Poprzednie częściAntoria, cz. 1  

Antoria, cz. 2

Lelka i ja oglądałyśmy się na wszystkie strony, szukając Julki. Każdy obrót sprawiał, że co raz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że od początku do końca to jest sen.

Widziałyśmy przejrzystą rzekę, po której powierzchni ślizgały się stworzonka przypominające małe laleczki Barbie, kwiatki wielkie i wysokie jak dom, zwierzęta podobne do koni, ale różniące się od nich kolorem i wielkością. Wszystko mnie zachwycało barwne kolory, odczuwalna atmosfera magii, po prostu ta inność. Mogłabym godzinami podziwiać te cudne zjawiska, gdyby nie to, że dalej nigdzie nie było widać Julki.

W pewnym momencie Lelka podskoczyła w miejscu i krzyknęła.

- Widzę ją, widzę!

- Gdzie?

- Tam! Zobacz, próbuje wsiąść na to konio- podobne coś.

Już bez słowa zerwałyśmy się do biegu.

Julkę dorwałyśmy w momencie, gdy układała się wygodniej na grzbiecie zwierzęcia. Lelka nie umiała utrzymać emocji na wodzy i krzyknęła na małą dziewczynkę nie hamując gniewu.

- Oszalałaś co ty wyrabiasz! Co jak by się coś tobie stało! Tak sobie tu wleciałaś nie wiedząc czy nie ma jakiegoś niebezpieczeństwa!

Uznałam, że jako najstarsza musze zachować spokój. Odezwałam się łagodnie kierując pytanie do szalonej małej kowbojki.

- Julciu czy możesz nam wyjaśnić czemu wbiegłaś sama za bramę, nie czekając na nas? Czemu siedzisz na tym czymś nie wiedząc co to jest? Dlaczego się śmiejesz?- Rzeczywiście dziewczynka śmiała się z całego serca, podskakując na grzbiecie wierzchowca i szarpiąc go za grzywę.

- Ale ja wiem co to jest! To są Zolki, nie zrobią nam krzywdy.- Powiedziała wskazując ręką na pasące się stado wokół nas.

- Co to jest?- Zapytałyśmy jednym głosem, ja i równie zdumiona Lelka.

- No Zolki, przyjrzyjcie się im. Są podobne do koni tyle, że mają różne kolory. Są różowe, niebieskie, żółte i tak dalej. Mają długą grzywę, z której sypie się srebrny pyłek i każdy z nich ma między oczami jakiś symbol: serce, gwiazdę, kwiatek, księżyc i wiele innych. Tylko tym się różnią od naszych koni. Nie macie się czego bać wsiadajcie, musimy poznać te krainę skoro już tu jesteśmy.

- Niby skąd to wiesz?- Zapytała podejrzliwie Lelka.

- No śniły mi się kiedyś.- Odpowiedziała bez wahania Julcia.

Spoglądałam niezdecydowanie to na Lelkę, to na fikającą Julkę, a szczególnie uważnie przypatrywałam się pasącym się Zolkom. Widziałam w oczach stojącej Leny takie same rozterki i niezdecydowanie jak u mnie. Wyraźnie zniecierpliwiona Julka mruknęła do zwierzaka, na którym siedziała.

- Nie martw się za raz pojedziemy sami albo z nimi.

- Słyszałyśmy to Jula.

- No to siadajcie, a nie kręcicie tymi głowami na wszystkie strony zaraz wam odpadną, a oczy to macie wielkie jak talerze. Wybierajcie po Zolku i jedziemy. Po wiedziała Julka podskakując niecierpliwie na grzbiecie zwierzęcia.

Wymieniłyśmy się z Leną ostatnim spojrzeniem i z duszą na ramieniu podeszłyśmy do dwóch pasących się zwierząt.

Usiadłam na grzbiecie Zolka o ciemno niebieskim ubarwieniu, Lelka wybrała sobie zwierzaka w kolorze żółtym. Ruszyłyśmy przed siebie co raz bardziej oddalając się od bramy, przez którą się tu znalazłyśmy i naszego prawdziwego świata.

 

Widziałyśmy niesamowite rzeczy: muszlę we wszystkich kolorach tęczy, krzewy obwieszone owocami, od których bił nieprawdopodobny blask, motyle układające się w najróżniejsze kształty, a z każdej strony płynęła do uszu najpiękniejsza melodia, jaką kiedy kol wiek słyszałam. Nie mogłam w to uwierzyć te cudną pieśń śpiewały drzewa. Wszystko tutaj było takie odmienne i inne.

Po dojechaniu na urwisty brzeg, zatrzymałyśmy się oszołomione pięknem morskiego krajobrazu. Wielka niekończąca się połać wody, falowała zmieniając z każdym ruchem kolor, raz była błękitna, po czym zielona, nagle granatowa i tak cały czas. W pewnym momencie cisze zakłócił zduszony głos Lelki.

- Dziewczyny czy wy to widzicie czy ja już do końca oszalałam?

- Co takiego? Spytała zdziwiona Julka.

- Tam na skałach z lewej strony. Mówiąc to wskazała kierunek ręką.

- Widzę! - Wykrzyknęła Julka.

Odwróciłam wzrok, żeby spojrzeć we wskazanym kierunku i głosem przepełnionym niedowierzaniem powiedziałam.

- Nie mogę w to uwierzyć to są syreny, a jakie piękne. Spójrzcie na ich barwne ogony, a te długie lśniące włosy. Zobaczcie jak lśni ich skóra. To jest cudowne.

- Tak Eryko są cudowne, masz racje.

Obserwowałyśmy poczynania morskich stworzeń, wylegujących się na słońcu.

Nagle zasłonił nas jakiś cień, więc obejrzałyśmy się i zobaczyłyśmy te ogromne ptaki, które pomogły nam się dostać na polane. Tak samo jak wtedy pochyliły się dając nam znak, że mamy na nie wejść.

- Dziewczyny chodźmy, one chcą nas gdzieś zabrać.- Powiedziała Lena ześlizgując się z grzbietu Zolka.

- Masz racje.- Powiedziałam, idąc w jej ślady i pomagając zejść ze zwierzaka Julce.

Każda z nas wdrapała się na ptaka odpowiadającego znakom z naszych wisiorków. Ptaki wzbiły się wysoko w niebo. Lecąc zatapiały się w różowe chmury, robiąc różne akrobacje. Będąc w chmurze nie odczuwało się tak bardzo upału, który panował w tej krainie.

Po wylądowaniu wszystkie skamieniałyśmy z niedowierzania widząc coś najbardziej nieprawdopodobnego, czego jeszcze nigdy nie widziałyśmy w obu światach. Znajdowałyśmy się przed najpiękniejszą budowlą wszechczasów. Był to pałac, cały biały, opleciony kwiatami, które przy każdym podmuchu wiatru wydawały z siebie piękne dźwięki. Budynek miał trzy wierze tworzące trójkąt, oplecione mieniącymi się wstęgami we wszystkich kolorach tęczy. Każda wieżyczka miała inny symbol na dachu. Pierwsza miała koło podzielone na cztery trójkąty, każdy z trójkątów miał inny kolor. Druga wieża miała symbol koniczyny, a trzecia kucającego wilka z uniesioną głową. Wszystkie symbole na wieżach łączyły się ze sobą ognistymi wstęgami. Cały zamek otaczała woda i jakby mgiełka, ale tak delikatna, że do końca nie było wiadomo czy naprawdę się tam znajduje. Po dłuższej chwili wrota zamku otworzyły się, a ze środka wyprysnęła mała dziewczynka. Przebiegła po wodzie i stanęła z szerokim uśmiechem przed nami. Widząc ją krzyknęłyśmy jednocześnie rozpoznając ją.

- To ty!

- Widzę, że mnie poznałyście. Bardzo się cieszę, a teraz idziemy do środka tam wszystkiego się dowiecie.

Bez słowa chwyciłyśmy się za ręce i poszłyśmy za długowłosą dziewczynką. W środku zamku było jeszcze piękniej niż na zewnątrz, wszędzie były niezrozumiałe błyszczące znaki, ściany były zbudowane jak gdyby z diamentów, wszystko było skąpane w srebrnym pyle i w oślepiającym świetle. Przewodniczka zaprowadziła nas do obszernej Sali. Znajdowały się tam trzy trony pięknie zdobione. Ten pośrodku był wyszyty błękitnym materiałem, na którym znajdowały się zdobienia przedstawiające cztery żywioły: ogień, ziemie, wiatr, wodę. Ten po prawej miał kolor zielony i miał motywy roślinne. Trzeci znajdujący się z lewej strony był biały z wszytymi kolorami tęczy, a na nich znajdował się wzór zwierząt. Oprócz pięknych tronów w Sali był jeszcze ogromny stół i krzesła. Komnata zbudowana była z czegoś przypominającego szkło ale to z czego powstała na pewno nie przypominało niczego co pochodziło z naszego świata. Ściany przepuszczały znacznie więcej światła niż zwykłe szkło. Wszystko było takie jasne i pogodne, Na ścianach znajdowały sie zdobienia, które odbijały promienie co powodowało, że przez sale przemykały kolorowe błyski.

Do Sali wkroczył mężczyzna, był trochę wyższy od Eryki, miał siwą brodę, oczy koloru lazurowego nieba, jego złota szata falowała przy każdym nawet najmniejszym ruchu. Gdy odezwał się jego głos choć cichy był dźwięczny i melodyjny.

- Witajcie! Bardzo długo czekaliśmy na dzień kiedy wrócicie do domu.

- Jak to wrócimy? I dlaczego mówi Pan, że wróciłyśmy do domu?- Zapytała Lelka z nadzieją w głosie i z niecierpliwieniem.

- Wszystko wam opowiem, tylko chodźcie za mną. To powiedziawszy od wrócił się i wyszedł sali. Nic innego nam nie pozostało, podążyłyśmy za nim mając pustkę w głowach. Tylko mała przewodniczka nie poszła z nami. Oddaliła się w przeciwną stronę podskakując i podśpiewując sobie pod nosem, jakąś pogodną melodyjke.

Następne częściAntoria, cz. 3  

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • little girl 02.01.2016
    Lubię takie baśniowe historie, jednak błędy trochę odstraszają :/ Sama nie jestem za dobra w tej dziedzinie,ale postaram się wypisać, te które zauważyłam.
    "Każdy obrót sprawiał, że co raz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że od początku do końca to jest sen. " - " co raz" - "coraz". "do końca" - jakoś nie bardzo mi pasuje, bo historia trwa.
    "zwierzęta podobne do koni , ale różniące się" - bez spacji przed przecinkiem
    "Mogła bym godzinami podziwiać te cudne zjawiska" - "Mogła bym" - "Mogłabym"
    "- Tam !Zobacz, próbuje wsiąść na to konio- podobne" - Spacja po wykrzykniku, nie przed. Spacja przed myślnikiem
    "- Oszalałaś co ty wyrabiasz! Co jak by się coś tobie stało! Tak sobie tu wleciałaś nie wiedząc czy nie ma jakiegoś niebezpieczeństwa!"- po "oszalałaś" chyba ma być przecinek i przed "czy".
    ''- Widzę! Wykrzyknęła Julka." - zapomniałaś myślnika po widzę
    "Odwróciłam wzrok żeby spojrzeć we wskazanym kierunku" - przecinek przed "żeby"
    "Tak samo jak w tedy pochyliły się" - " w tedy" - "wtedy"
    "najbardziej nieprawdopodobnego czego jeszcze nigdy" - przecinek przed "czego"
    "trójkąty,, każdy z trójkątów miał inny kolor."- masz dwa przecinki
    "Druga wieża miała symbol kończyny," - "kończyny" - chodzi o "koniczyny" ?
    "było wiadomo czy naprawdę się tam znajduje" - przecinek przed czy
    "ze środka wyprysnęła mała dziewczynka." - "wyprysnęła"? jakoś dziwnie mi się kojarzy, zastąpiłabym innym czasownikiem.
    "Widząc ją krzyknęłyśmy jednocześnie rozpoznając ją." - powtórzenie "ją" .
    "przypominającego szkło ale to z czego powstała" - przecinek przed "ale"
    "wkroczył mężczyzna był trochę wyższy od Eryki" - przecinek przed "był"
    "Za pytała Lelka z na dzieją w głosie" - "na dzieją" - "nadzieją" i myślnik przed "Zapytała", "Za pytała" - "Zapytała".
    "Wszystko wam opowiem tylko chodźcie za mną" - przecinek przed "tylko"
    "To powiedziawszy od wrócił się i wyszedł sali" - "od wrócił" - "odwrócił", myślnik przed "To"
    "Nic innego nam nie zostało"- "nie zostało" - zmieniłabym na nie pozostało.
    Ogólnie za często powtarzasz czasownik "być". Jeśli chodzi o przecinki, sama nie jestem w tym za dobra, dlatego większości nie wypisuję, aby nie wprowadzić Cie w błąd. Jak wspomniałam historia ma w sobie to coś, jest oryginalna. Chętnie poczytam dalsze części. :)
  • levi 02.01.2016
    Dziękuje :)
    szczególnie za wypisanie błędów

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania