Poprzednie częściŻycie w kolorach

Życie na Krawędzi Gwiazd <> Life on the Edge of Stars

Całe moje życie upłynęło na Proxima Centauri b, tej skalistej planecie krążącej wokół czerwonego karła, który oświetlał nasze dni bladym, pomarańczowym blaskiem. Urodziłem się tu, w kolonii założonej przez naszych przodków, którzy przybyli z... no cóż, z nigdzie, według oficjalnej narracji. Dorastałem w cieniu ogromnych kopuł ochronnych, chroniących nas przed promieniowaniem gwiazdy i burzami magnetycznymi. Szkoły, które kończyłem, były pełne hologramów symulujących zielone łąki i błękitne nieba – coś, co nazywano "utraconym rajem", ale nikt nie wiedział, skąd ta nazwa. Miałem przyjaciół: grupę dzieciaków, z którymi eksplorowaliśmy podziemne jaskinie pełne świecących minerałów, i rodzinę – rodziców, którzy pracowali w laboratoriach syntetyzujących żywność z alg i bakterii. Życie było proste, przewidywalne, jak orbita naszej planety.

|

Władze i naukowcy powtarzali to jak mantrę: jesteśmy sami we wszechświecie. Poza Proxima Centauri b nie istnieje żadne życie. Żadnych obcych cywilizacji, żadnych odległych światów tętniących aktywnością. Prezydent Kolonii, wieczny przywódca o twarzy wyciosanej z granitu, ogłaszał to co roku podczas Święta Jedności: "Jesteśmy szczytem stworzenia! Prezydent Proxima Centauri jest szefem całego wszechświata!" Ludzie klaskali, wznosili toasty syntetycznym winem i wracali do swoich rutyn. Byliśmy przekonani, że poza naszym układem nie ma niczego – tylko pustka, gwiazdy i zimny kosmos. I tak mijały lata, a ja dorastałem, przechodząc od dziecięcych zabaw do pierwszych prac w fabrykach robotów.

|

Ale byli tacy, których nazywano oszołomami, wariatami. Garstka dysydentów, którzy szeptali o zamieszkałych planetach poza naszym układem. Twierdzili, że istnieją światy pełne inteligentnych istot, że nasze teleskopy są celowo oślepiane przez filtry rządowe. Nikt ich nie brał poważnie. Zamykano ich w więzieniach o nazwie "Ośrodki Reedukacji", gdzie poddawano ich terapii wirtualnej rzeczywistości, by "wyleczyć" z urojeń. Niektórzy znikali na zawsze – mówiono o wypadkach w laboratoriach lub samobójstwach, ale plotki szeptały o egzekucjach. Oficjalne zdanie władz i mediów było niepodważalne: jesteśmy sami, a każdy, kto mówi inaczej, zagraża stabilności kolonii.

|

Pamiętam jednego z nich szczególnie dobrze – pana Jerzego, mojego sąsiada. Był to elegancki mężczyzna na wysokim poziomie, zawsze w starannie wyprasowanym kombinezonie, z siwą brodą przystrzyżoną jak u starożytnego mędrca. Pracował kiedyś jako inżynier w dziale komunikacji kosmicznej, zanim go zdegradowano za "niesubordynację". Spotykałem go w parku pod kopułą, gdzie karmił syntetyczne ptaki. "Istnieje planeta Ziemia", mówił cicho, patrząc w sztuczne niebo. "Daleko stąd, w układzie Słonecznym. A tam mieszkają pisowcy – faszyści, rasiści i antysemici. Rządzą żelazną pięścią, dzielą ludzi na lepszych i gorszych, budują mury i sieją nienawiść. Widziałem sygnały, zanim je zablokowali. To nie mit, chłopcze. To koszmar czekający na nas."

|

Nikt go nie brał poważnie – nie wiem czemu. Może dlatego, że brzmiało to zbyt absurdalnie w naszym uporządkowanym świecie. Ale ja, jako ciekawski nastolatek, nagrałem kiedyś jego dziwne opowieści na moim szkolnym magnetofonie. Siedziałem ukryty za krzakiem hydroponicznych roślin, a taśma kręciła się cicho, zapisując słowa o "pisowcach", którzy rzekomo kontrolowali media, manipulowali wyborami i prześladowali mniejszości. "Oni wierzą, że ich naród jest wybrany", mówił pan Jerzy. "A reszta to wrogowie. Jeśli kiedykolwiek nas znajdą, pochłoną nas jak czarna dziura." Schowałem nagranie w szufladzie, traktując je jak zabawną bajkę.

|

Lata mijały. Skończyłem studia inżynierskie, specjalizując się w sztucznej inteligencji. Pracowałem w laboratorium, gdzie projektowaliśmy humanoidalne roboty – wysokie, smukłe maszyny o skórze z elastycznego polimeru, które pomagały w kopalniach, szpitalach i domach. Postęp technologiczny galopował: wszędzie były roboty asystujące ludziom, sztuczna inteligencja analizująca dane z teleskopów, elektronika na poziomie kwantowym. Nasze komputery przetwarzały petabajty informacji w sekundach, radia łapały szumy z głębi kosmosu, a statki kosmiczne – małe, zautomatyzowane sondy – wyruszały na eksplorację pobliskich układów. Ożeniłem się z Anną, koleżanką z pracy, która specjalizowała się w bioinżynierii. Mieliśmy dwoje dzieci: syna, który marzył o pilotowaniu statków, i córkę, fascynującą się astrobiologią. Życie było dobre – pełne nadziei na przyszłość, choć zawsze w cieniu tej oficjalnej samotności we wszechświecie.

|

A potem zaczęło się zmieniać. Najpierw były anomalie w danych. Nasze nowe radioteleskopy, wyposażone w AI, zaczęły łapać sygnały spoza naszego układu. Z początku tłumaczono to zakłóceniami – burzami słonecznymi z Proxima Centauri. Ale sygnały były zbyt regularne, zbyt złożone. Coraz więcej ludzi zaczęło twierdzić, że jednak poza nami istnieje jakieś życie. W sieciach społecznościowych kolonii krążyły plotki: "Słyszałem transmisję z obcego świata!" Władze próbowały to tłumić, blokując konta i aresztując "dezinformatorów", ale fala rosła.

|

Kulminacja nadeszła, gdy w pobliże Proxima Centauri doleciała jakaś sonda. Nie dało się tego ukryć – obiekt pojawił się na radarach publicznych stacji orbitalnych. Był to mały, metaliczny cylinder, ozdobiony symbolami, które AI przetłumaczyła jako "Pioneer 2.0 – Z Ziemi z miłością". Sonda transmitowała dane: obrazy błękitnej planety, pełne oceanów i kontynentów, zamieszkanej przez miliardy ludzi. A wśród nich – dominująca frakcja, którą nazywano "pisowcami". To oni wysłali sondę, chwaląc się swoim "imperium sprawiedliwości". Pan Jerzy miał rację. Ten koszmar z dzieciństwa stał się faktem.

Gdy wiadomość obiegła kolonię, wybuchł chaos. Ludzie gromadzili się na placach, domagając się prawdy. Prezydent próbował bagatelizować: "To fałszywka, prowokacja wariatów!" Ale dane były niepodważalne. Sonda przesłała nagrania: przemówienia liderów pisowców, obozy dla "wrogów narodu", marsze z flagami symbolizującymi czystość rasową. Faszyści, rasiści, antysemici – dokładnie jak mówił pan Jerzy. Nasza AI analizowała ich historię: wieki wojen, podziałów, a teraz ekspansja w kosmos pod hasłem "Wielka Polska w Gwiazdach".

|

Ja? Siedziałem w domu z rodziną, odtwarzając stare nagranie z magnetofonu. Głos pana Jerzego brzmiał proroczo: "Oni przyjdą po nas, jeśli nie będziemy czujni." Nasze roboty stały w gotowości, statki kosmiczne ładowały paliwo. Czy uciekać? Walczyć? A może nawiązać kontakt? Wszechświat przestał być pusty – stał się przerażająco pełny. I w tym nowym chaosie, po raz pierwszy poczułem, że nasze życie na Proxima Centauri b to nie koniec, ale początek prawdziwej historii.

|

<en>

### Life on the Edge of Stars

My entire life has passed on Proxima Centauri b, this rocky planet orbiting a red dwarf that illuminated our days with a pale, orange glow. I was born here, in a colony founded by our ancestors who arrived from... well, from nowhere, according to the official narrative. I grew up in the shadow of enormous protective domes, shielding us from the star's radiation and magnetic storms. The schools I attended were filled with holograms simulating green meadows and blue skies – something called the "lost paradise," but no one knew where that name came from. I had friends: a group of kids with whom we explored underground caves full of glowing minerals, and family – parents who worked in laboratories synthesizing food from algae and bacteria. Life was simple, predictable, like the orbit of our planet.

The authorities and scientists repeated it like a mantra: we are alone in the universe. Beyond Proxima Centauri b, no life exists. No alien civilizations, no distant worlds teeming with activity. The President of the Colony, the eternal leader with a face chiseled from granite, proclaimed it every year during the Unity Festival: "We are the pinnacle of creation! The President of Proxima Centauri is the boss of the entire universe!" People clapped, raised toasts with synthetic wine, and returned to their routines. We were convinced that beyond our system, there was nothing – only emptiness, stars, and cold space. And so the years passed, and I grew up, transitioning from childhood games to my first jobs in robot factories.

But there were those called lunatics, madmen. A handful of dissidents who whispered about inhabited planets beyond our system. They claimed there were worlds full of intelligent beings, that our telescopes were deliberately blinded by government filters. No one took them seriously. They were locked up in prisons called "Reeducation Centers," where they were subjected to virtual reality therapy to "cure" them of their delusions. Some disappeared forever – it was said to be accidents in laboratories or suicides, but rumors whispered of executions. The official stance of the authorities and media was unchallengeable: we are alone, and anyone who says otherwise threatens the stability of the colony.

I remember one of them particularly well – Mr. Jerzy, my neighbor. He was an elegant man of high standing, always in a meticulously ironed jumpsuit, with a gray beard trimmed like an ancient sage. He once worked as an engineer in the cosmic communications department before being demoted for "insubordination." I met him in the park under the dome, where he fed synthetic birds. "There exists a planet Earth," he said quietly, gazing at the artificial sky. "Far from here, in the Solar System. And there live the PiS people – fascists, racists, and antisemites. They rule with an iron fist, dividing people into better and worse, building walls and sowing hatred. I saw the signals before they blocked them. It's not a myth, boy. It's a nightmare waiting for us."

No one took him seriously – I don't know why. Maybe because it sounded too absurd in our orderly world. But I, as a curious teenager, once recorded his strange stories on my school tape recorder. I sat hidden behind a bush of hydroponic plants, and the tape spun quietly, capturing words about the "PiS people," who allegedly controlled the media, manipulated elections, and persecuted minorities. "They believe their nation is chosen," Mr. Jerzy said. "And the rest are enemies. If they ever find us, they'll devour us like a black hole." I hid the recording in a drawer, treating it like an amusing fairy tale.

Years passed. I finished engineering studies, specializing in artificial intelligence. I worked in a laboratory where we designed humanoid robots – tall, slender machines with skin made of elastic polymer, which helped in mines, hospitals, and homes. Technological progress was galloping: everywhere there were robots assisting people, artificial intelligence analyzing data from telescopes, electronics at a quantum level. Our computers processed petabytes of information in seconds, radios caught noises from the depths of space, and spaceships – small, automated probes – set out to explore nearby systems. I married Anna, a colleague from work who specialized in bioengineering. We had two children: a son who dreamed of piloting ships, and a daughter fascinated by astrobiology. Life was good – full of hope for the future, though always in the shadow of that official solitude in the universe.

And then it began to change. First, there were anomalies in the data. Our new radio telescopes, equipped with AI, started picking up signals from outside our system. At first, it was explained as interference – solar storms from Proxima Centauri. But the signals were too regular, too complex. More and more people began to claim that life did exist beyond us after all. In the colony's social networks, rumors circulated: "I heard a transmission from an alien world!" The authorities tried to suppress it, blocking accounts and arresting "disinformers," but the wave grew.

The climax came when some probe flew near Proxima Centauri. It couldn't be hidden – the object appeared on the radars of public orbital stations. It was a small, metallic cylinder, adorned with symbols that the AI translated as "Pioneer 2.0 – From Earth with Love." The probe transmitted data: images of a blue planet, full of oceans and continents, inhabited by billions of people. And among them – the dominant faction called the "PiS people." It was they who sent the probe, boasting of their "empire of justice." Mr. Jerzy was right. That childhood nightmare became a fact.

When the news spread through the colony, chaos erupted. People gathered in squares, demanding the truth. The President tried to downplay it: "It's a fake, a provocation by lunatics!" But the data was irrefutable. The probe sent recordings: speeches by PiS leaders, camps for "enemies of the nation," marches with flags symbolizing racial purity. Fascists, racists, antisemites – exactly as Mr. Jerzy had said. Our AI analyzed their history: centuries of wars, divisions, and now expansion into space under the slogan "Great Poland in the Stars."

Me? I sat at home with my family, replaying the old recording from the tape recorder. Mr. Jerzy's voice sounded prophetic: "They will come for us if we are not vigilant." Our robots stood at the ready, spaceships loaded fuel. Should we flee? Fight? Or perhaps make contact? The universe was no longer empty – it had become terrifyingly full. And in this new chaos, for the first time, I felt that our life on Proxima Centauri b was not the end, but the beginning of a true story.

<ru>

Жизнь на Краю Звёзд

|

Вся моя жизнь прошла на Проксиме Центавра b, этой скалистой планете, вращающейся вокруг красного карлика, который освещал наши дни бледным, оранжевым сиянием. Я родился здесь, в колонии, основанной нашими предками, которые прибыли из... ну, из ниоткуда, согласно официальной версии. Я вырос в тени огромных защитных куполов, оберегающих нас от излучения звезды и магнитных бурь. Школы, которые я заканчивал, были полны голограмм, имитирующих зелёные луга и голубое небо — что-то, что называли «утраченным раем», но никто не знал, откуда взялось это название. У меня были друзья: группа ребятишек, с которыми мы исследовали подземные пещеры, полные светящихся минералов, и семья — родители, работавшие в лабораториях, синтезирующих еду из водорослей и бактерий. Жизнь была простой, предсказуемой, как орбита нашей планеты.

Власти и учёные повторяли это как мантру: мы одни во вселенной. За пределами Проксимы Центавра b жизни не существует. Никаких инопланетных цивилизаций, никаких далёких миров, кипящих активностью. Президент Колонии, вечный лидер с лицом, высеченным из гранита, провозглашал это ежегодно во время Праздника Единства: «Мы — вершина творения! Президент Проксимы Центавра — хозяин всей вселенной!» Люди аплодировали, поднимали тосты синтетическим вином и возвращались к своим рутинам. Мы были убеждены, что за пределами нашей системы ничего нет — только пустота, звёзды и холодный космос. И так проходили годы, и я взрослел, переходя от детских игр к первым работам на фабриках роботов.

Но были те, кого называли сумасшедшими, безумцами. Горстка диссидентов, шептавших о населённых планетах за пределами нашей системы. Они утверждали, что существуют миры, полные разумных существ, что наши телескопы намеренно ослеплены правительственными фильтрами. Никто не воспринимал их всерьёз. Их запирали в тюрьмах под названием «Центры Перевоспитания», где подвергали терапии виртуальной реальности, чтобы «вылечить» от иллюзий. Некоторые исчезали навсегда — говорили об авариях в лабораториях или самоубийствах, но слухи шептали об казнях. Официальная позиция властей и СМИ была неоспоримой: мы одни, и каждый, кто говорит иначе, угрожает стабильности колонии.

Я помню одного из них особенно хорошо — господина Ежи, моего соседа. Это был элегантный мужчина высокого положения, всегда в тщательно выглаженном комбинезоне, с седой бородой, подстриженной как у древнего мудреца. Он когда-то работал инженером в отделе космической связи, прежде чем его понизили за «неподчинение». Я встречал его в парке под куполом, где он кормил синтетических птиц. «Существует планета Земля», — говорил он тихо, глядя в искусственное небо. «Далеко отсюда, в Солнечной системе. И там живут писевики — фашисты, расисты и антисемиты. Они правят железной рукой, разделяя людей на лучших и худших, строя стены и сея ненависть. Я видел сигналы, прежде чем их заблокировали. Это не миф, мальчик. Это кошмар, ждущий нас».

Никто не воспринимал его всерьёз — не знаю почему. Может, потому что это звучало слишком абсурдно в нашем упорядоченном мире. Но я, как любопытный подросток, однажды записал его странные рассказы на свой школьный магнитофон. Я сидел, спрятавшись за кустом гидропонных растений, и лента тихо крутилась, фиксируя слова о «писевиках», которые якобы контролировали СМИ, манипулировали выборами и преследовали меньшинства. «Они верят, что их нация избранная», — говорил господин Ежи. «А остальные — враги. Если они когда-нибудь нас найдут, они поглотят нас, как чёрная дыра». Я спрятал запись в ящике, относясь к ней как к забавной сказке.

Прошли годы. Я закончил инженерное образование, специализируясь на искусственном интеллекте. Я работал в лаборатории, где мы проектировали гуманоидных роботов — высоких, стройных машин с кожей из эластичного полимера, которые помогали в шахтах, больницах и домах. Технологический прогресс мчался галопом: везде были роботы, помогающие людям, искусственный интеллект, анализирующий данные с телескопов, электроника на квантовом уровне. Наши компьютеры обрабатывали петабайты информации за секунды, радиоприёмники ловили шумы из глубин космоса, а космические корабли — маленькие, автоматизированные зонды — отправлялись на исследование соседних систем. Я женился на Анне, коллеге по работе, специалисте по био инженерии. У нас было двое детей: сын, мечтавший о пилотировании кораблей, и дочь, увлечённая астробиологией. Жизнь была хорошей — полной надежд на будущее, хотя всегда в тени этой официальной одиночества во вселенной.

А потом всё начало меняться. Сначала появились аномалии в данных. Наши новые радиотелескопы, оснащённые ИИ, начали ловить сигналы из-за пределов нашей системы. Сначала это объясняли помехами — солнечными бурями с Проксимы Центавра. Но сигналы были слишком регулярными, слишком сложными. Всё больше людей начали утверждать, что жизнь за пределами нас всё-таки существует. В социальных сетях колонии циркулировали слухи: «Я слышал передачу с инопланетного мира!» Власти пытались это подавить, блокируя аккаунты и арестовывая «дезинформаторов», но волна росла.

Кульминация наступила, когда к Проксиме Центавра подлетел какой-то зонд. Это нельзя было скрыть — объект появился на радарах общественных орбитальных станций. Это был маленький металлический цилиндр, украшенный символами, которые ИИ перевёл как «Пионер 2.0 — С Земли с любовью». Зонд передавал данные: изображения голубой планеты, полной океанов и континентов, населённой миллиардами людей. И среди них — доминирующая фракция, называемая «писевиками». Именно они отправили зонд, хвастаясь своим «империей справедливости». Господин Ежи был прав. Тот детский кошмар стал фактом.

Когда новость облетела колонию, вспыхнул хаос. Люди собирались на площадях, требуя правды. Президент пытался преуменьшить: «Это фальшивка, провокация сумасшедших!» Но данные были неопровержимыми. Зонд передал записи: речи лидеров писевиков, лагеря для «врагов народа», марши с флагами, символизирующими расовую чистоту. Фашисты, расисты, антисемиты — точно как говорил господин Ежи. Наш ИИ анализировал их историю: века войн, разделений, а теперь экспансия в космос под лозунгом «Великая Польша в Звёздах».

Я? Я сидел дома с семьёй, переслушивая старую запись с магнитофона. Голос господина Ежи звучал пророчески: «Они придут за нами, если мы не будем бдительны». Наши роботы стояли в готовности, космические корабли заправлялись топливом. Бежать? Сражаться? Или, может, установить контакт? Вселенная больше не была пустой — она стала ужасающе полной. И в этом новом хаосе я впервые почувствовал, что наша жизнь на Проксиме Центавра b — не конец, а начало настоящей истории.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania