzwi były zamknięte na klucz. Funkcjonariusz kilkakrotnie prosił o otwarcie, lecz w końcu został zmuszony je wyważyć. Kiedy weszli do mieszkania zamarli. Na podłodze w salonie ujrzeli rozkładające się zwłoki mężczyzny a przy nim kobietę z przekrwionymi oczami, wpatrującą się w jeden punkt na suficie i rozmawiającą z ciałem.

Jena została przewieziona do szpitala psychiatrycznego w stanie Floryda, gdzie urodziła córkę. Dała jej na imię Anastazja, która od razu trafiła do domu dziecka. Po kilku miesiącach terapii kobieta została skazana za profanację zwłok i pozbawiona dwudziestu lat wolności. Jena trafiła do więzienia.

 

Była tam traktowana jak śmieć. Po piętnastu latach męki opracowała plan jak się stamtąd wydostać.

Rozcięła sobie udo tak, że widoczna była kość, a winę zrzuciła na swoją współwięźniarkę, która trafiła do izolatki. Jena zaś poszła do więziennego lekarza, gdzie jej rana miała być zszyta. Gdy policjanci odprowadzili kobietę, odeszli. Jena skalpelem, który znalazła na półce rozcięła lekarce twarz, a później szyję, przy czym uszkodziła tętnicę szyjną. Konająca kobieta nie mogła krzyczeć, nie mogła wezwać pomocy. Krew wypływająca z jej ciała pod ogromnym ciśnieniem ubrudziła cały gabinet. Następnym krokiem w planie Jeny było znalezienie normalnych ubrań lekarki. Na zapleczu gabinetu lekarskiego ubrała się jak normalna kobieta, nałożyła makijaż, po czym była nierozpoznawalna jako więźniarka. Później bez słowa opuściła zakład karny.

Zaraz po ucieczce pracownicy więzienia zorientowali się, że Jena uciekła. Tymczasem ona była już w swoim dawnym domu. Spakowała się i pojechała na lotnisko. Wszystko działo się tak szybko, że nikt na lotnisku nie zauważył, że obok przechodzi chora psychicznie morderczyni. Jena wsiadła do samolotu do Glasgow w Szkocji, gdzie od kilku lat mieszkał przyjaciel Jake'a Alex. W samolocie zadzwoniła do niego, żeby odebrał ją z lotniska.

Kilka godzin później była już w innym kraju.

 

W mieszkaniu Alexa Jena opowiedziała mu wszystko o tym, co działo się na Hawajach.

- Ale dlaczego? - zapytał zszokowany Alex

- Sama nie wiem. Po prostu czułam, że muszę tak zrobić... - odpowiedziała Jena - i zrobiłam.

- Wiesz, że policja i tak Cię znajdzie, prawda?

- Dlatego przyjechałam tu. Zanim dowiedzą się gdzie jestem zdążę znowu uciec.

- Ale ciągła ucieczka to nie sposób na życie.

- Jeżeli nie chcesz to nie musisz mi pomagać. Poradzę sobie sama!

- Nie byłbym tego taki pewien, ale w porządku. Rób, co chcesz...

Jena wyszła z mieszkania Alexa i pojechała do najbliższego baru. Gdy usiadła przy stoliku cały czas patrzyła się na pewną nastolatkę. Miała przeczucie, że skądś ją zna.

- Przepraszam, możemy chwilę porozmawiać? - zapytała Jena

- No dobrze - odpowiedziała niepewnie dziewczyna

- Nazywam się Jena Robbels.

- Miło mi, ja jestem Anastazja Wattersoon.

- Czy my się przypadkiem nie znamy?

- Nie, na pewno. Proszę wybaczyć, ale widzę Panią pierwszy raz na oczy. Może jest Pani znajomą mojej matki lub ojca.

- A jak mają na imię?

- Właściwie to ich nie znam. Ojciec zmarł gdy nie było mnie jeszcze na świecie. Matka była chora psychicznie a po porodzie oddała mnie do domu dziecka. Wiem o nich tyle, co nic...

Przeczucia Jeny potwierdziły się. Przypadkowa osoba spotkana w barze okazała się jej córką. Nie wiedziała tylko jak jej o tym powiedzieć.

- A chciałabyś może poznać swoją mamę gdybyś miała okazję? - zapytała Jena

- Oczywiście. Chora, czy zdrowa, ale matka...

- To cześć!

- Nie rozumiem... - powiedziała zdziwiona Anastazja

Matka opowiedziała swojej córce co się z nią działo i wbrew złym przeczuciom nie spotkała się z pogardą ze strony Anastazji.

Jena zaproponowała odwiezienie dziewczyny do domu. W drodze na drugi koniec Glasgow kierowca ciężarówki nie zauważył czerwonego światła i wjechał w samochód Jeny a następnie uderzył w słup. W głowę Anastazji wbił się duży kawał szkła, który sprawił, że z jej wnętrza wypłynęła krew pomieszana z płynem mózgowym. Zginęła na miejscu. Natomiast Jena cierpiała do przyjazdu straży pożarnej i pogotowia. Jej nogi i podbrzusze były zmiażdżone. Do tego dochodzi widok martwej córki i kierowcy ciężarówki, którego można nazwać jeźdźcem bez głowy, ponieważ siła uderzenia w samochód sprawiła, że wyleciał przez przednią szybę, a wciąż jadąca maszyna przejechała po jego głowie. Dziesięć minut po wypadku Jenie robiło się coraz zimniej, a ból powoli uśmierzał. Czuła, że zbliża się długo oczekiwany koniec. Straciła zbyt dużo krwi, żeby przeżyć.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania