Poprzednie częściBalonik  Balonik cz.2  

Balonik cz.3

Papieros już dogasał, a mój kompan częstował mnie już następnym. Sam zapalał jednego za drugim. (Czy wszyscy tu tak jarają?). Gdy miła pani zawołała łysego, wyluzowany zaproponował, byśmy wyszli się trochę przewietrzyć. Staliśmy przed bocznymi drzwiami, gdzie był widok na śmigłowiec. W międzyczasie dowiedziałem się, że wyluzowany nazywa się, Patryk Tabus jest podpułkownikiem i z tego, co zrozumiałem, to przyleciał wczoraj tym śmigłowcem. Łysy natomiast to major Andrzej Wieloszewski wieloletni przyjaciel Patryka. Mój nowy kompan tłumaczył grubiaństwo swojego przyjaciela tym, że stracił on swoją rodzinę w trakcie drugiej fali. (Maria).

On przed tym wszystkim był całkiem inny. Mówił to, podziwiając błękitne niebo. Wszyscy byliśmy inni. Ja wcześniej nie paliłem. Gardziłem tymi, co palą. On teraz gardzi wszystkimi. Taki oto mamy czas pogardy.

Też sobie przypomniałem, że zacząłem palić niedługo po tym, jak wyszedłem z piwnicy. Włóczyłem się wtedy z taką bandą i gdy schroniliśmy się, (też w jakieś piwnicy) jeden z nich poczęstował mnie papierosem. Zapal sobie. To cię uspokoi. Powiedział to częstując mnie skrętem. I tak się zaczęło. Później mnie upili i rano obudziłem się bez ubrań, bez niczego. Tylko papierosy zostawili. Nigdy ich więcej nie widziałem.

Gdzie oni idą? Wreszcie się spytałem.

Umarlaki? No, wszystko wskazuje, że w okolice tam gdzie pracowaliście. Powiedział po zaciągnięciu się papierosem. Dlatego też szukamy, kogokolwiek kto zna tamte tereny. Wszystkie umarlaki tam podążają, co trochę ułatwia nam zadanie, gdyż łatwiej nam ich likwidować.

Dużo ich udaje się tam przedostać?

Dużo. Robi się tam niezłe piekiełko. Zaraz będą tam umarlaki z całego świata. Udaje im się, bo trafieni jak ich tam nazywacie, potrafią wejść do wody, nie topią się oraz nie wypływają na brzeg. Po prostu przechadzają się po dnie. Potrafią tak pokonać rzeki czy też jeziora.

A morza? Spytałem się.

Jeszcze na delegację ze Stanów czy Australii się nie doczekaliśmy, ale linie brzegowe są w miarę możliwości monitorowane. Po chwili dodał. Zachowują się, tak jakby jakaś siła ich trzymała, prowadziła i nie pozwoliła wypłynąć na brzeg. Fajny widok masz romantyczny wieczór z ukochaną na plaży, a tu wychodzi ci z wody taki jegomość.

To nieźle. Skomentowałem.

Mało tego. Kontynuował. Ci, co mogą, to mamroczą coś w kółko w jakimś niezrozumiałym dla nas języku. Jak mantrę ciągle to samo. Jak by byli zahipnotyzowani.

Wiadomo, w jakim celu tam podążają?

Może jakaś fajna promocja. Zażartował. Na pewno idą do tego waszego ulubionego wzgórza, które okazuje się być wulkanem. Przez moment staliśmy tak w ciszy. Chodź, pokażę ci coś co nie pozwoli ci zasnąć. Powiedział, po chwili gasząc papierosa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • droga_we_mgle 3 miesiące temu
    Ciekawe. Ale wygodniej by się czytało, gdyby dodać myślniki do dialogów.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania