Poprzednie częściBorys  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Borys 2.

Borys wie, już teraz ma pewność, że to ta dziewczyna podrzuciła mu psa, a później po niego wróciła i została na imprezie. Gdzie jest przybłęda? Dlaczego nie pamięta? Odczuwa jakiś niepokój, ale jest on mglisty, zamazany, nie do opisania. Przez szyby obserwuje brudny świat, w głowie kołacze się myśl, że musi rozwiązać zagadkę, usiąść w spokojnym miejscu, napić się alkoholu i pomyśleć, znów wypić, usnąć i przyśnić rozwiązanie. Nic nie może go rozpraszać, a tu jest za głośno. Kelnerka zerka na niego podejrzliwie i puszcza oczko, mimo że jeszcze przed chwilą obrzydzał ją zapach strawionego wina. Jakiś pan, średniego wzrostu i średniej postury, w czarnym kapeluszu i ciemnych okularach przysiada się i stuka kuflem w jego kufel. Niektórzy tańczą, przytulając się do siebie jak na klasowych dyskotekach, kiedy największym osiągnięciem była liczba tańców z ulubionym chłopakiem. Niektórzy tylko siedzą, obserwują, konsumują, palą i znów jedzą. Potem wyciągają telefony i robią zdjęcia. Fotografują swoje butelki, kieliszki, talerze, puszki, siebie nawzajem przy konsumpcji frytek, kebabów, i lepszych wykwintnych dań, a potem oddają aparat swoim towarzyszom i sami są fotografowani z piwem i puszką coca-coli. Następnie wysyłają te zdjęcia nieobecnym przyjaciołom, ukazują obcym ludziom, wstawiają na blogi i portale, w zamian otrzymując od innych podobne zdjecia, podobnego barowego jedzenia. Piszą przy tym niezliczoną ilość komentarzy.

Borys zerka na mężczyznę w kapeluszu.

– Przepraszam pana najuprzejmiej, ale nie znamy się.

– Byliśmy umówieni – odpowiada i ściąga okulary.

Drżą mu ręce coraz mocniej, już teraz, natychmiast musi upić kolejny łyk, tym razem czegoś mocniejszego, jakiejś wódki zmieszanej z Red Bullem. Prosi o takie zamówienie, po czym nie patrząc w oczy sąsiada wypija szklankę płynu.

– Proszę zwrócić mi psa.

– Nie mam. Nie wiem. Skąd się znamy?

– Nie znamy. Szukam psa, był z panem.

Borys wie, że mężczyzna go obserwował, może jest detektywem, albo policjantem w cywilu, może będzie zadawał więcej pytań, a te są podchwytliwe i trzeba je ignorować jak najdłużej, nie dać się wciągnąć w dyskusję. Gdzie jest ten pieprzony pies?

Wcale nie musi tu pić, nie musi, może wyjść, nie rozmawiać z przybyszem, czekać cierpliwie na ławce aż go znajdą, bo znajdą na pewno. Nie chce wracać i spać znów z trupem. Z rozpędu zamawia kolejną szklankę wódki, kelnerka ze zrozumieniem nalewa. Później żegna się z nieznajomym i wychodzi. Nie wie dokąd, byle dalej, może zacznie szukać tej suki, a może to był pies, nie pamięta, nie pamięta też jak wyglądał, mógł zapytać. Przyśpiesza, wchodzi w jakiś tunel, zgarbiony lekko mężczyzna stojący koło badziewnego graffiti ściąga spodnie i masturbuje się uroczyście, triumfalnie, patrzy na obrazek i wykrzykuje pod jego adresem różne niecenzuralne słowa. Borys mija go z obrzydzeniem, chociaż wie, że właśnie w ten sposób Warszawa wita ludzi, a on sam robił podobnie, brandzlował się kiedyś na widok pewnej kobiety, w ukryciu, w przedziale pewnego pociągu, dyksretnie, ale teraz nie, teraz jest tym widokiem zniesmaczony.

Szuka w pamięci miejsca do którego może się udać po rozwiązanie zagadki, w myślach wymawia modlitwy. Modlitwy tych, którzy nad ranem znajdują ciała obcych kobiet umazanych szminką i nie wiedzą, tak bardzo nie wiedzą co zrobić. To niewiele pomaga. Sięga dłonią do kieszeni, wyjmuje plik karteczek i wybiera pierwszy z wyłowionych tam numerów. Po drugiej stronie odzywa się starsza kobieta.

– Przyjdź – rzuca do słuchawki i Borys już wie, że ona na pewno go wysłucha.

Raz jeszcze zastanawia się czy nie iść na policję, może oni pomogą poskładać mu wszystko i odnajdą tego psa. Chciałby też odzyskać szalik. Ten brązowy, zaciśnięty na szyi trupa.

Zaczyna padać. Borys wkońcu trafia przed jej dom, tam też będzie można się napić, usiąść, wyciszyć i zebrać myśli. Ludzie chronią się przed deszczem i wychodzą z niego bez szwanku, tylko on jest mokry, cały ocieka wodą, nie potrafi schronić się pod dachem. Zazdrości im. Upada i leży pod jej domem, jest stary i zmęczony, tamtego dzielnego chłopca, wesołka, który zabawiał kilka dni temu towarzystwo, który przyjmował obcych pod swój dach, obce kobiety i obcych, naćpanych mężczyzn już nie ma. Chciałby żeby to się już skończyło, ale to nie on o tym decyduje. Tak naprawdę naprawdę nawet się nie zaczęło. I Borys doskonale o tym wie.

Następne częściBorys 3.  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska tydzień temu
    Tak, zdecydowanie mi się podoba taki styl.

    "nawet się nie zaczęł." Zaczął
    Pozdrawiam
  • jesień2018 tydzień temu
    A może "nie zaczęło" :)
  • Justyska tydzień temu
    jesień2018 no jasne...
  • sigma 6 dni temu
    Poprawione. Dziękuję i tu.
  • jesień2018 tydzień temu
    Intrygujące, dobrze napisane. Fajne, pojemne zdania. Mam uwagę do "Niektórzy tańczą, przytulając się do siebie jak na klasowych dyskotekach, kiedy największym osiągnięciem była liczba tańców z ulubionym chłopakiem" - skoro "niektórzy", a nie "niektóre" (a dodatkowo opowiadanie jest z punktu widzenia mężczyzny), to pewnie lepiej pisać o tańcach z dziewczyną, a nie z chłopakiem. Czekam na ciąg dalszy!
  • sigma 6 dni temu
    Racja, dziękuję za komentarz i oczekiwanie na dalszy ciąg.
  • Canulas 5 dni temu
    "w przedziale pewnego pociągu, dyksretnie, ale teraz nie, teraz jest tym widokiem zniesmaczony." - dyskretnie
    "Borys wkońcu trafia przed jej dom" - w końcu

    Całkiem zgrabne.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania