Żyrardowska Kronika Włodka Stegienki i Rozmarynowiczów

W Żyrardowie, między czerwonymi ceglanymi budynkami dawnej osady fabrycznej, niedaleko Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda, mieszkali państwo Rozmarynowiczowie.

Paweł Rozmarynowicz, Tadeusz Rozmarynowicz i Maria Rozmarynowiczowa.

Maria Rozmarynowiczowa nie chodziła już na spacery po żyrardowskim osiedlu robotniczym, więc Paweł Rozmarynowicz zrobił jej łazienkę na dole.

Tadeusz Rozmarynowicz mógł chodzić, ale od dawna nie chodził ani pod Resursa w Żyrardowie, ani na Plac Jana Pawła II, ani nawet obejrzeć zabytkowych budynków dawnej fabryki lnu.

Tak żyli Rozmarynowiczowie w Żyrardowie.

Żyrardów był wtedy bardzo żyrardowski.

Cegły były żyrardowskie.

Kamienice były żyrardowskie.

Ludzie byli żyrardowscy.

Nawet gołębie wyglądały, jakby znały historię przemysłu lniarskiego.

Pewnego dnia Pawłowi Rozmarynowiczowi nudziło się bardziej niż turyście, który przyjechał do Żyrardowa i usłyszał już po raz dwusetny historię o Filipie de Girardzie.

Założył więc sklep.

Nazwał go:

U Rozmarynowicza

w Żyrardowie.

Pierwszego dnia do sklepu przyszedł Włodek Stegienko.

Nie był to byle jaki Włodek.

Był to Włodek Stegienko.

Włodek Stegienko z Żyrardowa.

Żyrardowski Włodek Stegienko.

Ten sam Włodek Stegienko, którego niektórzy kojarzyli z dworca kolejowego, inni z rynku, a jeszcze inni po prostu dlatego, że był Włodkiem Stegienką.

Włodek Stegienko powiedział:

— Poproszę jednego pączka.

Paweł Rozmarynowicz podał pączka.

Włodek Stegienko wyjął dżem.

Włodek Stegienko zjadł dżem.

Włodek Stegienko wyrzucił pączka.

Paweł Rozmarynowicz patrzył.

Żyrardów również patrzył, choć jeszcze o tym nie wiedział.

Następnego dnia Włodek Stegienko wrócił.

— Poproszę dziesięć pączków.

Paweł Rozmarynowicz podał dziesięć pączków.

Włodek Stegienko wyjął dziesięć porcji dżemu.

Włodek Stegienko zjadł dziesięć porcji dżemu.

Włodek Stegienko wyrzucił dziesięć pączków.

Wieść rozniosła się po Żyrardowie szybciej niż informacje o remoncie ulicy.

Przy Muzeum Lniarstwa mówiono:

— To ten Włodek Stegienko od dżemu?

— Tak, ten Włodek Stegienko.

Przy Resursie mówiono:

— Włodek Stegienko znowu kupował pączki.

Na dworcu kolejowym mówiono:

— Pociąg może się spóźnić, ale Włodek Stegienko po dżem przyjdzie.

Trzeciego dnia Włodek Stegienko zjawił się ponownie.

— Poproszę sto pączków.

Paweł Rozmarynowicz podał sto pączków.

Włodek Stegienko wyjął dżem.

Włodek Stegienko jadł dżem.

Włodek Stegienko dalej jadł dżem.

Włodek Stegienko nadal jadł dżem.

Włodek Stegienko wyrzucił sto pączków.

Żyrardów oszalał.

Powstały trzy teorie.

Teoria pierwsza

Włodek Stegienko jest smakoszem dżemu.

Teoria druga

Włodek Stegienko prowadzi tajne badania nad pączkami.

Teoria trzecia

Włodek Stegienko sam w 87% składa się z dżemu, a pozostałe 13% to Żyrardów.

Ludzie debatowali.

Dyskutowali.

Analizowali.

Niektórzy sporządzali wykresy.

Inni mapy.

Jeden mieszkaniec podobno próbował wyrazić problem w metrach bieżących lnu.

W końcu Paweł Rozmarynowicz nie wytrzymał.

Spojrzał na Włodka Stegienkę.

Włodek Stegienko spojrzał na Pawła Rozmarynowicza.

Żyrardów trwał.

Cegły trwały.

Resursa trwała.

Muzeum Lniarstwa trwało.

Dworzec trwał.

Włodek Stegienko czekał.

Paweł Rozmarynowicz zapytał:

— Panie Włodku Stegienko, czy pan jest motocyklistą?

Włodek Stegienko aż się zdziwił.

— Tak! Skąd pan wie?

W całym Żyrardowie zrobiło się cicho.

Nawet gołębie przy starych budynkach fabrycznych jakby zamilkły.

Włodek Stegienko czekał.

Paweł Rozmarynowicz odpowiedział:

— Panie Włodku Stegienko...

— Tak?

— Bo pański motocykl stoi przed sklepem.

Włodek Stegienko odwrócił się.

Motocykl Włodka Stegienki rzeczywiście stał przed sklepem.

A Żyrardów jeszcze przez wiele miesięcy wspominał tę historię.

Nie historię o pączkach.

Nie historię o dżemie.

Lecz historię o Włodku Stegience, który kupił 111 pączków, zjadł sam dżem i zostawił całemu Żyrardowowi temat do rozmów. 🏭🍩🏍️🚂

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania