Antoria, cz. 1

Pierwsze promyki nieśmiało oświetliły mały pokoik. Z ciemności zaczęły wydostawać się meble, zabawki, kolory, można już było rozpoznać błękitny kolor ścian. Gdy jeden z promyków dosięgnął łóżka i śpiącej na nim dziewczynki, był już ciepły ranek. Eryka otworzyła oczy, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dziewczynka wstała poszła do łazienki umyła się, a gdy się ubierała, jak to miała w zwyczaju dokładnie obejrzała dziwny naszyjnik, który nosiła od kiedy go dostała. I znowu przypomniała sobie w jakich okolicznościach została jego posiadaczką. Było to pięć lat temu. Bawiła się na łące i pomagała robić mrowisko malutkim robaczkom. Nagle, nie wiadomo skąd obok niej znalazła się dziwna dziewczynka. Miała włosy sięgające ziemi koloru blond, duże błękitne oczy, małe usta i była bardzo niziutka. Eryka wstała otrzepując spódniczkę z trawy i ziemi i przyglądając się nieznajomej zaczęła rozmowę.

- Cześć, jak się nazywasz? Wcześniej nigdy cię tutaj nie widziałam. Ja mam na imię Eryka.

- Jestem Miranda i przyszłam na chwilę, chce ci tylko coś dać.

- Mi? A co takiego?

- Jest bardzo ważne żebyś już nie rozstawała się z tym podarunkiem. Przysięgnij, że będziesz go zawsze mieć przy sobie.

To mówiąc, wyciągnęła nie wiadomo skąd naszyjnik, a na jego widok Eryce zalśniły oczy. Był to piękny łańcuszek, cieniutki i delikatny jak pajęczyna, zawieszka miała kształt trójkąta koloru ciemnego złota, pośrodku były jakieś literki ale dziewczynka jeszcze nie umiała alfabetu więc nie mogła ich przeczytać.

- Czy możesz mi powiedzieć co to za literki?

- To są litery A i n kiedyś się dowiesz dla czego akurat takie a nie inne tylko cały czas noś ten naszyjnik.

- Obiecuje, że zawsze będzie ze mną.

- Dziękuje to dla nas bardzo ważne.

- Dla nas to ktoś tu jeszcze jest?

- Kiedyś zrozumiesz jeszcze nie czas.

Powiedziawszy to Miranda pobiegła gdzieś i znikła tak samo nagle jak się pojawiła. Eryka ubrała naszyjnik i pobiegła do domu. Przysięgi nigdy nie złamała zawsze miała prezent zawieszony na szyi. Takie myśli krążyły po głowie dziewczynki w trakcie gdy jadła śniadanie. W pewnym momencie rzuciła przelotne spojrzenie na okno i to co za nim zobaczyła sprawiło, że trzymana łyżka wypadła jej z ręki. Na trawniku w ogrodzie siedział ogromny ptak. Miał około trzech metrów wysokości, był cały biały, a na głowie miał jakąś rzecz, która błyszczała, wytwarzając wokół zwierzęcia oślepiającą łunę. Dziewczynka wstała i nie pewnie wyszła z domu. Do ptaka zbliżała się z mieszanymi uczuciami bała się, a jednocześnie coś ją ciągnęło do olbrzyma. Gdy była w odległości metra od białego mutanta zobaczyła co tak lśniło. Na jego głowie znajdował się ten sam trójkąt jak na jej łańcuszku. Już bez wahania podeszła i dotknęła skrzydła gościa, a w tedy zdarzyło się coś niesamowitego. Ptak pochylił się tak, że bez problemu mogła wejść na jego grzbiet. Eryka zastanawiała się długą chwilę ale jednak ciekawość zwyciężyła. Wdrapała się na grzbiet ptaka, uśmiechając się od ucha do ucha. W tedy ptaszysko rozpostarło skrzydła i wzbiło się wysoko w niebo. Co ja najlepszego robie przecież to nie normalne. Lecę gdzieś na grzbiecie ogromnego ptaka, przecież jak ja wrócę do domu ale co mi to szkodzi jest cudownie. Ten wiatr we włosach oszałamia. Domy takie malutkie w dole powalają. Wysokość daje niewiarygodną frajde. Wszystko z tej wysokości jest takie piękne i niesamowite. Eryka pogłaskała darmowego przewoźnika i zawołała głośno z radości ponieważ ptak na jej dotyk za reagował wzbiciem się jeszcze wyżej w chmury.

Z żalem dziewczynka zauważyła, że jej darmowy samolot opuszcza się w dół. Wylądowali na małej polance, Eryka ześlizgnęła się z pleców przewoźnika jak po zjeżdżalni. Stojąc na polance rozejrzała się wokoło i zobaczyła że nie jest sama. Były tam jeszcze dwa takie same ptaki jak ten, na którym przyleciała różniły się tylko kolorem .Jeden był szary, a drugi był koloru mlecznej czekolady. Koło zwierząt stały dwie dziewczynki tak samo zdziwione i zagubione jak ona. Wydaje mi się, że jestem najstarsza z nas trzech więc musze podejść pierwsza. Przecież wszystkie nie wiemy co się tutaj dzieje. Może razem coś wymyślimy. To pomyślawszy Eryka podeszła do dziewczynek.

- Hej, jestem Eryka, mam jedenaście lat, a wy?

- Cześć, jestem Lena ale mówią na mnie Lelka, mam dziewięć lat, a ty mała? Pytanie to skierowała do trzeciej dziewczynki wyraźnie młodszej.

- Hejo, ja jestem Julka, mam siedem lat. Może wiecie co się dzieje, bo ja nie mam pojęcia i prawdę mówiąc troszeczkę mnie to przeraża, te ptaki, ta polana i to tam. Mówiąc to wskazała na coś na środku łączki.

- Wcześniej tego nie zauważyłam, przyznała Eryka podchodząc do wskazanej rzeczy. Za nią podążyły dziewczyny. Dopiero jak stanęły tak blisko siebie wokół tego przedmiotu, rzuciło się w oczy ich podobieństwo. Wszystkie miały blond włosy, były szczupłe, miały długie rzęsy i gęste brwi. Miały tylko inne kolory oczu Eryka miała je zielone, Lelka miała oczy brązowe, a Julka jasno fioletowe, każda z nich miała złote migocące drobinki w oczach. Wszystkie zauważyły podobieństwo między sobą ale żadna z nich nic nie powiedziała. Z powrotem skupiły swoją uwagę na stojącym przedmiocie między nimi.

Rzecz ta rzucała przedziwne światło takie srebrzyste, ulotne, delikatne. Wydawało się, że wystarczy jeden podmuch i poświata ulotni się nie odwracalnie. Miało to kształt koła wysokości jednego metra i takiej samej średnicy. Na środku było koło ale co było najdziwniejsze to kółko było podzielone na trzy trójkąty.

- Zobaczcie dziewczyny na ten trójkącik, ja mam taki sam, wykrzyknęła Julka i bez wahania wyciągnęła naszyjnik, który miała pod koszulką i przyłożyła go do odpowiadającego trójkącika na kółku. I wtedy część, na której położony był wisiorek zaczęła świecić. Na zawieszce Julki też były literki. Lelka przeczytała.

- Tu pisze Ria, rozumiecie coś z tego, bo ja nic.

- Ja nic nie rozumiem ale wiem jedno jesteśmy tu nie przypadkiem i ja mam podobny naszyjnik tyle że na mojej zawieszce są literki An. To powiedziawszy Eryka wyciągnęła swój łańcuszek i również położyła na miejsce odpowiadającego trójkąta. Tak samo jak u Julki zawieszka zaczęła świecić intensywnym światłem. Oba słupy blasku połączyły się i teraz światło wyglądało jak palące się ognisko.

- Ja też mam taki naszyjnik, i zobaczcie jaki napis tworzą te litery. Julka złożyła napis w wyraz.

- Antoria, rozumiecie coś.

- Nic, a nic ale niech Lelka położy swój wisior i zobaczymy co będzie dalej.

Lena z wahaniem wyciągnęła swój naszyjnik i położyła go w przeznaczone mu miejsce. Światło, które było tylko niewielkim ogniskiem teraz zamieniło się w pożar. Dziewczynki chwyciły się za ręce, bo zobaczyły pośród oślepiającego światła bramę, za którą była łąka i rzeka. Julka oderwała się od koleżanek i wbiegła za bramę.

- Nie możemy jej tam samej puścić.

- Masz racje Eryka, idziemy.

- Musimy. I trzymając się mocno za ręce Lena i Eryka po biegły śladem Julki.

Następne częściAntoria, cz. 2  Antoria, cz. 3  

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • little girl 08.12.2015
    Ogólnie histria wydaje się ciekawa, brakuje Ci przecinków w kilku miejscach. Wrażenia po przeczytaniu raczej dobre, więc 5 :)
  • Szymon Szczechowicz 08.12.2015
    Opisy. Bardzo podobają mi się Twoje opisy. :) 5
  • levi 08.12.2015
    dziękuje :)
  • KarolaKorman 09.12.2015
    Baśniowa kraina, te trzy dziewczynki i ich wisiorki, wszystko tworzy magiczny klimat. Zerknę do kolejnej części, 5 :)
  • Numizmat 09.12.2015
    Kurczę, nie chcę Ci zaniżać średniej, ale jak już zajrzałem, to chyba niestety będę musiał. Sama historia ciekawie się zaczyna, choć może odrobinę za szybko - brakuje jakiś rozwinięć, jakiejś głębi w osobowości bohaterki, czy choćby jakiegoś tła dla jej osoby, historii, opisu jaka ona właściwie jest. A tak cała historia po prostu nagle się wydarzyła. Mimo to, zdecydowanie zachęca do czytania. Jest niestety bardzo dużo błędów.
    Dialogi są źle skonstruowane. Mianowicie, nie kończysz wypowiedzi myślnikami.
    "W tedy" - piszemy wtedy.
    "nie pewnie" - piszemy niepewnie.
    Nie wstawiasz przecinków w zdaniach złożonych.
    "Co ja robie przecież to nie normalne lecę gdzieś przecież jak ja wrócę do domu ale co mi to szkodzi jest cudownie ten wiatr we włosach, te malutkie domki w dole, ta wysokość wszystko jest piękne i niesamowite". - nie będę ukrywał, to zdanie jest to kompletnej poprawki, bo to naprawdę koszmar, a nie zdanie.
    "Ja nic nie rozumiem ale wiem jedno jesteśmy tu nie przypadkiem i ja mam podobny naszyjnik tyle że na mojej zawieszce są literki An". - z tym sprawa ma się podobnie.

    Mam wrażenie, że pisałaś to na telefonie. Jeśli tak to przed wrzuceniem warto chociaż trochę przeczytać tekst i go zredagować. Niestety tylko dam 2,5 czyli 3
  • levi 09.12.2015
    dzienki za opinie, tak naprawdę to ważne są dla mnie komentarze, nieśrednia
    ważne jest nie tylko zbieranie lałrów, każdy wytknięty błąd jest istotny bo sprawia, że zwracam bardziej uwagę na to co przeszkadza w czytaniu

    Dzienki za wszystkie opinie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania