Inna historia [Miraculum] - Rozdział 2. Prawda

- To ty, Marinette?

- Tak, mamo! Wróciłam, jestem z koleżanką!

- Och, świetnie. Przynieść wam croissanty?

- Jasne, mamo!

Lila z pewnym zaskoczeniem wpatrywała się w plecy brunetki, idącej przed nią. Jej rodzina wydawała się być taka... normalna. Rodzice byli w domu, a nie na drugim końcu kraju, mama czekała z obiadem, w wszystko wyglądało jak bajka, o szczęśliwym zakończeniu.

Marinette zaprowadziła Lilę do pokoju i usiadły przy różowym stoliku. Zresztą, to cały pokój był różowy. Łóżko, ściany, szafa...

Wzrok szatynki spoczął na zdjęciach Adriena. A myślała, że to ona ma obsesję.

Były wszędzie.

Lila spojrzała wymownie na brunetkę, która poczerwieniała na twarzy. Zaśmiała się nerwowo.

- Nie zwracaj uwagi.

Siedziały w niezręcznej ciszy, do póki mama Marinette nie wpadła do pokoju z tacką.

- Tu macie jedzenie.

Posłała im jeszcze ciepły uśmiech, który stopiłby lodowiec i zniknęła trzaskając cicho klapą.

Marinette zaczęła niespokojnie przebierać palcami, ale w końcu nie wytrzymała.

- Jeśli coś cię gryzie zawsze możesz mi powiedzieć. Nie puszczę pary z ust.

I właśnie tym sposobem pół godziny później Lila siedziała obejmowana przez brunetkę ramieniem, pociągając nosem od czasu do czasu. Czuła się, jakby po powiedzeniu tego wszystkiego, co jej ciążyło, spadło z jej pleców wielkie jarzmo. Usłyszała głośne westchnienie dziewczyny. Trochę, jakby ją też przytłaczała jej własna sytuacja.

- Kiedy byłam dzieckiem wszystko było prostsze. Bałam się potworów z pod łóżka, wyimaginowanych postaci, nierealnych, a tym samym, zupełnie nieszkodliwych. A teraz? Liceum potrafi przytłoczyć. W jednej chwili ktoś jest twoim wrogiem, w drugiej przyjacielem. A ty nie wiesz w co wierzyć, komu ufać i czy możesz trzymać największe tajemnice przy sobie. Życie jest dużo bardziej zmienne, niż dwa lata temu. Wtedy gdybym powiedziała, że miasto zaatakowali super-złoczyńcy, pewnie wszyscy by mnie wyśmiali. Obecnie na luzie ludzie oczekują, że uratują ich Biedronka i Czarny Kot. A nie wiedzą, kto kryje się pod maską, powierzają swoje życie komuś, kogo nawet imię jest im obce. - Przetarła oczy dłonią i przez chwilę wyglądała, jakby była dużo starsza. I jakby szczęście było tylko przykrywką, skrywającą zmęczenie i bezsilność.

Lila nagle poczuła się, jak gdyby znała Marinette od zawsze i mogła się z nią zakolegować. Marinette mogła być jej lustrem. Patrząc na jej twarz, Lila widziała siebie samą.

Wstała z ziemi i podała jej rękę. Nie żeby brunetka tego potrzebowała. Pomimo niezdarności była w zaskakująco dobrej formie, a przecież nie uprawiała żadnych sportów. Dawna część Lili krzyczała, żeby jej nie ufać. Że coś ukrywa. Coś, co mogło być bardzo niebezpieczne w złych rękach.

Ale nowa Lila postanowiła skończyć z kłamstwami. Teraz miały pozostać odległym wspomnieniem, czymś nieprzyjemnym, ale nieistotnym. Dawna Lila mogła się schować, bo nie miała szans z tą nową, lepszą. Ona nie będzie już kłamać, ani szukać kłamstw u innych. Będzie dobrą koleżanką i wzorową córką, a nie skrytą dziewczyną z niemiłym usposobieniem.

Marinette uśmiechnęła się do niej i kiwnęła głową. Wyglądała, jakby była szczęśliwa, że szatynka zechciała się jej zwierzyć ze swoich problemów. Lila niepewnie odwzajemniła uśmiech i zaczęła się bawić bransoletką na nadgarstku.

- Więc podoba ci się Adrien? - twarz Marinette momentalnie pokrył rumieniec i zdołała jedynie kiwnąć głową.

Urocze, pomyślała Lila. Jakoś nie mogła sobie wyobrazić, jak to jest być zakochanym w kimś przez tyle lat. Musiała w nim zobaczyć coś więcej niż ładną buźkę i kupę pieniędzy jego ojca.

- Czemu się z nim nie umówisz? Nawet jeśli mu się nie podobasz w ten sposób, to warto spróbować. Zawsze istnieje jakaś szansa.

Zanim skończyła mówić, Marinette już kręciła przecząco głową.

- Ja... już próbowałam. Mnóstwo razy. Wiesz, co z tego wyszło? Jedynie się ośmieszałam, jąkałam, albo robiłam pokaz niezdarności. Daleko mi do na przykład, Biedronki. Gdybym nią była, zwaliłabym Adriena z nóg. Ona jest odważna, śmiała i zdecydowana. Czyli moje dokładne przeciwieństwo. To tak jakbym była księżycem, a ona słońcem. A poza tym Adrienowi podoba się Kagami. Ona nie jest przynajmniej niedorozwojem społecznym. Widziałam, jak się całowali. - Jęknęła żałośnie i padła na materac, załamując ręce. - To totalnie na fair!

Lila podeszła do niej i usiadła obok. Jej wzrok zrobił się zamyślony, a twarz senna.

- Też byłam kiedyś zakochana w Adrienie Agreste. Sądziłam, że kocham go za to, jaki jest. A potem zdałam sobie sprawę, że nawet go nie znam. Że jest obcym człowiekiem, jakiego mogłabym spotkać na ulicy i nawet na niego nie spojrzeć. Ale Adrien był wyjątkowy. Miły, życzliwy, odważny, przystojny. Ale to nie znaczy wiele, jeśli żyjesz ze świadomością, że nie jest dla ciebie. Że przeznaczenie nie chciało, żebyście byli razem, a życie ukrywa jeszcze wiele niespodzianek, które wyjdą na jaw dopiero długo później. A być może osoba, zupełnie ci obojętna, okaże się być tą jedyną. A inni zapomną o tobie szybciej, niż się spodziewasz.

Wróciła spojrzeniem w stronę brunetki, która wpatrywała się w nią z szeroko otwartymi oczami. Jakby coś sobie uświadomiła. Coś ważnego.

- Lila? - jej głos brzmiał dziwnie słabo. - Nie pozwól, żeby mój sekret wyszedł na jaw.

Gdyby szatynka wiedziała, o jaki sekret chodzi, być może by nie przytaknęła. I być może ich drogi rozeszłyby się raz na zawsze.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania