Bizarro horror Maroka i Fanthomasa - część 2

http://www.opowi.pl/bizarro-horror-maroka-i-fanthomasa-a47889/ - tu część pierwsza :)

 

 

Głupi strach. Co może być w piwnicy? Najpewniej nic. Ciotka zawsze miała dziwne poczucie humoru. Może to tylko test.

Podała mu klucz. Włożył go do dziurki i przekręcił, a potem nacisnął klamkę i uchylił drzwi. Spodziewał się jakiegoś przykrego zapachu, po którym zwymiotuje. Śmierdziało trochę, ale tylko jakimiś starymi warzywami. Poza tym było bardzo ciemno.

- Potrzebuję latarki.

- Oczywiście, nie masz takiego kociego wzroku jak ja.

Dała mu latarkę. Poświecił. Nie zauważył żadnego ruchu. Na podłodze pod schodami leżała sterta gnijących warzyw.

- Dajesz mu jedzenie?

- To nie jedzenie. To on!

Pod stertą warzyw coś zaczęło się poruszać. Jakby spało, a on je przebudził. Cofnął się szybko. Ogarnął go irracjonalny strach, że ciotka zepchnie go ze schodów i zamknie w piwnicy, dlatego wycofał się i wrócił do kuchni. Aurelia patrzyła na niego obojętnym wzrokiem.

- Nie mogę, boję się. Nawet jeśli to wszystko mi się zdawało - wykrztusił.

- Mówiłam ci. A to nie wszystko. - Ciotka ponownie zamknęła piwnicę. - Nie byłam jedyna. Potem inne kobiety również zaczęły rodzić podobnie wynaturzone potomstwo.

- To wszystko brzmi jak koszmarny sen.

- Może tak właśnie jest, a ja teraz śnię? Przecież od bardzo dawna nie spałam z żadnym mężczyzną. Bo to co mnie zapłodniło na pewno nie było człowiekiem.

Ciotka zaczęła zachowywać się jak wariatka. Rzucała obłąkanym spojrzeniem na prawo i lewo, a do tego mówiła wyjątkowo popieprzone rzeczy.

- Przyszli do mnie pewnej nocy, ociekali błotem i śmierdzieli. Wykorzystali mnie. A wiesz co to było? Warzywa z mojego ogródka.

Mężczyzna poczuł się nieswojo. Teraz to on miał wrażenie, że śni jakiś koszmarny sen. Jego ciotka paplała bez sensu. Trudno, nie zostanie u niej. Przenocuje w samochodzie, a potem... potem jakoś to będzie.

Natłok myśli zalał jego umysł. Próbował ułożyć to wszystko w sensowną całość, jednocześnie czując, że są na to nikłe szanse. Jechał do zapomnianej przez świat dziury, aby znaleźć schronienie. To był priorytet. Ciotka podczas rozmowy telefonicznej faktycznie tworzyła dość niezgrabne wypowiedzi, jakby chciała pomiędzy nimi ukryć wiadomość, że tak naprawdę nie chce, aby do niej przyjeżdżał. Mógł to przewidzieć. Dostał w twarz solidną pięścią absurdu. Nadal bolało. Wyszedł z mieszkania rozkojarzony i pozostawiony samemu sobie, aby poradzić sobie z tym wszystkim. Aurelia wspomniała, że inne kobiety również poczęły warzywne monstra z niewiadomych przyczyn. Całe miasteczko spało spokojnie z myślą, że nowe pokolenie to oślizgłe wybryki z czeluści najgorszych koszmarów. Obłąkany sen psychola trwał i wkraczał powoli w coraz to nowe fazy. Kiedy się skończy?

Wsiadł do auta. Kątem oka zdołał zobaczyć sylwetkę ciotki stojącą w oknie. Udał, że jej nie widzi. Udawał, że niczego nie widział w piwnicy, że to tylko chora wizja. Może jest schizofrenikiem? To by wiele wyjaśniało. Dziwne uczucie spojrzeń na całym ciele wtedy przy placu. Spojrzenia te nie były ludzkie. Paliły jego skórę niewidzialnymi laserami i kuły tysiącami igieł.

Ulica była ciemna. Pierwsza latarnia stała na samym końcu przy wlocie w ulicę Euzebiuszańską. Żółte, mdłe światło padało na usypany chodnik i cześć jezdni. Zdołało swoim zasięgiem objąć zdechłego psa. Zwierzę leżało nieruchomo kilka metrów od auta, pokryte licznymi ranami. Przesiąknięte krwią, puszyste futro powiewało zgrabnie poruszane wiatrem. Kusiło go, aby wyjść i przyjrzeć się mu bliżej. Wtedy przypomniał sobie o piwnicy. Było tam okno, które wychodziło centralnie na trawnik przed domem. Spojrzał w tamtym kierunku. Miał dziwne przeczucie, że to coś też mu się przygląda ukryte w całkowitych ciemnościach. Od kiedy warzywa stały się morderczą hordą potworów? W odciętej od cywilizacji mieścinie te stwory mogły się rodzić już lata temu. Teraz to już pewnie rutyna. Z drugiej strony uświadomił sobie, że tak naprawdę przegrał z warzywną pokraką o miejsce w domu ciotki. Piwnica jawiła się jako tysiąc razy lepsze miejsce do spania niż wnętrze ciasnego auta.

Pierwsza próba. Zamknął oczy w nadziei na choćby namiastkę spokojnego snu. Bez szans. Prędzej sam z siebie wejdzie po raz drugi do piwnicy Aurelii, niż uśnie na twardym fotelu kierowcy. Nikt nie mówił, że będzie pięknie. Ciotka była jego jedyną rodziną, która jeszcze go nie znienawidziła. Ale kto był przypuszczał, że będzie aż tak ostrą brzytwą? A może to on był za miękki? Teraz to bez znaczenia. Jest tu. Siedzi w aucie przed jej domem i snuje plany na przyszłość. Do tamtego świata na razie nie ma po co wracać.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • fanthomas 2 tygodnie temu
    Mi dalej się podoba :)
  • marok 2 tygodnie temu
    Świetna zabawa i dobrze jest :)
  • fanthomas 2 tygodnie temu
    Chrrrrr....
  • marok 2 tygodnie temu
    na zdrowie
  • fanthomas 2 tygodnie temu
    Gdzie ten Canulas?
  • maciekzolnowski ponad tydzień temu
    Przechodzę do części III, dobrze jest! Oby tak dalej! ;))
  • marok ponad tydzień temu
    Dziękujemy ogromnie
  • Różowa pantera ponad tydzień temu
    O czym to kurwa jest hmm... I tak chujowe

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania