Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
ŻYDOWSKI DEPOZYT. (weekendowe opowiadanie mystery)
ŻYDOWSKI DEPOZYT.
(weekendowe opowiadanie mystery)
PROLOG
Możesz nie mieć świadomości, jednak: niektórzy, posiadają zasadniczo niewiele. Bywa, że można mieć jedynie pewność, iż każdy metr podróży, przybliża kres istnienia. Czy wówczas, zechciałbyś cały dobytek... powierzyć przyszłej doczesności, uważając, że... nie będzie ona należącą do ciebie?..
I.
Nadbrzeżne zarośla, spowijając rwaną leniwym nurtem, błotnistą glebę, niczym szczecina pomiędzy dziczymi uszami, okalały go zewsząd. Miał ich dość, opędzając się drapliwości wiadrem, głucho łobodzącym masą neodymowego magnesu, uspokajanego grubym splotem pokaźnego naręcza liny. Przykurwowując stanowczo, potykał się o wszędobylne, niewidzone inaczej, jak dywanem zieleni, bobrze dziury. Czasami, zdawał się znikać, niczym ujęty lagą teatralnego spikera, ciągnącego jego oddech za opadłą pogardliwością gwizdu, kurtynę. Jeszcze moment... i rozprawi się z tym skurwielem, a każdy boleśnie upadek, tylko pogłębiał tę myśl. To bez znaczenia, ponieważ: weźmie tyle, ile zdoła unieść, nawet, jeżeli jego oblazłe z gnijących tkanek szczątki, mianoby znaleźć... spoczywające niechlubnie, pośród mocowań szyn kolejowych, wkrętów... a możliwe, że zrdzewiałego kawału, kutej wiekowo, żelaznej drogi na świat. To bez znaczenia, skoro chciał ograbić go nawet z ugiętych razami młota, dawno wypadłych gwoździ, a przecież... już ma świadomość jego obecności. Nie inaczej. Stoi skurwiel dumnie... udając niewzruszonego, pomimo siły lotniczych bomb...
II.
Dwuwiekowa konstrukcja, kręcona trójpalcowej średnicy śrubami, dumnie wznosiła zmęczenie swego majestatu, obubrzeżnie górując ponad przycuchłym lenistwem upływu zanieczyszczonej rzeki. Wsparta o beton, sięgający początków jej doczesności, zdawała się kpić nieugiętością, wobec lekkości obarczonych wagonami parowozów. Osypana przemijaniem, pozwalała mu płynąć, w czym nie stanowiło dla niej znaczenia, co właściwie wiedzie, dokąd, a także: w jakim celu. Od dostatecznie dawna, aby nietknięta kołami powierzchnia każdej z szyn, popadała w nieme oczekiwanie, zdające się nie zechcieć zaszczycić obecnością, jak ów Gentleman: uporczywie maniakalnym zamachem, z głuchym pluskliwie jebnięciem, powierzający magnetyczną bryłę, wobec pozostającego nieujawnionym, zwany jedynie zgrzytliwym parsknięciem, martwej korozją zwrotnicy...
III.
Klucze. Zbrzydły mu, zaledwie w pół objętości wprzepastnego wiadra, klejone mulnym osadem, w przedziwne bryły, niczym bochny, pieczone wiedzeniem samogonem, rzemieślniczych dłoni. Okazały się być zawsze, jakby nurt płynął ich tonią: pojedyncze, spięte drucianymi kołmi, a także: martwe korozją, bratnią magnesowi, aby tylko brudzić jego powierzchnię, niczym ptasia kupa, zawalająca podłogę kurnika. Pozatym? Sztućce. Łyżki, widelce, noże: także do masła... jak uznał smutkiem własnego spojrzenia: sprawiające wrażenie udziału randkowego, z powyższym. Miał ich dość, na długo przed tym, jak zastanowił się:.. po jaką cholerę, jakby cała wieś: postanowiła zatopić w podwiaduktowym nurcie... nazbyt dosłownie: pełen dostępny zapas kluczy i sztućców, jaki wówczas docześnie każdy odnalazł w szufladach zdobnych słojeniem sęków, drewnie komód, a także kredensów... Wzruszając bezwiednie ramionami, wykonał kolejny, pedantycznie zamaszysty skłon, niczym gladiator, usiłujący rozłupać jednym uderzeniem toporu, wrogą falangę. Poleciał wpizdu, faktycznie: niczym granat szeregowca: nie posiadającego rąk... nie mniej jednak: ochlapawszy go mulistą stęchlizną rzęsiście zielonej perfumerii, magnes... stanowczo jebnął w coś na dnie. I zamarł. Najpierw wiedziony jakby ukierunkowującym kopem buta gestapowca, zwyczajnie... zamarł: sprawiając wrażenie zaanonsowania tegoż klakliwie głuchym pykiem, niczym kogut stuknąwszy dziobem dno gara, na dnie dawno wyschłej studni. Lina napiowszy się przesyconym konsternacją ruchem, pieczołowicie ujęta stonowaną siłą... ani myślała przybliżyć kresu jego ciekawości. Za cholerę, pozostając niewzruszona, niczym jedna z kobiet, po ubiegłej dekadzie małżeństwa. Nie pozostało mu zatem cokolwiek ponad możliwością, aby zwyczajnie się wkurwić. Spokojnie. Nie musisz czekać... zobacz: jak uporczywie szarpie się z nią, zwykurwowując pod nosem, niczym tropiewcze posapywanie myśliwskiego ogara, uciągając splotowość, niczym majtek żagiel pirackiego okrętu. Cięta tym leniwie brnąca maź, zdawała się smrodliwością, popierać jego starania: ujawnieniem na swej powierzchni... ociekającego parszywie czerniejącą, tłustej aparycji breją: warkoczu czegokolwiek, co można uznać za zbutwiałą szmatę, zdobną wodorostami, tkwiąc wraz z bryłą jakiegoś paskudztwa, w takim jakby... kuźwa. Co to za dziadostwo?!. Gdzie, pierwszym, niszczącym jego emocje, niczym pocisk, trafiający podwodny okręt, okazał się... nocnik. Dosłownie: szwabski nocnoszczyn, ciśnięty wpizdu, podlegając opróżnieniu, niczym zapomniany tym, podczas polnego zasiewu. Ścisnęło go w żołądku, gdy zwywlekał ów błototwór, z parszywie przeciągłym, napawającym obrzydzeniem, mlaśnięciem. Zatykając nos, z powodu okropnie duszącego, przysłodkawego odoru gnilnego toku dna, postawił na nim but, usiłując odczepić magnes, nieustępliwie trzymający to śliskie gównianie dziadostwo. Był pewny, że czymkolwiek jest, gdy tylko ustąpi: jednym przyjebaniem kopu, jebnie pluskliwie skąd jest, jakby strzelał gola: będąc zawodowym piłkarzem. Zaparł się zatem na linie, pełnym zapasem pozostałych mu sił, niczym zwyjebywawszy w powietrze wrogi arsenał, odsyławszy w niebyt wrogi pułk...
IV.
Nie miał szczęścia, gdy oble dziwny kształt, wyśliznąwszy się z pod jego podeszwy, wiedziony syntetyczną elastycznością liny, podnieconej jego zapałem: wystrzelił niespodziewanie, wyrwany z gnijącego dziadostwa, iście zabytkowo prostytutkalnym, salonowo dostojnym, prukiem. Trzaśnięty boleśnie kilowym neodymem w mostek, z zapartym tchem skulił się, tuląc go do piersi ramionami, aby ujrzeć szokiem całego swojego życia: zczerniałą bajorycznie czaszkę z opadłą, przerywnie ludzko zębioną, dolną szczęką: na domiar upięknienia: tkwiącą wewnątrz penisiegłowistego kształtu... hełmu. Krzyknąwszy panieńsko, wyrzucił całość w powietrze... wraz z uwiązaną ku magnesowi liną, której faralny zwój, ułożył się w szubienniczo duszną pętlę: pechowo ogarniającą jego gardło, chyląc się ku zieleniejącej parszywości... Nie zdążył się jej przeciwstawić, niczym ladacznica darzeniem zapłatą, gdy kilka kilogramów za dużo wobec jego poczucia równowagi: pluskliwie jebnęło jego twarzą w zdającą się pozorować kamuflaż, nurtyczną toń: wydałą mu się niewyobrażalnie silną, ciągnąc pozbawione oddechu cielsko, w podle nieprzeniknioną czerń.
V.
Czekał na to bydle od na tyle dość dawna, aby wędką, sprawiającą wrażenie skromnego słupa telegraficznego, zaopatrzonego w samochodową wyciągarkę, bezpieczną zapasem niby niezbyt grubej linki, wlec gnoja, jakby chciał go za moment aresztować. Leżał na dnie, przebieglina pierniczony, jakby sam Drzymała, zaprzęgnął go do wozu... I tyle mu po tym, metr po metrze, będąc bliższym uwiązaniu za mordę do krowiego pala, niedługim kawałkiem rzemienia. Faktycznie, z całą pewnością, gdyby ów wędkarz, zamiast sumiego ogona, nie ujrzał pary bezładnie rzucanych w toni, jakby zupełnie ludzkich... nóg...
EPILOG
Zasłany ekskrementami, bydlęcy wagon, nie posiadał kojącego sumienie głosu cieląt. Wypełniało go łkanie, setek stłoczonych w nim Ludzi. Modlili się, przeklinali, mamrotali litanicznie, lub:.. zwyczajnie milczeli. Jedynym oknem na świat, pośród wiodącej ich żelazem szyn doczesności, był okratowany wpust Aryjskiego Powietrza: uznanego za najwyższe z mogących ich spotkać dostojenstw. Nie widział dokładnie, jednak... najprawdopodobniej, ktoś cisnął przez jego luki, najbliższy jego dłoni przedmiot, metalicznie odbity w przestrzeni, z milknącym Żydowskim przekleństwem, w mechanicznym pofuku parowozu...
Komentarze (5)
Nie spodziewałam się takiej wycieczki. Bardzo dobry tekst.
Mona Demona : rzeczowo ĆWICZEBNY: Mademoiselle Monique. 😌 A ze względu na " weekendową lekkość głowy ": pozwoli Pani, iż... nie ujmę Dedykacją. 🙄
Paris_Catacombes Nie ujmie Pan dedykacją, ale samym wspomnieniem o niej już Pan narobił podejrzeń 😉
Mona Demona : ponieważ: Pani, to aQrat: bywa natchniewającą niespodziewanym, niczym Notopech: Obliczem. 🙄😳😌
Paris_Catacombes Znaleźć się z Notopechem w jednym zdaniu – to miłe towarzystwo.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania