Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zwyczajny dzień z życia prywatnego detektywa

Pracuję jako prywatny detektyw od piętnastu lat. Uwierzcie mi, że w tym czasie widziałem sporo chorych rzeczy. Na tyle chorych, że nawet nie będę o nich wspominał. To wszystko było jednak niczym, w porównaniu z tym, co przytrafiło mi się miesiąc temu. Ta sprawa zmieniła mnie na zawsze.

 

Zauważyłem, że mój syn zaczął zachowywać się bardzo podejrzanie. Chłopak chodził wtedy do pierwszej klasy liceum. Jak pytałem się go jak było w szkole zawsze odpowiadał „dobrze”. Ja jednak widziałem po nim, że jest niezbyt dobrze. Wydawał się kompletnie nieobecny. Zawsze był myślami gdzie indziej. Były tylko dwie możliwości: albo się zakochał, albo zaczął ćpać. Z dziewczynami sobie nie radził, więc w grę wchodziła tylko druga opcja. Zacząłem dokładnie go inwigilować, regularnie przeszukiwałem jego pokój i plecak. W trakcie jednej z moich rewizji znalazłem woreczek foliowy przyklejony na końcu szuflady. Woreczek zawierał biały proszek. Byłem przerażony. Mój syn jest ćpunem. Nie wiedziałem z jakim świństwem mam do czynienia, więc musiałem dokonać oceny organoleptycznej. Rozsypałem proszek na blacie biurka i spożyłem niewielką ilość. Bez wątpienia było to coś mocnego. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości spożyłem jeszcze trochę. Po chwilowej utracie kontaktu z rzeczywistością nie miałem już żadnych zastrzeżeń. Było to coś pierwszorzędnego. Usłyszałem, że ktoś idzie w stronę pokoju. Mój syn wrócił wtedy szybciej ze szkoły. Prędko schowałem woreczek z resztą proszku do kieszeni. Do pokoju wszedł mój syn.

- Tato, co tutaj robisz? – był wyraźnie zaskoczony.

- Eee, gram na komputerze – szybko chwyciłem za myszkę i zacząłem klikać.

- Grasz na moim komputerze? Przecież komputer nawet nie jest włączony – syn zaczął mi się bacznie przyglądać.

- Właśnie chciałem się ciebie spytać jak się go włącza – pot zaczął spływać mi po czole.

- Dobrze się czujesz? Wszystko w porządku?

- Tak, tak bardzo dobrze. Odrobiłeś lekcje?

- Przecież dopiero wróciłem ze szkoły.

- Aha, dobrze, dobrze. Widziałeś gdzieś mamę?

- Co? Przecież mama nie żyję od dwóch lat.

Wyszedłem szybko z pokoju. Kompletnie nie ogarniałem co się dzieje. To gówno robiło totalną sieczkę z mojego mózgu. Musiałem zdobyć tego więcej.

 

Młody szybko zauważył, że jego dragi zaczęły znikać i między nami zapanowała dziwna atmosfera. Ja udawałem, że nic się nie stało i on udawał, że wszystko jest dobrze. Wiedziałem, że ta skrytka jest już na zawsze spalona. Czy na pewno podejrzewał mnie? Przecież równie dobrze mógł to zabrać jakiś jego kolega albo on sam wciągnął towar po pijaku, jak wrócił z imprezy i nawet tego nie pamięta. Myślę, że na pewno brał tez pod uwagę takie możliwości. Postanowiłem dowiedzieć się od kogo to kupił. Jestem prywatnym detektywem, więc wiedziałem, że uporam się z tym w trymiga. Chciałem sprawdzić jego telefon, ale nie znałem hasła. Chciałem sprawdzić jego komputer, ale nie znałem hasła. Chciałem sprawdzić jego Tamagotchi, ale nie znałem hasła. Śledziłem go po lekcjach, ale to nic nie dawało. Mijał drugi dzień, a ja ciągle stałem w miejscu i coraz bardziej pragnąłem kolejnej działki. Głód stawał się coraz większy. Obserwowałem go z samochodu, jak rozmawia z grupką kolegów przed szkołą. W jednym momencie zauważyłem, jak jeden z jego kolegów dyskretnie przekazuje mu woreczek z proszkiem. Aż mi ślinka pociekła. Wiedziałem jednak, że w tym momencie nie ma sensu trzymać wróbla w garści, lepiej zająć się gołębiem w plecaku. Znałem tego kolegę. Był u nas kiedyś w mieszkaniu. Mocno śmierdziało od niego ziołem. Z czasem musiał przerzucił się na jakieś grubsze tematy. Zacząłem śledzić Maćka. W momencie, w którym skręcił w boczną alejkę, założyłem kominiarkę, wziąłem nóż i wybiegłem z samochodu.

- Dobrze wiem co robisz gnojku! Dawaj towar! – krzyknąłem do niego.

- Kim pan jest? – odpowiedział zlękniony.

- Chcesz żyć? - zacząłem wymachiwać mu nożem przed głową.

- Jest w torbie.

- Dawaj! – wyrwałem mu plecak.

Maciek uciekł. Szybko sprawdziłem zawartość torby. W środku było siedem woreczków. Lepsze to niż nic. Starczyło na kilka dni. Gdy opróżniałem plecak, zadzwonił mój telefon.

- Halo? – odebrałem.

- Czy dodzwoniłam się do prywatnego detektywa?

- Tak to ja. Niestety prowadzę obecnie zbyt dużo spraw i nie mam wolnego termin – kłamałem, nie prowadziłem żadnej sprawy. Z wyjątkiem sprawy białego proszku.

- Zapłacę panu nawet dwieście złoty.

- Dobrze. W takim razie spotkajmy się w moim biurze za piętnaście minut – odpowiedziałem wciągając upragnioną kreskę.

 

Kobieta, z którą się potkałem miała około trzydziestu lat. Była drobnej budowy, ale wyróżniał ją obfity biust. Założyła bardzo obcisłe lateksowe spodnie i prześwitującą czerwoną koszule. Dawno już nie byłem z żadną kobietą i podczas naszej rozmowy trwającej parę minut udało mi się dojść. Potakiwałem głową i udawałem, że jej słucham, do momentu jej wyjścia z biura. Wpadłem wtedy w lekką konsternacje. Czego chciała ta kobieta? Jaką sprawę miałem rozwiązać? Co prawda miałem jej numer, ale głupio były dzwonić do niej i pytać co właściwie miałem zrobić. Musiałem dojść do tego na własną rękę. Widziałem, że mała kreska rozjaśni mój umysł.

 

Chodziłem po mieście i wszystkie elementy zaczynały mi się układać w jedną całość. Mąż… mówiła coś o mężu. Podejrzewa, że mąż ją zdradza i miałem go inwigilować. Zostawiła mi na biurku jakiś adres. To pewnie tam mieszkają. Podjechałem we wskazane miejsce i znalazłem się koło swojego biura. W takim razie to ja napisałem tę karteczkę... Ale po co napisałem na kartce adres swojego biura? Byłem jak dziecko we mgle, ale wziąłem już zaliczkę. Wiedziałem, że muszę rozwiązać te sprawę.

 

Dwa dni później przypadkiem spotkałem moją klientkę przed sklepem spożywczym.

- Jak postępy w sprawie? – zapytała uprzejmie.

- Wszystko idzie zgodnie z planem. – odpowiedziałem pewnym tonem.

- Ma pan już coś na niego?

- Pani mąż jest pod ciągłą obserwacją.

- Widać, że zna się pan na swojej robocie. Wiem, że to tylko kwestia czasu – odwróciła się i poszła do samochodu powabnym krokiem.

Miałem wtedy niepowtarzalną okazję. Wiedziałem, że muszą ją śledzić. W taki sposób odszukam jej męża. Najpierw pojechała do centrum handlowego, później do kosmetyczki, później na lekcje salsy. Też byłem zapisany na lekcje salsy w ten dzień, więc znowu na siebie wpadliśmy. Po paru godzinach podjechała pod swój dom. Mąż powitał ją pocałunkiem. Był dużo starszy od niej. Nie był przystojny, więc musiałem być bogaty. Przez następne trzy dni śledziłem go przez cały. Nie miałem na niego absolutnie nic. Każdy jego dzień wyglądał tak samo. Jechał do pracy o ósmej, wracał o siedemnastej. Zawsze jechał tą samą trasą, a po pracy nigdzie nie wychodził. W końcu czwartego dnia coś się zmieniło. Wyszedł z pracy nieco szybciej i pojechał inną trasą. Rejon wydawał mi się dość znajomy. To były moje rodzinne strony. Starszy mężczyzna zatrzymał się przed moim domem. Mój ojciec otworzył drzwi i pomachał do niego. Wtedy mężczyzna wyszedł z samochodu, pobiegł do mojego ojca i powitał go namiętnym pocałunkiem. Zrobiło mi się słabo. Chciałem zrobić zdjęcie, ale zapomniałem naładować baterii w aparacie. Za tydzień sytuacja się powtórzyła, tym razem miałem naładowane baterie, zrobiłem zdjęcia i mogłem pokazać je klientce.

 

Siedzieliśmy w moim biurze.

- Miała pani rację. Mąż panią zdradza – powiedziałem stłumionym głosem, patrząc martwym wzrokiem w podłogę.

- A to szuja! Zrobił pan zdjęcia? Co to za suka? – była wściekła.

- Jest bardzo stara i to nie ona tylko on. W dodatku to mój ojciec – powiedziałem niemrawo.

- Co to ma znaczyć? Niech mi pan pokaże te zdjęcia.

- Faktycznie. Ile lat ma pana ojciec? – zapytała zatroskana.

- Osiemdziesiąt-pięć – odpowiedziałem.

- Niech pan zapomni o tej sprawie, nie będę niszczyła prawdziwej miłości – klientka wstała, odwróciła się i wyszła z gabinetu powabnym krokiem.

 

Zostawiła mi na biurku kopertę z pieniędzmi za rozwikłanie sprawy. Całe sto złotych. Byłem bogaty materialnie, ale biedny duchowo. Są takie rany na psychice, które nigdy nie będą w stanie się zagoić. To byłą jedna z nich. Musiałem jakoś uśmierzyć mój ból. Poszedłem do sklepu monopolowego i kupiłem pół litra wódki. Założyłem się ze sprzedawcą, że wpije to na raz. Sprzedawca nie chciał się założyć, ale ja i tak wypiłem. Później poszedłem do parku, usiadłem na ławce i karmiłem kaczki. Zasnąłem. Rano obudziłem się ze strasznym kacem. Dodatkowo wszystko mnie bolało, bo w nocy zostałem napadnięty przez czterech ubranych na biało zboków, z ochraniaczami na jajach. Zaczęli mnie okładać gumowymi pałkami. Nie było dobrze. Wiedziałem jednak, że muszę się pozbierać i jechać do biura. Moi klienci ciągle mnie potrzebowali, a ja potrzebowałem ich pieniędzy, bo powoli kończył mi się biały proszek.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Trzy Cztery rok temu
    Kiedyś oglądałam kreskówkę o prywatnym detektywie, którego spotykały podobne perypetie bez udziału białego proszku. Chodził chyba w granatowym płaszczu i kapeluszu. Coś takiego pamiętam. Był to rozbrajająco uroczy pechowiec.
    Masz sporo błędów, ale czytałam pod innym Twoim tekstem, że ich po prostu nie widzisz. No to muszą być... Jak pech, to pech...
  • Loren_Visser rok temu
    Jakiś czas temu czytałem "Szmirę" Bukowskiego i nieco mnie zainspirowała.
    Jakby jakieś poważne błędy rzuciły Ci się w oczy to daj znać. To będzie dla mnie cenna informacja.
  • Edypalna rok temu
    Jasne, że trochę błędów, ale było na tyle absurdalnie I śmiesznie, że chichotałam jak głupia. Podobało mi się! ;)
  • Loren_Visser rok temu
    Dzięki ;)
  • Tjeri rok temu
    Ten tekst jest tak absurdalny i "głupi", że aż fajny. Świetnie się bawiłam, czytając. :)))
    Ale błędów cała masa...
  • Loren_Visser rok temu
    Dzięki ;)
    "Ale błędów cała masa..." Za ogólnie.
  • Tjeri rok temu
    Loren_Visser
    Przypominam sobie Twój wcześniejszy tekst, który czytałam i w porównaniu do niego ten jest niemal czysty :)). No ale wciąż jest sporo do poprawy. Nie wynotowywałam, ale napiszę w skrócie co pamiętam. Na pewno interpunkcja – cała masa brakujących przecinków. Do tego literówki, braki ogonków. Za dużo zaimków, część dałoby się spokojnie wyeliminować. Robisz też błędy w zapisie dialogów. Zaraz znajdę przykład.

    O, tu:
    - Tato, co tutaj robisz? – był wyraźnie zaskoczony.

    - Eee, gram na komputerze – szybko chwyciłem za myszkę i zacząłem klikać.

    - Grasz na moim komputerze? Przecież komputer nawet nie jest włączony – syn zaczął mi się bacznie przyglądać.

    - Właśnie chciałem się ciebie spytać jak się go włącza – pot zaczął spływać mi po czole.

    - Dawaj! – wyrwałem mu plecak.

    W powyższych przykładach didaskalia powinny być zapisane wielką literą,a kwestia bohatera musi być zakończona kropką (albo wykrzyknikem tudzież znakiem zapytania - jak w części wypowiedzi u Ciebie).
  • Loren_Visser rok temu
    Tjeri W trakcie pisania tekstu, zapomniałem jak zapisywało się didaskalia, więc chwyciłem za pierwszą lepszą książkę, żeby sobie przypomnieć. Teraz widzę, że inaczej zapisuję się didaskalia opisujące sposób mówienia bohaterów i inaczej te opisujące tło dialogowe.

    Niestety interpunkcja to moje utrapienie. Totalnie tego nie ogarniam. Pozostaje mi liczyć na to, że pewnego dnia pojawi się w moim pokoju Profesor Pimko i zabierze mnie z powrotem do podstawówki.
  • Tjeri rok temu
    Loren_Visser
    Ale jednak jest dużo lepiej niż ostatnio. :).
    A! Mam nadzieję, że nie masz mi za złe słowa "głupi" (bo czytam teraz i jakoś inaczej mi to wybrzmiało, niż miałam intencje...), bo nie o głupotę mi chodziło. Mam nadzieję, że tak tego nie odebrałeś...
  • Loren_Visser rok temu
    Tjeri Spoko ;) Nie chowam urazy.
  • Loren_Visser rok temu
    W trakcie pisania tekstu, zapomniałem jak zapisywało się didaskalia, więc chwyciłem za pierwszą lepszą książkę, żeby sobie przypomnieć. Teraz widzę, że inaczej zapisuję się didaskalia opisujące sposób mówienia bohaterów i inaczej te opisujące tło dialogowe.

    Niestety interpunkcja to moje utrapienie. Totalnie tego nie ogarniam. Pozostaje mi liczyć na to, że pewnego dnia pojawi się w moim pokoju Profesor Pimko i zabierze mnie z powrotem do podstawówki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania